16.12.14, 17:03Bogna Białecka (fot. Facebook/archiwum prywatne)

Bogna Białecka dla Fronda.pl o pomysłach Małgorzaty Fuszary: Przymusowa seksualizacja

Wielu rodziców uważa, że to szkoła powinna być podstawowym źródłem wiedzy o seksualności człowieka. Ufają, że nauczyciele zrobią to naukowo i w sposób pozbawiony zabarwienia ideologicznego. Uznają też, że w polskiej szkole brakuje edukacji seksualnej. Jak jest naprawdę?

Twierdzenie o konieczności przymusowej edukacji seksualnej opiera się na szeregu błędnych założeń.

1) Fałsz: Wszystkie nastolatki rozwijają się identycznie. Aby to twierdzenie obalić nie trzeba wiedzy specjalistycznej, wystarczy prosta obserwacja wyglądu i zachowań dzieci w identycznym wieku. Nie chodzi wyłącznie o tempo dojrzewania fizycznego, różne dla różnych dzieci. Zupełnie inny stopień zainteresowania kwestiami seksualnymi będzie występował u nastolatka, który nie ma styczności z pornografią, a zupełnie inny u osoby która pornografię ogląda - czy to sporadycznie czy na co dzień. Nawiasem mówiąc, nastolatek oglądający pornografię nie tyle potrzebuje wiedzy o seksie, co pomocy psychologicznej, gdyż jest w grupie ryzyka uzależnienia od pornografii[1].

2) Fałsz: Wszystkie nastolatki wcześniej czy później rozpoczynają współżycie seksualne, jest to nieuniknione i jedyne co można zrobić to zmniejszyć ryzyko zachorowań na choroby weneryczne i przedwczesnej ciąży przez edukację promującą antykoncepcję i aborcję. Badania prowadzone w Polsce pokazują, że niewiele polskich nastolatków angażuje się w zachowania seksualne, a większość osób, która to zrobiła - żałuje tej decyzji, uważając, że podjęła ją przedwcześnie[2].

3) Fałsz: Profilaktyka „zdrowia seksualnego” oparta o propagowanie antykoncepcji i aborcji zmniejsza prawdopodobieństwo zachorowania na choroby weneryczne i ciąży. Prawda: Można wyróżnić trzy TYPY EDUKACJI SEKSUALNEJ: A) wychowanie do czystości seksualnej, samokontroli, B) biologiczna edukacja seksualna C) złożona edukacja seksualna zawierająca zarówno informacje biologiczne jak i propagująca metody kontroli narodzin (antykoncepcja, aborcja).

Polski program, wprowadzony w 1998 r. „Wychowanie do życia w rodzinie” obejmuje edukację seksualną typu A i okazał się skuteczny w kwestii zapobiegania ryzykownym zachowaniom seksualnym młodzieży[3].

Pani Fuszara odrzuca jednak to podejście do seksualności, na siłę promując edukację seksualną typu C), której nieskuteczność potwierdzona jest badaniami prowadzonymi na całym świecie.

Dla przykładu: Amerykańskie badania National Research Council dowiodły, że szkolne programy edukacji seksualnej, które przekazują wyłącznie suchą wiedzę, nie promując żadnych wartości ani nie zachęcając do abstynencji są nieskuteczne w zapobieganiu niechcianej ciąży u nieletnich.

W Wielkiej Brytanii nastąpiły zmiany zachowań w latach 1990-2000 (wskutek coraz wcześniejszej edukacji seksualnej typu C): - coraz wcześniejsza inicjacja seksualna; - coraz więcej partnerów seksualnych u nastolatków; - coraz więcej ciąż i aborcji u nieletnich[4].

Bogna Białecka


[1] "Treating Pornography Addiction: The Essential Tools for Recovery" Ph.D. Kevin B. Skinner, 2005

[2]  Grzelak Sz. (2009), Profilaktyka ryzykownych zachowań seksualnych młodzieży. Aktualny stan badań na świecie i w Polsce, Rubikon.

[3] Woynarowska, B. i inni (2004), Inicjacja seksualna i stosowanie prezerwatyw oraz innych metod zapobiegania ciąży przez młodzież 15-letnią w Polsce i innych krajach, Ginekologia Polska, 8, s. 622-632.

[4] National Research Council. No Time to Lose: Getting More from HIV Prevention. Washington, DC: The National Academies Press, (2001);
Johnson, A.M. i inni (2001), Sexual behaviour in Britain: partnerships, practices, and HIV risk behaviours. The Lancet, 358, s. 1835-1842;
Wellings K. i inni (2001) Sexual behaviour in Britain: early heterosexual experience.The Lancet Lancet. 358, s. 1843-1850.

Komentarze

anonim2014.12.16 19:07
@AMa Nic dodać, nic ująć...Ponieważ ludzkie samice i samce są w rui cały czas nie wolno poprawiać natury, bo się natura zemści. Ty czytasz czasami to, co piszesz?
anonim2014.12.16 19:19
@Maksym Połowa mojej rodziny się do mnie nie odzywa, ponieważ bez ogródek piętnuję (niestety) coraz bardziej powszechny fakt "zamieszkiwania" bez ślubu moich siostrzeńców i krewnych... Nasze babcie nazywały to po imieniu - "kurestwo" (cyt.) Sami sobie szkodzą o czym przekonają się najdalej po śmierci. Wtedy zdadzą sobie sprawę, że jednak nie było warto.Tyle w temacie.
anonim2014.12.16 19:39
@Maksym Są jeszcze korzyści emocjonalne, psychiczne... A świadome odcinanie się od strumienia łask, które Bóg za darmo daje człowiekowi, jest grzechem ciężkim i żadne usprawiedliwianie tego wspólnymi dziećmi, szczęściem czy miłością nie ma tu nic do rzeczy... Czarne, ale trochę bielsze niż czarne... Paniał? To jest rzeczywistość zero - jedynkowa. Granica między dobrem i złem wynosi 0,00mm. Sorki, taka rzeczywistość. Z punktu widzenia doktryny katolickiej rzecz jasna.
anonim2014.12.16 20:00
@ANOVA Błąd. Cała moja rodzina należy do Kościoła katolickiego i dlatego moim OBOWIĄZKIEM jest o tym mówić.
anonim2014.12.16 20:18
@Maksym Cytat zdarty niemożebnie...Końcówka jest taka - " jak i siebie samego" ...To kompletnie zmienia sens słów Jezusa. A co do miłości, o której, jak sądzę piszesz, to tak pojmowana miłość nie może kłócić się z pierwszym przykazaniem. Tylko miłość MAŁŻONKÓW nie kłóci się z ze słowami "Będziesz miłował Pana Boga twego z całego serca swego, z całej duszy swojej i ze wszystkich sił swoich" I to jest streszczenie całego cytatu, którego raczyłeś tutaj użyć.
anonim2014.12.16 20:22
Książka pt; Rozdział; ONI WIEDZĄ LEPIEJ Samozadowolenie jako podstawa polityki społecznej Edukacja seksualna Wśrod wielu krucjat, jakie wszczęto z nową energią w latach 1960-tych, znalazła się także i ta na rzecz upowszechnienia edukacji seksualnej poprzez system szkoł publicznych, tudzież inne dostępne kanały. Do pierwszych decyzji Urzędu Perspektyw Ekonomicznych w roku 1964 należało przyznanie grantu teksańskiemu oddziałowi Planned Parenthood55. I o ile w roku podatkowym 1965 całkowite wydatki Urzędu na ten cel wynosiły nieco poniżej poł miliona dolarow, o tyle w roku kolejnym zwiększono skalę finansowania edukacji seksualnej ponad pięciokrotnie56. Pod koniec lat 1960-tych rząd federalny nie tylko ogromnie zwiększył swe własne wydatki na edukację seksualną- określaną często jako „planowanie rodziny” bądź maskowaną innymi eufemizmami - ale zaczął także wymuszać promocję takich programow na poszczegolnych stanach. Liczba pacjentow obsługiwanych przez kliniki „planowania rodziny” zwiększyła się mniej więcej pięciokrotnie w okresie od 1968 do 1978 roku57. Nie dalej jak w roku 1968 Krajowy Związek Nauczycieli [National Education Association, NE A] w wydawanym przez siebie piśmie NEA Journal donosił, że finansowane ze środkow federalnych badanie przeprowadzone w jednej z waszyngtońskich szkoł „wykazało potrzebę wprowadzenia edukacji seksualnej jako integralnej części programu szkolnego, począwszy od klas początkowych”. Kilka indagowanych ciężarnych dziewcząt „opowiadało o swym przekonaniu, że gdyby nauczyciele przekazali im w szkole podstawowej wiedzę na temat ludzkiej seksualności, nie zaszłyby wcale w ciążę”58. Seks-edukacja i kliniki „planowania rodziny” (nazywane tak, mimo iż ich właściwym celem było zniechęcanie do posiadania dzieci) nie tylko weszły w fazę gwałtownego rozwoju, ale także zmieniły swą klientelę. Jak ujęto to w jednym z studiow poświęconych tej epoce: Liczba usług planowania rodziny wzrosła fenomenalnie między połową lat 1960-tych a połową lat 1970-tych. W roku 1964 rząd federalny przyznał swoj pierwszy grant związany z planowanym rodzicielstwem, ktory skierowany był wyłącznie do zamężnych kobiet. Do roku 1970 Kongres uchwalił pierwsze ogolnokrajowe ustawy związane z planowaniem rodziny i kwestiami ludnościowymi. Wydatki federalne wzrosły z 16 milionow do blisko 200 milionow dolarow. W roku 1969 mniej niż ćwierć miliona nastolatkow korzystało z klinik planowania rodziny do roku 1976 liczba ta wzrosła do 1,2 miliona59. Według Instytutu Alana Guttmachera, czołowej organizacji badającej i propagującej edukację seksualną, wsparcie rządu federalnego na rzecz „usług planowania rodziny” wzrosło z niespełna 14 milionow dolarow w 1968 roku do 279 milionow dziesięć lat poźniej60, co stanowi wzrost prawie dwudziestokrotny. Do wczesnych lat 1980-tych już prawie dwie trzecie środkow pozyskiwanych przez agencje „planowania rodziny” pochodziło z kasy federalnej61. Jaki był cel całej tej działalności? Otoż ujmując to słowami typowego komentarza z tego okresu: „Edukacja seksualna uważana jest za jedno z podstawowych narzędzi służących unikaniu niechcianej ciąży wśrod nastolatkow”62. Podobnie jak poprzednio, mamy tu czterostopniowy schemat rozwoju sytuacji: STADIUM 1. „KRYZYS”: W 1968 roku podniosły się głosy, że „edukacja i doradztwo antykoncepcyjne jest pilnie potrzebne, aby pomoc w zapobieganiu ciąży i przedślubnym urodzeniom wśrod dziewcząt ze szkoł średnich” 63. W 1966 roku prezes Planned Parenthood zaświadczył przed jedną z podkomisji Kongresu, że edukacja seksualna jest potrzebna, aby „wspomoc naszych młodych ludzi w zmniejszeniu skali pozaślubnych urodzeń i małżeństw zawieranych pod presją ciąży”64. Z kolei przewodniczący Rady Szkolnictwa Miasta Nowy Jork przytaczał zapadalność na choroby weneryczne wśrod młodzieży jako dowod na potrzebę „intensywnego programu edukacyjnego”. Artykuł w American School Board Journal z 1969 roku przedstawiał seks-edukację jako sposob na walkę z „nieślubnymi ciążami i chorobami wenerycznymi”65. PTA Magazine w podobnym tonie apelował o edukację seksualną jako środek walki z ,^rozkręcającą się spiralą chorob wenerycznych, ciąży przedmałżeńskich, katastrofalnych psychicznych konsekwencji nieodpowiedzialnego zachowania seksualnego”66. Podobne enuncjacje znaleźć można było w szeregu innych tekstow. Ale jaka była w gruncie rzeczy sytuacja wowczas, gdy wykorzystywano tego rodzaju „kryzysową” mentalność w celu wzmożenia seks-edukacji w szkołach? Wskaźniki urodzeń wśrod nastolatek spadały przez ponad dziesięć lat od roku 195767. Przypadki chorob wenerycznych także były coraz rzadsze. Stopa zakażeń rzeżączką, na przykład, spadała corocznie od roku 1950 do 1959, zaś wskaźnik zakażeń syfilisem w roku 1960 był o ponad połowę mniejszy niż w roku 195068. Oto i „kryzys”, ktoremu sprostać miała pomoc federalna. STADIUM 2. „ROZWIĄZANIE”: W celu walki z ciążami i chorobami wenerycznymi wśrod nieletnich zalecano potężne rządowe wsparcie na rzecz programow edukacji seksualnej w szkołach oraz klinik „planowania rodziny”. Po przejściu przez edukację seksualną, wedle jednego z „profesorow życia rodzinnego”, chłopiec „odczuwał będzie zmniejszoną potrzebę przygodnych, nieodpowiedzialnych i egocentrycznych eksperymentow z seksem”69. Krytycy sprzeciwiali się tego typu akcjom z rożnych powodow, włączając w to i przekonanie, że edukacja seksualna prowadzić będzie raczej do nasilenia niż osłabienia aktywności seksualnej, jak rownież do wzrostu liczby ciąż wśrod nastolatek. Poglądy takie były lekceważone przez dziennikarzy i politykow, jak rownież przez adwokatow seks-edukacji. New York Times w artykule odredakcyjnym odrzucił w tej sferze „emocje i niezbadane tradycje”70, zaś szef działu edukacyjnego oznajmił wszem i wobec: „Obawa, że edukacja seksualna będzie rownoznaczna z nasileniem seksualnego permisywizmu, bierze się z niezrozumienia zasadniczego celu całego przedsięwzięcia”71. Jak w wielu innych przypadkach, probierzem wizji oświeconych były intencje. STADIUM 3. REZULTATY: Już w 1968 roku blisko połowa wszystkich szkoł w kraju - publicznych i prywatnych, religijnych i świeckich - miała edukację seksualną, i trend ten szybko wzrastał72. Gdy programy seks-edukacyjne rozprzestrzeniały się w amerykańskim systemie szkolnym wiatach 1970- tych, stopa ciąży w grupie kobiet między piętnastym a dziewiętnastym rokiem życia wzrosła z około 68 na tysiąc w roku 1970 do około 96 na tysiąc w roku 198073. Wśrod niezamężnych kobiet w wieku od 15 do 17 lat stopa urodzeń wzrosła w latach 1970-1984 o 29%74, pomimo potężnego wzrostu liczby aborcji, ktora w tym okresie uległa więcej niż podwojeniu. Wśrod dziewcząt poniżej 15 roku życia liczba aborcji przekroczyła liczbę żywych urodzeń w roku 197475. Nietrudno było wskazać przyczynę tego stanu rzeczy: według Instytutu Alana Guttmachera odsetek niezamężnych nastolatek podejmujących wspołżycie seksualne w każdej grupie wiekowej od piętnasto- do dziewiętnastolatek był w roku 1976 wyższy niż zaledwie pięć lat wcześniej76. Stopa zachorowań na rzeżączkę wśrod nastolatkow potroiła się w okresie między rokiem 1956 a 197577. Sargent Shriver, były szef Urzędu Perspektyw Ekonomicznych, ktory poprowadził jedną z pierwszych szarży na rzecz rozszerzenia edukacji seksualnej i klinik „planowania rodziny”, szczerze przyznał przed komisją kongresową w 1978 roku: „Tak jak choroby weneryczne poszły o 350% w gorę w ciągu ostatnich 15 lat, kiedy mieliśmy więcej klinik, więcej pigułek i więcej edukacji seksualnej niż kiedykolwiek w historii, tak samo wzrosła liczba ciąży wśrod nastolatek”78. Taka szczerość była jednak raczej wyjątkiem niż regułą wśrod tych, ktorzy chcieli więcej edukacji seksualnej i klinik kontroli urodzeń („planowania rodziny”). STADIUM 4. REAKCJA: Adwokaci seks-edukacji nadal przyjmują za aksjomat, że do walki z ciążami i chorobami wenerycznymi wśrod nastolatek trzeba więcej edukacji seksualnej. Jeszcze w latach 1980-tych, pomimo rosnącej liczby danych empirycznych, Instytut Alana Guttmachera oznajmiał: „Poprzez lepszą edukację seksualną oraz usługi prewencyjne liczbę ciąż wśrod nastolatek można, nawet jeśli nie sprowadzić do zera, to przynajmniej zredukować, a dzięki szerszej pomocy dla matek oraz lepszym usługom aborcyjnym i społecznym złagodzić można wpływ ciąży na osobistą sytuację nastolatki”. W American Biology Teacher sprzeciw wobec edukacji seksualnej nadal wyśmiewano jako „stanowisko nazbyt uproszczone”79. Kongresman James H. Scheuer z Nowego Jorku uznał, że alarmujące statystyki dotyczące ciąży wśrod nastolatek jedynie „uwydatniają potrzebę silnego przywodztwa rządu federalnego w wysiłkach na rzecz rozwiązania tego problemu”80. Ewentualność, że „silne” federalne „przywodztwo” mogło samo pogorszyć sytuację, pominięta została całkowitym milczeniem. Podobnie dla Instytutu Alana Guttmachera „prawie czterokrotny wzrost” liczby chorob wenerycznych wiatach 1960—197281 dowodził jedynie, że „nie można już dłużej zwlekać z upowszechnieniem poprzez system szkoł publicznych szeroko zakrojonego programu ogolnokrajowego”82. Sprzeciw wobec seks-edukacji został przedstawiony jako „zagrożenie dla demokratycznego społeczeństwa”83. Kiedy przedstawi się im dowody na wzrost liczby ciąż i aborcji wiatach 1970-tych, adwokaci edukacji seksualnej zaprzeczają częstokroć, by seks-edukacja była w owej dekadzie szeroko rozpowszechniona, ograniczając termin „edukacja seksualna” do przymusowej edukacji seksualnej, ktora ustanowiona została poźniej. Choć programy edukacji seksualnej sprzedano społeczeństwu, Kongresowi i urzędnikom oświatowym jako sposob na ograniczenie tak namacalnych problemow społecznych jak ciąże i choroby weneryczne nieletnich, wielu liderow tego ruchu od dawna miało już znacznie szerzej zakrojone plany. Jak donoszono ostrożnie w raporcie jednej z komisji kongresowych: Pierwszorzędnym celem działań federalnych w sferze oświaty dotyczącej seksu i życia rodzinnego było zredukowanie liczby niechcianych ciąż wśrod nastolatek, podczas gdy pierwszorzędnym celem większości seks-edukatorow jest, jak się wydaje, zachęcanie do zdrowych postaw względem seksu i życia seksualnego84. Słowem, jakkolwiek społeczne zaniepokojenie ciążami i chorobami wenerycznymi nieletnich mogło być politycznie użyteczne dla zdobycia dostępu do rządowych pieniędzy i bezwolnych słuchaczy w szkołach publicznych, prawdziwym celem była zmiana postaw uczniow, czyli - mowiąc bez ogrodek - wypranie im mozgow z wartości wyniesionych z domu i zastąpienie ich wizją oświeconych. By użyć sformułowania z artykułu zamieszczonego w Journal o f School Health, edukacja seksualna stwarza „ekscytującą sposobność wykształcenia nowych norm”85. Tylko w świetle tego zamysłu zrozumieć można, jaki sens mają zalecenia, by tzw. edukacja seksualna prowadzona była poprzez wszystkie szczeble nauczania, od przedszkola do college’u - potwornie długi okres jak na konieczność przekazania podstawowych biologicznych czy medycznych informacji o życiu seksualnym. Tak wiele czasu potrzeba natomiast na wpajanie nowych postaw poprzez ciągłą indoktrynację86. Warto przytoczyć przykład tego rodzaju indoktrynacji: Popularny program instruktażowy z zakresu wychowania seksualnego dla gimnazjalistow w wieku 13 i 14 lat ukazuje urywki filmow z czterema nagimi parami, dwoma homoseksualnymi i dwoma heteroseksualnymi, prezentującymi szereg praktyk o jednoznacznie seksualnym charakterze, zaś dołączona przez seks-edukatorow notka ostrzegawcza przestrzega nauczycieli, by nie pokazywali tych materiałow rodzicom ani przyjaciołom: „Wiele materiałow tego programu, jeśli pokaże się je ludziom poza kontekstem samego programu, może wzbudzić nieporozumienia i trudności”87. Rodzice, ktorzy dowiedzieli się o tym programie i go oprotestowali, szybko okrzyknięci zostali mianem „fundamentalistow” i „prawicowych ekstremistow”, mimo że byli oni w rzeczywistości zamożnymi episkopalianami z Connecticut88. Oto niemal podręcznikowy przykład wizji oświeconych, odbierającej rodzicom decyzje w sprawie tego, kiedy i w jaki sposob poruszyć z własnymi dziećmi temat seksu - i z miejsca dyskredytującej każdego, kto ośmieliłby się mieć inne zdanie. Nie był to bynajmniej epizod charakterystyczny dla tej konkretnej szkoły. Podobne zdarzenia miały miejsce na terenie całego kraju89. Rola rodzicow jest pomniejszana zarowno w dyskusjach na temat polityki publicznej, jak i w materiałach rozdawanych uczniom w szkołach90. W typowych komentarzach „ekspertow” „seks stał się tematem zbyt skomplikowanym i technicznym, by pozostawić go przeciętnemu rodzicowi, ktory albo jest niedoinformowany, albo zbyt wstydliwy, by podzielić się ze swoim dzieckiem użyteczną wiedzą seksualną”91. To głębokie przekonanie o własnej racji, sięgające wręcz po uzurpowanie sobie praw rodzicielskich, jest jak najbardziej zgodne z wizją, jakkolwiek rozmija się ono z dekadami badań empirycznych na temat rzeczywistych konsekwencji „zdrowych postaw względem seksu” promowanych przez „ekspertow”. Rozumiejąc, czym jest wizja oświeconych, łatwo zauważyć, że zasadniczym rysem krucjaty na rzecz edukacji seksualnej jest to, że podobnie jak w innych kwestiach świadectwo faktow okazuje się tu po prostu nie mieć nic do rzeczy. Sprawiedliwość karna Wraz z wieloma innymi negatywnymi trendami społecznymi, także i wskaźniki przestępczości zaczęły w latach 1960-tych szybko piąć się w gorę - wszystko to wśrod niezachwianej wiary w możliwość ulepszenia świata dzięki zastąpieniu tradycyjnych przekonań większości szczegolną nową mądrością nielicznych. W przypadku sprawiedliwości karnej zmiany polityczne miały jednak swoj początek nie tyle w ustawodawstwie, ile w orzeczeniach sądowych i polityce administracyjnej. Zmian tych nie zapoczątkował jednak mityczny zeitgeist - do tego trzeba było konkretnych ludzi podejmujących konkretne działania. Do kluczowych postaci, ktorych słowa i czyny nadały ton zmianom w systemie prawa karnego w latach 1960-tych, należeli: przewodniczący Sądu Najwyższego Stanow Zjednoczonych, prokurator generalny Stanow Zjednoczonych oraz przewodniczący Okręgowego Sądu Apelacyjnego Dystryktu Columbia, wowczas jak i obecnie uznawanego de facto za drugi pod względem rangi sąd w kraju. By wymienić ich z imienia i nazwiska, byli to kolejno: Earl Warren, Ramsey Clark i David L. Bazelon. Jaki tedy problem czy „kryzys” starali się oni „rozwiązać”? STADIUM 1. „KRYZYS”: Choć w roku 1960 sędzia Bazelon oznajmił, że w odniesieniu do prawa karnego „desperacko potrzebujemy wszelkiej możliwej pomocy ze strony nowoczesnych nauk behawioralnych”92, chłodny ogląd faktow nie sugeruje żadnej takiej desperacji czy kryzysu. Jako że najbardziej rzetelne długoterminowe dane dotyczą przestępstw przeciwko życiu, zobaczmy, jak kształtował się w owym czasie wskaźnik morderstw? Otoż liczba morderstw popełnionych w Stanach Zjednoczonych w roku 1960 była mniejsza niż w 1950, 1940 czy 1930 - mimo że przez te dekady liczba ludności wciąż się zwiększała, i mimo że w roku 1960 po raz pierwszy w ogolnokrajowym rejestrze uwzględniono morderstwa popełnione w dwoch nowych stanach, tj. na Hawajach i na Alasce93. Jeśli natomiast weźmiemy pod uwagę stopę morderstw (obliczaną proporcjonalnie do wielkości populacji), była ona w 1960 roku o ponad połowę niższa niż w roku 193494. W ujęciu systemu prawa karnego, charakterystycznym dla sędziego Bazelona, problemu nie stanowiła „tak zwana populacja przestępcza”95, ale społeczeństwo z jego „wysoce irracjonalną” „potrzebą karania”, będącą w istocie „prymitywnym instynktem”96, czy lepiej: „głębokim dziecinnym strachem, że wraz z jakimkolwiek osłabieniem kar całe tłumy wpadną w [przestępczy] szał”97. To właśnie tę „mściwość”, tę „irracjonalną” siatkę „pojęć i praktyk dotyczących karania”98 należało poprawić. Przestępca jest według sędziego Bazelona „taki sam jak my, tylko troszkę słabszy” i „potrzebuje pomocy, jeśli ma wydobyć z siebie tkwiące w nim dobro, a poskromić tkwiące w nim zło”99. Społeczeństwo jest w gruncie rzeczy samo odpowiedzialne za „stworzenie tej szczegolnej klasy istot ludzkich” poprzez swoje „zaniedbanie społeczne”, za ktore „przestępca karany jest w charakterze kozła ofiarnego”100. Karanie samo w sobie jest „procesem dehumanizującym” i „społecznym piętnowaniem”, ktore prowadzi jedynie do eskalacji przestępczości101. Ponieważ przestępcy „mają szczegolny problem i potrzebują szczegolnej pomocy”, sędzia Bazelon argumentował na rzecz „terapii psychiatrycznej”, wykorzystującej „nowe, bardziej zaawansowane techniki”, pytając wprost: Czy naprawdę byłby to koniec świata, gdyby wszystkie więzienia zamienić w szpitale i centra resocjalizacyjne?102 Sędzia Bazelon nie był bynajmniej odosobniony w swoich poglądach; wręcz przeciwnie, na tyle dobrze oddawały one wizję rozpowszechnioną wśrod oświeconych, że wielu z nich darzyło go za te wypowiedzi autentycznym uwielbieniem103. Ta sama terapeutyczna wizja miała się całkiem dobrze ćwierć wieku poźniej, gdy przewodniczący Sądu Najwyższego, William J. Brennan, odnosząc się do „etiologii przestępczości”, wzywał na pomoc „psychiatrow i psychologow”, jak rownież „ekspertow z nauk behawioralnych” 104. Takoż i sędzia William O. Douglas, wieloletni kolega Brennana z Sądu Najwyższego, wyznawał podejście terapeutyczne: Rzadko podejmowano się resocjalizacji przestępcow. Zabijanie ich bądź trzymanie pod kluczem to wyprobowana starożytna metoda. Czemu nie zwrocić się w końcu w stronę resocjalizacji?105 Wizja terapeutyczna przenikała także pisma i mowy Ramseya Clarka, prokuratora generalnego w administracji Lyndona Johnsona: Resocjalizacja musi być celem wspołczesnych kar. Wszelkie inne względy muszą zostać podporządkowane temu jednemu. Resocjalizować to obdarzać zdrowiem, wolnością od narkotykow i alkoholu, zapewniać wykształcenie, praktykę zawodową, zrozumienie i zdolność produktywnego udziału w życiu społeczeństwa. Resocjalizacja oznacza, że celem prawa jest sprawiedliwość - i że jako hojny narod chcemy każdej jednostce zapewnić szansę samorealizacji. Teoria resocjalizacji opiera się na przekonaniu, że zdrowi, racjonalnie myślący ludzie nie będą szkodzić innym, że zrozumieją oni, iż jednostce i jej społeczeństwu najlepiej służy postępowanie nie krzywdzące nikogo, oraz że sprawiedliwe społeczeństwo jest w stanie zapewnić zdrowie, cele i perspektywy wszystkim swym obywatelom. Zresocjalizowana jednostka nie będzie w stanie, nie będzie potrafiła zdobyć się na to, by krzywdzić innych, by zabierać bądź niszczyć ich własność106. Dla prokuratora generalnego Clarka, podobnie jak dla sędziego Bazelona i innych, problem stanowiło ciemne społeczeństwo i jego przestarzałe postawy. Według Clarka społeczeństwo szafuje wyroki długoletniego więzienia, „ponieważ kieruje nami złość”, jednak „w ten sposob nie zmniejszymy przestępczości”. Jak stwierdził: „Jeśli leży nam na sercu bezpieczeństwo publiczne, pytanie brzmi, jak zresocjalizować osoby winne przestępstw, a nie jak długo trzymać je za kratami”107.1 ponownie trzeba podkreślić, iż nie były to odosobnione poglądy jednego człowieka. Książka Ramseya Clarka pt. Przestępczość w Ameryce [Crime in America] zyskała poklask w szeregach opiniotworczej elity. Felietonista New York Timesa, Tom Wicker, na przykład, określił Clarka mianem „specjalisty o niesamowitym zasobie wiedzy”, wychwalając przy tym jego „wielkoduszność i zrozumienie”, jak rownież „odwagę, wytrwałość i elokwencję”108. Saturday Review uznał Przestępczość w Ameryce za jedną z „najlepszych książek, jakie napisano na temat przemocy w Ameryce”109. Podobne pochwały ukazały się w magazynie Time oraz w New Republicuo. W dalekim Londynie Times Literary Supplement stwierdził w swej recenzji, że nikt „nie zrobił więcej dla postawienia problemu i wskazania drogi naprawy niż Ramsey Clark”111. Co ważniejsze, prokurator generalny, sędzia Bazelon oraz sędziowie Sądu Najwyższego nie byli po prostu osobami, ktorych wypowiedzi zostały z entuzjazmem nagłośnione przez opiniotworcze elity. Zajmowali oni stanowiska umożliwiające podejmowanie działań o dalekosiężnych konsekwencjach. STADIUM 2. „ROZWIĄZANIE”: Seria przełomowych decyzji Sądu Najwyższego z lat 1960-tych zmieniła oblicze sprawiedliwości karnej w Stanach Zjednoczonych. Werdykty w sprawach Mapp przeciwko stanowi Ohio (1961), Escobido przeciwko stanowi Illinois (1964) i Miranda przeciwko stanowi Arizona (1966) sukcesywnie rozszerzyły prawa aresztowanych przez policję przestępcow, unieważniając ich wyroki skazujące, jeśli policja nie przestrzegała co do joty procedur określonych przez sądy. Werdykt w sprawie Gideon przeciwko Wainwrightowi (1963) zobowiązywał stany do bezpłatnego zapewnienia adwokatow oskarżonym w sprawach karnych, pod groźbą uchylenia wyrokow skazujących, nawet jeśli wina oskarżonych nie budziła najmniejszych wątpliwości. W Kalifornii nawet pod obecność zapewnionych przez stan adwokatow, jeśli przyjęta przez nich strategia obrony została po fakcie skrytykowana przez sąd apelacyjny i uznana za nieadekwatną, wyroki skazujące mogły zostać uchylone na gruncie odmowy konstytucyjnego prawa do porady prawnej112. Choć Sąd Najwyższy Stanow Zjednoczonych rozpoczął tę sądową rewolucję w prawie karnym w latach 1960-tych, sędzia Bazelon już wcześniej rozszerzył zakres obrony w oparciu o „niepoczytalność” w przełomowej sprawie Dnrham przeciwko Stanom Zjednoczonym (1954) i konsekwentnie prowadził Okręgowy Sąd Apelacyjny Dystryktu Columbia w stronę coraz szerszego definiowania praw kryminalistow. W dodatku sądy w całym kraju coraz bardziej angażowały się w zarządzanie więzieniami, nakazując poprawę warunkow życiowych i narzucając systemowi więziennemu obowiązek zapewnienia więźniom dostępu do książek prawniczych w celu przygotowania apelacji od wyroku. Ponadto wyroki skazujące zapadały rzadziej i były krotsze113. Krotko mowiąc, wizja oświeconych zdominowała system sprawiedliwości karnej. Założenia stojące za tymi działaniami były takie same jak gdzie indziej. Daleko idące uogolnienia o bezrozumności i małoduszności społeczeństwa czyniono bez odwołania do jakichkolwiek faktow i bez poczucia, że jakiekolwiek tego typu odwołania są potrzebne. Wręcz przeciwnie, słuszność i stosowalność przekonań „ekspertow” przyjmowana była za aksjomat. Sędzia Bazelon, dla przykładu, określał obronę w oparciu o niepoczytalność jako „zwyczajnie jeden ze sposobow na zaproszenie psychiatry do sali sądowej” 114. Jakiekolwiek by były zalety i wady tego podejścia, spełniało ono wszelkie wymagania stawiane przez wizję oświeconych. Zakładało ono, że oświeceni i ciemnota znajdują się na zupełnie odmiennym poziomie moralnym i intelektualnym oraz usprawiedliwiało przejmowanie decyzji z rąk tych, ktorzy w odpowiedzi na zapatrywania elektoratu ustanowili istniejące prawa, i przekazywanie tych decyzji sędziom, wrażliwym na głos „ekspertow”. Co więcej, ciężar dowodu przerzucony został w całości na innych. Jak ujął to sędzia Bazelon, osobiście gotow był on przeprowadzić eksperyment nawet „pod nieobecność rozstrzygających danych empirycznych”115. Nie zasugerował przy tym, jakie dane empiryczne należałoby zebrać w celu przetestowania sukcesu tego eksperymentu - ani w wymiarze absolutnym, ani w relacji do podejścia odrzuconego z taką pogardą. Choć to sędziowie stanęli na czele tej rewolucji w sprawiedliwości karnej, dzielnie asystowali im politycy i dziennikarze podzielający dominującą wizję. Prezydent Lyndon Johnson postrzegał programy społeczne jako realne narzędzie walki z przestępczością. Cytując za New York Timesem: „Nie wiem, czemu niektorzy ludzie siedzą bezczynnie, godząc się na obranie [przez społeczeństwo] znacznie kosztowniejszej drogi - drogi przestępstw, drogi aresztow, drogi więzień”, przyznał. „Znacznie więcej kosztuje nas opieka nad skazanym w zakładzie penitencjarnym niż przygotowanie chłopca, aby był dobrym, płacącym podatki obywatelem, potrafiącym czytać i pisać”, powiedział (...)116 Podobne poglądy zaprezentował w 1968 roku Edmund Muskie, kandydat na wiceprezydenta z ramienia Demokratow. Odpowiadając na kwestie dotyczące prawa i porządku, podniesione przez jego oponentow w kampanii wyborczej, senator Muskie stwierdził: Ale nie można mieć prawa i porządku opartego na niewiedzy (...). Trzeba je zapewnić poprzez edukację, oświecenie i oferty pracy. Oto recepta na bezpieczne społeczeństwo117. Poglądy takie nie przeszły bez sprzeciwow, jednak zmiany prawne stały się „prawami tej ziemi” przede wszystkim na mocy orzeczeń sądowych, a nie procesu legislacyjnego. W samym Sądzie Najwyższym pojawiały się zresztą głosy rozgoryczenia i sprzeciwu względem ciągłego rozszerzania - czy wręcz tworzenia - „praw” przestępcow. Werdykt w sprawie Mirandy (1966), będący szczytem rewolucji sądowej w prawie karnym, doprowadził do następującej sceny w Sądzie Najwyższym: Sędzia Harlan, z rumieńcami na twarzy i głosem co jakiś czas załamującym się z emocji potępił decyzję jako „niebezpieczne eksperymentowanie” w okresie, gdy „wysoka stopa przestępczości budzi coraz większe zaniepokojenie”. Stwierdził on, iż jest to „nowa doktryna” bez poważniejszych precedensow, przechylająca szalę na korzyść oskarżonego. Sędzia White stwierdził: „W pewnej nieznanej liczbie przypadkow ten werdykt Sądu wypuści zabojcę, gwałciciela czy innego kryminalistę z powrotem na ulice i do środowiska, ktore go ukształtowało, aby powtorzył swą zbrodnię, gdy tylko przyjdzie mu na to ochota. W rezultacie godność ludzka nic na tym nie zyska, a raczej wiele straci”118. Takie głosy sprzeciwu spychane były na margines, podobnie jak lekceważone były wyrazy oburzenia ze strony społeczeństwa czy przedstawicieli policji. Na konferencji sądowniczej w 1965 roku, podczas ktorej były komisarz policji nowojorskiej narzekał na wpływ decyzji Sądu Najwyższego na kształt prawa karnego, jego obawy natychmiast stały się przedmiotem drwin ze strony pewnego profesora prawa, ktory rzucił: „Ciekawe, jakie prawa by nam zostały, gdybyśmy zawsze ulegali policyjnej histerii”. Według relacji New York Timesa sędziowie William J. Brennan oraz Earl Warren siedzieli „z kamiennymi twarzami” podczas przemowienia komisarza policji, jednak poźniej „często wybuchali śmiechem”, gdy ow profesor prawa szydził z przedmowcy, charakteryzując jego wypowiedź jako „uproszczoną, zaściankową i wygodną politycznie”119. Oświeceni po prostu nie mogli brać na poważnie wynurzeń ciemnoty. Gdyby ktokolwiek był na poważnie zainteresowany empirycznym przetestowaniem przeciwstawnych teorii przestępczości, teorie te idealnie nadawały się do przeprowadzenia takiego testu, bowiem każda z nich prowadziła do konkluzji, ktore nie tylko logicznie wynikały z przyjętych przesłanek, ale wręcz były w świetle tych przesłanek nieuniknione. Co więcej, konkluzje te były łatwo rozrożnialne empirycznie, a potrzebne dane znajdowały się na wyciągnięcie ręki. Wedle dominującej wizji oświeconych błędem było kładzenie nacisku na karanie, podczas gdy naprawdę potrzeba było terapeutycznych alternatyw kary, programow socjalnych nakierowanych na „podstawowe przyczyny” przestępczości oraz większych praw dla oskarżonych i skazanych za przestępstwa. Wszystko to miało zapewnić, że prawo jest sprawiedliwe i godne szacunku, ktory to szacunek stałby się z kolei zaczynem bardziej praworządnych zachowań ze strony osob wyalienowanych w przeciwnym razie ze społeczeństwa. Przez kontrast spojrzenie tradycyjne kazałoby oczekiwać wzrostu stopy przestępczości po wprowadzeniu w życie zmian w latach 1960-tych. Skoro kary odstraszają, o czym przekonani byli tradycjonaliści, wowczas ograniczenie wyrokow więzienia prowadzić będzie do wzrostu przestępczości. Jeśli jednak uwięzienie jako takie pogarszało problem przestępczości, jak utrzymywali sędziowie Bazelon, Clark i wielu innych nosicieli wizji oświeconych, wowczas owa redukcja wyrokow więzienia prowadzić będzie do zmniejszenia przestępczości. I dalej, skoro programy socjalne dla ubogich, mniejszości oraz osob niezrownoważonych psychicznie potrzebne są (jak utrzymywali oświeceni) do zwalczenia „podstawowych przyczyn” przestępczości, wowczas rozległa i bezprecedensowa ekspansja takich programow w latach 1960-tych, powinna ograniczyć wskaźnik przestępstw. Logiczne implikacje każdej z dwoch wizji były, jak widać, dość jednoznaczne. Potrzeba było jedynie danych empirycznych. STADIUM 3. REZULTATY: Wskaźniki przestępczości zaczęły szybko wzrastać. Stopa morderstw poszła tak ostro w gorę, że w roku 1974 była już dwukrotnie wyższa niż w roku 1961120. W okresie między rokiem 1960 a 1976 ryzyko zostania ofiarą poważnego przestępstwa z użyciem przemocy wzrosło trzykrotnie121. Liczba zabitych policjantow także uległa potrojeniu w dekadzie lat 1960-tych122. Młodzi przestępcy, ktorych otaczano szczegolną troską, stali się szczegolnie brutalni. Stopa aresztowań nieletnich za morderstwa więcej niż się potroiła w latach 1965-1990, zważając nawet na zmiany w wielkości populacji123. Podobnie jak w innych dziedzinach, fakty takie nie robiły wielkiego, albo i żadnego wrażenia na oświeconych - z tym wyjątkiem, że stanowiły one doskonały materiał do coraz to nowych dokonań na gruncie pomysłowości interpretacyjnej. STADIUM 4. REAKCJA: Jako że ani modyfikacje prawa karnego, ani jakiekolwiek inne zmiany społeczne, nie przynoszą na ogoł skutkow natychmiastowych, był pewien krotki okres, podczas ktorego nie widać było jeszcze żadnej zmiany. Właśnie ow krotki okres spokoju dostarczył okazji do wylania pomyj na tych, ktorzy prognozowali, że nowe praktyki sprawiedliwości karnej prowadzić będą do wzrostu stopy przestępczości. Ledwie dwa miesiące po decyzji w sprawie Mirandy z 1966 roku New York Times obwieścił, że „ponure przepowiednie krytykow na szczęście się nie zmaterializowały” 124. Jednakowoż, gdy stopy przestępczości zaczęły piąć się w gorę w następstwie tej i wielu innych zmian sądowniczych, mających na celu redukcję przestępczości, taktyka adwokatow tych innowacji uległa modyfikacji. Jedna z wczesnych reakcji na wzrost stop przestępczości, obserwowany w następstwie polityki mającej je redukować, polegała na utrzymywaniu, że tak naprawdę przestępstwa wcale nie są częstsze, niż były. Odpowiedzialnością za erupcję przestępczości w oficjalnych statystykach obarczono wzrost liczby doniesień o przestępstwie, tudzież lepsze sposoby zbierania danych125. Jednak, jak ujął to James Q. Wilson: „Do roku 1970 socliberalnej publiczności skradziono wystarczająco wiele maszyn do pisania, by nadal można było łatwo zaprzeczać istnieniu fali przestępczości”126. Poza tym, nawet jeśli ktoś nie zgromadził dość własnych doświadczeń, trudno było wierzyć, że rosnące statystyki morderstw są li tylko odbiciem lepszego zarządzania danymi - zwłoki zawsze były faktem trudnym do zignorowania. Zamiast zaprzeczać narastającej przestępczości, innym wyjściem było uczynić wszelką wzmiankę na ten temat społecznym tabu poprzez uznanie dyskusji nad „prawem i porządkiem” za przejaw rasizmu, jako że było faktem powszechnie znanym, iż wskaźniki przestępczości są wyższe wśrod czarnych. „Prawo i porządek” stanowiło wedle znanego psychiatry Karla Menningera „temat wybuchowy”. „Tak naprawdę oznacza to, jak się obawiam, że powinniśmy wszyscy wyjść na ulice, poszukać jakichś Murzynow i dać im po mordzie”127. To tylko jedna z wielu wypowiedzi dr. Menningera wyrażających założenia dominującej wizji. Jego książka Zbrodnia karania [Crime o f Punishment] zyskała spory aplauz, winą za zbrodnie obciążając „społeczeństwo”, traktując kryminalistow raczej jako skrzywdzonych niż krzywdzących i nawołując do zastąpienia kar terapią psychiatryczną. Kolejną wybitną probą uniknięcia gorzkich wnioskow z danych o odwroceniu zniżkowego trendu w stopie przestępczości w następstwie zmiany systemu sprawiedliwości karnej w latach 1960-tych podjął Charles E. Silberman w innej nachalnie reklamowanej książce Zbrodnicza przemoc, zbrodnicza sprawiedliwość [Criminal Violence, Criminal Justice]: Co więcej, mimo całego tego gadania o osłabieniu represji i obezwładniającym wpływie Sądu Warrena, dostępne dane dowodzą, że wspołczesne sądy karne występują z oskarżeniem, skazują i wtrącają do więzień większy odsetek aresztowanych za ciężkie przestępstwa obecnie, niż miało to miejsce w latach 1920-tych128. Silberman nie uznał za stosowne wyjaśnić, dlaczego za punkt odniesienia dla oceny wpływu Sądu Warrena, ktory działał od roku 1953, i ktory swoje przełomowe decyzje podjął w latach 1960-tych, wybrał akurat lata 1920-te. Ten desperacki i niczym nie uzasadniony dobor punktu odniesienia rodzi podejrzenie, że konkluzje Silbermana nie znalazłyby poparcia, gdyby swoje porownanie sytuacji przed i po oparł on na rzeczywistych datach rzeczywistych decyzji (czy choćby na dacie początku Sądu Warrena), a rzut oka na kilka łatwo dostępnych statystyk potwierdza to podejrzenie. Po pierwsze, prawdopodobieństwo, że osoba dopuszczająca się poważnego przestępstwa zostanie aresztowana, spadało w takim tempie, że w roku 1979 było pięciokrotnie niższe niż w roku 1962129. Co do przypadkow uwięzienia, wcześniejszy trend zwiększający stopę realizowanych wyrokow więzienia zakończył się na przełomie lat 1950-tych i 1960-tych, by w latach 1960-tych utrzymywać się na niskim poziomie mimo wzrostu przestępczości130. Krotko mowiąc, wbrew temu, co sugeruje Silberman, kryminaliści nie byli już aresztowani, skazywani i wtrącani do więzień tak, jak miało to miejsce, zanim Sąd Warrena przerobił prawo kryminalne. Co więcej, konsekwencje były dokładnie takie, jakich oczekiwałaby jakakolwiek osoba nie będąca nosicielem wizji oświeconych: gdy Earl Warren został przewodniczącym Sądu Najwyższego w 1953 roku, stopa zabojstw w Stanach Zjednoczonych wynosiła 4,8 na 100 tys. ludności i była niższa niż w ciągu czterech ostatnich dekad131. Ostry wzrost wskaźnika zabojstw rozpoczął się w latach 1960-tych, ulegając podwojeniu między rokiem 1963 a 1973132, a do roku 1991 sama stopa morderstw i zabojstw z rozmysłem wynosiła 9,8 na 100 tys.133 - pomijając nawet inne rodzaje zabojstw, wliczane do wcześniejszych statystyk. Jakąkolwiek wagę by przywiązywać do statystyk typu „przed i po fakcie”, jeśli w ogole ktoś zechce je przytoczyć, wybor roku „przed” może całkowicie zmienić wnioski płynące z porownania. Wybor przez Silbermana lat 1920- tych jako bazy porownania wygląda na desperacką ucieczkę przed oczywistością. I jeszcze raz trzeba tu podkreślić, że poglądy Charlesa E. Silbermana nie były po prostu opiniami jednego człowieka, o czym najlepiej świadczą peany na cześć jego książki powszechne w elitarnych mediach134. Przeciętni zjadacze chleba oraz Stroże prawa, ktorzy nie podzielali wizji elity, nadal narzekali, ale choć ich niepokoje znalazły pewien oddźwięk wśrod politykow, oświeceni pozostali niewzruszeni. Przewodniczący Sądu Najwyższego Earl Warren nie zamierzał wdawać się w dyskusję z ludźmi, ktorzy na podstawie „uproszczeń” wpadają w „świętoszkowate oburzenie” z powodu rosnącej stopy przestępstw. Wedle pana sędziego „wszyscy musimy wziąć na siebie część odpowiedzialności”, jako że rosnące wskaźniki przestępczości przypisać trzeba faktowi, iż „przez dekady zamiataliśmy pod dywan” rodzące przestępcow warunki w slumsach135. Najzwyczajniej w świecie zignorował on fakt, że stopy przestępczości spadały przez wszystkie te dekady, w ktorych wedle jego teorii powinny były rosnąć. Nie ma też powodu przypuszczać, że uparcie idące w gorę wskaźniki przestępczości kiedykolwiek skłoniły Warrena do ponownego namysłu nad prawomocnością tej teorii, bowiem w swych pamiętnikach stwierdził: Także znacząca część amerykańskiego społeczeństwa, na ślepo szukając źrodeł takiej powszechności działań przestępczych w naszym wzburzonym społeczeństwie, przeoczając przy tym podstawowe przyczyny przestępczości - takie jak degradacja życia w slumsach i getcie, niewiedza, ubostwo, handel narkotykami, bezrobocie oraz zorganizowana przestępczość (często możliwa dzięki skorumpowaniu strożow prawa) - przyłączyła się do zrzucania winy na sądy, w tym w szczegolności na Sąd Najwyższy136. Nie podjęto żadnej proby wykazania, w jaki sposob ktorykolwiek z tych czynnikow pogorszył się tak dramatycznie w latach 1960-tych, aby wyjaśnić na przykład całkowite odwrocenie historycznie spadającej stopy morderstw, albo dlaczego nie zmaterializowała się żadna z domniemanych korzyści, jakie przynieść miała nowa reforma sprawiedliwości karnej. Relacja między teorią a faktami po prostu nie była przedmiotem do dyskusji. Wizja miała charakter aksjomatyczny.
anonim2014.12.16 20:26
@ANOVA Bardzo dobre pytanie :)
anonim2014.12.16 20:32
@Maksym Ty masz problemy z logiką? Grzech jest grzechem pomimo tego jak go nazwiesz, czy usprawiedliwisz... Grzech jest zerwaniem relacji z Bogiem, na marginesie dodam, bo może o tym też nie wiesz...
anonim2014.12.16 21:04
Nie dyskutujmy na temat głupiej baby. Trzeba ja usunąć z urzędu, bo go sprawuje skandalicznie!!!!!
anonim2014.12.16 21:05
[email protected] To se nie żyj. Czy ktoś ci w tym przeszkadza?
anonim2014.12.17 8:35
Ad meritum. Projekt Fuszary nie przejdzie z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze jest sprzeczny z konstytucją, w której stoi, że rodzice wychowują dzieci zgodnie z własnym systemem wartości. Po drugie wywoła to taką falę protestów, że marsze PIS i środowisk zaangażowanych w projekt TV Trwam, to mały miś. I wtedy Mordor padnie. @Maksym Nikt nie zabrania Ci żyć jak chcesz. Ale w takim razie pojawia się pytanie. Co tutaj robisz? Szukasz odpowiedzi na to co Cię trapi? No, bo za chorobę nie mogę pojąć. Lęki egzystencjalne i jedna wielka niewiadoma tego, co jest po drugiej stronie w cudowny sposób ujął Hamlet w swoim monologu... "Szukajcie Prawdy a Prawda was wyzwoli"
anonim2014.12.17 10:38
@Maksym "katolicyzm zmarnował mi życie" Okrutna rzecz. Współczuję. Chcesz o tym pogadać? Byłem ostatnim łachem, żyjącym jak zwierzę. W kłamstwie i nienawiści do siebie i świata. Po wielu latach walki, czytania i poszukiwań, znalazłem rozwiązanie. Po kilkugodzinnej spowiedzi z całego życia i kilkugodzinnej adoracji Najświętszego Sakramentu, Bóg dał wreszcie pokój, chociaż wciąż walczę z konsekwencjami poprzedniego życia, widzę światełko w tunelu... Św. Augustyn pisał, że imperatywem działań człowieka jest dążenie do szczęścia, ale pisał też, że bez Boga jest ono niemożliwe do osiągnięcia. Takie są fakty. Natura ludzka jest niezmienna. Zmieniają się tylko wynalazki, którymi się otaczamy.
anonim2014.12.17 12:24
OK. Była tu kiedyś nocna gorąca dyskusja na kilkanaście stron z Matką Gorow w podobnej kwestii...ale to inna historia
anonim2014.12.17 12:24
@AMa którą naturę chcesz naśladować co? Może chomiki, które jeśli nie oddzielisz na czas współżyją ze swoim potomstwem? A może jak łabędzie które do końca życia maja tylko jednego partnera? Człowiek, jak nisko upadł kiedy zaczyna się porównywać do zwierząt.
anonim2014.12.17 14:55
@Maksym Księga Hioba...
anonim2014.12.17 17:33
@Maksym Niedawno czytałem Twój wpis "tylko piwo i onanizm coś tam... organizm. Nie męczy Cię taki dualizm? Miałem Cię za osobę kulturalną...Obyś znalazł to czego szukasz.
anonim2014.12.17 19:55
AMa promuj swoje zboczenia wśród swoich znajomych , jak nie dadzą ci po buzi,wara od naszych dzieci, zboczone stworzenie
anonim2014.12.17 19:57
Tryt; dokładnie , jak nie zrozumieją, to sorry, bejsbolem w durny , zboczony łep!
anonim2014.12.17 20:06
Maksym, najgorsze w internecie jest to ,że takie zera intelektualne jak ty, mogą swoją durnotę rozpowszechniać na cały świat,; nic nie poradzę , szczekaj więc dalej, po śmierci zrozumiesz, ale pamiętaj Pan Jezus da ci szansę, będziesz mógł skorzystać o ile nie będziesz bredził dalej.