21.03.17, 15:15Fot. Youtube; screen z TVP INFO

Przemysław Babiarz dla Frondy o TAJEMNICY sukcesu polskich skoczków - ZOBACZ

Finał Pucharu Świata w skokach narciarskich zbliża się wielkimi krokami. Już w najbliższy weekend w Planicy okaże się, do kogo powędruje Kryształowa Kula. Czy będzie to Stefan Kraft, czy jednak nasz Kamil Stoch? O szansach Polaka na zwycięstwo i o tym, co zadecydowało o tak wspaniałym sezonie polskich skoczków rozmawiamy z dziennikarzem sportowym Przemysławem Babiarzem.

 

Jak Pan ocenia szanse Kamila Stocha na triumf w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata i wyprzedzenie Stefana Krafta? Czy po zawodach w Vikersundzie Polak może nabrać nowej pewności i sił?

Zawsze ten, kto jest liderem i ma pewien zapas punktowy, jest faworytem. Zawsze łatwiej jest obronić przewagę 31 pkt, jaką ma Kraft nad Stochem, niż ją zniwelować. Przynajmniej w teorii. Ostatni konkurs Pucharu Świata na pewno natchnął nadzieją nas wszystkich, jak i samego Kamila. Mówiło się o wymianie butów, która mu pomogła. Był to czynnik techniczny, a zapewne również psychologiczny. Myślę, że w kontekście walki o wygraną w PŚ ze Stefanem Kraftem kluczowe jest to, co mówili Kamil Stoch, a także Adam Małysz – można go dogonić, o ile nie będzie się o tym myśleć w każdej chwili i za bardzo na tym koncentrować. Wtedy człowiek się usztywnia, a cel zamiast się przybliżać, zaczyna się oddalać. Kamil Stoch musi po prostu robić to, co umie najlepiej, czyli skupiać się na samych skokach.

Stefan Kraft jest w wybitnej formie, ale w Planicy będzie czuł na plecach oddech Kamila Stocha. Czy Austriaka może to wytrącić z równowagi?

Austriak też jest w podobnej sytuacji, co Stoch. Wie, że czeka go ciężka walka. Ma za sobą niesamowity sezon, dwa tytuły mistrza świata, niesamowitą serię zwycięstw, a ostatnio jeszcze nieoficjalny rekord świata w długości lotu. W ostatnim konkursie poszło mu słabiej, ale nie oznacza, że w Planicy nie wróci na szczyt.

Mimo wszystko to Kraft pozostaje faworytem?

Myślę, że tak. Tym bardziej, że do gry o zwycięstwo w konkursie w Planicy może się włączyć ktoś jeszcze. W zawodach w Słowenii gospodarze, którzy lubią latać na mamutach, mogą być bardzo groźni. Jest też Andreas Wellinger. A warto pamiętać, że gdyby Stoch i Kraft zajmowali niższe pozycje, niż miejsca na podium, Polak nie odrabiałby do Austriaka tak wielu punktów, bo inna jest różnica punktowa między miejscem pierwszym i trzecim, a inna między miejscem czwartym i szóstym. Ciężko powiedzieć, jak wszystko się zakończy, ale jedno jest pewne – w Planicy czeka nas zacięta walka.

Polscy skoczkowie mówili o tym, że w Norwegii trochę za bardzo koncentrowali się na wynikach, a za mało na radości ze skakania, co wróciło w Vikersundzie i od razu było to widać po rezultatach. Czy fakt, że teraz zawody odbędą się na wyjątkowej skoczni w Planicy, może sprawić, że nasi skoczkowie będą bardziej wyluzowani i skoncentrowani, co może zaowocować dobrymi wynikami?

Dobrze by było, chociaż warto przypomnieć  pewne mądre zdanie mówiące, że od szyi w dół wszyscy jesteśmy tacy sami, zaś mistrzostwo sportowe wynika z tego, co mamy w sobie od szyi w górę. Siła fizyczna zresztą łączy się z siłą psychiczną, są to bardzo skomplikowane sprawy pełne niuansów. Np. legendarny trener polskich siatkarzy Hubert Wagner uważał, że budowanie mocy fizycznej w człowieku pomaga w budowaniu mocy psychicznej. Mówimy tu oczywiście o odmiennych dyscyplinach, ale chodzi o to, jak kluczowa w skokach jest tak forma fizyczna, jak i psychiczna. One składają się na szybkość reakcji przy wyjściu z progu, czy zachowanie w locie. Luz psychiczny jest tu kluczowy, bo zawodnik spięty traci swobodę w trakcie skoku. Czy Polacy w Planicy będą w tak dobrej kondycji? Tego nie wiemy, ale oby tak było.

Chyba niezależnie od finałowych rozstrzygnięć możemy stwierdzić, że to najlepszy sezon w historii polskich skoków? Co zadecydowało o takiej zmianie? Na czym polega magia Stefana Horngachera?

Wydaje się, że nowy trener potrafił obudzić w skoczkach to, co w nich drzemało, to, co już było wypracowane, ale z różnych względów nie działało. Być może z powodu problemów wewnątrz grupy zawodników, czy „zmęczenia materiału”. To wszystko zostało odblokowane przez Horngachera, który zadziałał bardzo pozytywnie na naszych skoczków. Bez wątpienia przyczyn przemiany upatruje się właśnie w postaci trenera. On na nowo zainspirował Polaków, zmusił ich do mobilizacji i nowego wysiłku. Horngacher wiele rzeczy też pozmieniał, szczególnie w obyczajach kadry, wprowadził nowy porządek. Może wpływ na to ma też fakt, że jest to trener zagraniczny, a kontakt psychiczny z takim szkoleniowcem jest inny, niż z rodzimym szkoleniowcem.  Kolejna rzecz to fakt, że Hornhacher jest uważany za specjalistę od nowinek technicznych. Kwestie techniczne są w stanie minimalnie poprawić pewne parametry, ale czasami mają też wymiar nie tyle materialny, co psychologiczny. Dają poczucie, że oto my coś mamy na rywali i to może uskrzydlać.

Cała czwórka polskich mistrzów świata z Lahti zrobiła w tym roku wielki postęp. Czy ktoś zaimponował Panu najbardziej swoimi występami?

Z pewnością wybił się Maciej Kot, który przecież w pewnym momencie był nawet ustawiany w drużynie jako skoczek kończący zawody. Był taki moment, kiedy myśleliśmy o nim jako o kandydacie na lidera, więc dla niego ten sezon jest ogromnie ważny i przełomowy. Podobnie dla Piotra Żyły, którego do tej pory często interpretowaliśmy jako maskotkę drużyny, tego który czasem powie coś zabawnego, wszyscy to podchwytują i staje się to powtarzanym żartem w Internecie. Tymczasem to właśnie on okazał się skoczkiem, który zdobył medal na mistrzostwach świata w konkursie indywidualnym. Z kolei Kamil Stoch dokonał rzeczy unikatowej, wygrywając jako drugi Polak w historii po Adamie Małyszu Turniej Czterech Skoczni. Ciężko więc wskazać najbardziej imponującego zawodnika, bo w zależności od momentu sezonu każdy z naszych reprezentantów przeżywał wielkie chwile. Docenić należy też Dawida Kubackiego, bez którego nie zdobylibyśmy złota mistrzostw świata w drużynie.

Czy na tym obrazie da się dostrzec jakieś rysy?

Jeżeli coś może niepokoić, to zaplecze kadry, które w tej chwili bardzo odstaje od kadry A. Ale to jest zmartwienie, które, miejmy nadzieję, zostanie zażegnane w przyszłym sezonie.  

Bardzo dziękujemy za rozmowę