Bronisław Wildstein dla Frondy: Obrońcy establishmentu proponują wyłącznie nienawiść - zdjęcie
06.06.16, 11:00

Bronisław Wildstein dla Frondy: Obrońcy establishmentu proponują wyłącznie nienawiść

Portal Fronda.pl: "Jarosław Kaczyński powiedział, że się nie cofnie, ja też się nie cofnę. Idziemy na zderzenie. (…) Być może potrzebna będzie rewolucja, w dobrym znaczeniu, by obalić rząd „dobrej zmiany” - powiedział Ryszard Petru. Według lidera Nowoczesnej jedynym wyjściem z sytuacji są przyspieszone wybory, ponieważ "w przeciwnym razie niebawem nie poznamy Polski". Czy rzeczywiście w Polsce szykuje się rewolucja?

Bronisław Wildstein: W Polsce nie szykuje się żadna rewolucja. Paradoks polega na tym, że ci, którzy opowiadają o potrzebie rewolucji to są obrońcy status quo, czyli oligarchii III RP - to znaczy rządów nielicznych w swoim interesie. III RP jest to oligarchia z procedurami demokratycznymi, które pozwalają odsuwać od władzy ten establishment. Oczywiście jest to bardzo trudne, ale w zeszłorocznych wyborach właśnie do tego doszło.

Establishment posiada potężne środki i możliwości działania. Przede wszystkim dlatego, że władza jest rozproszona, istnieje władza potężnego kapitału, najsilniejszych korporacji - na przykład prawniczych, ośrodków kulturowych, mediów etc. To one tworzą zwarty układ w III RP. Władza polityczna była ich reprezentacją i działała w ich interesie. Wybory odsunęły ten establishment i stąd wzięła się próba destabilizacji funkcjonowania tego rządu.

Nie należy przeceniać ich deklaracji. Oni próbują destabilizować sytuację polityczną. Działanie Komitetu Obrony Demokracji, które jest tego zaprzeczeniem, ponieważ tak naprawdę jest komitetem do walki z demokracją, czy wezwania, by obalać demokratyczny rząd, są przykładem skrajnej nieodpowiedzialności.

Nie grozi nam żadna rewolucja, rząd może rządzić stabilnie. Establishment, wspierany przez różne ośrodki - Trybunał Konstytucyjny, sojusznicze gremia europejskie - robi wszystko, żeby mu przeszkadzać.

Z jednej strony jest to skrajna nieodpowiedzialność, politycy tacy jak Ryszard Petru takimi wypowiedziami powinni skreślać się ze sceny politycznej - powinni być traktowani jako osoby, które zupełnie nie dorastają do polityki. Z drugiej strony są to tylko deklaracje ich pragnień, które nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.

Czy sądzi Pan, że społeczeństwo nie weźmie na poważnie słów Ryszarda Petru?

Im zależy, żeby takie wypowiedzi zostały wzięte na poważnie. Generalnie chodzi im o to, aby wywołać atmosferę niestabilności, chaosu, czego nikt nie lubi, zwłaszcza Polacy.

Chodzi o stworzenie aury niesprzyjającej rządzeniu. To bardzo charakterystyczne, zwłaszcza kiedy popatrzymy na lata 2005 - 2007; ówczesne rządy PiS-u w nieszczęśliwej koalicji Samoobrona - LPR. Sytuacja w Polsce była wówczas stabilna, nie było żadnych specjalnych protestów, była dobra koniunktura, a udało się stworzyć wizerunek tego czasu jako stanu skrajnego napięcia i nieporządków. To było skuteczne. Polacy właśnie tak postrzegają ten okres, ponieważ w ten sposób był przedstawiany w mediach przez osiem lat. Jest to próba powtórzenia tego manewru.

Prezes PiS mówił w sobotę, że w 2005 r. ponownie wygrali ci, którzy "chcą zmian", "żeby Polska wyglądała inaczej". "Jaka jest reakcja? Rebelia, kolejna rebelia(...)Opozycja robi, co chce; media robią, co chcą. (...) No i mamy czas obecny, mamy ponowne dojście do władzy (PiS - red.) i znów, szanowni państwo, mamy rebelię – powiedział. Czy rzeczywiście mamy do czynienia z rebelią ze strony aktualnej opozycji?

Nie. Tu również jest przesada, jeszcze nie ma rebelii. Natomiast mamy do czynienia z nieodpowiedzialną polityką, a w przeważających mediach z ogromną deformacją obrazu rzeczywistości, który skrajnie różni się z tym, co dzieje się naprawdę. Jest to działanie, które ma destabilizować i doprowadzić do rewolty.

Jeśli mówimy o rewolcie to raczej w sensie symbolicznym, deklaratywnym. Na razie jeszcze nikt niczego takiego nie zrobił. Oczywiście takie działania sprzyjają różnym nieodpowiedzialnym zachowaniom. Przypomnijmy sobie, że ta rozkręcona spirala nienawiści wobec PiS-u doprowadziła do zabójstwa politycznego - jednego w III RP - gdzie został zamordowany działacz Prawa i Sprawiedliwości, a drugi poraniony, tylko dlatego, że był aktywistą PiS. To pokazuje, że tworzenie radykalnego wizerunku jest niebezpiecznym igraniem z ogniem. Obrońcy establishmentu, którzy chcą nadal rządzić i kontrolować rzeczywistość, oficjalnie proponują wyłącznie nienawiść.

Rozmawiała Karolina Zaremba