,,Café Katedra'' – zbiór felietonów Ewy Polak-Pałkiewicz, to bez wątpienia pozycja, która nie pozostawi czytelnika obojętnym. Może nawet zdrowo poirytuje? - zdjęcie
12.01.22, 16:25

,,Café Katedra'' – zbiór felietonów Ewy Polak-Pałkiewicz, to bez wątpienia pozycja, która nie pozostawi czytelnika obojętnym. Może nawet zdrowo poirytuje?

2

Na przestrzeni ostatnich dekad milcząca apostazja człowieka sytego, który żyje tak, jakby Bóg nie istniał, zebrała wielkie żniwo, a cenne symbole chrześcijaństwa coraz częściej stają się reliktami przeszłości. Oto sól tej ziemi traci smak i wyrzucana jest na podeptanie. Kościół płonie na naszych oczach, tak jak płonęła katedra Notre Dame w Paryżu. Trudno tego nie widzieć i nie wyciągać wniosków…

Próbę tę  podejmuje Ewa Polak-Pałkiewicz, starając się dociec aż do zarzewia pożaru, trawiącego mistyczne Ciało Chrystusa. I w swojej analizie nie cofa się przed formułowaniem ostrych osądów rzeczywistości, polityków, hierarchów Kościoła. Nie cofa się też przed zadawaniem kluczowych pytań, jak na przykład – „w jaki sposób do dokumentów, które zostały przyjęte na ostatnim Soborze, wkradły się błędy doktrynalne? Dlaczego, aż do tej pory panowała na ten temat istna zmowa milczenia, a dziś ilekroć ktoś ośmieli się wspomnieć o nieprecyzyjnych zapisach w dokumentach Soboru, zostaje zakrzyczany i pomawiany o schizmę?”  Wypada zadać pytanie – czy ten sam los spotka autorkę Café Katedra…  Nieprecyzyjne lub wprost sprzeczne z wiarą katolicką istotne zapisy wskazuje ona konkretnie i bez owijania w bawełnę. Równie odważnie formułuje osądy polityczne, wskazując na ścisłą koniunkcję życia duchowego i społecznego oraz konieczność odbudowy w Polsce wspólnoty etycznej, która jest społeczną i moralną podstawą państwa. Kryzys wiary – oto pierwotna przyczyna kryzysów rozgrywających się na politycznej scenie Polski i Europy i całego świata.

Odkąd w dokumentach Soboru uznano unikalność człowieka jako jedynego stworzenia, którego Bóg chciał dla niego samego, coraz rzadziej słychać z ambon naukę o grzechu, o rzeczach ostatecznych człowieka – śmierci, sądzie, wiecznym zbawieniu lub wiecznym potępieniu. Myślimy: „Czym jestem ja, człowiek, wobec Boga? Czym jest mój grzech? Czymś śmiesznym. Bóg jest wspaniałomyślny, nie zwraca uwagi na moje potknięcia. Boga mój grzech nie obchodzi.” Coraz częściej do głosu dochodzi fałszywe przekonanie, że zbawienie jest za darmo, a piekło? - piekło jest puste… tak jak konfesjonały w opustoszałych kościołach zachodniego, sytego świata. Co może powstrzymać człowieka, który już nie odnosi się całym swoim życiem, umysłem, wolą i pragnieniem do swojego Stwórcy, by „wziąć z półki supermarketu życie”, które oferuje ten świat, nauka i technologia „w służbie człowieka”? Wiara staje się subiektywnym odczuciem, a jej głoszenie jest czymś żenującym, uchodzi za prozelityzm (przed którym nader często przestrzega nas papież). A skoro wszystkie religie są równe – to żadna nie jest ważna. Ostatecznie wszyscy spotkamy się na niebieskich pastwiskach, bo Bóg jest miłością…

Nie łudźmy się - twierdzi autorka – to wszystko to tylko „naturalny wzrost nasion zasadzonych na soborze” – nasion wolności religijnej i ekumenizmu. A w konsekwencji relatywizmu moralnego i etyki sytuacyjnej, zgodnie z którą wolno powiedzieć  na przykład: nie nazywajmy już cudzołóstwa grzechem, spójrzmy na tę sytuację „inaczej, czyli głębiej”, nie napominajmy grzeszących, lecz towarzyszmy im i wsłuchujmy się w ich głos – bo kimże my jesteśmy, żeby osądzać… A papież Franciszek, wzbudzający swoimi decyzjami i wypowiedziami liczne kontrowersje, jest zdaniem Ewy Polak-Pałkiewicz, po prostu konsekwentnym kontynuatorem dzieła rozpoczętego na Soborze Watykańskim II, w którym udział swój mieli  – według autorki – wszyscy posoborowi papieże w tym święty Jan Paweł II…

