29.06.14, 16:12

Msza trydencka a ewangelizacja kultury

Zazwyczaj skłonni jesteśmy myśleć o ewangelizacji jako przekazie skierowanym do pojedynczych osób. Lecz kultura także potrzebuje ewangelizacji, być może nawet w większym stopniu niż ludzie, a to z tego powodu, że kultura oddziałuje na wiele osób. W okresach swojej świetności Kościół pełnił znaczącą rolę w formowaniu kultury i wzorców kulturowych. W okresach słabości – zaczyna naśladować i odwzorowywać kulturę, która – bez jego przewodnictwa – staje się efemeryczna, nie budująca moralnie i – co gorsza – zubożona.

Nie da się utrzymać tezy, że żyjemy w czasach, w których Kościół ma wielki wpływ na kulturę. To raczej pop kultura ma wielki wpływ na nas. Tylko niewielu katolików czerpie większość informacji czy poddaje się wpływowi Boga, Biblii czy nauczaniu Kościoła. Większość jest bardziej skłonna słuchać świeckich liderów, muzyków popowych, artystów estradowych, sportowców i ogólnego zgiełku w obszarze kultury. I właśnie czerpiąc z tych wzorców rozwijają oni swoje rozumienie Boga, rodziny, seksualności i wielu innych znaczących moralnie problemów.

Jeśli chodzi o liturgię – wiele problemów dotykających ją związanych jest z triumfem i dominacją współczesnej kultury popularnej. Większość współczesnych trendów w liturgii odzwierciedla raczej preferencje i zapotrzebowania tej kultury niż stawia wyzwania dla wiernych i próbuje ich wychowywać. Dlatego właśnie liturgia musi być dogodna, szybka, wzbudzająca zainteresowanie, młodzieżowa, „odpowiednia”, przystępna, całkowicie zrozumiała nawet przez najmłodszych, ciepła, wygodna, przyjacielska, szanująca różnorodność, etc. Aby nie było niejasności – większość z tych cech nie jest niczym złym. Jednak skupianie się wyłącznie na nich aż do wyłączenia wartości najważniejszych (jak misterium i tradycja) i – często – spłycanie tych najważniejszych wartości, pokazuje, że to właśnie kultura popularna steruje dziś tym, co dzieje się w Kościele.

Mówiąc szczerze – nie wiem, gdzie dokładnie przebiega linia graniczna. Kiedy dokładnie pieśń jest zbyt świecka lub w złym smaku. Kiedy coś ze zrozumiałego staje się po prostu uproszczeniem. Kiedy podkreślanie ciepła i życzliwego środowiska wspólnoty staje się zbyt antropocentryczne i nie sprzyjające atmosferze modlitwy? Kiedy poszanowanie różnorodności przyczynia się do bałkanizacji1 i podziału społeczności? Kiedy „młodzieńczość, intensywność i odpowiedniość” zaczynają szkodzić temu co starożytne i przetrzymało próbę czasów?

Gdzieś w tej trosce o ewangelizację kultury, w opozycji do bycia zdominowanym przez nią, znajduje się cicha i wytrwała obecność Nadzwyczajnej Formy Rytu Rzymskiego, często zwanej Usus Antiquior (starsza forma rytu rzymskiego), która była odprawiana, w formie prawie niezmienionej (nienaruszonej) od czasów starożytnych aż do 1970r.

Ostatni artykuł Tracey Rowland w „Sacred Liturgy” (Materiały z Międzynarodowej Konferencji o Świętej Liturgii 2013 - http://www.amazon.com/Sacred-Liturgy-Source-Summit-Mission/dp/1586177869/ref=sr_1_1?ie=UTF8&qid=1402283946&sr=8-1&keywords=sacred+liturgy) pokazuje sposób, w jaki Usus Antiquior może stać się narzędziem zachowania (ocalenia) w gwałtownie zmieniających się okolicznościach klimatu postmodernistycznego Zachodu. Chciałbym przedstawić tu kilka fragmentów z tego artykułu i dodać kilka własnych komentarzy (czerwoną czcionką):

„Starsza forma rytu rzymskiego może być antidotum zwłaszcza na bezpardonowe ataki masowej kultury współczesnej na pamięć, tradycję i kulturę wysoką. Może również stać się nośnikiem spójnej, nie rozbitej (fragmentarycznej) tradycji, która otwarta jest na transcendencję. Uczestnictwo w tej formie rytu wymaga głębszego zaangażowania intelektualnego, pod warunkiem, że nie zagubimy się zupełnie; ryt ten jest również bardziej kontemplacyjny…”

