- My oczywiście jesteśmy oskarżani o wywołanie zamieszek, ale to normalne, tak musiało być. Ja tylko chcę powiedzieć, że wymyśliłem te gwizdki dlatego, że jestem przekonany – tak zawsze w praktyce różnych działań, które w życiu robiłem – żeby dawać ludziom takie zadania, które oni mogą wykonać – mówił redaktor naczelny „Gazety Stołecznej” podczas niedzielnego spotkania działaczy Porozumienia 11 Listopada w lokalu Krytyki Politycznej "Nowy Wspaniały Świat". Po tym wyznaniu przeszedł jednak do krytyki swoich towarzyszy z Porozumienia 11 Listopada.

- Chcę powiedzieć, że jakkolwiek nie znoszę, kiedy ludzie po tym mieście maszerują pod sztandarem ONR-u, to chcę wam powiedzieć, że bardzo trudno sobie wyobrazić przyszły rok, i następny rok, i następny rok, bo scenariusz jest dość jasny: to znaczy, w przyszłym roku zmobilizujemy więcej ludzi, oni też więcej ludzi; może być i też trochę bardziej krwawo, i tak dalej. Chciałem wam uświadomić, że tak naprawdę scenariusz, który myśmy wszyscy razem wymyślili tutaj jest scenariuszem, który nie prowadzi donikąd – tłumaczył publicysta. Zauważał także, iż skrajna lewica, która zorganizowała blokadę, popełniła także karygodne czyny. - Ja przez ten mikrofon słyszałem mowę nienawiści. Oczywiście nikt nie kontrolował tych ludzi, którzy tam mówili. Ale ja tam słyszałem, najbardziej charakterystyczny moment to było o tych szczurach, które zeszły na dół schodami i idą dołem. Ale były tam inne takie momenty, i to było bardzo bolesne, bo jest to jednak jakieś przybliżanie się do naszych przeciwników – uważa były działacz KOR.

Blumsztajn skrytykował także wykorzystywanie przez lewaków totalitarnej symboliki. - Mój przyjaciel powiedział mi – może to nieprawda, może ktoś potwierdzi – że widział, że była tam flaga z sierpem i młotem. (...) Otóż jest to flaga znacznie bardziej zbrodnicza niż ONR-u. I uważam, że tego nie wolno, po prostu. Tego nie wolno. Pod sierpem i młotem zamordowano miliony ludzi.

Na koniec publicysta odniósł się do stosowania przez blokujących przemocy podczas blokady. - Jak było się na tej manifestacji, to były takie momenty, że się nie wiedziało, czy stoisz wśród kiboli, czy wśród antify. Siły postępu wyglądały dość podobnie do sił zła – tłumaczył. I dodał: - Ja nie wiem nic o antifie, bardzo mało wiem, to są dla mnie po prostu dzieci – ale chciałem was uświadomić, że jak się zbiera ludzi, kształtuje ludzi do bicia innych, a po to się zbiera antifę, to z tego mogą być bardzo niedobre rzeczy. To jest bardzo niebezpieczne.

sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »