Żydzi w bezpiece - kaci Polaków - zdjęcie
25.11.17, 14:20

Żydzi w bezpiece - kaci Polaków

Stefan Michnik

Oskarżany o zbrodnie stalinowskie – był sędzią między innymi w procesach:

 

  • majora Zefiryna Machalli (wyrok śmierci, pośmiertnie rehabilitowany, skład sędziowski podjął wspólną decyzję o niedopuszczeniu obrońcy do procesu, o wykonaniu wyroku nie poinformowano rodziny),
  • pułkownika Maksymiliana Chojeckiego (niewykonany wyrok śmierci),
  • por. Andrzeja Czaykowskiego, w którego egzekucji uczestniczył,
  • majora Jerzego Lewandowskiego (niewykonany wyrok śmierci),
  • pułkownika Stanisława Weckiego wykładowcy Akademii Sztabu Generalnego (13 lat więzienia, zmarł torturowany, pośmiertnie zrehabilitowany),
  • majora Zenona Tarasiewicza,
  • pułkownika Romualda Sidorskiego redaktora naczelnego Przeglądu Kwatermistrzowskiego (12 lat więzienia, zmarł wskutek złego stanu zdrowia, pośmiertnie zrehabilitowany),
  • podpułkownika Aleksandra Kowalskiego,
  • majora Karola Sęka, artylerzysty spod Radomia, przedwojennego oficera, potem oficera Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (wyrok śmierci, stracony w 1952).

Był również sędzią w tzw. sprawach odpryskowych od procesu generałów (sprawy Tatara).

Wymieniony przez Komisję Mazura jako jeden z sędziów łamiących praworządność. Stefan Michnik określił wtedy swoją działalność jako spowodowaną "młodzieńczą naiwnością". (źródło: Wikipedia)

"Był dobrowolnym i świadomym mordercą sądowym, dobrowolnie wstąpił do LWP, był szalenie gorliwy, nie chciał oddawać istotnych spraw. Mamy do czynienia ze świadomym katem. Wśród wyeliminowanych przez Stefana Michnika, a potem leżących na Łączce był Andrzej Czajkowski, wybitny polski żołnierz, żołnierz Września, Armii Krajowej, cichociemny, którego jedyną winą było to, że poświecił się walce o ojczyznę i nie chciał Polski sowieckiej. Stefan Michnik nie tylko wydał wyrok wraz z innym sędzią Mieczysławem Widajem, ale był też świadkiem wykonania egzekucji na Mokotowie" - mówił o nim niedawno na antenie "Telewizji Republika" Tadeusz Płużański.

Jak pisała swego czasu "Gazeta Polska", "procedura ścigania kpt. Stefana Michnika sięga 1999 r., kiedy na biurku Hanny Suchockiej (ówczesnej minister sprawiedliwości) znalazły się dwa wnioski – o wszczęcie śledztwa wobec stalinowca (autorstwa Ligi Republikańskiej) oraz o jego ekstradycję ze Szwecji. Zarzuty były konkretne – wydawanie wyroków śmierci w sfingowanych procesach politycznych, co w myśl polskiego kodeksu karnego stanowi przestępstwo. Oba wnioski nie doczekały się jednak rozstrzygnięcia. W jednym z wywiadów Suchocka stwierdziła, że nie będzie zajmować się ewentualną ekstradycją Michnika do Polski, gdyż sprawa nie leży w kompetencjach prokuratury powszechnej, lecz IPN (który jeszcze nie istniał i w którego powołanie mało kto wówczas wierzył).

W 2000 r. IPN jednak powstał i zapowiedź wystąpienia o ekstradycję Michnika – jako winnego zbrodni sądowych – była pierwszą publiczną deklaracją, jaką złożył prof. Witold Kulesza, szef pionu śledczego Instytutu – Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. Zapowiedź przeżyła nawet swojego autora – prof. Kulesza został odwołany".

Wreszcie w 2010 Wojskowy Sąd Garnizonowy w Warszawie wydał nakaz aresztowania Michnika. Wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania, ale sąd w Uppsali odmówił w 2010 roku ekstradycji zbrodniarza, bo według szwedzkiego prawa jego czyny ulegly przedawnieniu. Obecnie kierownictwo IPN nie wyklucza wniosku o ekstradycję Stefana Michnika

Józef Światło

Słynny ubek według jednej z hipotez przeszedł na stronę USA i wykonywał tajną misję Moskwy. Jeden z najbardziej gorliwych katów bezpieki PRL 5 grudnia 1953 roku w Berlinie Zachodnim oddał się w ręce Amerykanów. Został wywieziony za ocean, gdzie zdradził wiele tajemnic reżimu. Rewelacje te ujawnił następnie podczas audycji Radia Wolna Europa.

