Medytacja wschodnia to spotkanie z diabłem - zdjęcie
24.08.18, 17:00Fot. Pixabay, CC 0

Medytacja wschodnia to spotkanie z diabłem

Medytacja, taka, jaką wypracowała praktyka wschodnia, może okazać się niezwykle prostą drogą nie do mitycznego "oświecenia", ale... do spotkania z szatanem. W odróżnieniu od medytacji chrześcijańskiej nakierowanej na Jezusa Chrystusa, medytacje wschodnie są skażone fundamentalnymi błędami, które czynią je praktykami nieakceptowalnymi. Sprawę wyjaśnia jezuita ks. Józef Augustyn.

***

Medytacje inspirowane religią i kulturą Dalekiego Wschodu

W wielu środowiskach istnieje dziś moda uprawiania medytacji inspirowanej religią i kulturą Dalekiego Wschodu. W Polsce zwłaszcza w większych miastach istnieją stosunkowo liczne ośrodki, które proponują ten typ medytacji. Wprowadzenie w tak rozumianą medytację proponują zarówno "rodzimi" mistrzowie, jak też "wschodni" guru, którzy przyjeżdżają nie tylko z Dalekiego Wschodu, ile także ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, gdzie istnieją prężne ośrodki "wschonich religii".

Praktyka medytacji wschodniej staje się niebezpieczna szczególnie dla człowieka zagubionego psychicznie, który nie jest w stanie kontrolować procesów emocjonalnych i psychicznych, które uruchamia w nim medytacyjne doświadczenie. W takiej sytuacji przedłużona medytacja, zwłaszcza wówczas, kiedy brak jest należytej pomocy duchowej i terapeutycznej, może po prostu rozbić człowieka nie tylko duchowo, ale także i psychiczne. Może bowiem uruchomić pewne "pogotowie" nerwicowe lub psychotyczne, które istnieje u wielu osób głęboko zranionych przez życie. Zauważmy jeszcze i ten fakt, iż dla człowieka wychowanego w tradycji chrześcijańskiej, doświadczenie medytacji wschodniej jest obce nie tylko z punktu widzenia religijnego, ale także i kulturowego.

W jaki sposób winniśmy ustosunkować się do tego zjawiska? Po pierwsze nie powinniśmy jedynie ograniczać się do apologetyki. I chociaż pewne elementy apologii są konieczne, szczególnie po to, aby demaskować nadużycia niektórych "mistrzów" i "guru", to jednak trzeba nam również postawić sobie otwarte i szczere pytania: dlaczego ludzie, którzy zostali wychowani w chrześcijaństwie, posiadali chrześcijańskich rodziców, uczęszczali na katechezę, uciekają teraz (bo jest to forma ucieczki) od własnej tradycji duchowej?

Bylibyśmy jednak niesprawiedliwi, gdybyśmy sądzili, że jest to wyłącznie ich osobista wina. Jako wspólnota Kościoła powinniśmy zrobić sobie rachunek sumienia: na ile nasze lokalne wspólnoty (parafialne, zakonne, oazowe, charyzmatyczne itd) ofiarują systematyczną szkołą medytacji chrześcijańskiej pod okiem doświadczonych chrześcijańskich mistrzów duchowych. Nierzadko ludzie szukają głębszego życia wewnętrznego poza Kościołem, ponieważ są przekonani, iż w Kościele nie znajdują takiej możliwości.

U wielu osób istnieje też pewien uraz do Kościoła, czy może raczej do pewnych ludzi Kościoła, od których nie zawsze otrzymali najlepsze świadectwo życia i wiary. Wspólnota Kościoła winna nieustannie ukazywać niezwykła bogactwo duchowe całej tradycji chrześcijańskiej, z którego możemy czerpać bez granic. Muszą jednak istnieć osoby, które same najpierw żyją tą wielką tradycją i są w stanie dzielić się z innymi swoim bogatym doświadczniem duchowym.

Brak osobowego spotkania z Bogiem

Jest to podstawowe zagrożenie dla medytacji. Kiedy medytujący odetnie się od osobowego spotkania z Bogiem, wówczas koncentruje się wyłącznie na swoim "własnym wnętrzu". Jeżeli systematycznie w dłuższym okresie czasu usiłuje penetrować "głębiny swojego serca", wówczas na samym jego dnie może odnaleźć tylko pustkę i nicość. I to właśnie doświadczenie własnej pustki i nicości doprowadza niekiedy medytującego do rozpaczy. Rozpacz zaś rozbija psychiczne.

Medytacja chrześcijańska jest również wchodzeniem w głębię swojego serca, ale tylko po to, aby na jego dnie odkryć odbity przez akta stworzenia osobowy obraz Boga. Możemy powiedzieć, iż medytacja, która ostatecznie nie prowadzi do spotkania z Bogiem osobowym, nie jest może być nazwana chrześcijańska.

Medytacja chrześcijańska posiada oczywiście swoje stopnie rozwoju, stopnie medytacyjnego "wtajemniczenia". Pierwsze kroki w medytacji chrześcijańskiej skupiają się nieraz na nawiązaniu "osobowego dialogu" najpierw z własnym życiem, ze światem przyrody, z drugim człowiekiem. Ten pełniejszy i bardziej przejrzysty dialog ze sobą, z bliźnim i ze światem służy jednak nawiązaniu pełniejszego dialogu z Osobą Boga. Ostatecznym celem medytacji chrześcijańskiej winna być zawsze intymna więź z Bogiem.

Chrześcijaństwo poprzez medytację ofiaruje nam coś niezwykłego: nawiązanie intymnej więzi z Bogiem, który stał się Człowiekiem. Tajemnica Wcielenia jest w centrum medytacji chrześcijańskiej. Ona jest jej "największą szansą". Dzięki Tajemnicy Wcielenia chrześcijanin "posiada Boga" w zasięgu swojej ręki. Może Go "dotknąć", może Go słyszeć, może Go widzieć, może z Nim się zjednoczyć spożywając Jego Ciało, Jego Krew. I właśnie dlatego medytacja chrześcijańska jest najprostszą, "najłatwiejszą" drogą do nawiązania intymnej więzi z Bogiem.

Odrzucenie siebie i swojej historii życia

Drugie zagrożenie dla medytacji wynika z próby szukania zjednoczenia z Bogiem przy jednoczesnym odrzuceniu siebie samego i własnej historii życia. Człowiek medytujący usiłuje wówczas zbudować silną więź z Bogiem, ale poza sobą: poza swoim "aktualnym życiem" oraz poza historią swojego życia. Medytujący wchodzi wówczas w pewien rodzaj iluzji, który polega na pomieszaniu przeżyć czysto psychicznych z doświadczeniem duchowym. Takie "doświadczenia duchowe" bywają zwykle uwikłane w cały zespół ludzkich potrzeb i mechanizmów obronnych, które czynią człowieka coraz bardziej zamkniętym i zalęknionym.

