Antykoncepcja zabija ciało i duszę - zdjęcie
25.07.18, 20:50

Antykoncepcja zabija ciało i duszę

Masz córkę w wieku szkolnym? Koniecznie zaprowadź ją do ginekologa, niech jej „coś” przepisze! – czytamy w poradnikach dla mam. Jesteś studentką, mężatką, singielką? Czy już wiesz, jaka pigułka jest najlepsza dla ciebie?

 

 

Skuteczne i wygodne – tak o antykoncepcji hormonalnej mówią media. A że jest nieobojętna dla zdrowia kobiety? Trudno – argumentują jej zwolennicy – szkodliwość jest mała, a dla pigułki nie ma alternatywy. Zdaniem producentów pigułek antykoncepcyjnych ich stosowanie stało się powszechne jak poranna toaleta. A skoro tak, to czy może być niebezpieczne? Czy produkt tak zalecany przez lekarzy, farmaceutów i seksuologów może być szkodliwy? Wiele kobiet nie może w to uwierzyć. A że na ulotce widnieje cała masa możliwych chorób i powikłań? Kto czyta ulotki?

– Jest coś takiego w naszym sposobie myślenia, że podążając za tłumem, podejmujemy zachowania ryzykowne – mówi prof. Bogdan Chazan, ginekolog położnik, dyrektor stołecznego Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny przy ul. Madalińskiego w Warszawie. – Nawet jeśli kobieta wie, że środki antykoncepcyjne nie są obojętne dla zdrowia, myśli, że skoro tyle kobiet je zażywa i żyje, to znaczy, że ona też może. Jej to nie spotka.

– Często kobiety skupiają się jedynie na tych skutkach ubocznych, które widać od razu, czyli nadwadze, obniżonym nastroju, problemach z cerą. Liczą na to, że preparaty osłonowe pomogą im obejść te trudności. A że w przyszłości mogą mieć problemy z zakrzepicą czy zachorować na nowotwór? O tym najczęściej nie myślą – dodaje prof. Urszula Dudziak, kierownik katedry Psychofizjologii Małżeństwa i Rodziny KUL, instruktorka metod naturalnego planowania rodziny, członkini powołanego przez ministra zdrowia Krajowego Zespołu Promocji Naturalnego Planowania Rodziny. – Dlaczego? Bo nie widzą alternatywy.

 
 

 


NA CHOROBĘ CI TAKIE ŚRODKI

 – Wyłączenie jednego z układów zdrowego organizmu na kilka lub nawet kilkanaście lat nie może pozostawać bez wpływu na zdrowie. Wyobraźmy sobie wyłączenie na kilka lat układu oddechowego, przy założeniu, że przez ten czas pacjent będzie oddychał za pomocą respiratora. Czy po takim czasie płuca będą działały poprawnie? Tak samo jest w przypadku układu rozrodczego – przekonuje prof. Chazan. – Środki antykoncepcyjne powodują zaburzenie cyklu miesiączkowego i zmiany w wydzielaniu śluzu szyjkowego nawet po ich odstawieniu, co w następstwie prowadzi do niepłodności. Problem coraz większej liczby par borykających się z brakiem dziecka to w dużej mierze skutek stosowania środków antykoncepcyjnych.

 

Sięgające po pigułki nastolatki myślą, że środek ten uchroni je przed ciążą przez kilka lat, a potem będzie jak wcześniej. W praktyce okazuje się, że pigułka może zaburzać dojrzewanie na całej osi podwzgórzowo-przysadkowo-jajnikowej. A nawet w przypadku kobiet dojrzałych, przez lata blokowana płodność nie powraca albo powraca zmniejszona. Coraz więcej mówi się o trwałym zahamowaniu odbudowy endometrium, czyli śluzówki wyściełającej jamę macicy, co jest przyczyną problemów z płodnością. Okazuje się jednak, że to nie one są najgroźniejsze.

