Niezwykła historia polskiej Rosemary - zdjęcie
18.03.13, 12:31fot. materiały prasowe

Niezwykła historia polskiej Rosemary

4

Jesteś medium. Jest to z mojej winy, to jest skutek tego, że ja coś odgrzebałem na Syberii i to z nami zostało. Będą cię dotyczyć różne wydarzenia, ale nikomu o tym nie mów (...). Być medium to znaczy być jakby starymi drzwiami; zgodzić się na wywoływanie duchów to tak, jakby je otworzyć. Oni poszukują takich drzwi, bo bez nich sami raczej nic nie osiągną, będą kopać w ścianę, aż się zmęczą i im się znudzi, a z tobą, która jesteś drzwiami łatwymi do otworzenia, może im się udać i będą z tego straszne rzeczy”. Co może pomyśleć mała dziewczynka, która słyszy takie słowa od swojego pradziadka? Albo stwierdzić, że poczciwemu staruszkowi coś poprzestawiało się w głowie na stare lata... Albo zacząć odczytywać dziwne wydarzenia, które się jej przytrafiają właśnie w kontekście danego do przodka ostrzeżenia.

RoseMary, niby zwykła dziewczyna, historyczka sztuki z Warszawy, zaczyna snuć swoją opowieść od opisania życiowych perypetii przodków. Pamięcią sięga do trzech pokoleń wstecz. Jej pra-pradziadkowie wyjechali w głąb Rosji, gdzie osiedli. Pradziadek z kolei wiele podróżował – po Rosji, Europie, Azji. Na własne oczy widział nawet powstanie bokserów w Chinach. W żyłach RoseMary płynie krew niemiecka, francuska, holenderska. Ma kuzynów rozmaitych wyznań i obyczajów. Coś, co wydawać się może wielką zaletą, w rodzinie dziewczyny przynosi konkretne konsekwencje jeśli chodzi o duchowość. „Złapaliśmy pewnego dystansu do spraw religii” - przyznaje dziewczyna.

Inicjacja na Syberii

Podczas jednej z licznych podróży pradziadka RoseMary dochodzi do inicjacji. Bierze on udział w licznych pogańskich obrzędach, styka się z szamanami i nie do końca zdając sobie sprawę w powagi swoich czynów, staje prawdziwym medium. Kiedy zaniepokojony dopytuje, czy można „to” cofnąć”, dowiaduje się, że nadprzyrodzone moce będą mu towarzyszyć już zawsze. Co więcej, cecha ta pozostanie dziedziczna dla potomków, zwłaszcza kobiet.

Kilkadziesiąt lat później, w rodzinie, której członkowie od pokoleń mniej lub bardziej świadomie parają się okultystyką, na świat przychodzi RoseMary. Już od momentu urodzenia, dziewczynce towarzyszą dziwne wydarzenia. Odkąd sięga pamięcią, w jej domu wręcz roiło się od dziwnych ludzi, nazywanych przez nią „szamanami”. Byli to koledzy ojca  inżynierowie zafascynowani okultystycznymi sztuczkami, pochłonięci pasją do medycznych eksperymentów, uwiedzeni przez rodzący się właśnie prąd New Age. Tajemniczy wyjazd ojca do USA, rzekomo do ekipy remontującej domy, kładzie kres poddawaniu dziewczynki eksperymentom. Mężczyzna oznajmia żonie i córce, że jego wizyta się przedłuży. Koniec końców, RoseMary już jako dorosła kobieta dowiaduje się, że jej ciężko choremu ojcu zostało może kilka tygodni życia. Pakuje się i jedzie do Stanów Zjednoczonych, aby po raz ostatni zobaczyć się z tatą.

Podczas wizyty w Ameryce punkt kulminacyjny osiągają dziwne wydarzenia, które przytrafiają się RoseMary. Nie wiedzieć czemu, wszyscy nieznajomi kobiecie ludzie, zaprzyjaźnieni z bogatą właścicielką pięknego domu w elitarnej dzielnicy Upper East Side są dla niej podejrzanie mili. RoseMary szybko orientuje się, że ta uprzejmość nie jest bezinteresowna. Tajemniczy znajomi jej ojca mają bowiem bardzo konkretny plan względem dziewczyny. Plan ściśle związany z „dziedzictwem”, które posiada RoseMary. Co zrobi dziewczyna? Czy przyjmie tajemniczy „spadek” przodków? I co najważniejsze – jakie są możliwe konsekwencje powiedzenia „tak”? Nie tylko dla niej samej, ale także dla Kościoła?