Tak, kiedy przezwycięży się wyobrażenie, że koniecznie trzeba słyszeć, widzieć i odpowiadać na każdy aspekt Mszy – człowiek zanurza się w spokojniejszą kontemplację Boga i zaczyna zauważać, że wiele rzeczy Bóg dokonuje dla niego w sposób cichy i ukryty. I tak w Mszy, gdzie ksiądz działa również w moim imieniu, nie jest wymagane, żeby słyszeć i rozumieć każde słowo. Często wystarcza, że to ksiądz działa (służy) w moim imieniu, a Bóg jednocześnie uzdalnia go do tego i przyjmuje tę służbę. I dlatego to spokojna modlitwa jest zachowaniem pożądanym i akceptowanym, a nie jedynie niepowstrzymane uczestnictwo. Dlatego właśnie Usus Antiquior podkreśla bardziej kontemplacyjny wymiar tej formy rytu rzymskiego.

W tej argumentacji nie powinno się przyjmować stanowiska, że Usus Antiquior powinien być jedyną formą Rytu Rzymskiego (…) Starsza i nowsza forma powinny się wzajemnie ubogacać” (str. 117, 130).

Tak, przynajmniej w obecnych uwarunkowaniach, “wojny liturgiczne” są znakiem, że brakuje nam miłości, która powinna być na pierwszym miejscu jeśli idzie o świętą liturgię. Główne znaczenie powinien mieć dla nas fakt, że Usus Antiquior służy jako narzędzie zachowania/ocalenia całości Rytu Rzymskiego dzięki podtrzymaniu „religijności dawnych czasów ”. A to także pomaga nowszym formom i sprawia, że te formy nie oddzielają się od swoich korzeni i od bardziej całościowej kultury chrześcijańskiej, która poprzedzała naszą zsekularyzowaną i efemeryczną kulturę. Usus Antiquior ewangelizuje współczesną kulturę katolicką (zbyt rozchwianą przez współczesne wyobrażenia) przez ukazanie świętych, starożytnych tradycji, które przetrwały przez stulecia.

Yves Congar twierdzi, że liturgia jest rzeczywiście świętą arką zawierającą świętą tradycję najwyższej próby . W 1963 roku powiedział: „Potrzebujemy tylko wkroczyć do starego kościoła, żeby podążać za Mszą, która przetrwała w prawie niezmienionej formie, nawet w przejawach zewnętrznych, od czasów św. Grzegorza Wielkiego (…). Wszystko zostało dla nas zachowane i łatwo możemy wkroczyć w tę spuściznę, i również z łatwością możemy przekazać ją tym, którzy przyjdą po nas. Rytuał (…) jako zwycięstwo nad naszymi schorowanymi czasami, a jednocześnie – w tej samej rzeczywistości - pełna mocy komunia, pomiędzy ludźmi rozdzielonymi wiekami przemian” (str. 116).

Szkic węglem zamieszczony wyżej mógłby być szkicem Mszy z każdego wcześniejszego wieku począwszy od IV stulecia naszej ery. Ale jest to Msza celebrowana zaledwie kilka dni temu, przeze mnie w mojej parafii. Rzeczywista fotografia znajduje się obok. To jest egzemplifikacja tego, o czym mówi Congar.

Niestety, krótko po 1963r. ta „święta arka” została stracona na rzecz Filistynów (p. 1 Sm 5) i dopiero niedawno została nam przywrócona dzięki serii indultów i Motu Proprio Summorum Pontificum. Możemy dziś tylko modlić się o to, żeby święta arka pozostała teraz z nami, żeby wzrastał jej wpływ i „obopólne ubogacenie” za czym tęsknił Papież Benedykt XVI.

Jeśli nowoczesność jest kulturą wymuszonego zapomnienia, postmodernizm jest kulturą fragmentarycznego wydobycia z zapomnienia, w atmosferze mniejszej pewności siebie, nastroju bardziej melancholijnym i nostalgicznym. Postmodernizm, w przeciwieństwie do modernizmu, nie jest tradycją nieprzyjazną… lecz jest wrogi idei, że rozum ludzki może być użyty do odróżniania rzeczy, że jedna tradycja może być preferowana bardziej niż inna. Większość postmodernistów skłania się do myśli, że nasze preferencje odnośnie tradycji wywodzą się raczej z naszej wrażliwości estetycznej, niż z racjonalnego osądu (s.129)”. Amen! Jeśli nie będziemy wystarczająco uważni, nasza tolerancja różnych preferencji estetycznych łatwo może przerodzić się po prostu w inną formę relatywizmu.