Znany jako oficer WP Józef Światło - primo voto Izaak Fleischfarb - wszedł w kontakty z ujawniającymi się żołnierzami AK, a potem brał udział w ich aresztowaniach. Światło był jednym z wielu ludzi oddelegowanych do tworzonej wówczas milicji. W styczniu 1945 roku został skierowany do współpracy z sowieckimi grupami operacyjnymi. Znany był z osobistego uczestnictwa w przesłuchaniach aresztowanych z użyciem siły oraz w obławach i pacyfikacjach. Odegrał decydującą rolę w najważniejszych zatrzymaniach oraz aresztowaniach tamtego okresu.

Głównie dzięki znajomości z pierwszym wiceministrem Mietkowskim Światło był w roku 1945 jako kapitan kolejno zastępcą komendanta Urzędu Bezpieczeństwa w Warszawie, Olsztynie, a jesienią 1946 roku w Krakowie. Odpowiedzialny za represje i liczne aresztowania działaczy Polski podziemnej, w tym ostatniego dowódcy AK – gen. Leopolda Okulickiego.

Jako wicedyrektor Departamentu X miał prawo do bezpośrednich rozmów telefonicznych z Ławrientijem Berią, ówczesnym wicepremierem w szczególnie ważnych wypadkach

W grudniu 1953 roku Światło wyjechał do Berlina Wschodniego w celu rozmów ze STASI. Jednak nagle zniknął. 5. grudnia pojawił się w budynku zachodnioniemieckich służb specjalnych. Wywieziono go wkrótce do Stanów Zjednoczonych. Z USA zaczął denuncjować zbrodnie swoich kolegów z Urzędu Bezpieczeństwa.

Helena Wolińska

W czasie II wojny światowej Wolińska uciekła z warszawskiego getta. Od 1 sierpnia 1942 do 31 lipca 1944 służyła w Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, kierowała biurem Sztabu Głównego AL. Od 1 sierpnia 1944 do 31 marca 1949 szefowa Wydziału Kadr w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej. Od 1 kwietnia 1949 do dnia zwolnienia ze służby – 25 listopada 1954 w Ludowym Wojsku Polskim, m.in. w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej.

W roku 1949 w wieku 30 lat została podpułkownikiem, później zasiadała w komisji weryfikującej sędziów i prokuratorów wojskowych, w ramach fali czystek i represji w Wojsku Polskim związanych z nominacją marszałka Konstantego Rokossowskiego na ministra obrony narodowej. Przez trzy lata zaś była sekretarzem Podstawowej Organizacji Partyjnej PZPR w Naczelnej Prokuraturze Wojskowej.

Jak pisał na łamach "WP" Taduesz Płużański, Wolińska "21 listopada 1950 r., jako płk Helena Wolińska, na wniosek por. Zygmunta Krasińskiego z Departamentu III MBP (zajmującego się walką z podziemiem), usankcjonowała bezprawne aresztowanie szefa "Kedywu" Armii Krajowej gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila". W konsekwencji doprowadziło to do śledztwa, skazania i zamordowania jednego z największych bohaterów Polskiego Państwa Podziemnego (dowody winy spreparowano). Gen. Fieldorf został powieszony 24 lutego 1953 r. w więzieniu mokotowskim w Warszawie".

Julia Brystygier

Julia Brystygier porządnie zapracowała sobie na swój przydomek "Krwawa Luna". Była jednym z najkrwawszych oprawców związanych z aparatem bezpieczeństwa PRL. Uwielbiała pastwić się nad więźniami, w sposób szczególnie okrutny- nad mężczyznami.

Julia Prajs przyszła na świat 25 listopada 1902 roku, we wsi Stryj na Ukrainie, jako pierwsza z czworga dzieci Hermanna Preissa, magistra farmacji i Berty Salzerberg, córka posiadaczy ziemskich z Nowego Sioła. Zamożną rodzinę stać było na zapewnienie dzieciom przyzwoitej edukacji. Julia była pilną uczennicą, a inteligencją przewyższała rówieśników. Po ukończeniu studiów historycznych na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, kontynuowała naukę w Paryżu, gdzie uzyskała doktorat z filozofii. W międzyczasie wyszła za mąż za działacza syjonistycznego, Natana Brystigera i urodziła mu syna, a pod koniec lat 20. XX wieku została nauczycielką historii w Wilnie.

Młoda nauczycielka fascynowała się bolszewizmem i na początku lat 30. wstąpiła do Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, gdzie rozpoczęła walkę z władzami II Rzeczpospolitej. Kilkakrotnie siedziała w więzieniu.

Na każdym kroku podkreślała, że nie czuje się Polką. Nie kryła radości, gdy w 1939 r. Armia Czerwona wkroczyła do Polski. Brystygierowa przyjęła radzieckie obywatelstwo i została donosicielką NKWD. Wstąpiła do PPR i zrobiła błyskawiczną karierę w partii. Była pupilką przełożonych, oddana swojej pracy i o charakterze, któremu nie mogli się oprzeć ludzie z jej kręgów.