Fala agresji, brutalności, nienawiści i kłamstwa w przestrzeni publicznej to widoczne skutki cofnięcia się społeczeństw starej Europy do czasów barbarzyństwa i pogaństwa. Powrót do Ewangelii, Tradycji, do Mszy Świętej Wszechczasów – oto zdaniem autorki jedyne remedium na kryzys wiary, dla którego furtką stało się zaprowadzone na Vaticanum II prawo człowieka do wolności religijnej. Bo czyż dochodzący coraz bardziej do głosu ekumeniczny punkt widzenia, zgodnie z którym „katolicyzm tak naprawdę nie ma do zaoferowania niczego szczególnego, żadnej specyficznej doktryny, którą warto zachować w jej integralności, lecz powinien skoncentrować się na pomaganiu w coraz lepszym rozumieniu wartości obecnych we wszystkich doświadczeniach religijnych” nie jest w swej istocie równoznaczny z zakwestionowaniem prawdy naszej wiary o wcieleniu Syna Bożego i jego zbawczej ofierze? Najwyższy czas przypomnieć zagubionym chrześcijanom: extra Ecclesiam nulla salus! – i głosić tę prawdę światu, ratując dusze.

Dziś gdy wydawać się może, że los ginących gatunków płazów w rzekach Amazonii wzbudza niekiedy u pasterzy Kościoła większą troskę niż los ginących chrześcijan; gdy główny organizator amazońskiego synodu – biskup Erwin Kräutler szczyci się, że przez 35 lat swej pracy misyjnej w Amazonii nie ochrzcił ani jednego konwertyty - dziś właśnie bardziej niż kiedykolwiek trzeba nam pilnie głosić światu Ewangelię, z konsekwencją i posłuszeństwem wypełniając testament Jezusa Chrystusa: Idźcie na cały świat i nauczajcie wszystkie narody udzielając im chrztu w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego!

Dziś również – konstatuje autorka - bardzo potrzeba nam modlitwy za Kościół i za papieża, może szczególnie przez wstawiennictwo niezłomnych świętych jezuitów, nie przypadkiem chyba przywołanych na kartkach książki – Stanisława Kostki, Franciszka Ksawerego, Piotra Klawera. „Jedynym lekarzem dla tych poważnych zranień jest Bóg. I coś tak niesłychanie prostego, jak modlitwa za biednych grzeszników, naszych braci, pokuta i odkrycie przepastnych głębin  Niepokalanego Serca Maryi. A także powrót do używania rozumu”. Niech zwłaszcza to ostatnie będzie zachętą do sięgnięcia po tę bez wątpienia nietuzinkową lekturę.

Monika Grzesik

 

Komentarze (2):

Żyd Anonim, wieczny nudziarz2022.01.12 16:46
Od urodzenia cierpię na ostry oraz przewlekły syndrom antypolonizmu i antyklerykalizmu. (Wyssałem to z mlekiem matki.) Jest to moja ewidentna mania prześladowcza. Nawet więcej: jestem wprost chory z nienawiści. W szczególności, Osoba Matki Bożej wywołuje u mnie odruchową wściekłość, bo to Ona pokonała tego, którego jestem kundlem, jazgoczącym na tym forum od lat. Podobnie Jan Paweł II, który tyle ludzi na całym świecie uchronił od piekła. Wielcy święci, szczególnie św. Siostra Faustyna i Padre Pio, to dla mnie tylko "pyerdolnięci psychole". Święty męczennik Maksymilian Kolbe to "antysemita" (bo 3 razy napisał niewygodną prawdę o Żydach). Gdy słyszę słowa: "Boże Miłosierdzie", "Eucharystia", "cud Eucharystyczny", "Niepokalane Poczęcie", "Ewangelia", "różaniec", "katolicka Polska", "Radio Maryja" to od razu wpadam w szał; ponadto mam drgawki, wysypkę i permanentną $raczkę. W KAŻDYM księdzu widzę chciwego na kasę pedofila, który, dla własnych, materialnych lub politycznych korzyści, straszy naiwnych prostaków piekłem i wiecznym potępieniem. Każde niepowodzenie w "tym kraju" - prawdziwe, domniemane czy choćby zmyślone - cieszy mnie niezmiernie. Marzy mi się więc rozwalenie "tego kraju" i przerobienie go na nasz Polin, w którym byłoby normalnie, tzn. kościoły jako Muzea Ateizmu, knajpy, a najlepiej burdele, a księża w obozach pracy. My bylibyśmy panami, a polaczki-goje pracowaliby na nas. Oczywiście, ten wspaniały plan nie jest do realizacji natychmiast, a to przez ten okropny PIS i polaczków podatnych na propagandę Rydzyka. Ale powolne rozmywanie polskości oraz chrześcijaństwa w unijnej neomarksistowskiej euro-papce - kto wie? Z pomocą Tuska i rodzimej Targowicy powinno to skutecznie zadziałać. Oczekuję więc propozycji, bo mi się skończyły pomysły. Bluzgam w kółko to samo, cynicznie ironizuję, rechoczę głupkowato "buhahahahaha", słowem robię tu z siebie durnia, i to jeszcze na oczach gojów oraz katolików!
Anonim2022.01.12 17:00
yep! 😁😂🤣😂😁