Odrzucenie siebie i swojej historii życia w medytacji wynika najczęściej z lęku przed własną słabością, której nie chce się uznać i przyjąć. Ów lęk przed własną słabością rodzi obronne nastawienie zarówno do swojego życia, jak też do świata zewnętrznego. To właśnie lękowe i obronne nastawienie staje się źródłem "powszechnej" manipulacji; najpierw manipulacji sobą, a następnie manipulacji Drugim: Bogiem i człowiekiem. Człowiek wchodzi wówczas w swoiste "getto" już nie tylkko duchowe, ale także psychiczne. Na takie niebezpieczeństwo narażeni są zwłaszcza ludzie, którzy wchodzą w życie wewnętrzne z głębokimi zranieniami emocjonalnymi i moralnymi. Kiedy cała przeszłość osobista bardzo "boli człowieka", wówczas kuszony on jest, aby ją przekreślić, by móc "zacząć wszystko od nowa".

Autentyczne życie duchowe nie tylko nie przekreśla przeszłości, ale -- wręcz przeciwnie -- dąży do odzyskania przeszłości poprzez "uzdrowienie wszystkich ludzkich zranień". Chrześcijaństwo buduje nowe życie poprzez zintegrowanie całości życia ludzkiego: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nie można rozumieć działania Bożego w teraźniejszości, jeżeli nie dostrzeże się go także w przeszłości. Rozumienie swojej przeszłości staje się kluczem do teraźniejszości i przyszłości.

Medytacja chrześcijańska jest w jakimś sensie spotkaniem dwóch historii: wielkiej Historii Zbawienia z osobistą historią naszego życia. Moja osobista historia zostaje włączona, zintegrowania z Historią Zbawienia. Historia Zbawienia ukazana na łamach Biblii jest jednak nie tylko "historią świętości" człowieka, ale także historią jego zagubienia i grzechu.

Pierwszym etapem medytacji chrześcijańskiej jest nawrócenie wewnętrzne, które rozpoczyna się od rozważań o grzechu i miłosierdzia Bożego. Poprzez przedłużoną modlitwę chrześcijanin wprowadza Boga w swoją pogubioną, poranioną i grzeszną przeszłość, aby móc ją w pełni powierzyć i oddać Bogu. Chrześcijanin nie szuka najpierw uzdrowienia przeszłości, ale zaufania Bogu. Z zaufania zaś rodzi się dopiero uzdrowienie.

Po pierwszym etapie oczyszczenia, uzdrowienia swojej historii medytujący zostaje zaproszony do skupienia swojej "wewnętrznej uwagi" na Historii Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus w swojej Osobie ucieleśnia i realizuje całą Historię Zbawienia. To właśnie dzięki Niemu moja osobista historia zostaje nie tylko uzdrowiona i oczyszczana, ale nabiera nowego znaczenia. Staje się też miejscem nowego życia. To właśnie Historia Jezusa czyni "wszystko nowym". W ten sposób medytacja chrześcijańska stopniowo przechodzi w kontemplację ewangeliczną Osoby Jezusa Chrystusa: jego Wcielenia, życia ukrytego, życia publicznego, Jego nauki, a zwłaszcza Jego śmierci i zmartwychwstania.

Dzięki Osobie Jezusa Chrystusa, "przez Niego, w Nim i z Nim" w medytacji chrześcijanin nawiązujemy intymną więź z całą Trójcą Świętą. To właśnie dzięki medytacji rodzi się w nas coraz pełniejsze życie, które polega na wprowadzeniu nas "w sferę życia trynitarnego i stawaniu się przez to synem Ojca, bratem Chrystusa, świątynią Ducha tak, że możemy w sposób osobowy wejść w związek z Ojcem, Synem i Duchem Świętym" (Jean Daniélou).

Cały artykuł ks. Augustyna, w którym wyjaśnia dokładnie, KIEDY I DLACZEGO dobra jest chrześcijańska medytacja, przeczytają Panstwo na kolejnej stronie lub na portalu Mateusz.pl.

[koniec_strony]

Józef Augustyn SJ

Medytacja chrześcijańska
szanse i zagrożenia

 

"Jak mnie umiłował Ojciec, tak i ja was umiłowałem. Wytrwajcie w mojej miłości" (J 15, 9).

"Ostatecznie jądrem obecnego kryzysu świata jest poszukiwanie Boga. Chodzi o to, aby pośrodku tej technicznej cywilizacji uczynić obecnym wymiar transcendencji, poza któym humanizm nie jest możliwy."
Jean Daniélou

 

SZANSE MEDYTACJI CHRZEŚCIJAŃSKIEJ

Istotą medytacji w rozumieniu chrześcijańskim jest trwanie w miłości Trójcy Świętej. Medytacja chrześcijańska jest jakby "naśladowaniem" Osób Trójcy Świętej, które "nieustannie" wzajemnie siebie kontemplują. Każda z Nich stanowi oddzielną Osobę, a jednocześnie trwa w nieskończonej jedności, wspólnocie.

Jedność z Bogiem

Podstawową szansą medytacji w ujęciu chrześcijańskim jest więc jedność -- komunia z Osobami Trójcy Świętej. Tak naprawdę trzeba by najpierw mówić, nie tyle o zagrożeniach samej medytacji chrześcijańskiej, ale raczej o zagrożeniach jej braku dla życia duchowego.

Brak medytacji w życiu chrześcijanina stwarza niebezpieczeństwo płytkości duchowej. Bez medytacji, czyli -- mówiąc nieco inaczej -- bez przedłużonej modlitwy osobistej tak naprawdę nie można założyć fundamentów głębszego, "systematycznie prowadzonego" życia duchowego. To stwierdzenie wypływa z prostego faktu, że człowiek potrzebuje czasu, aby móc doświadczyć miłości. Jeżeli ludzie, którzy siebie nawet głęboko kochają, nie mają dla siebie czasu, to ich miłość, choćby największa i najpiękniejsza stopniowo będzie zamierać, stawać się coraz płytsza.

Istotą życia duchowego jest miłość. Doświadczenie miłości Boga wymaga czasu. Właśnie dlatego do życia duchowego konieczna jest przedłużona modlitwa -- medytacja. A więc pierwszą szansą medytacji chrześcijańskiej jest coraz głębsza jedność z Bogiem. Z owej jedności z Bogiem wynikają inne szanse: wewnętrzna spójność człowieka oraz jedność z bliźnimi.

