Moda na oskarżanie Boga - zdjęcie
27.12.14, 19:25Jeden z protestów antykatolickich w Stanach Zjednoczonych

Moda na oskarżanie Boga

21

„Gdyby Bóg naprawdę był Miłością – ktoś mnie niedawno przekonywał – to nikogo by nie skazywał na potępienie wieczne. Bo choćby nie wiem co złego człowiek zrobił podczas krótkiego pobytu na tej ziemi, to karać go za to na wieki jest okrucieństwem i niesprawiedliwością. Nawet zwyczajny ojciec nigdy by tak swojego dziecka nie karał. Zwyczajny ojciec, chociaż jest tylko ułomnym człowiekiem, nie rozlicza dziecka z jego złych uczynków, ale zazwyczaj puszcza je w niepamięć. Ja nie chcę Boga, który przygotował ludziom wiekuiste piekło! Nie chcę Boga tak mało wrażliwego na niedolę swoich stworzeń!”.

Chciałbym tu przedstawić tezę, że Boga prawdziwego w ogóle nie da się zasadnie oskarżyć o cokolwiek. Kiedy zaś Go krytykujemy i oskarżamy, wzmacniamy tylko w ten sposób swoje fałszywe o Nim wyobrażenia i osłabiamy w sobie zdolność do miłowania Go i do bezwarunkowego zawierzenia się Jemu. Przedtem jednak przynajmniej w paru zdaniach trzeba przypomnieć, jakie przesłanie zawierają w sobie liczne ostrzeżenia przed potępieniem wiecznym, które znajdują się na kartach Ewangelii.

Bóg bezgranicznie miłosierny

Dwie elementarne zasady odczytywania zawartych w Ewangeliach pouczeń trzeba sobie przypomnieć, ażeby prawidłowo zrozumieć, co znaczą słowa Pana Jezusa mówiące o potępieniu wiecznym. Po pierwsze: nie ma w Ewangeliach (i w całym Piśmie Świętym) ani jednego zdania, które w wymiarze ostatecznym nie byłoby słowem Bożej miłości do nas. I zasada druga: Skoro wierzymy, że całe Pismo Święte powstało pod natchnieniem Ducha Świętego, to zawarte w nim zdania i twierdzenia należy odczytywać w świetle wszystkich innych wypowiedzi biblijnych na dany temat.

Zgodnie z tą drugą zasadą jest oczywiste, że wypowiedzi Pana Jezusa o potępieniu wiecznym należy porównać choćby na przykład z następującym fragmentem Księgi Mądrości:

Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli (Mdr 11,23–12,2).

Zresztą sam Pan Jezus mówił przecież: „Nie przyszedłem po to, aby świat sądzić, ale aby świat zbawić” (J 12,47).

Co do zasady pierwszej: Czyżby nawet słowa Pana Jezusa o potępieniu wiecznym były słowami miłości? Oczywiście! Cała Ewangelia jest jedną wielką obietnicą zbawienia i wezwaniem do tego, żeby się na nie otworzyć. Wezwaniem do zbawienia przeniknięte są również Chrystusowe ostrzeżenia przed potępieniem wiecznym. Podobnie jak znaki drogowe informujące o utrudnieniach i ostrzegające przed niebezpieczeństwami przeniknięte są obietnicą bezpiecznego przejazdu przez tę drogę.

Prawdziwa miłość sięga niekiedy po środki twarde i ostre, jeśli nie ma innego sposobu, żeby doprowadzić do opamiętania tego, kogo się kocha. Serce ludzkie może bowiem skamienieć. Może do tego stopnia utracić wrażliwość, że nie rozumie nawet moralnego i duchowego elementarza. Wtedy nie ma rady, trzeba nieraz sięgnąć po młotek, żeby ten kamień rozbić i dotrzeć do żywego serca. Pan Jezus próbował dotrzeć także do takich serc i używał wówczas różnych środków. Potrafił w oczy powiedzieć faryzeuszom, że są plemieniem żmijowym i grobami pobielanymi, ostrzegał nas wszystkich, żebyśmy sobie nie przygotowywali ognia wiecznego. Mówił tak, bo nas kocha.