W środku dekadencji, fragmentaryzacji i filistynizmu2, usus antiquior może nadal być, według słów Congar’a, świętą arką, zwycięstwem nad chorobliwymi czasami i środkiem komunikacji pomiędzy katolikami oddzielonymi wiekami przemian… Jednak powinien być wyprowadzony z kultury getta, która albo wykazuje brak znajomości autentycznych reform Soboru, lub podejrzliwoś

w stosunku do nich”.

Dlatego musimy z uwagą odnaleźć tą równowagę, który pozwoli nam celebrować i podkreślać ważną rolę usus antiquior w przekazywaniu tradycji , pilnując jednocześnie, aby nie przerodziło się to w pełną zadowolenia wyższość i odrzucenie, które zagrażałyby temu pożądanemu wpływowi, który chcemy promować.

To tylko kilka myśli o tym, jak usus antiquior może pomóc w ewangelizacji kultury zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz Kościoła. W tej starszej formie Mszy św. ponownie wkraczamy w rzeczywistość, która przetrwała próbę wieków, wkraczamy do Mszy, którą znało większość świętych, którą przeszła próbę czasów i przetrwała. A to ważne w ciągle zmieniającej się kulturze, która dryfuje bez celu.

To wspaniały podarunek – mieć coś ustalonego, stałego, sprawdzonego i głęboko powiązanego z mądrością wieków minionych. Nowsza forma rytu zawiera również swoje dary (szerszy wybór czytań, większe zastosowanie języków narodowych i pewną kulturową elastyczność). Ale bez stałości usus antiquior zauważyć można zbyt wiele pokus do dzikich i nieautentycznych zmian. I właśnie tego doświadczyliśmy, niestety, w ostatnich dziesięcioleciach .

Oba ryty są dziś dla nas realnością, ale nowy – bez starego – jest niezakotwiczony i bezładnie dryfuje. A usus antiquior, Nadzwyczajna Forma Rytu Rzymskiego, jest tak pożądaną kotwicą.

Msgr. Charles Pope

Tłum. Teofila Bepko

1 Bałkanizacja - określenie procesu rozpadania się państw, w wyniku którego powstają nowe, często wrogo wobec siebie nastawione, państwa.

2 Filistinizm (ang. philistinism), postawa lub cecha polegająca na braku zainteresowania, rozumienia czy preferencji dla dobrej sztuki, muzyki, literatury, etc., używany, aby wskazać na dezaprobatę (za: Collins Cobuild English Language Dictionary, Harper Collins 1994); brak zainteresowania, wrogość lub obojętność na kulturę, wyrafinowanie estetyczne; pospolitość, konwencjonalność w zakresie idei i kultury; znaczeniowo różni się od polskiego terminu „filisterstwo” , gdyż brak w nim elementu zakłamanej moralności (przyp. tłum.)

