26.11.16, 20:51

Andrzej Lepper się pomylił. Był rozgrywany do samego końca

NIEBEZPIECZNE ZWIĄZKI ANDRZEJA LEPPERA 


Premiera wydawnicza – 23 listopada br.

Premiera – spotkanie z autorem:  29 listopada godzina 18 00

Katolickie Centrum Kultury „Dobre Miejsce" Aula główna 

ul. Dewajtis 3 w Warszawie.

 


Andrzej Lepper zdawał sobie sprawę, że jest kontrolowany i rozgrywany. Wierzył jednak, że koniec końców to on zostanie głównym rozgrywającym – ale tu się pomylił. Bo rozgrywany był do samego końca, do ostatnich chwil swojego życia. Skalę tych „rozgrywek” zrozumiałem dopiero po odsłuchaniu rozmowy, jaką major ABW Tomasz Budzyński odbył ze Stanisławem Kowalczykiem, bliskim współpracownikiem przewodniczącego Samoobrony i zarazem synem człowieka, który Leppera „stworzył” i wykreował. Major przyjechał do mnie kilka dni po spotkaniu, by zostawić jego zapis.


– To było 27 października. Siedzieliśmy w pubie przy Madalińskiego w Warszawie, gdzie Kowalczyk wpada co piątek. Wiedziałem, że czegoś się obawia i nie spodziewałem się za wiele, dlatego to, co usłyszałem, wprawiło mnie w osłupienie. Posłuchaj zresztą sam… Podszedłem do komputera, podpiąłem pendrivea i włączyłem zapis nagrania.


"– Przedsiębiorczy generałowie kasują magazyny z bronią. Muszą coś z nią zrobić, ale nie jest to takie proste. Trzeba mieć gdzie je wyeksportować. Nie jest tak łatwo sprzedać broń. Trzeba mieć kontakty.

– Panie Stanisławie, mówimy o oficjalnym kanale?
– Mówimy o tym, jak to robił Inter-Commers. Oficjalnie lady chłodnicze, automaty do lodów, a w kontenerach wyjeżdżała broń. Przyjeżdża do Andrzeja Leppera pewna kobieta z synem i podpisują kontrakt na buraki, cebulę i inne artykuły rolne. Osoba, która podpisała ten kontrakt w banku załatwia promesę. Promesa działa w ten sposób, że aby dostać pieniądze,
kontrakt musi zostać zrealizowany. I tak się stało, kontrakt został zrealizowany, towar został dostarczony. Tylko, że to nie były buraki, ziemniaki i cebula. Pytanie, co wyjechało z Polski?
– Zaczął pan od tego, więc domyślam się, że broń...
– Andrzej Lepper zorientował się, że został oszukany, odnośnie tego, co wyjechało z Polski. Bał się o swoje życie i chciał o tym komuś powiedzieć.
– Z kim chciał się skontaktować?
– Z Kaczyńskim. Andrzej Lepper zorientował się, jak go wkręcono.
– Panie Stanisławie, jaki interes mieli generałowie żeby uciszyć Andrzeja Leppera?
– Nie powiem panu, co się wydarzyło. Znam tylko mały fragment wydarzeń. Byłem tylko obserwatorem. Bałem się i dlatego odszedłem.
– Czy Meyer o tym wiedział?
– Musi zadać pan to pytanie osobom, które brały w tym udział. Obawiam się, że boją się wszyscy.
– Czy Andrzej Lepper aż tak bał się tematów ukraińskich?
– Każdy by się bał. Wie pan tematy ukraińskie, białoruskie są bardzo niebezpieczne.
– Jak się nazywał ten profesor, który przygotowywał Andrzeja Leppera do kariery politycznej?
– On nie był profesorem, tylko doktorem. Pracował w Polskiej Akademii Nauk. Był także konsultantem w Biurze Ochrony Rządu. Stąd wiem, że był ze służb, bo ja też tam pracowałem. W Internecie nie znajdzie pan tego nazwiska.
– Jaki cel miał kontakt Sakiewicza z Lepperem?
– Sakiewicz miał pośredniczyć w umówieniu spotkania z Jarosławem Kaczyńskim. Handel bronią miał być interesem, który umożliwiał uzyskanie środków finansowych na kampanie wyborczą i powrót do polityki.
– Panie Stanisławie, próbuję wyjaśnić, zrozumieć całą tę sytuację. Jest firma A w Polsce, jest firma B w Emiratach Arabskich, która chce kupić od nas płody rolne. Bank w Emiratach Arabskich wystawia na pokrycie kontraktu promesę kredytową dla firmy polskiej, jako zabezpieczenie płatności dla strony polskiej. Towar idzie. Promesa jest realizowana. Przez kogo? Przez Walendzika musi być zrealizowana?
– Nie podam panu nazwiska, bo po prostu nie mam takiej wiedzy. A co tak naprawdę pod ten kontrakt może zostać wyeksportowane, to już możemy tylko spekulować.
– Która kwota jest prawdziwa? Bo ja słyszałem o kwocie dziesięciu milionów, ale nie wiem - dolarów, euro czy złotych?
– Kwota nie ma znaczenia. Ważne, że była promesa.
– Ważne jest to, że pieniądze z zysku tego kontraktu nie trafiły do polskiej firmy, czyli do Naturapol.
– Dziwne jest to, że nikt o te pieniądze się nie upomniał. Gdyby był to kontrakt lege – artis, to dostawca by się upomniał o zapłatę należności. Jest to clou programu. Pieniądze z kontraktu nie trafiły do polskiej firmy. Nikt się o nie upominał, bo wszyscy bali się ujawnienia tego, co tak naprawdę znajdowało się w kontenerach.
– Sikora, prezes spółki Naturapol i były poseł Samoobrony, nie miał z tym nic wspólnego mimo, że jest były wojskowym. Panie Tomaszu, to człowiek nie tego sortu. On przed Samoobroną miał budkę z kurczakami na bazarze mokotowskim. To wbrew pozorom porządny człowiek. Chociaż jest takie niebezpieczeństwo, że mógł być wykorzystany przez swoich znajomych z wojska, ale według mnie to wątpliwa sprawa.
– Gdyby Walendzik zapieprzył pieniądze z promesy, to musiałby komuś oddać za towar.
– Gdyby zapieprzył, to kraje arabskie upomniałyby się o pieniądze, ale kontrakt został zrealizowany. Niech pan się zastanowi. Arabowie dostali, co chcieli, co prawda nie ziemniaki i buraki, ale pieniądze zostały wypłacone. Walendzik wykorzystał upoważnienie wystawione przez Leppera, przejął pieniądze, rozliczył się z generałami bo inna ewentualność nie wchodziłaby grę, bo gdyby się nie rozliczył to już by nie żył…

– Czego Walendzik się boi, że siedzi w Dubaju?
– A gdzie ma siedzieć? Lepper nie żyje, to co? " Są sytuacje, w których wiesz, że przeszedłeś przez most i już nie masz powrotu. To właśnie była taka sytuacja…

Wojciech Sumliński

www.sumlinski.com