Od wielu lat dobrze wiemy, że katolicyzmy są różne. W Polsce wyznawaliśmy – i w jakiejś mierze jeszcze wyznajemy, ale o tym zaraz – normalną, tradycyjną wiarę katolicką, zgodną z dokumentami Kościoła katolickiego. Inaczej jest za Odrą. W Niemczech od kilku dekad zakorzenił się kompletnie odmienny model katolicyzmu – co skutkuje na przykład akceptacją homoseksualizmu, antykoncepcji, albo wprowadzaniem na kierownicze stanowiska świeckich, w tym kobiet. Bardzo podobnie wygląda to w innych krajach niemieckojęzycznych, czyli w Austrii, Szwajcarii oraz Luksemburgu. Analogiczny model wprowadza się w Tyrolu Południowym (to Włochy, ale ludność jest germańska) oraz w Belgii oraz w Niderlandach (zwłaszcza dawniej, dziś katolicyzm prawie tam zanikł). Słowem, mamy po prostu osobny „germański katolicyzm”, alternatywny względem wiary, którą znamy w Polsce.
Te różnice dały o sobie znać z całą mocą za pontyfikatu papieża Franciszka. Jorge Mario Bergoglio pochodził wprawdzie z Argentyny, ale otoczył się Niemcami. Niemców znał i lubił: studiował tam, czytał książki niemieckich autorów, w tym takich heterodoksyjnych pisarzy jak ks. Hans Küng, pozbawiony za pontyfikatu Jana Pawła II prawa do nauczania teologii katolickiej. Franciszek swoim głównym doradcą teologicznym w pierwszych latach pontyfikatu uczynił Waltera Kaspera, niemieckiego kardynała, jednego z głównych reprezentantów germańskiego modelu wiary katolickiej. Franciszek wyciągnął z tego konsekwencje. W 2016 roku ogłosił adhortację „Amoris laetitia”, w której wprowadził nowinkę: kreatywne, dynamiczne rozumienie ludzkiego sumienia. Już nie tak, jak dawniej, kiedy człowiek rozpoznawał w sumieniu, co w jego życiu jest zgodne, a co niezgodne z Bożym prawem; teraz inaczej – człowiek miał kreować dla siebie konkretne rozwiązania moralne, tylko w jakimś ogólnym oparciu o obiektywne normy. Dzięki temu możliwe stało się dopuszczenie do Komunii świętej rozwodników, protestantów, homoseksualistów; to zmieniło też podejście do takich zagadnień etycznych jak aborcja czy eutanazja. Wpłynęło też na inne obszary, w tym na rozumienie obowiązku udziału w niedzielnej Mszy świętej…
Przez pewien czas wydawało się, że ta germańska rewolucja argentyńskiego papieża nie przyjmie się w Polsce. My mamy przecież Jana Pawła II i nasze własne, katolickie tradycje – normalne, bez niemieckich dziwactw. Niestety, to zaczęło się zmieniać. Germańska interpretacja wiary staje się w Polsce coraz bardziej popularna. Księża, którzy głoszą rewolucję sumienia zgodną z „Amoris laetitia” stają się kluczowymi nauczycielami wiary. Zapraszani do mediów, na kościelne spotkania i konferencje, przedstawiani w roli specjalistów od synodalności…
Czytałem kilka dni temu nową książkę „Kościół, świat, reforma” ks. Grzegorza Strzelczyka z archidiecezji katowickiej. Ks. Strzelczyk przeczytał uważnie adhortację „Amoris laetitia” i wyciągnął z tego wnioski – zgodne z intencjami autora, niezgodne z polskim i tradycyjnym rozumieniem katolicyzmu, co sam zresztą pokazuje, zestawiając Franciszkową rewolucję sumienia z tym, jak wygląda praktyka w Polsce. Choć kapłan posługuje w Katowicach, gdzie odpowiada za formację stałą księży, bywa często również w Warszawie. Angażuje się w synodalność, aktywnie kształtuje przyszłość. Jego działalność i idee – tak bliskie temu, czego naucza w niektórych aspektach Droga Synodalna w Niemczech – mają duże znaczenie formacyjne.
W Krakowie kardynał Grzegorz Ryś otwiera archidiecezjalny synod, a do szkolenia kapłanów zaprosił kardynała Jean-Claude Hollericha, którego poglądy są w wielu kluczowych kwestiach nie do odróżnienia od tych, jakie propaguje się na niemieckiej Drodze Synodalnej.
Dwa przykłady z ostatnich dni. Można byłoby wymieniać jeszcze długo, odwołując się do działań popularnych dominikanów czy jezuitów.
Mówiąc krótko, germanizacja katolicyzmu w Polsce jest faktem. To nie dzieje się rewolucyjnie, nie taka jest nasza mentalność. Krok po kroku, spotkanie po spotkaniu, zmienia się polskie rozumienie wiary. Przez kilka lat przestrzegałem przed tym powolnym dryfem w stronę germanizacji. W 2019 roku napisałem książkę „Niemiecka rewolucja”, w tym roku wydałem w PCh24 e-book „Katolicyzm germański”. Może ktoś skorzysta z tych prac, żeby zobaczyć, z czym się mierzymy.
Mam jednak wrażenie, że niektórych rzeczy już się nie da odwrócić. Zmiana stała się faktem. Będziemy mieć nad Wisłą dwa katolicyzmy – polski i germański.
Paweł Chmielewski
_______
Autor jest publicystą portalu PCh24.pl