Nie wiemy, czy piekło jest puste, ale z całą pewnością Pan Jezus jest pierwszy, który chciałby, żeby takie było. Jeżeli ktoś tam się znajdzie, to dlatego, że sam tego będzie chciał. Pewien kaznodzieja poglądowo tak to wyjaśniał: Na swoim sądzie Bóg zada mi jedno jedyne pytanie: „Czy ty Mnie kochasz?”. Kłamstwo i udawanie będą na sądzie Bożym niemożliwe, tam człowiek będzie mówił czystą prawdę. Ci, którzy na pytanie: „Czy ty Mnie kochasz?”, odpowiedzą: „tak” – od razu znajdą się wśród zbawionych. Pozostałych Bóg zapyta: „Czy przynajmniej pozwolisz Mi, abym Ja ciebie kochał?”. Ci, którzy na to pytanie odpowiedzą: „tak” – pójdą do czyśćca, gdzie miłość Boża będzie ich ogarniała coraz więcej, aż cali i bez reszty rozkochają się w swoim Bogu i Zbawicielu i staną się zdolni do przebywania przed Bożym obliczem twarzą w twarz. Trudno sobie wyobrazić, że ktoś na to drugie pytanie samego Boga mógłby odpowiedzieć przecząco.

Jednak nie posuwajmy już dalej naszego zgłębiania tej tajemnicy. Raczej przywołajmy dwuwiersz Antoniego Goreckiego:

Pytali: „Czy jest piekło?” Ten rzekł: „Co żartować? Lepiej nie iść do niego, niż czy jest, próbować”.

Jeżeli Boga nie traktuje się poważnie…

Przede wszystkim jednak pragnę tu zwrócić uwagę na szerzącą się w naszych czasach modę krytykowania i oskarżania Boga, jakbyśmy byli od Niego lepsi i mądrzejsi, jakbyśmy byli jakimiś nadbogami. Wielu współczesnych ludzi chyba nie rozumie tego, że nasza pycha osiąga szczyty szaleństwa, kiedy próbuje korygować Boże przykazania, krytykować Bożą naukę, oskarżać Boże postępowanie wobec nas.

Postawa ta jest przeciwieństwem pełnych czci dla Boga sporów, które prowadzili z Nim sprawiedliwy Hiob czy wielki przywódca ludu Bożego Mojżesz. Nie ma też nic wspólnego z modlitwą, która niekiedy przyjmuje postać walki z Bogiem, jednak walki prowadzącej do tego, że człowiek jeszcze więcej zawierza Mu samego siebie (por. Ez 22,30; Kol 2,1; 4,12). Na marginesie zwrócę uwagę na to, że Katechizm Kościoła Katolickiego co najmniej pięciokrotnie podkreśla, że w modlitwie nie wahamy się nieraz „prosić, żalić się, wołać natarczywie, wzywać, podnosić głos, krzyczeć, a nawet »walczyć«” (nr 2629; por. 2573, 2584, 2592, 2725).

Skąd się bierze ten tupet, że zabieramy się do oskarżania samego Pana Boga? Żyjemy w czasach, kiedy oskarżanie innych – często niesprawiedliwe, a nawet zupełnie bezpodstawne – stało się nałogiem wielu z nas. Komuś, kto w takim nałogu jest pogrążony, już bardzo niedaleko do tego, żeby także Bogu wciąż mieć coś za złe: Gdzie był Bóg, kiedy autobus z pielgrzymami spadał w przepaść? Czy Bóg nie widzi mojego nieszczęścia: dlaczego nie wysłuchuje moich modlitw, ażeby syn mój przestał pić? Tyle się modlę o dobrą żonę, czy Bóg mnie nie słyszy? Dlaczego człowieka dobrego, który mógłby jeszcze żyć, Bóg zabiera z tego świata, a tylu ludzi złych żyje sobie zdrowo i spokojnie? Jeżeli Bóg nas kocha, to dlaczego tyle zła jest w naszym świecie?

Początkiem takiego myślenia jest ukształtowanie w sobie obrazu Boga na obraz i podobieństwo samego siebie. Benedykt XVI, jeszcze przed swoim wyborem na papieża, tak o tym pisał:

Coraz częściej zamazujemy oblicze jedynego Boga. Np. gdy mówimy: cóż, wszyscy bogowie to jeden i ten sam Bóg. Każda kultura ma swe specyficzne formy wyrazu i nie w tym problem, czy się Boga uznaje za osobę czy za bezosobową istotę, czy się Go nazywa Jupiterem, Śiwą czy jakkolwiek inaczej. Coraz wyraźniej widać, że Boga nie traktuje się poważnie. Że odeszliśmy od Boga i zwracamy się już tylko ku zwierciadłu, w którym widzimy jedynie nasze własne odbicie.