Wewnętrzna spójność człowieka

Medytacja chrześcijańska integruje człowieka wewnętrznie, czyni go coraz bardziej spójnym, ponieważ podporządkowuje to, co psychiczne i zmysłowe wartościom duchowym. Medytacja wprowadza w ludzkie życie harmonię i jedność wewnętrzną. "Ta szansa" medytacji chrześcijańskiej jest niezwykle ważna w naszych czasach.

Zauważmy, iż podstawowym problemem współczesnego człowieka jest życie w ciągłym stresie, który tworzy w wielu ludziach trwałe zachowania nerwicowe. Dzisiaj -- nie bez racji -- stwierdza się, iż wszyscy jesteśmy znerwicowani. Bardzo łatwo i szybko dochodzimy do naszych granic psychicznych i emocjonalnych. Na skutek "dotykania naszych granic" stajemy się nierzadko przemęczeni, łatwo popadamy w zniechęcenie i stany depresji lub też stajemy się bardzo drażliwi i agresywni wobec naszych bliźnich. Jesteśmy wówczas kuszeni, aby oskarżać "cały świat" za przeżywany "stan swojego nieszczęścia".

Stan większego czy mniejszego znerwicowania zawsze wynika z rozbicia wewnętrznego, które polega głównie na braku minimalnej choćby harmonii i jedności pomiędzy sferą emocjonalną i zmysłową a światem ducha. W stanach nerwicy nasz świat emocjonalny i zmysłowy funkcjonuje w oddzieleniu od świata duchowego, ponieważ brak jest jakiejkolwiek komunikacji pomiędzy nimi.

Na problem nerwicy człowieka trzeba patrzeć nie tylko pod kątem psychicznym i opisywać ją jedynie językiem psychologii, ale także z punktu widzenia duchowego. V. E. Frankl określa nerwicę, jako przejaw ucieczki od odpowiedzialności za własne życie. Tam gdzie brak jest doświadczenia duchowego, głębszego doświadczenia sensu i celu życia, łatwo zrodzi się nerwica.

W tej sytuacji wewnętrznego rozbicia współczesnego człowieka niezwykłą szaną jest właśnie medytacja, która może go wewnętrznie zjednoczyć, zintegrować. Owo jednoczenie i integrowanie dokonuje się poprzez podporządkowanie wszystkiego, czym człowiek żyje, życiu duchowemu.

Podstawową treścią medytacji chrześcijańskiej jest "rozważanie" pierwszego przykazania, które staje się fundamentalną zasadą integracji człowieka. "Pierwsze jest: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych" (Mk 12, 29-31).

Najważniejszym celem medytacji chrześcijańskiej jest coraz pełniejsze wcielenie w życie pierwszego przykazania. "Kiedy (bowiem) Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu" (św. Augustyn).

Człowiek, który powierza się Bogu i czyni Jego miłość najważniejszym kryterium wszystkich ludzkich decyji, jeżeli nawet posiada pewne skłonności do znerwicowania (np. na skutek zranień wyniesionych z okresu dzieciństwa i dojrzewania), to jednak skłonności te nie decydują o jego zasadniczych wyborach życiowych. Umie bowiem powierzać Bogu swoje życie, także w stanach zagubienia emocjonalnego, psychicznego i innego rodzaju ludzkich cierpieniach. Szansą medytacji chrześcijańskiej -- używając pojęcia V. E. Frankla -- jest logoterapia, czyli leczenie przez doświadczanie sensu i celu życia, leczenie przez doświadczanie miłości Boga.

Jedność z bliźnimi

Możemy nawiązać prawdziwą jedność z drugim człowiekiem tylko wtedy, kiedy doświadczamy jedności w nas samych, kiedy jesteśmy pogodzeni z naszym własnym życiem. Jezus odwołując się do wielkiej tradycji starotestamentalnej ukazuje miłość siebie samego, jako zasadnicze kryterium miłości bliźniego: "Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego".

Medytacja chrześcijańska wprowadzając nas w doświadczenie miłości Boga, które staje się zasadniczym źródłem miłości siebie samego, uczy nas także miłować bliźniego. Podstawą rozwiązywania wszystkich konfliktów międzyludzkich jest otwarcie na Boga. Często nie możemy przezwyciężyć wielu problemów wzajemnego współżycia w relacjach międzyludzkich: rodzinnych, małżeńskich, wspólnotowych, narodowych, politycznych itd., właśnie dlatego, iż nie posiadamy wspólnej płaszczyzny porozumienia. Odwołujemy się do zróżnicowanych wartości i dlatego mówimy do siebie "różnymi językami".

Aby móc rozwiązać najtrudniejsze problemy wzajemnego współżycia, konieczna jest taka płaszczyzna porozumienia, która przekracza "ludzki" jedynie wymiar konfliktu. Odwołując się do "wspólnej płaszczyzny" spotkania, tworzymy także wspólny język porozumienia. Najgłębszą, ostateczną płaszczyzną jedności międzyludzkiej może być tylko Bóg, ostateczne Zródło ludzkiego życia. Każdy rodzaj życia społecznego domaga się wiary w Boga. Kiedy człowiek buduje życie społeczne bez Boga, wznosi miasto "poza Bogiem, to będzie ono nie tylko miastem areligijnym, ale także miastem nieludzkim" (Jean Daniélou).

ZAGROŻENIA MEDYTACJI

Czy można mówić o zagrożeniach wynikających z medytacji chrześcijańskiej? To pytanie możemy postawić w kontekście innego pytania: czy można mówić o zagrożeniach wynikających z ludzkiej miłości? Tak, można mówić. Ludzka miłość jest "niebezpieczna" wówczas, kiedy zostaje zniekształcona, kiedy jest źle rozumiana. Np. kiedy jest pojmowana jako posiadanie, czy wręcz zniewalanie drugiego, kiedy służy niemal wyłącznie zaspokajaniu swoich osobistych potrzeb, kiedy odbiera wolność osobie kochanej. Taka "miłość" jest zagrożeniem dla obu stron, zarówno dla osoby, która pragnie kochać, jak również dla "obiektu miłości". Jak niebezpieczna jest taka miłość, wystarczy uważna obserwacja wielu "toksycznych związków" międzyludzkich. Np. zazdrość wynikająca z miłości posesywnej, może bardzo krzywdzić i ranić. Kiedy matka "kocha" swoje dziecko miłością zaborczą, wówczas -- choć w swoim subiektywnym przekonaniu "daje mu wszystko w nadmiarze" (uczucia, rzeczy materialne), to jednak zabiera mu najcenniejszą wartość dla człowieka: osobistą wolność; usiłuje bowiem podporządkować go sobie całkowicie kontrolując niemal wszystkie jego kroki. Ponieważ zabiera mu wolność, nie nauczy go samodzielnego i odpowiedzialnego życia.

