„UE i Indie zapisują się dziś w historii, pogłębiając partnerstwo między największymi demokracjami świata” – ogłosiła triumfalnie niemiecka szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.
Von der Leyen nazwała też ją „najważniejsza umową w historii Unii Europejskiej” oraz „matką wszystkich umów”, chwaląc się stworzeniem dzięki temu „strefy wolnego handlu dla dwóch miliardów ludzi”.
W wyniku zawartej dziś umowy cła na eksport z państw unijnych do Indii, np. europejskich samochodów zmaleć mają aż o 100 proc.
Jednak również UE obniży cła na aż 99,5 proc. indyjskiego eksportu. Wyjątkami mają pozostać tzw. sektory (np. wołowina, nabiał, cukier, ryż, niektóre owoce itd.), gdzie cła pozostaną nadal wysokie lub nie są obniżane.
Polscy eurodeputowani z mieszanymi uczuciami przyjęli jednak ratyfikowaną dziś hucznie umowę Brukseli z New Dehli.
Była premier RP Beata Szydło zauważyła za pośrednictwem mediów społecznościowych, że Komisja Europejska „nie zaprezentowała tekstu dokumentu, a jedynie ogólny komunikat, który budzi wiele pytań”.
„Okazuje się, że umową ma być objęte także rolnictwo - o czym nie mówiono. Podobnie, jak w przypadku Mercosur, ma być ustalona osobna lista zastrzeżonych produktów. Jak głosi komunikat KE, już została stworzona lista produktów rolniczych wyłączonych z umowy. To jakie są włączone? Czy polski rząd, a zwłaszcza minister rolnictwa, wiedzą, co jest w umowe UE-Indie?” – napisała była szefowa polskiego rządu.
Inny eurodeputowany PiS Maciej Wąsik ocenił, że wspomniana umowa UE z Indiami to nie „matka wszystkich umów”, lecz dla Polaków „raczej zła macocha”, ponieważ oznacza ona „kolejny cios” w polskie rolnictwo.
„Formalnie większość produktów rolnych jest wyłączona, ale do UE trafią produkty przetworzone i komponenty spożywcze. Ucierpi również polski przemysł farmaceutyczny i chemiczny. Indie są globalnym potentatem w taniej chemii i lekach. Rynek polski może zostać zalany tanimi substancjami czynnymi, lekami generycznymi i chemią. Kolejnymi przegranymi będą firmy tekstylne i odzieżowe. Import z Indii będzie znacznie tańszy niż produkcja lokalna” – wylicza w social mediach były wiceszef MSWiA, dodając, że „największe korzyści trafiają do Niemiec, Francji i Włoch, które liczą na eksport samochodów i dóbr luksusowych”.
Nieco ostrożniejsza w ocenie „największej umowy w historii UE” pozostaje posłanka do Parlamentu Europejskiego z ramienia Konfederacji Anna Bryłka.
„Gdy pełen tekst umowy zostanie upubliczniony przez Komisję, będziemy go uważnie analizować, by sprawdzić, czy nie ma w nim zapisów szkodliwych dla Polski. Umowę będzie musiała zatwierdzić Rada UE oraz Parlament Europejski” – oznajmiła w mediach społecznościowych eurodeputowana.
„Będziemy także czekać i analizować informacje o porozumieniach UE-Indie w innych dziedzinach, o których toczą się rozmowy - m. in. obronności czy mobilności. W tej ostatniej sprawie europejskie i indyjskie media informowały o chęci wprowadzenia ułatwień do sprowadzania do Europy tysięcy imigrantów z Indii” – skonkludowała Anna Bryłka.
