Paweł Kowal dla Frondy: Polska jest dla Białorusi bramą na Zachód - zdjęcie
02.09.16, 07:15Fot. Wikipedia

Paweł Kowal dla Frondy: Polska jest dla Białorusi bramą na Zachód

Fronda.pl: Białoruś od zawsze jawi się nam jako państwo bardzo bliskie Rosji. Jak możemy opisać stosunki między tymi krajami? Przyjaźń? Sojusz? Może wręcz poddaństwo? Czy istnieje szansa, by Białoruś nawiązywała bliższą współpracę z innymi krajami, np. z Polską?

Paweł Kowal: W sensie strategicznym nie ma obecnie takiej szansy. Białoruś w tej chwili jest państwem w gruncie rzeczy, na poziomie formalnym, w stu procentach suwerennym. Na poziomie Sił Zbrojnych natomiast Białoruś można wręcz uważać za część armii rosyjskiej. Na przykład służby specjalne, wojsko, strategia gospodarcza. To wszystko jest niestety podporządkowane Rosji i nie ma sensu robić sobie co do tego jakichkolwiek złudzeń.

Czy Polska powinna wykonywać jakieś ruchy dyplomatyczne, by przeciągnąć Białoruś w kierunku zachodu? Co w ogóle możemy robić, by relacje polsko-białoruskie były dla nas korzystne na tyle, na ile to możliwe?

Oczywiście po to jest dyplomacja, by prowadzić taką grę. Natomiast łudzenie się, że przeciągniemy Białoruś do Zachodu w efekcie wizyty jakiegoś ministra, czy nawet wiceministra, jest myśleniem o polityce w sposób magiczny.

Co w takim razie z wczorajszym spotkaniem, któremu przewodniczył Marszałek Sejmu Marek Kuchciński, a na którym obecny był również przedstawiciel parlamentu Białorusi właśnie?

Oczywiście takie spotkanie jest jak najbardziej pozytywnym ruchem. Dlatego, że poziom parlamentarny jest jednym z elementów „urabiania” opinii politycznej, czyli różnych środowisk politycznych w poszczególnych krajach. Faktem jest, że kraje na wschód od nas w większości są w różny sposób powiązane z NATO i Unią Europejską. Polska powinna starać się odgrywać tutaj bardziej aktywną rolę. Dlatego, że jeśli nie my, to kto to będzie robił? Wiadomo, że to jest w naszym interesie. Natomiast powstaje pytanie, czy z tego spotkania wyniknie jakieś działanie systematyczne. Nic się jeszcze nigdy nie zmieniło od jednego spotkania szefów parlamentów i nic takiego się nie wydarzy. Istotne jest to, jak organizatorzy takiego spotkania wyobrażają sobie taką współpracę na dłuższym dystansie.

W mediach na temat tego spotkania pojawiły się nawet takie określenia jak to, że Polska w ten sposób pomaga przygotować Białoruś do wejścia do Unii Europejskiej. Czy komentarze tego typu nie idą nieco zbyt daleko?

Nie dzisiejsza Białoruś i nie do tej Unii Europejskiej, która istnieje obecnie. W przyszłości oczywiście obecność Białorusi w UE jest jak najbardziej możliwa, ale to będzie musiała być już zupełnie inna Białoruś. Dzisiaj tego nie można traktować jako poważny plan.

Pomijając wschód, jaki kierunek powinien być głównym kierunkiem naszej dyplomacji - zacieśnianie relacji z krajami Europy Środkowo-Wschodniej i Grupą Wyszehradzką, czy też odbudowa Trójkąta Weimarskiego, o której po ostatnim spotkaniu w ramach tegoż mówił minister Waszczykowski? A może jedno i drugie?

Mamy trzy naturalne formaty, które ukształtowały się w ciągu ostatnich 25 lat i musimy o nie dbać. Jednym z nich jest polityka wschodnia, czyli relacje z Ukrainą oraz, na ile się da, z Białorusią, także z Gruzją i Mołdawią. Drugim jest Trójkąt Weimarski, a trzecim – Grupa Wyszehradzka. Myślę, że jak mamy zbudowane relacje w tych trzech modułach, wtedy można dopiero myśleć o czymś więcej. Wymyślanie jakichś sztucznych, historyzujących pomysłów typu Trójmorze, w momencie gdy nie mamy do końca uregulowanych relacji w wymienionych przeze mnie trzech modułach, jest bardzo ryzykowne. To może i dobrze wygląda na papierze, ale na końcu  okazuje się, że problemów jest z tym znacznie więcej, niż ktoś się mógł spodziewać. Pokazało to ostatnie spotkanie w Dubrowniku. Widać tam było naprawdę wyraźny dystans. Wystarczy spojrzeć jak bardzo udana była wizyta prezydenta Dudy na Ukrainie w sensie politycznym i jak wiele do życzenia pozostawił format tzw. Trójmorza w Dubrowniku. Wielu istotnych graczy po prostu tam nie przyjechało. Co innego bowiem powiedzieć, co innego – pochwalić czyjś pomysł dyplomatyczny, a czymś zupełnie innym – zrobić. I tam właśnie było widać, jak bardzo jest to trudne

Czy nasza dyplomacja może wykorzystać Brexit, by wzmocnić pozycję Polski w Unii Europejskiej? Głos Polski jako lidera Wyszehradu będzie teraz chyba bardzo istotny

Tak, choć w naszym kraju zupełnie niedoceniana jest kwestia wpływu wewnętrznego porozumienia na politykę zagraniczną. Jeśli polska dyplomacja chciałaby rozegrać jakąś większą partyjkę politycznych szachów, musiałaby wpłynąć na to, by wyciszyć wewnętrzne spory. W Polsce jest za głośno. Właściwie wszystkie istotne sprawy są w Polsce poddane politycznej kontrowersji. I to jest właśnie wbrew pozorom jedna z największych przeszkód w tworzeniu asertywnej polityki zagranicznej. Jeżeli ktoś ma nowy, duży, zagraniczny plan dyplomatyczny, to dla jego realizacji będzie musiał wyciszyć spory wewnętrzne. Tak działa polityka zagraniczna. Kraje, które są bardzo rozdwojone, nie mają na tym polu sukcesów.

Czyli potrzeba, jednym słowem, swego rodzaju jedności.

Na pewno jakiejś koordynacji politycznej, wciągnięcia opozycji w działania, znalezienia sposobu na ograniczenie krytyki i polemiki w tych strategicznych sprawach międzynarodowych.

Dziękuję za rozmowę.