Odwołując się do tej analogii możemy powiedzieć, że medytacja chrześcijańska może być także dużym zagrożeniem wówczas, kiedy zostaje zniekształcona. Im bardziej ulega ona zniekształceniu, tym może ona stanowić większe zagrożenie. Jeżeli pewien sposób praktykowania medytacji czyni jakieś szkody w życiu duchowym lub emocjonalnym, to jest to znak, iż w tak praktykowanej medytacji brakuje jakichś istotnych elementów medytacji autentycznie chrześcijańskiej; im większe czyni szkody, tym bardziej odbiega od ideału medytacji w rozumieniu chrześcijańskim.

Kiedy w medytacji istnieją zasadnicze elementy modlitwy chrześcijańskiej (Słowo Boże, osobowe spotkanie z Bogiem, osobista historia życia), wówczas medytacja nie tylko nie jest żadnym zagrożeniem, ale stanowi istotną pomoc w dochodzeniu nie tylko do pełniejszego życia duchowego, ale także do równowagi emocjonalnej i psychicznej.

Medytacje inspirowane religią i kulturą Dalekiego Wschodu

W wielu środowiskach istnieje dziś moda uprawiania medytacji inspirowanej religią i kulturą Dalekiego Wschodu. W Polsce zwłaszcza w większych miastach istnieją stosunkowo liczne ośrodki, które proponują ten typ medytacji. Wprowadzenie w tak rozumianą medytację proponują zarówno "rodzimi" mistrzowie, jak też "wschodni" guru, którzy przyjeżdżają nie tylko z Dalekiego Wschodu, ile także ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, gdzie istnieją prężne ośrodki "wschonich religii".

Praktyka medytacji wschodniej staje się niebezpieczna szczególnie dla człowieka zagubionego psychicznie, który nie jest w stanie kontrolować procesów emocjonalnych i psychicznych, które uruchamia w nim medytacyjne doświadczenie. W takiej sytuacji przedłużona medytacja, zwłaszcza wówczas, kiedy brak jest należytej pomocy duchowej i terapeutycznej, może po prostu rozbić człowieka nie tylko duchowo, ale także i psychiczne. Może bowiem uruchomić pewne "pogotowie" nerwicowe lub psychotyczne, które istnieje u wielu osób głęboko zranionych przez życie. Zauważmy jeszcze i ten fakt, iż dla człowieka wychowanego w tradycji chrześcijańskiej, doświadczenie medytacji wschodniej jest obce nie tylko z punktu widzenia religijnego, ale także i kulturowego.

W jaki sposób winniśmy ustosunkować się do tego zjawiska? Po pierwsze nie powinniśmy jedynie ograniczać się do apologetyki. I chociaż pewne elementy apologii są konieczne, szczególnie po to, aby demaskować nadużycia niektórych "mistrzów" i "guru", to jednak trzeba nam również postawić sobie otwarte i szczere pytania: dlaczego ludzie, którzy zostali wychowani w chrześcijaństwie, posiadali chrześcijańskich rodziców, uczęszczali na katechezę, uciekają teraz (bo jest to forma ucieczki) od własnej tradycji duchowej?

Bylibyśmy jednak niesprawiedliwi, gdybyśmy sądzili, że jest to wyłącznie ich osobista wina. Jako wspólnota Kościoła powinniśmy zrobić sobie rachunek sumienia: na ile nasze lokalne wspólnoty (parafialne, zakonne, oazowe, charyzmatyczne itd) ofiarują systematyczną szkołą medytacji chrześcijańskiej pod okiem doświadczonych chrześcijańskich mistrzów duchowych. Nierzadko ludzie szukają głębszego życia wewnętrznego poza Kościołem, ponieważ są przekonani, iż w Kościele nie znajdują takiej możliwości.

U wielu osób istnieje też pewien uraz do Kościoła, czy może raczej do pewnych ludzi Kościoła, od których nie zawsze otrzymali najlepsze świadectwo życia i wiary. Wspólnota Kościoła winna nieustannie ukazywać niezwykła bogactwo duchowe całej tradycji chrześcijańskiej, z którego możemy czerpać bez granic. Muszą jednak istnieć osoby, które same najpierw żyją tą wielką tradycją i są w stanie dzielić się z innymi swoim bogatym doświadczniem duchowym.

Brak osobowego spotkania z Bogiem

Jest to podstawowe zagrożenie dla medytacji. Kiedy medytujący odetnie się od osobowego spotkania z Bogiem, wówczas koncentruje się wyłącznie na swoim "własnym wnętrzu". Jeżeli systematycznie w dłuższym okresie czasu usiłuje penetrować "głębiny swojego serca", wówczas na samym jego dnie może odnaleźć tylko pustkę i nicość. I to właśnie doświadczenie własnej pustki i nicości doprowadza niekiedy medytującego do rozpaczy. Rozpacz zaś rozbija psychiczne.

Medytacja chrześcijańska jest również wchodzeniem w głębię swojego serca, ale tylko po to, aby na jego dnie odkryć odbity przez akta stworzenia osobowy obraz Boga. Możemy powiedzieć, iż medytacja, która ostatecznie nie prowadzi do spotkania z Bogiem osobowym, nie jest może być nazwana chrześcijańska.

Medytacja chrześcijańska posiada oczywiście swoje stopnie rozwoju, stopnie medytacyjnego "wtajemniczenia". Pierwsze kroki w medytacji chrześcijańskiej skupiają się nieraz na nawiązaniu "osobowego dialogu" najpierw z własnym życiem, ze światem przyrody, z drugim człowiekiem. Ten pełniejszy i bardziej przejrzysty dialog ze sobą, z bliźnim i ze światem służy jednak nawiązaniu pełniejszego dialogu z Osobą Boga. Ostatecznym celem medytacji chrześcijańskiej winna być zawsze intymna więź z Bogiem.