Mimo że nie odznaczała się szczególną urodą, mogła przebierać w mężczyznach, a liczne romasnse pomogły przyspieszyć karierę partyjną. W 1945 r. została dyrektorką V Departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i wtedy rozpoczęła się gehenna działaczy podziemia antykomunistycznego, którzy mieli z nią styczność...

Z największym zapałem zwalczała organizacje i ugrupowania religijne. Zanstalowała sieć tajnych agentów w kuriach i parafiach. Donosiły zarówno osoby świeckie, jak i duchowne, a do donoszenia na katechetów szkolnych często wykorzystywała uczniów najstarszych klas.

Kościół spotkał się wówczas z niespotykaną dotychczas falą prześladowań, a w latach 50. XX wieku aresztowano ponad tysiąc księży, wielu z nich sądzono w procesach pokazowych. To wtedy Julia Brystygier dorobiła się pseudonimu "Krwawa Luna".

Często z przyjemnością brała udział w procesach osób oskarżonych o działania na szkodę PRL i pastwiła się w sposób wyjątkowo okrutny nad przesłuchiwanymi i więźniami.

Tomasz Grotowicz na łamach „Naszej Polski” opisywał, jak wyglądało przesłuchanie ludowca o nazwisku Szafarzyński. Szef propagandy PSL został rozebrany do naga, a następnie "Luna" własnoręcznie zaczęła pastwić się nad jego genitaliami, do tego stopnia, że „jądra miał na wysokości kolan”. Przesłuchiwanego Brystygier zaprowadziła do znajdującej się w pokoju komody, włożyła do szuflady jego przyrodzenie i gwałtownie zatrzasnęła. Jakby tego było mało, mężczyzna przez cały czas był bity metalowym kablem i po kilku dniach zmarł z wycieńczenia.

Podobno "Krwawa Luna" w sposób szczególny "upodobała" sobie młodych mężczyzn. Tortury wobec nich zawsze kończyły się w okolicy genitaliów, a Brystygier nie przebierała w środkach: wykręcała, biła, nakłuwała i przypalała.

Miała opinię „bestii, która swoim okrucieństwem przewyższała dozorczynie z hitlerowskich obozów koncentracyjnych”.

Przesłuchiwała również Prymasa Tysiąclecia. Nic nie wiadomo o metodach, jednak kard. Stefan Wyszyński miał później powiedzieć: "To była straszna kobieta". Zwolniła z więzienia historyka Pawła Jasienicę, lecz w opinii wielu badaczy- z powodów czysto pragmatycznych, uznając, że Jasienica bardziej przyda się komunistom żywy niż martwy.

Po śmierci Stalina wielu gorliwych katów z aparatu bezpieczeństwa trafiło pod sąd, lecz "Krwawa Luna" uniknęła procesu. Za Brystygier miał wstawić się osobiście sam Władysław Gomułka.

Z bezpieki odeszła w 1956 r. Dostała rentę i podjęła pracę w państwowych wydawnictwach, np. "Naszej Księgarni" lub PIW. Chciała spróbować swoich sił jako pisarka, lecz mimo dwóch publikacji wydanych pod panieńskim nazwiskiem środowisko literackie traktowało ją z dużą nieufnością. Pod koniec lat 60. odrzucono jej aplikację do Związku Literatów Polskich. Podczas swojej pracy w bezpiece pastwiła się nad wieloma pisarzami, której twórczość odebrano jako szkodliwą dla PRL.

"Krwawa Luna" pod koniec życia doznała spektakularnego nawrócenia. Stała się częstym gościem Zakładu dla Niewidomych w Laskach i tam pod wpływem sióstr Franciszkanek nawróciła się oraz przyjęła Sakrament Chrztu Świętego, choć brakuje aktu chrztu, który mógłby to jednoznacznie potwierdzić. Do końca swoich dni miała zachowywać się jak gorliwa katoliczka, choć nie wiadomo, czy nawrócenie było szczere, czy był to wynik chłodnych kalkulacji, przeprowadzony na pokaz.

Julia Brystygier zmarła 9 października 1975, choć niektórzy świadkowie twierdzą, że raczej w ośrodku w Laskach, w otoczeniu sióstr. Pochowano ją na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Czy jej nawrócenie było prawdziwe, zdążył już zapewne osądzić sam Pan Bóg. Powstaje jednak pytanie, czy Powązki są miejscem właściwym dla kogoś, kto w sposób tak okrutny pastwił się nad polskimi bohaterami.

[koniec_strony]

mod/ciekawostkihistoryczne, wikipedia, fronda.pl