Jan Paweł II, w encyklice o Duchu Świętym, mówił o tym znacznie ostrzej:

Znajdujemy się tutaj w samym centrum tego, co można nazwać „antySłowem”, czyli „przeciwPrawdą”. Zostaje bowiem zakłamana prawda o tym, kim jest człowiek, jakie sąnieprzekraczalne granice jego bytu i jego wolności. Ta „przeciwPrawda” jest możliwa dlatego, że równocześnie zostaje dogłębnie „zakłamana prawda o tym, kim jest Bóg. BógStwórca zostaje postawiony w stan podejrzenia, głębiej jeszcze: w stan oskarżenia w świadomości stworzeń. Po raz pierwszy w dziejach człowieka dochodzi do głosu przewrotny „geniusz podejrzeń”. Stara się on „zakłamać” samo Dobro, absolutne Dobro.

Co z obu tych wyjaśnień wynika praktycznie? Otóż jeżeli kiedykolwiek zdarzy nam się oskarżać o coś Pana Boga, będzie to znaczyło, że w wielkich ciemnościach jesteśmy pogrążeni. Nikt z nas nie jest lepszy ani mądrzejszy od Pana Boga. Jeżeli w nas jest cokolwiek naprawdę dobrego i mądrego, to wszystko to mamy od Boga, który jest samą Dobrocią i samą Miłością, i samą Mądrością. My możemy Go nie rozumieć, ale jeżeli zaczynamy Go o coś oskarżać, z góry wiedzmy, że oskarżamy nie Boga prawdziwego, ale fałszywe wyobrażenia, jakie na Jego temat stworzyliśmy. Boga prawdziwego w ogóle nie da się słusznie oskarżyć o cokolwiek.

Spójrzmy w te straszliwe ciemności, w jakich pogrążony jest człowiek, który samego Boga chciałby posadzić na ławie oskarżonych i podejrzewa Go o okrucieństwo albo o obojętność na los swoich stworzeń. Niekiedy nasza arogancja posuwa się aż do oskarżania Boga Ojca o to, że był okrutny wobec własnego Syna i wysłał Go na straszną mękę śmierci na krzyżu. Zamiast, patrząc na krzyż Pana Jezusa, przerazić się tym, do czego my w swojej grzeszności możemy się posunąć; zamiast uwielbiać Boga za to, że na Kalwarii miłość okazała się potężniejsza niż cała potęga szatana, która skierowała się przeciwko Jezusowi; zamiast uwielbiać Przedwiecznego Ojca za to, że aby nas ratować, własnego Syna wysłał z tak niewyobrażalnie trudną misją miłości – my w ciemnościach naszych serc jeszcze Go oskarżamy i powątpiewamy w Jego miłość.

W takich ciemnościach człowiek nie potrafi już zawierzyć siebie Panu Bogu. Jak może zawierzyć siebie Bogu ktoś, kto wątpi w Jego miłość, kto Go podejrzewa o to, że może wcale nas nie kocha, kto nie potrafi całym sercem uwierzyć, że Bóg jest Miłością – że cały jest Miłością? Powiedział kiedyś Pan Jezus: „Jeśli więc światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!” (Mt 6,23).

Tutaj przypomina się rada, którą w obliczu pokusy oskarżania Pana Boga daje Cyprian Norwid: „Bóg, którego zrobiliście sobie, jest bałwanem we waszych piersiach”, i trzeba go „do boju wyzwać i połamać”. Tylko pod tym warunkiem możliwy jest rzeczywisty powrót do Boga Żywego, Prawdziwego, Kochającego, a zarazem Niepojętego.

Jacek Salij OP

Źródło: Miesięcznik "W Drodze"