Komentarze

anonim2014.06.29 17:11
W pewnych katolickich kościołach na zachodzie księża nie mają nic przeciwko wprowadzaniu psów na Msze Św (właściciel głaszcze psa, a potem na taką czyściutką rączkę bierze komunikant), a pewnym znakiem "wyluzowania" niech będzie umiejętność przeżegnania się z jedną ręką trzymaną w kieszeni. Oby Polska nigdy nie zaznała takich "standardów"
anonim2014.06.29 18:08
Msza Trydencka chroni kościół przed neokatechumenatem . Przypomina kibicom ze lewak i gender -zboczenie to istota Boża potrzebuje zbawienia nie łomotu. Jest w niej coś nie zrozumiałego coś magicznego nie ma słów na określenie działania Ducha Świętego https://www.youtube.com/watch?v=n2ePwz7FZUg&list=FLljNHJBkESnM1WMR7uYss6g&index=19
anonim2014.06.29 20:13
ja wolę jednak NOM
anonim2014.06.29 20:56
Ostatnio byłem na NOMie, takie rodzinne zobowiązania. Niestety, miałem wrażenie, że uczestniczę w jakimś streszczeniu mszy, do której już przywykłem. W dodatku streszczenia dokonał ktoś z GazWybu. Potem, żeby wypełnić obowiązek niedzielny, musiałem pójść na mszę do Bractwa św. Piusa X.
anonim2014.06.29 22:10
Dla tych ,którzy chcą ze zrozumienie uczestniczyć http://sanctus.com.pl/szczegoly/1484/mszal_rzymski_1963__mszalik_codzienny dzięki niemu przypomniałem sobie łacinę to naprawdę piękny język. @ Credo a jak tam u Was ze śpiewem i organami.
anonim2014.06.29 22:17
Oj Credo Credo - ja całym sercem za VOMem, ale zeby w takiej sytuacji przyjmować Komunie Świętą od suspendowanego kapłana... . Sumienie nie gryzie? A sekte Natanka każdy potępia i coś przebąkuje o nieposluszeństwie, jakiegoś o Pio stawiając za wzór? Równie dobrze mogłes przytąpić do Komunii w cerkwi... . Bez urazy przyjacielu.
anonim2014.06.29 23:37
zdrapek ..."jakiegoś o Pio stawiając za wzór?..." maximus ignorantus-to Twoje imię; Świętego Ojca Pio-chłopcze , poczytaj sobie o tym Ojcu, w którym Chrystus znalazł upodobanie.
anonim2014.06.30 0:05
@Credo Twierdząc że zatwierdzona przez Kościół liturgia Mszy Świętej jest nieważna sam stawiasz się poza Kościołem Katolickim.
anonim2014.06.30 7:14
@zdrapek: suspensa nie oznacza, ze Msza Św., bądź komunia jest nieważna. Co do kapłanów Bractwa nie mam wątpliwości, że oni prawdziwie wierzą w transsubstancjację i Msza Św. jest ważna. Żeby Msza była ważna musi być intencja, a szczerze mam wątpliwości co do współczesnych kapłanów czy oni prawdziwie wierzą i myślę, że u Credo jest podobnie. @Kaspian: jeśli kapłan nie wierzy Msza Św. jest nieważna, wg statystyk we Francji co trzeci kapłan nie wierzy w transsubstancjację tak jak uczy Kościół Św. Proboszcz w mojej parafii w ogóle nie klęka przed tabernakulum, a nawet nie pochyla głowy przechodząc przed nim. Często wręcz odwraca się plecami i wierni czynią podobnie... Nie mówiąc już o rozdzielaniu komunii a później przerzucaniu komunikantów, gdzie mnóstwo okruszków upada na ziemię i są deptane. Więc pozostaje nam się tylko za niego modlić o jego nawrócenie. Tylko co z tymi biednymi duszami, które w tym uczestniczą?
anonim2014.06.30 7:33
wiesiekadam - za mało kumaty jesteś zeby zrozumieć moją ironie. Przeczytaj jescze raz ze zrozumieniem katolik123 - a czy ja powiedzialem ze jest nie wazna? Jest wazna, ale sprawowana niegodnie bo wbrew zakazowi. Kazdy wierny, ktory idzie na taką Msze z poowodów jakie podał Credo (a nie o umiłowanie Mszy trydenckiej tylko tu chodzi) dokłada cegiełke do nieposłuszeństwa suspendowanego juz kapłana. Myślisz, że Panu Bogu to sie podoba? Jak napisałem z takich powodów równie dobrze mozna isc perfidnie na Msze do cerkwi bądz Natanka.
anonim2014.06.30 9:33
@Jakub II W mojej parafii wlaśnie zawiązała się schola, więc sobie jakoś radzimy z chorałem. Gorzej z organistą.
anonim2014.06.30 9:47
@zdrapek Proszę nie powielać bzdur na forach publicznych, bo to grzech. Kapłani w Bractwie św. Piusa X są ważnie wyświęceni i w pełnej łączności z papieżem oraz całym Kościołem. Są wyświęcani przez biskupów, na których nie ciążą żadne kary kościelne. Wszystkie msze św. i sakramenty przez nich udzielane są jak najbardziej ważne i nie widziałem mszy św. bardziej godziwie odprawionej niż w Bractwie. @Kaspian Martwiłbym się raczej o twoją duszę, bo uczestnicząc w nabożeństwach tylko z nazwy katolickich, narażasz ją na duże szkody, z utratą wiary włącznie.