Chrześcijaństwo poprzez medytację ofiaruje nam coś niezwykłego: nawiązanie intymnej więzi z Bogiem, który stał się Człowiekiem. Tajemnica Wcielenia jest w centrum medytacji chrześcijańskiej. Ona jest jej "największą szansą". Dzięki Tajemnicy Wcielenia chrześcijanin "posiada Boga" w zasięgu swojej ręki. Może Go "dotknąć", może Go słyszeć, może Go widzieć, może z Nim się zjednoczyć spożywając Jego Ciało, Jego Krew. I właśnie dlatego medytacja chrześcijańska jest najprostszą, "najłatwiejszą" drogą do nawiązania intymnej więzi z Bogiem.

Odrzucenie siebie i swojej historii życia

Drugie zagrożenie dla medytacji wynika z próby szukania zjednoczenia z Bogiem przy jednoczesnym odrzuceniu siebie samego i własnej historii życia. Człowiek medytujący usiłuje wówczas zbudować silną więź z Bogiem, ale poza sobą: poza swoim "aktualnym życiem" oraz poza historią swojego życia. Medytujący wchodzi wówczas w pewien rodzaj iluzji, który polega na pomieszaniu przeżyć czysto psychicznych z doświadczeniem duchowym. Takie "doświadczenia duchowe" bywają zwykle uwikłane w cały zespół ludzkich potrzeb i mechanizmów obronnych, które czynią człowieka coraz bardziej zamkniętym i zalęknionym.

Odrzucenie siebie i swojej historii życia w medytacji wynika najczęściej z lęku przed własną słabością, której nie chce się uznać i przyjąć. Ów lęk przed własną słabością rodzi obronne nastawienie zarówno do swojego życia, jak też do świata zewnętrznego. To właśnie lękowe i obronne nastawienie staje się źródłem "powszechnej" manipulacji; najpierw manipulacji sobą, a następnie manipulacji Drugim: Bogiem i człowiekiem. Człowiek wchodzi wówczas w swoiste "getto" już nie tylkko duchowe, ale także psychiczne. Na takie niebezpieczeństwo narażeni są zwłaszcza ludzie, którzy wchodzą w życie wewnętrzne z głębokimi zranieniami emocjonalnymi i moralnymi. Kiedy cała przeszłość osobista bardzo "boli człowieka", wówczas kuszony on jest, aby ją przekreślić, by móc "zacząć wszystko od nowa".

Autentyczne życie duchowe nie tylko nie przekreśla przeszłości, ale -- wręcz przeciwnie -- dąży do odzyskania przeszłości poprzez "uzdrowienie wszystkich ludzkich zranień". Chrześcijaństwo buduje nowe życie poprzez zintegrowanie całości życia ludzkiego: przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nie można rozumieć działania Bożego w teraźniejszości, jeżeli nie dostrzeże się go także w przeszłości. Rozumienie swojej przeszłości staje się kluczem do teraźniejszości i przyszłości.

Medytacja chrześcijańska jest w jakimś sensie spotkaniem dwóch historii: wielkiej Historii Zbawienia z osobistą historią naszego życia. Moja osobista historia zostaje włączona, zintegrowania z Historią Zbawienia. Historia Zbawienia ukazana na łamach Biblii jest jednak nie tylko "historią świętości" człowieka, ale także historią jego zagubienia i grzechu.

Pierwszym etapem medytacji chrześcijańskiej jest nawrócenie wewnętrzne, które rozpoczyna się od rozważań o grzechu i miłosierdzia Bożego. Poprzez przedłużoną modlitwę chrześcijanin wprowadza Boga w swoją pogubioną, poranioną i grzeszną przeszłość, aby móc ją w pełni powierzyć i oddać Bogu. Chrześcijanin nie szuka najpierw uzdrowienia przeszłości, ale zaufania Bogu. Z zaufania zaś rodzi się dopiero uzdrowienie.

Po pierwszym etapie oczyszczenia, uzdrowienia swojej historii medytujący zostaje zaproszony do skupienia swojej "wewnętrznej uwagi" na Historii Jezusa Chrystusa. Jezus Chrystus w swojej Osobie ucieleśnia i realizuje całą Historię Zbawienia. To właśnie dzięki Niemu moja osobista historia zostaje nie tylko uzdrowiona i oczyszczana, ale nabiera nowego znaczenia. Staje się też miejscem nowego życia. To właśnie Historia Jezusa czyni "wszystko nowym". W ten sposób medytacja chrześcijańska stopniowo przechodzi w kontemplację ewangeliczną Osoby Jezusa Chrystusa: jego Wcielenia, życia ukrytego, życia publicznego, Jego nauki, a zwłaszcza Jego śmierci i zmartwychwstania.

Dzięki Osobie Jezusa Chrystusa, "przez Niego, w Nim i z Nim" w medytacji chrześcijanin nawiązujemy intymną więź z całą Trójcą Świętą. To właśnie dzięki medytacji rodzi się w nas coraz pełniejsze życie, które polega na wprowadzeniu nas "w sferę życia trynitarnego i stawaniu się przez to synem Ojca, bratem Chrystusa, świątynią Ducha tak, że możemy w sposób osobowy wejść w związek z Ojcem, Synem i Duchem Świętym" (Jean Daniélou).

 

WARUNKI MEDYTACJI

Milczenie zewnętrzne -- wyciszenie wewnętrzne

Wyciszenie wewnętrzne oraz milczenie zewnętrzne jest koniecznym warunkiem modlitwy i życia duchowego w ogóle. Dlaczego? Dlatego, iż modlitwa jest rozmową: rozmową, w której najpierw jesteśmy zaproszeni do słuchania, co Bóg do nas mówi.

Modlitwa nie jest przede wszystkim mówieniem człowieka. Modlitwa jest najpierw słuchaniem Boga. Bóg mówi w ciszy. Pismo św. stwierdza, iż "na ulicy Jego głosu nie usłyszysz". I właśnie dlatego, że Bóg mówi w ciszy, konieczne jest wyciszenie wewnętrzne i milczenie zewnętrzne.

Dlaczego Bóg mówi w ciszy? Dlatego, że Bóg nie gwałci ludzkiej wolności. Krzyk jest wyrazem przemocy, im głośniejszy i częstszy krzyk, tym większa przemoc.

W naszych relacjach międzyludzkich jest nieraz wiele przemocy związanej z wywieraniem na siebie nawzajem presji poprzez krzyk. Jest wiele przemocy posługującej się głośnym, hałaśliwym i chaotycznym przemawianiem do bliźnich. Bóg natomiast nie posługuje się krzykiem.

Zwróćmy uwagę, że współczesna cywilizacja charakteryzuje się bardzo mocnym oddziaływaniem na człowieka silnymi bodźcami zewnętrznymi.

Bodźce te widoczne są choćby w środkach przekazu. Są one nie tylko mocne, ale niekiedy są one wprost brutalne. Chodzi w nich już nie tylko o krzyk, ale także o przemoc fizyczną, o zadawanie cierpienia, zadawanie śmierci.

Dlaczego środki przekazu odwołują się dziś do tego, co gwałtowne, brutalne, wprost perwersyjne? Dlatego, że człowiek stał się niewrażliwy na subtelne bodźce.

Spokojnym opowiadaniem o ludzkim życiu, o ludzkiej miłości nie można już nikogo zachwycić. Wydaje się to już za słabe. Na tym nie można już zrobić pieniędzy. Stąd odwołanie się środków przekazu do tego co "mocne", brutalne.

Kiedy człowiek przez dłuższy czas podlega takim mocnym, brutalnym środkom przekazu, wówczas traci wrażliwość. Człowiek nie jest już w stanie wtedy usłyszeć ani siebie samego, ani też drugiego. Po prostu nie jest w stanie słuchać.

Chorobą naszych czasów, chorobą relacji międzyludzkich jest niezdolność do słuchania. Nie umiemy siebie nawzajem słuchać. Dlaczego? Dlatego, że nosimy w sobie jakiś wielki niepokój, jakąś wielką niewrażliwość.

I w tej sytuacji wejście w wyciszenie wewnętrzne, milczenie zewnętrzne może okazać się czymś bardzo trudnym, może okazać się bolesne. Jeżeli człowiek jest przyzwyczajony do ciągłego krzyku i hałasu, wówczas jest to utrwalony styl życia.

I chociaż styl ten męczy człowieka, to jednak nie umie się od niego oderwać. Jest to wówczas pewna forma narkotyku. W ciszy ujawnia się to, kim jesteśmy. Ujawnia się cały dławiony do tej pory niepokój wewnętrzny, zagubienie, wielkie poczucie winy, agresja wobec innych, kompleksy, chora ambicja, zazdrość. A więc ujawnia się wszystko to, co człowiekowi udaje się zdusić, zdławić poprzez krzyk, hałas, poprzez gwałtowne, silne przeżycia.

Nie umiemy wypoczywać, nie umiemy reflektować nad sobą, nie umiemy spokojnie spotykać się z innymi, z Bogiem. Uciekamy w oglądanie mocnych programów, filmów. Tak szybko męczy nas rozmowa z Bogiem, z ludźmi, męczy nas głębsza refleksja nad swoim życiem. Dla wielu z nas zapracowanie jest bardzo dobrym alibi, żeby nie wejść w siebie, żeby nie dowiedzieć się, co właściwie nam jest, na co właściwie jesteśmy chorzy. Wejść w ciszę, to zrezygnować z owego alibi. Wejść w ciszę to przestać się oszukiwać. I właśnie dlatego cisza może być trudna, może być bolesna.

Szansą ciszy jest prawda, prawda o ludzkim życiu, prawda o źródłach mojego nieszczęścia, prawda o źródłach mojego zagubienia i jednocześnie prawda o tym, gdzie szukać wyjścia i co jest wyjściem w moim życiu? Bóg mówi w ciszy. Bóg mówi na pustyni. Pan Bóg mówi, że przyciągnie swoją oblubienicę na pustynię i będzie mówił do jej serca.

Miejsce materialne

Do medytacji jest rzeczą konieczną znalezienie odpowiedniego miejsca materialnego; miejsca pełnego ciszy, w którym wielość bodźców zewnętrznych nie byłaby przeszkodą w skupieniu i koncentracji.

Z pewnością można modlić się w ulicznym gwarze. Czy nawet robić "medytację ulicznego gwaru". Takie doświadczenie może być jednak jednostkowym i wyjątkowym.

Idź tam, gdzie mógłbyś być sam -- podpowiada nam Klemens Tilmann -- gdzie by ci nie przeszkadzano, w miejsce które promieniowałoby pokojem ze wszystkiego, co cię otacza. Być może będzie to twoje mieszkanie, kościół. Kiedy znalazłeś miejsce, które promieniuje pokojem, zatrzymaj się w nim.

Odpowiednie miejsce medytacji odnajdujemy z jednej strony poprzez przeczucie wewnętrzne, z drugiej strony zaś dzięki doświadczeniu. Niekiedy trzeba spróbować modlić się w różnych miejscach, aby poprzez porównanie i praktykę móc wybrać to, które najłatwiej wprowadza nas w atmosferę wyciszenia wewnętrznego, skupienia i pokoju. Swojego materialnego miejsca dla przedłużonej modlitwy trzeba nam nieraz szukać z cierpliwością przez dłuższy okres czasu.

Potrzeba mistrza modlitwy

Do uprawiania dłuższej systematycznej modlitwy konieczne jest kierownictwo duchowe. W człowieku prowadzącym życie duchowe dają się słyszeć różne głosy: nie tylko głos Boga, natchnienia Ducha Świętego, ale także "natchnienia" (w cudzysłowie) własnych ludzkich namiętności, natchnienia złego ducha, który pracuje w ludzkich namiętnościach. Ponieważ w człowieku uprawiającym medytacje pracuje z większym wysiłkiem duchowym, dlatego też większa będzie intensywność tych głosów.

Ta właśnie większa intensywność głosów domaga się rozeznania. Jest rzeczą ważną byśmy mieli świadomość, że nasze wypowiadanie się w kierownictwie duchowym służy przede wszystkim nam samym. Kierownik duchowy posiada rolę służebną.

On winien jedynie pomagać w rozwijaniu się relacji pomiędzy odprawiającym Ćwiczenia a Bogiem. Kierownik duchowy nie może być zasadniczym punktem odniesienia dla penitenta. Zasadniczym punktem odniesienia jest sam Bóg. Aby dokonać rozeznania jakiegoś przeżycia najpierw trzeba je wypowiedzieć.

Kiedy zaczynamy wypowiadać, opisywać nasze wewnętrzne przeżycie, sami zaczynamy je lepiej rozumieć. Przeżycie wypowiedziane przed drugim "przybiera" jakby inny kształt.Już samo wypowiedzenie naszych doświadczeń wewnętrznych sprawia, że te doświadczenia krystalizują się, określają. O czym rozmawiać na spotkaniu z kierownikiem duchowym? Po prostu o tym, co się przeżywa. O rodzących się uczuciach, myślach, natchnieniach.

Uwolnienie się od zbytnich trosk codzienności

Owocność medytacji zależy nie tylko od milczenia zewnętrznego, od rozmów z kierownikiem, od dobrego miejsca materialnego, ale przede wszystkim od postawy serca ludzkiego.