Komentarze (21):

anonim2014.12.27 19:47
+++ "Geniusz podejrzeń" to stara historia, od raju... "Czy rzeczywiście Bóg powiedział....?" (Ksiega Rodzaju 3,1)
anonim2014.12.27 19:53
villain ; no i mamy "mądrości" przedszkolne...to mądrość wielu na tej ziemi....
anonim2014.12.27 20:00
@villain Na teologii to Ty, jak widać po wpisie (przepisany?) znasz się- za przeproszeniem -jak świnia na grzmocie. Już wiele razy pisałem, że aby wypowiadać się na pewne tematy trzeba mieć "debita scientia". Niestety jej nie masz. Więc odpuść sobie. Chyba, że tak zarabiasz na życie, albo uzewnętrzniasz swoje frustracje...;-) Czarno Cię widzę!
anonim2014.12.27 20:09
@villian Epikurem to Ty nigdy nie będziesz...;-) Najwyżej plagiatorem...:-)
anonim2014.12.27 20:17
Miłość jest ryzykiem,ponieważ nie może się obyć bez wolności.Pan Bóg podejmuje to ryzyko,obdarza nas wolnością,byśmy mogli przemieniać ją w miłość.Wtedy znajdziemy swoje miejsce w Jego Królestwie.Przede wszystkim tego człowiek powinien się uczyć każdego dnia ofiarowanego mu przez Stwórcę.
anonim2014.12.27 20:46
@Eccehomo Mądrego to i miło poczytać. A nie jakiegoś tam villaina, Annę Marię, vel MaA(?), którym jak kasują konto to rejestrują się pod inną 'ksywą" i dalej grasują...
anonim2014.12.27 21:02
Przed tronem twoim się chylę Afrodyto nęcąca w zdradne sieci, córo Zeusa, i błagam, smutkiem nie dręcz mego serca, o nieśmiertelna, lecz ku mnie zejdź, jak nieraz już czyniłaś, gdy cię mój głos doleciał z oddalenia, i dla mych skarg rzucałaś progi domu wielkiego ojca. Twój złoty wóz poniosły chyże ptaki i raz po raz, nad kręgiem czarnej ziemi zniżając lot, skrzydłami mocno biły w jasnym eterze. Ujrzałam cię, a ty promieniejąca, z uśmiechem na obliczu nieśmiertelnym, spytałaś najłaskawiej co mnie gnębi, że ciebie wzywam, kto wzniecił znów mych pragnień najgorętszych serdeczny żar? Kogo mi przywieść ma Peitho ku miłości? Kto mnie skrzywdził, kto ból mi zadał? Unika cię? - mówiłaś. - Wnet oszuka! Odtrąca dar? - Wnet tobie dary złoży. Nie kocha cię? - W miłosne wpadnie sieci, choćby wbrew chęci. I dzisiaj zejdź ze stopni swego tronu, nie pozwól mi w daremnej trwać tęsknocie, i stanąć racz w tej trudnej dla mnie chwili po mojej stronie!
anonim2014.12.27 21:13
Dlaczego Villain został ostro skrytykowany, ale nikt z krytykantow nie odniósł się do tego, co napisał? " Słowacki wielkim poetą był"? Czy potrzeba "teologicznego podejścia", by zadawać proste pytania i mieć wątpliwości?
anonim2014.12.27 21:18
@villain Naprawdę nic a nic nie zrozumiałeś z tego tekstu ? To takie smutne - mają oczy a nie widzą, mają uszy a nie słyszą...
anonim2014.12.27 21:21
@Laraya Prześledź komentarze villaina, a nie będziesz zadawć takich pytan.
anonim2014.12.27 21:58
@ Laraya pewnie "pijesz" do mnie...:-) 1.To za całkokształt "twórczości" @ villiana W gruncie rzeczy nie odniósł się do treści artykułu, który był dla niego okazją do jego tu zwykłej "misji bycia przeciw". (Poza jednym słusznym byciem przeciw tzn. promocji homoseksualizmu) 2 . "Proste pytania" zazwyczaj nie wymagają odpowiedzi... 3. Są pytanie kwalifikujące i dyskwalifikujące pytającego. 4 Są pytania, na które ktoś nie chce usłyszeć odpowiedzi. Nie zastanawia Cię po co więc pyta? 5 Są pytania, na które pytający zna doskonale odpowiedź ( doświadczyłem tego tu wiele razy) Zatem znowu pytanie, po co pyta?...;-) itd itp Więc nie użalaj się nad biednym trollem , który wcale niczego nie szuka i o nic nie pyta... A jesli takie wrażenie odniosłaś to jesteś jego nieświadomą ofiarą. Własnie o to mu chodzi...
anonim2014.12.28 0:37
J
anonim2014.12.28 0:43