Dziecko Rosemary

Nie krocz za mną” to autentyczna historia dziewczyny, która przez okultystyczne praktyki przodków jest, a raczej była medium. Jej świadectwo (pod pseudonimem) zostało spisane na wyraźną prośbę spowiednika. Obecnie dysponujemy szerokim wyborem literatury dotyczącej osób opętanych i relacji egzorcystów  „Nie krocz za mną” jest pierwszym na świecie, a przez to unikatowym świadectwem osoby, która nie jest opętana, ale właśnie obciążona dziedzictwem okultyzmu. Dużym atutem książki jest wprowadzenie autorstwa ks. Aleksandra Posackiego SJ (także spowiednika RoseMary), który przedstawia konkretne argumenty potwierdzające zjawisko obciążenia pokoleniowego. Doświadczony egzorcysta szczegółowo opisuje niebezpieczeństwa związane z mediumizmem, który nazywa „istotą praktyk okultystycznych”. W posłowiu z kolei przeczytamy podsumowanie świadectwa RoseMary autorstwa o. Dominika Chmielewskiego SDB, który przypomina o fatalnych w skutkach złorzeczeniach, które czasem rodzice wypowiadają w nerwach pod adresem swoich rodziców. W swojej duszpasterskiej praktyce salezjanin spotkał się z wieloma dorosłymi osobami, które od dzieciństwa noszą na sobie piętno rodzicielskiego złorzeczenia. Czasem możemy nawet nie zdawać sobie sprawy, że niepłodność, skłonność do poronień, dziedziczenie chorób, rozwody, niewytłumaczalna podatność na wypadki to tylko kilka sfer, które mogą być konsekwencją działania przekleństwa w życiu człowieka.

Dlaczego anonimowa autorka obiera pseudonim RoseMary, wprost nawiązujący do głośnego filmu Romana Polańskiego „Dziecko Rosemary”? „Znajduję w filmie podobieństwa do swojej historii, choć oczywiście nie wykluczam, że może to być tylko zbieg okoliczności” - odpowiada sama autorka świadectwa. Prócz podobieństw mniejszej rangi (wystrój domu Rosemary w filmie Polańskiego i wystrój willi, w której RoseMary zatrzymała się podczas wizyty w USA), bohaterka dostrzega także zbieżności o zdecydowanie większym znaczeniu. Analogie, które przyprawiają o dreszcze. Bohaterka filmu Polańskiego miała bowiem zrodzić dziecko szatana. Dziecko, które przez magiczne praktyki, na które przyzwala matka, posiada widzenia paranormalne, a zatem – obciążone okultystycznie. Tak, jak RoseMary. Co ona miała sprowadzić na świat? Przecież ci wszyscy przemili znajomi jej ojca mieli względem dziewczyny bardzo konkretne plany. „Ślub nastąpi nie w czasie żałoby, ale tak, żeby zdążyć przed upływem sześciu miesięcy, kiedy kończy mi się wiza (...). Nie przedstawiono mi tego człowieka, ale wyłożono plan tak, jakby już o kimś konkretnym myślano. Spotkanie ustalono na czwartek. Już prawie uległam ich presji...” - wspomina sama zainteresowana.