Uwolnij się -- doradza Klemens Tilmann -- zostaw wszelkie troski, obowiązki, wysiłek, pośpiech oraz aktywność. I jeszcze bardziej uwolnij się od niepokoju, dyskusji wewnętrznych, myśli, projektów, wszystkich planów działania.

Im bardziej uwolnisz się od tego wszystkiego, tym bardziej uwolnisz się od siebie samego i zanurzysz się w medytację.

Uwolnienie się od trosk potrzebne jest w tym celu, aby człowiek mógł z tym większą dyspozycyjnością i hojnością złożyć Bogu w ofierze całą swą wolę i wolność. Mówiąc innym językiem, pokój wewnętrzny oraz uwolnienie się od tego, co zajmuje naszą świadomość, konieczne jest, aby móc słuchać Słowa Bożego. Rozpoczynając modlitwę od siebie i swoich problemów ryzykujemy, iż znajdzie właśnie "swoje" rozwiązania.

Nasze problemy, którym pragniemy stawić czoła, w świetle Słowa Bożego zwykle wyglądają już inaczej. Nierzadko też rozwiązanie, w świetle Słowa, staje się oczywiste i proste. Innym razem "problem" znika. Nie jesteśmy w stanie odkryć istoty naszych problemów bez oświetlenia ich Słowem Bożym. Dzięki Słowu Bożemu odkrywamy także, iż nasze problemy nie są już tylko nasze, ale także problemami Pana Boga. Rozwiązujemy je bowiem z Nim i dzięki Niemu. Przystąpienie do rekolekcji z postawą zamknięcia, duchowego skąpstwa, z brakiem głębokiego zaangażowania się i ofiarności może uniemożliwić osiągnięcie pożądanego owocu.

METODA MEDYTACJI


Przygotowanie do medytacji

Modlitwa, jeżeli chce być pogłębiona, winna być przygotowana. Jak może wyglądać nasze bezpośrednie przygotowanie do modlitwy? Podamy sobie tutaj pewną konkretną metodę, metodę dość skuteczną i dla wielu bardzo pomocną. Jest ona pomocna zwłaszcza w pierwszym etapie uczenia się modlitwy medytacyjnej.

Bierzemy jakiś konkretny tekst, najlepiej jakiś tekst biblijny. Tekst ten powinien być raczej krótki. W czasie tych rekolekcji do każdej medytacji będziemy proponować konkretny tekst biblijny. Proponowany tekst czytamy kilka razy różnymi metodami.

Pierwsza metoda. Wybrany tekst czytamy w sposób ciągły zdanie po zdaniu. Warto w ten sposób przeczytać tekst dwa, trzy razy. Chodzi o to, aby dobrze poznać tekst, poznać jego treść.

Druga metoda czytania. Za drugim razem czytamy tekst wolniej, zatrzymując się krótko po każdym zdaniu. W drugim sposobie czytania nie chodzi tylko o to, aby poznać treść. Chodzi także o smakowanie treści. Św. Ignacy mówi, że nie obfitość wiedzy nasyca duszę, ale smakowanie wewnętrzne.

Wreszcie trzecie matoda czytania. W tej medodzie zatrzymujemy się w dowolnym miejscu dowolną ilość czasu. Trwamy w wybranym zdaniu, słowie, myśli tyle czasu, ile potrzebujemy. Próbujemy uchwycić to, co nas najbardziej uderza, co przyciąga naszłą uwagę. Przyciąga naszą uwagę w podwójnym sensie: w sensie pozytywnym i w sensie negatywnym. Z jednej strony zatrzymuję się na tym, co mi się podoba, budzi moją radość, nadzieję, ale z drugiej strony zatrzymuję się także w tych miejscach, które budzą mój opór, sprzeciw, niechęć. Pewne zdania mogą nas drażnić, budzić naszą irytację, naszą złość, mogą wywoływać w nas zniechęcenie, znudzenie. Ta negatywna reakcja jest bardzo ważna. Podczas przygotowania możemy sobie pewne zdania wypisać, podkreślić, zatrzymać się na nich.

"Czego chcę i pragnę?"

Na czym polega sama medytacja. Medytacja jest prostą modlitwą, w której obecne są wszystkie najważniejsze elementy modlitwy chrześcijańskiej. Na początku medytacji św. Ignacy proponuje ważny akt strzelisty: prosić o to, czego chcę i pragnę. Jest to prośba o owoc rozmyślania.

Istotą życia duchowego -- od naszej ludzkiej strony -- są głębokie ludzkie pragnienia, głębokie ludzkie dążenia. Jeżeli nie ma głębokich pragnień, nie ma życia duchowego. Przed każdą modlitwą winniśmy się pytać, o cel modlitwy. Czego my szukamy poprzez tę modlitwą. Nasza modlitwa bywa płytka, ponieważ nie jest ona najpierw kierowana głębokimi pragnieniami, ale np. poczuciem obowiązku, lękiem.

Faryzeusz poszedł do świątyni i chciał się "pochwalić" przed Bogiem swoimi dobrymi czynami. Pochwalił się i wyszedł ze świątyni nie usprawiedliwiony. Nic od Boga nie chciał, nic też nie otrzymał. "Czego chcę, czego pragnę?" Jest to jedno z podstawowych pytań w czasie modlitwy: o co mi naprawdę chodzi, dlaczego rozpoczynam to szczególnie doświadczenie. Chciejmy sobie uświadomić, że tyle otrzymujemy tyle, ile chcemy otrzymać. Bóg nam daje tyle, o ile prosimy. Jeżeli będziemy prosić o wiele, Bóg udzieli nam wiele. Jeżeli będziemy mieli pragnienie stania się świętymi, Bóg uczyni nas świętymi. Ale dokona tego w zupełnie inny sposób, niż sobie to wyobrażamy.

Na modlitwie nie trzeba być najpierw pięknym, ale prawdziwym. Jesteśmy piękni przed Bogiem wtedy, kiedy jesteśmy prawdziwi. Na modlitwie nie trzeba udawać pragnień, ale przedstawiać te pragnienia, które mamy i prosić o ich pogłębienie.

Jeżeli nie mamy wielkich pragnień, to trzeba tę sytuację przedstawić Panu Bogu i prosić o pragnienie pragnienia.

Pragnienia są nie tylko owocem naszego wysiłku. Pragnienia są także owocem łaski. Bóg daje wielkie pragnienia. Ale pragnienia otrzymane od Boga można marnować. Dzięki prośbie o owoc rozmślania możemy rozwijać i pielęgnować nasze duchowe pragnienia.

Istota medytacji

Przejdźmy teraz do samej medytacji. Na medytację składają się trzy podstawowe elementy.