anonim2014.06.30 10:58
@zdrapek "Sektę" ks. Piotra Natanka nie każdy potępia. Św. o. Pio był posłuszny biskupom, ale przypominam, że zmarł 23.09.1968. Od tamtego czasu Bestia szaleje na maksa i jak twierdzi ks. Piotr (a ja mu wierzę), masoneria przeszła do frontalnego uderzenia. Wystarczy bez uprzedzeń rozejrzeć się wokół, żeby dojść do tych samych wniosków. Powtarzam, bez uprzedzeń.
anonim2014.06.30 16:23
Credo, przyjacielu nie stosuj tych oklepanych słownych chwytów. Księża Bractwa są suspendowani - zapewne wiesz co to za kara. Ważne, ale niegodne - zapomniałeś dopisać. A samo Bractwo ma nieuregulowany status kanoniczny - czyż nie. Nie ważne kto ma racje. Wierny ma się słuchać Piotra naszych czasów, nie ważne jaki by był. A ty swoim pójsciem na ostanią Msze Trydencką zdystansowałeś się od Kościoła tak, że nawet w najśmielszy komunikat Stolicy Apostolsiej w sprawie uczestnictwa we Mszy Św. w Bractwie się nie łapiesz. Przykro mi, ale takie są fakty.
anonim2014.07.1 9:50
Dla braci zatroskanych o moją duszę, a spokojnych o swoją, zamieszczam cytat z innego, zagubionego brata: „W obecnej sytuacji Kościoła wychodzi na to, że musiałbym się spowiadać (z przyjmowania sakramentów niegodziwych z racji suspendowania kapłanów je sprawujących) u kapłana, który sprawuje te sakramenty w sposób niegodziwy (z racji niegodziwej zmiany rytu), lub u kapłana który je sprawuje w sposób niegodziwy z racji utraty wiary (jakże teraz to częste), lub u kapłana który głosi poglądy sprzeczne z Magisterium Kościoła (to jeszcze częstsze). Na przykład u kapłana FSSPX muszę się spowiadać z przyjęcia komunii na stojąco (niegodziwie) lub z uczestnictwa w obrzędach grożących utratą wiary (np. „msze” neokatechumenatu, spotkania ekumeniczne z wyznawcami fałszywych religii), co według obecnych standardów Kościoła posoborowego nie jest grzechem. Więc teoretycznie można pójść się wyspowiadać do jakiegoś księdza, który będąc jawnym heretykiem, pozostaje w pełnej jedności z Kościołem (a nawet jest na kościelnym „topie”) na sposób neoński (jakaś dziwna rozmowa/dyskusja z księdzem), czyli w sposób nieważny, po czym przyjąć Komunię Świętą do ręki i na stojąco w sposób niegodziwy! I tak kółko się zamyka. Zatem wniosek mój jest taki: z racji próby zmiany wiary przez hierarchię, Bractwo działa w stanie wyższej konieczności, a więc wszystko co robią jest ważne i godne.”
anonim2014.07.1 9:51
Miłosiernemu Bogu niech będą dzięki za Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X. Amen.
anonim2014.07.1 11:28
Wytłumaczenie popularności tych wstrętnych lefebrystów jest proste: Bractwo św. Piusa X stoi w opozycji do świata, jest niepokorne i trzyma się zasad. Z kolei Kościół Franciszka robi właściwie wszystko żeby się tylko temu światu przypodobać, a ten w nagrodę wyciera Kościołem podłogę. W gazecie parafialnej z XIX czy tam początków XX w. znalazłem taki dialog: - Dlaczego msza jest po łacinie księże proboszczu? Ludzie tego nie rozumieją, lepiej po polsku. - powiedział chłop. - A w jakim języku jest kazanie? Po polsku, prawda. To dlaczego pijesz, skoro mówię na kazaniu aby nie pić? Dlaczego bijesz żonę i dzieci, skoro mówię aby nie bić? - odpowiedział proboszcz. No właśnie. Jak ktoś chce zrozumieć mszę po łacinie to ją zrozumie, nie jest potrzebny do tego doktorat z teologi albo filologii klasycznej. Język nie jest problemem, problemem są chęci słuchającego i jego postawa.
anonim2014.07.2 10:13
>A w jakim języku jest kazanie? A to kazanie nawiązuje do picia, bicia etc czy do Słowa Bożego. Jeśli do SB, to jakie Ono było właściwie, skoro głoszone po łacinie?
anonim2014.07.3 8:49
Świetny tekst. Trafna idea: Przemieniać kulturę po katolicku..
anonim2014.07.3 8:53
DelfInn Kazanie po polsku, a zzakaz picia i bicia to konkretyzacja nauki Ewangelii.
anonim2014.07.4 6:56
@Delfinn: Kazanie jest po polsku. Przed kazaniem czytana jest lekcja i Ewangelia również w języku polskim. I rozpoczyna się to słowami: "Na większą cześć i chwałę Pana Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego, na pożytek nasz duchowy czyta nam Kościół Święty, Matka Nasza w (święto lub niedzielę), Ewangelię zapisaną u św. ...., której z uszanowaniem powstawszy wysłuchajmy."