Dr Ewa Kuczapska-Ślizień, lekarka pracująca w szpitalu św. Zofii i instruktorka NPR powiedziała podczas konferencji „Seks bez antykoncepcji”, 21 listopada w Warszawie, że zaburzenia rytmu biologicznego przez środki antykoncepcyjne powodują liczne schorzenia m.in. nadciśnienie, otyłość i cukrzycę. Najczęstszym i jednocześnie śmiertelnie niebezpiecznym skutkiem jest duże ryzyko wystąpienia chorób sercowo-naczyniowych: głębokiej zakrzepicy, tętniczych udarów niedokrwiennych, udarów krwotocznych, ostrego zawału mięśnia sercowego. Zwłaszcza plastry antykoncepcyjne zwiększają ekspozycję na sztuczne estrogeny, a te mają szczególne działanie prozakrzepowe – o 60 proc. większe w porównaniu z pigułką.

Dane są przytłaczające. Zagrożenie chorobą zakrzepowo-zatorową na 100 tysięcy kobiet pomiędzy 15. a 44. rokiem życia, wśród niestosujących antykoncepcji, wynosi ok. 10 na 100 tysięcy. Dla stosujących antykoncepcję co najmniej 30 na 100 tysięcy kobiet. A w przypadku kobiet będących w grupie przeciwwskazań, to ryzyko wzrasta już do 60-80 na 100 tysięcy, a więc prawie ośmiokrotnie! Podobnie rzecz się ma w przypadku trombofilii, czyli skłonności do tworzenia zakrzepów żylnych, a nawet tętniczych.

– Jeżeli kobieta jest chora na cukrzycę, ma nadciśnienie lub trombofilię, to w wyniku stosowania środków antykoncepcyjnych przebieg choroby się zaostrzy – twierdzi prof. Chazan. – Mimo to często zalecenia producentów środków antykoncepcyjnych i międzynarodowych organizacji takich jak International Planned Parenthood Federation są takie, aby rezygnować z badań laboratoryjnych przy kwalifikowaniu pacjentek do stosowania tych środków. Mówi się, że zbyt daleko idące badania to strata czasu i pieniędzy. Uważam jednak, że każda kobieta kwalifikowana do antykoncepcji powinna przejść gruntowne badania, a lekarz powinien zebrać wywiad dotyczący przebytych chorób oraz chorób obecnych w rodzinie.

Osobną sprawą jest zwiększone ryzyko zachorowania na niektóre nowotwory. Ciekawe badanie na ten temat przeprowadził Narodowy Instytut Raka w Stanach Zjednoczonych. Wynika z nich, że ryzyko zapadalności na raka piersi wzrasta wraz z długością stosowania antykoncepcji, zwłaszcza powyżej 5 lat i w grupie młodszej wiekowo. Istnieją też ciekawe doniesienia dr. Kalenborna z Kliniki Mayo z 2003 roku, który wskazuje, że doszło do podwyższenia nawet o 40 proc. ryzyka raka piersi w związku ze stosowaniem antykoncepcji hormonalnej przed pierwszym porodem. W przypadku obciążenia rodzinnego dodatkowo zwiększa się ono o ok. 50-80 proc. Drugim nowotworem, który związany jest ze stosowaniem antykoncepcji, jest rak szyjki macicy. Analiza przeprowadzona przez Międzynarodową Agencję Badań nad Rakiem wskazała na powiązanie infekcji HPV i antykoncepcji. Ryzyko rosło nawet czterokrotnie u kobiet stosujących antykoncepcję ponad 5 lat. Szczególnie narażone na zachorowanie były dziewczęta, które rozpoczęły stosowanie antykoncepcji przed 20. rokiem życia.

 


PARADOKS PARADOKSÓW

 Oprócz powikłań mogących zagrozić życiu i zdrowiu kobieta przyjmująca środki antykoncepcyjne musi na co dzień borykać się z dolegliwościami takimi jak nudności, wymioty, zaparcia, wzmożony obrzęk i bolesność piersi, zaburzenia nastroju czy problemy z infekcjami pochwowymi. Wszystko to negatywnie odbija się na życiu małżeńskim i rodzinnym. Co gorsza, jednym ze skutków ubocznych antykoncepcji hormonalnej jest znaczne obniżenie libido.