Po pierwsze otwarcie na Słowo Boże, słuchanie Słowa Bożego.

Po drugie wejście z pomocą Słowa Bożego w całą historię naszego życia.

Trzecim elementem medytacji jest pokorne zanoszenie do Boga tych reakcji serca, które rodzą się w nas na skutek spotkania Słowa Bożego z naszym życiem.

Medytację rozpoczynamy od słuchania, od otwierania się na Boga i Jego Słowo. Na początku konieczna jest postawa pewnej "pasywnej aktywności". To paradoksalne stwierdzenie odsłania nam rolę człowieka i rolę Boga na modlitwie.

Modlitwę rozpoczynamy od wyciszenia ludzkiej inicjatywy i aktywności. Ta "pasywność" człowieka nie jest bezczynnością, ale jest aktywnym otwieraniem się na działanie Boga.

Zbyt wielka aktywność w medytacji sprawia, iż możemy ulegać niebezpieczeństwu odczytywania Słowa Bożego poprzez własne oczekiwania, lęki i potrzeby.

Często są to oczekiwania, lęki i potrzeby jeszcze nieświadome. W medytacji chodzi najpierw nie tyle o samo działanie człowieka, ale raczej o poddanie się Bożemu działaniu w nas.

Pytania, które człowiek medytujący stawia sobie, nie powinny być spekulatywne.

Prosta, dłuższa koncentracja na Słowie Bożym, poprzedzona wewnętrznym wyciszeniem jeszcze przed modlitwą, sprawia, iż nasza uwaga spontanicznie zwróci się ku pewnym konkretnym treściom, zawartym w jednym słowie, zdaniu czy myśli.

Rodzą się wówczas pewne uczucia wobec tych treści; uczucia, które nie są zależne od naszej woli. Niektóre treści mogą przyciągać, inne mogą budzić wewnętrzny opór.

W medytacji trzeba zatrzymywać się zarówno na tym, co budzi nasz entuzjazm, nadzieję, pokój wewnętrzny, jak i na tym, co budzi nasz wewnętrzny sprzeciw, opór, uczucia znużenia, nudy i inne uczucia negatywne.

Rodzenie się uczuć negatywnych w medytacji jest dobrym objawem. Jest to bowiem znak, iż Słowo Boże dotyka w nas miejsc najbardziej zranionych, nieuporządkowanych, których może sobie w życiu jeszcze nie uświadomiliśmy.

* * *

Drugim istotnym elementem medytacji, to spotkanie Słowa Bożego z naszym życiem. Świadome przyjęcie reakcji emocjonalnej, która budzi się w nas pod wpływem słuchania Słowa Bożego, prowadzi nas do prawdy o naszym życiu.

Słowo Boże nie tylko potwierdza nasze dobre pragnienia, decyzje i czyny, które są zgodne z wolą Bożą, ale także osądza nas; ukazuje zasadnicze rozdarcie istniejące pomiędzy tym, czym człowiek winien być zgodnie z Bożym Planem, a tym kim jest w rzeczywistości z powodu grzechu.

Żywe bowiem jest Słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca -- czytamy w liście do Hebrajczyków.

W medytacji człowiek winien z jednej strony spontanicznie przyjmować prawdę Słowa Bożego i uczucia, które ono w nim budzi, ale z drugiej strony wykazywać się aktywnością w osądzaniu swojego życia.

Słowo Boże -- o ile medytujący otwiera się na Jego prawdę -- ujawni wszystkie zamysły jego serca oraz ich wpływ na świadome i nieświadome reakcje, sposób myślenia i wartościowania, na wybory i czyny z nimi związane.

Dialog z Bogiem na medytacji

Zasadnicza treść dialogu wyłania się ze spotkania Słowa Bożego z naszym życiem. Dialog ten nie musi zawsze być cichym i uległym błaganiem, podniosłym wielbieniem, radosnym dziękczynieniem.

Może on być także bolesnym krzykiem.

Człowiek medytujący naśladując Jezusa w Ogrójcu może wypowiadać z odwagą cały swój ból wewnętrzny, krzyk, cierpienie. Do przyjaciela mówi się zawsze prawdę, nawet jeżeli jest ona bardzo trudna i bolesna.

Na medytacji trzeba nam wypowiadać wszystkie odczucia i myśli: zarówno te negatywne jak i pozytywne. Nie trzeba uciekać od uczuć przykrych. Trzeba w nie wejść.

Czasami, kiedy jestem zapraszany na rekolekcje do jakiejś wspólnoty kościelnej, zwykle proponuję program, w którym jest dużo czasu na modlitwę osobistą. Niektórzy mówią: ależ, proszę ojca, oni się będą nudzić! Wówczas zwykle odpowiadam: niech się nudzą i niech się pytają, dlaczego się nudzą. Nuda to jest bardzo ciekawe uczucie i bardzo dużo mówiące o człowieku i jego życiu wewnętrzny.

Ale to samo dotyczy uczuć złości, zazdrości, poczucia niższości, poczucia wstydu przed sobą, przed Bogiem. To są bardzo ważne uczucia. Trzeba mówić do Boga o wszystkich naszych uczuciach. Przedstawić Bogu to, co jest w nas.

Jeżeli się nudzisz, mów Panu Bogu, że się nudzisz. Jeżeli jest w tobie dużo złości, zniechęcenia, napięcia, agresji, mów Bogu o tym, co jest. Mówienie do Boga o naszym sercu, przemienia je.

Jeżeli buntujemy się wewnętrznie, mówmy Panu Bogu o buncie. Wypowiadanie się przed Bogiem jest najważniejsze na modlitwie. Ono leczy nasze serca.

Czym jest nasz bunt, złość, nuda, gniew, agresja? Jest forma nienawiści, która nagromadziła się, nieraz przez całe dziesiątki lat. Nienawiść, która daje znać o sobie. Modlitwa jest miejscem wyrzucania tej nienawiści z serca. Jest miejscem oddawaniem jej Bogu.

Na zakończenie modlitwy św. Ignacy zachęca, żeby robić potrójne kolokwium. Najpierw rozmawiać z Matką Najświętszą o tych wszystkich uczuciach, które się w nas rodziły. Opowiedzić Jej o nich, oddać Jej to wszystko, czego doświadczamy. Następnie przez Maryję ofiarować to wszystko Jezusowi. A na zakończenie przez Jezusa oddać to Ojcu. Św. Ignacy zachęca, aby medytacja razem z przygotowaniem trwała około godziny czasu.

Ks. Józef Augustyn SJ