Jako matka..nie wyobrazam sobie, abym powiedziala synowi :daj sie za nich ukrzyzowac, to ich ocalisz.Zas pozostalym powiedziec:dal sie zakatowac, zeby zgladzic Wasze winy.Dla mnie nie jest to milosc, dla mnie to niewyobrazalne okrucienstwo.I naprawde nie neguje niczyich przekonan, ale tego co powyzej-nie umiem zaakceptowac i powiedziec, tak, dobrze, ze tak sie stalo..
anonim2014.12.28 0:59
I te komentarze z cyklu: Dobry człowiek oskarża złego Boga o okucieństwo. A kim jest ten, co oskarża?...
anonim2014.12.28 1:03
Rzecz w tym, że nie zostało wydane polecenie "daj się zabić" ale padło oświadczenie "chcę ich zbawić, nawet za cenę własnej śmierci"
anonim2014.12.28 2:24
@villain Wytłumaczę jak małemu dziecku 1: "....Czy może, lecz nie chce? Zatem nie jest miłosierny!..." Może lecz nie zawsze chce, bo wystawia Cię na próbę lojalności...a to z miłosierdziem nic nie ma wspólnego. Na życie wieczne trzeba sobie po prostu zasłużyć i zapracować kończąc przysłowiem " Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz". Chyba nie sądzisz iż Bóg okaże miłosierdzie komuś kto nawet nie zada sobie minimalnego wysiłku aby popracować nad własnym charakterem.
anonim2014.12.28 2:24
@AnitaF Wytłumaczę jak małemu dziecku 2: "...religia i logika nie idą w parze...." Jest dokładnie na odwrót. Dziesięć przykazań, Kodeks Karny i Kodeks Wykroczeń mają wiele cech wspólnych tylko że ten pierwszy jest idealny bo opracowany przez Boga. Ten drugi i trzeci idealny nie jest bo opracowany przez człowieka. Tak jak więźniów może kiedyś czekać amnestia tak i Bóg może kiedyś zadecydować aby odpuścić nam część kar za akt skruchy, zadośćuczynienie i dobre sprawowanie okazując tym samym swoje miłosierdzie.
anonim2014.12.28 2:26
@kinga.p "....Jako matka..nie wyobrażam sobie, abym powiedziała synowi :daj sie za nich ukrzyzowac, to ich ocalisz..." Bo ty jesteś tylko człowiekiem. Nie porównuj się z Bogiem. To wyraz pychy! Nie porównuj też swojego syna z Synem Bożym. Jednakże wsród ludzi (świętych) również możemy dostrzec chęć upodobnienia się do Jezusa Chrystusa. Jezus zmarł by wybawić nasze dusze od grzechu pierworodnego. Święty Maksymilian Kolbe oddał swoje życie by ocalić życie więźnia. Ludzie są różni lecz nie wszyscy są skłonni do poświęceń. @kinga.p "...Dla mnie nie jest to milosć, dla mnie to niewyobrazalne okrucienstwo...." Czy to samo powiesz o: 1) Mary Wagner która ryzykuje swoje życie aby ratować życie nienarodzonych? 2) żołnierzu idącemu na front by jak trzeba oddać swoje życie w obronie ojczyzny (wojna to też okrucieństwo) 3) strażakowi który skacze w ogień by ratować dziecko z płonącego domu? Ludzie czasem nie znają samych siebie, czasem czynią dobro pod wpływem impulsu narażając własne życie, będąc postawionymi w nowej niecodziennej ekstremalnej sytuacji, po prostu wiedzą że nie mogą uczynić inaczej i że czują się za czyjeś życie odpowiedzialni. To co piszesz powyżej jest oznaką tchórzostwa.
anonim2014.12.28 2:27
@ktoś z kim rozmawiał Jacek Salij OP "....choćby nie wiem co złego człowiek zrobił podczas krótkiego pobytu na tej ziemi, to karać go za to na wieki jest okrucieństwem i niesprawiedliwością......" Niesprawiedliwością byłby brak kary dla zbrodniarza, oszusta, złodzieja, mordercy, oszczercy!!! Tak jest nawet w cywilizowanym świecie, jakie uczynki, taka zapłata Co do kary: wszystko zależy od okoliczności i od tego czy człowiek z porę się nawróci jak również czy w ogóle ma chęć do nawrócenia. Przecież człowiek ma wolną wolę. Coś z coś. Na tamtym świecie nie ma demokracji. Każdy jest rozliczany indywidualnie (takie jest moje skromne zdanie) "...Zwyczajny