 

– Dochodzi do paradoksu: pacjentki zażywają te środki po to, żeby bez ograniczeń współżyć, ale mija im na to współżycie ochota – mówi prof. Urszula Dudziak. – Co więcej, kobiety mają świadomość, że stosując antykoncepcję, narażają swoje zdrowie, podczas gdy mężczyźni nie ponoszą żadnych konsekwencji. W Wielkiej Brytanii przeprowadzono ankietę, w której zapytano panów, czy stosowaliby antykoncepcję hormonalną, gdyby na rynku były dostępne pigułki dla mężczyzn. Ogromna większość ankietowanych odpowiedziała: „Nie, ponieważ mogłoby to być szkodliwe dla zdrowia”. Jednocześnie ci sami panowie zgadzali się, żeby antykoncepcję stosowały ich żony i partnerki. To pokazuje, jak przedmiotowo traktują swoje kobiety.

 Wielkiej Brytanii zapytano panów, 
czy stosowaliby antykoncepcję hormonalną, 
gdyby były pigułki dla mężczyzn. 
„Nie, ponieważ mogłoby to być szkodliwe dla zdrowia”
– odpowiedziała większość ankietowanych

 

 


Na pytanie: „Po co się truć?” kobiety odpowiadają: „Bo nie ma innego wyjścia”. O naturalnych metodach planowania rodziny nie chcą słyszeć, bo są ich zdaniem nienaukowe i nieskuteczne.

 

– Pacjentki niesłusznie kojarzą NPR z przestarzałym kalendarzykiem małżeńskim i są święcie przekonane o zawodności tych metod – dodaje prof. Dudziak. – Tymczasem NPR ma bardzo niski wskaźnik Pearla, który mierzy zawodność danego środka czy metody i pokazuje, ile kobiet stosujących daną metodę zajdzie w nieplanowaną ciążę w ciągu roku. To oznacza, że właściwie stosowane NPR ma bardzo wysoką skuteczność, porównywalną z antykoncepcją hormonalną.

Według badań metody hormonalne mają indeks Pearla w granicach 5. Prezerwatywa męska zawiera indeks w przedziale 11-16, diafragma ze środkami plemnikobójczymi – indeks Pearla – 15, gąbka ze środkami plemnikobójczymi – 16-32, kapturek naszyjkowy ze środkami plemnikobójczymi – 17-23, natomiast kobieca prezerwatywa – 20. Tymczasem wskaźnik metody termicznej to 1-2, a obserwacji śluzu Billingsów waha się od 1 do 12, przy czym górna wartość wskazuje tu raczej na błąd popełniony przez samą pacjentkę niż na metodę. Według naukowców z Wydziału Endokrynologii Ginekologicznej i Zaburzeń Płodności Uniwersytetu w Heidelbergu skuteczność metody objawowo-termicznej w celu odłożenia lub uniknięcia poczęcia wynosi ponad 99 proc. Rozpoznawanie cyklu płodności pomaga też w monitoringu stanu zdrowia i planowaniu terapii, a więc służy zdrowiu kobiety. Na wspomnianej już konferencji dr Kuczapska-Ślizień przypomniała, że w Polsce od 20-25 lat działa wiele stowarzyszeń, popularyzujących NPR, metody można nauczyć się także, korzystając z informacji w Internecie. Jest to wiedza dostępna i stosunkowo łatwa do opanowania. Mówi o tym promowana na konferencji książka Marty Brzezińskiej-Waleszczyk, w której o swoim doświadczeniu opowiadają pary stosujące NPR.

Skąd więc czarna legenda nieskuteczności ciągnąca się za NPR?

– Stoi za nią czynnik materialny. Jeśli małżonkowie nauczą się rozpoznawać okresy płodne i niepłodne, to przestaną być klientami koncernów farmaceutycznych i przestaną te firmy utrzymywać – przekonuje prof. Dudziak.

I dlatego są one gotowe na wszystko, co pokazują reklamy stosowane, gdzie się da i jak się da. Bo przecież pecunia non olet, ale dlaczego mają to być nasze pieniądze?

Iwona Świerżewska

Idziemy nr 48 (429) 1 XII 2013