Odpowiedzi na te pytania nie poznamy, bo RoseMary powiedziała tym planom „stop”. Szukała pomocy u Pana Boga i to Jemu powiedziała „Amen”, „tak”. Autorka poruszającego świadectwa, które z racji swojej oryginalności z pewnością warto przeczytać, opowiada o bardzo poważnych sprawach. Mam jednak wrażenie, że im poważniejsze i daleko idące wnioski, co do swojego tajemniczego przeznaczenia opisuje, tym bardziej konkretnymi, naukowymi argumentami winna się posługiwać. W jej historii nie brak świadectw licznych spotkań z kapłanami, porad udzielanych przez spowiedników. To dobrze, że w obliczu swoich duchowych trudności szukała pomocy właśnie u nich. „Nie krocz za mną” własnymi nazwiskami niejako poręczają ks. Dominik Chmielewski SDB i ks. Aleksander Posacki SJ. Brak mi w niej jednak opinii lekarza, psychologa, psychiatry. Kogokolwiek, kto poręczyłby za RoseMary. Z pewnością stanowiłoby to ogromny atut dla tych wszystkich niedowiarków, do których nie przemawiają argumenty teologiczne.

Marta Brzezińska

RoseMary, ks. Aleksander Posacki SJ "Nie krocz za mną"
Wyd. Fronda 2013, s. 350 
Książkę można kupić TUTAJ

Komentarze (4):

anonim2013.03.18 20:04
Właśnie to czytam, polecam. Książka napisana żywym, interesującym językiem i bez jakiejkolwiek wątpliwości jasno precyzująca kto na prawdę stoi za szambem zwanym okultyzmem oraz uświadamiająca, że to nie tylko zabawa dla znudzonych kolonistek, ale rzeczywistość bardzo popularna wśród elit w XX i XXI wieku.
anonim2013.03.18 23:19
" W swojej duszpasterskiej praktyce salezjanin spotkał się z wieloma dorosłymi osobami, które od dzieciństwa noszą na sobie piętno rodzicielskiego złorzeczenia. Czasem możemy nawet nie zdawać sobie sprawy, że niepłodność, skłonność do poronień, dziedziczenie chorób, rozwody, niewytłumaczalna podatność na wypadki to tylko kilka sfer, które mogą być konsekwencją działania przekleństwa w życiu człowieka." Tak to wszystko dotknie tych, ktorzy nie trwaja w Jezusie. Szatan nie ma wladzy absolutnej nad czlowiekiem tak i rodzic nie ma wladzy absolutnej nad duchowoscia swojego potomka. Zlorzeczenie ma tylko wtedy moc, gdy bedziemy trwali w grzechach ciezkich i zdala od Boga, ten kto trwa w Bogu moze nie obawiac sie przeklenstw czy zlorzeczen bo wszystkie beda sie rozbijac o Skale, ktora jest Jezus Chrystus. Swiatlosc w ciemnosci swieci i ciemnosc jej nie ogarnia, Pan Jezus mowi: "Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności (J 12, 46)." Nie straszcie ludzi i nie absolutyzujcie. Szatan ma taka wladze nad nami jaka sami mu damy. Mowie to jako osoba doswiadczona przez przeklenstwo miedzypokoleniowe i znajaca osobiscie trzech egzorcystow, ktorzy tak samo sadza. Kazdy odpowiada za swoje grzechy, przeklenstwo jest tylko furtka, ktora mozemy szatanowi otworzyc lub tez zatrzasnac przed nosem dzieki trwaniu przy Bogu i Sakramentach (szczegolnie Spowiedz Swieta i Eucharystia) oraz osobiste nawrocenie.
anonim2013.03.19 6:17
" Nawet gdy, to co z tego? Przecież od tego że kaplani Egipscy wypowiadali klątwy rzeczywistość sie nie zmieniała. Zatem również gdy zrobią to elity XX i XXI wieku, to też nic się nie zmieni." Próchnica zębów też zasadniczo nie wpływa na rzeczywistość otaczającego nas świata a jednak każdy rozsądny człowiek stara się jej nie mieć :), a tak poważnie zachęcam do lektury. Zrozumiesz jak okultyzm, medumizm itp. niszczy rzeczywistość relacji międzyludzkich, rodziny a przede wszystkim niszczy samego człowieka w wymiarze jego wolności i istoty człowieczeństwa. Przeczytaj książkę, odwagi.
anonim2013.03.20 9:18
Błąd, p. Randi dałby mi mln. dolarów, gdyby to ja miał zdolności paranormalne i potrafił to udowodnić, a ja takowych nie mam i nie chcę mieć.