ojciec, chociaż jest tylko ułomnym człowiekiem, nie rozlicza dziecka z jego złych uczynków...." Idąc tym tokiem rozumowania musielibyśmy wypuścić z więzień wszystkich zbrodniarzy i ogłosić ogólnoświatową amnestię. Ojciec który nie rozlicza dziecka z jego złych uczynków nie dorósł jeszcze do roli ojca. Puszczanie błędów nie napamięć po wcześniejszym odbyciu kary może być uznane za akt miłosierdzia jednakże rezygnacja z kary czy upomnienia jest niewychowawcza gdyż wtedy dziecko traci motywację do czynienia dobra. Widząc iż czynienie zła jest bezkarne, może posunąć się do najgorszych okrucieństw bo nie będzie miało hamulców. Dziecko musi nauczyć się odróżniać dobro od zła i ponosić konsekwencje swoich uczynków. ".....Ja nie chcę Boga, który przygotował ludziom wiekuiste piekło!..." Ty człowiecze, puchu marny nie masz tu nic do gadania. Co ty możesz coś chcieć lub nie chcieć? Przecież ty z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. Tobie się wydaje że to TY ustalasz reguły gry? Nie za dużo pychy z Twej strony? Wyczuwa się w tym zdaniu kompletny brak zaufania do Boga. Święci nie wydawali Bogu rozkazów ani z Bogiem nie negocjowali zawierzając mu całe swoje życie i pozostając w ufności. "Wykonało się" - powiedział Syn Boży Jezus konając na krzyżu i kończąc swoją misję na ziemii. "Niech mi się stanie według słowa Twego" - powiedziała Maryja przyjmując powierzone przez Boga zadanie. Co do piekła: Na wiekuiste piekło trzeba sobie zasłużyć. Skąd jesteś pewny że tam się znajdziesz? Na to pracuje się latami czyli przez całe swoje życie. ".....Nie wiemy, czy piekło jest puste....." Raczej nie wiemy ilu ludzi tam trafi, natomiast wiemy iż trafią tam upadłe anioły, tak więc puste z pewnoscią nie będzie.
anonim2014.12.28 8:43
Nieznajoma-dziekuje, trudno czasem znalezc odpowiedzi na tego typu pytania, zwlaszcza, jak sie czlowiek obawia je zadac, nie chcac zachwiac czyjejs wiary.Pojawia sie jednak kolejne pytanie-dlaczego smierc Jezusa byla niezbedna do zbawienia?czy nie wystarczylyby dobre uczynki, by zostac zbawionym?Bo przeciez to one maja przesadzac o losie czlowieka po smierci...
anonim2014.12.29 0:40
@kinga.p "..dlaczego smierc Jezusa byla niezbedna do zbawienia?.." Jezus umarł na krzyżu aby zmazać z nas grzech pierworodny oraz pokonać szatana. Dzięki temu mamy szansę ma zbawienie a to czy zostaniemy zbawieni zależy już tylko od nas gdyż mamy wolną wolę. Jezus poprzez swoją męczeńską śmierć ułatwił nam START ŻYCIOWY gdyż od momentu chrztu rozpoczynamy "nowe życie" bez jakichkolwiek obciążeń i niechlubnej przeszłości tak jak...pusta kartka z tym że od tego momentu kiedy pojawi się pierwszy grzech to teraz my przejmujemy odpowiedzialność za nasze życie i pracujemy na własny rachunek. Nasze dalsze losy są uwarunkowane od naszego postępowania. Oczywiście zmartwychwstanie Jezusa pomaga nam w naszej wewnętrznej walce z pokusami szatana (inaczej nie bylibyśmy zdolni do walki jeśli nie mielibyśmy otrzymanej łaski) ale jak już powiedziałam pracujemy na własny rachunek i przejmujemy odpowiedzialność za nasze życie. (tak jak to odbieram). "...czy nie wystarczylyby dobre uczynki, by zostac zbawionym?..." Od momentu incydentu w raju po grzechu pierwszych rodziców mielibyśmy wszyscy "przechlapane". Wtedy Bóg ustalił iż pojawią się w naszym życiu choroby i śmierć (jako konsekwencja grzechu pierwszych rodziców - kara za grzechy) natomiast sam fakt odpuszczenia grzechu pierworodnego uzyskaliśmy tylko i wyłącznie dzieki Jezusowi który posłusznie wypełnił wolę swego ojca i skazał sie dobrowolnie na wielkie cierpienie i śmierć....z miłości do nas :).