Otwarte forum dyskusyjne Frondy

Statystyka.

dodano: 2.06.2019, 23:32
akcje wątku: drzewko

"

Statystyka jest nieubłagana i zaskakująca. Kiedy podjechaliśmy wczoraj pod halę F w Nadarzynie i zobaczyłem te kłębiące się w kolejce tłumy, w kolejce, która ciągnęła się aż do hali D, wiedziałem, że na pewno coś sprzedamy. Takie rzeczy wnikają wprost ze statystki. Tak więc nie wszystko będzie stracone. I rzeczywiście, miałem rację, ale zanim do tego doszło wpadłem w nastrój bardzo podły. Jak wiemy prawdopodobieństwo, że na jakimś przypadkowym spędzie, nawet wielkiej ilości osób znajdzie się para bliźniaków jest małe. O tym, by znalazły się tam dwie pary bliźniaków raczej można zapomnieć, a ja wczoraj do południa zaobserwowałem sześć par bliźniaków. A wtedy sprzedaliśmy tylko jeden komiks. Pomyślałem więc, że statystyka nie działa na naszą korzyść i że nasze produkty, stanowisko oraz wygląd, dezawuują nas całkowicie jeśli idzie o jakiekolwiek wyniki, nie mówiąc już o zadowalających. I to nie tylko na tej imprezie, ale w ogóle na rynku. Jakie my mamy szanse z dotowanymi wydawnictwami i polityką państwa oraz koncernów, które pompują w najgorsze badziewie grubą forsę? Jakie my mamy szanse z oszustami i tchórzami wyjaśniającymi historię Polski poprzez wydarzenia 4 czerwca? Czyniącymi to w dodatku bez żadnej szerszej refleksji? Oglądałem wczoraj finał ligi mistrzów i pomyślałem, że z pisarzami w Polsce jest dokładnie tak samo, jak z piłkarzami. Tyle, że piłkarze mają gorzej. Zdolny pisarz może próbować przebić się w sieci. Zdolny piłkarz nie wymyśli dla siebie całej ligi, żeby zrobić w niej karierę. Patrzyłem na tych biegających po boisku facetów i choć mecz nie był ładny, pomyślałem, że w Polsce można by znaleźć pewnie równie uzdolnionych. Dlaczego ich nie widać? Otóż mniemam iż powodem są koneksje rodzinne obecnych sław, które próbują wprowadzić do piłki nie istniejącą przecież zasadę dziedziczenia talentu. To znaczy jak ktoś trochę biega, a jest krewnym działacza czy znanego zawodnika, to dostaje powołanie do reprezentacji szybciej niż jakiś przypierniczający niczym pocisk biedaczyna z prowincji. Ten nic nie dostanie, bo jego obecność zdemaskowałaby tylko nicość całego systemu. Identycznie jest z autorami. Nie można lansować autorów ciekawych. Tych mógł lansować tylko zaborca w XIX wieku, bo jemu zależało na tym, by do Polaków przemawiał ktoś stuprocentowo wiarygodny. Ktoś taki jak Prus czy Sienkiewicz. I to jest paradoks krajów nie posiadających doktryny, a posiadających elity i istoty do elit aspirujące. Ludzie ci, jeśli tylko mija bezpośrednie niebezpieczeństwo, ujmują ster państwa niepodległego w swoje kluchowate palce i kierują nawę prosto na skały. Dotyczy to wszystkich dziedzin. W tak zwanej kulturze jednak widać to najwyraźniej. Dlatego, że budżety przeznaczone na propagandę są najłatwiejsze do przejęcia i owo przejmowanie obłożone jest najmniejszym ryzykiem. Poza tym nie ma czym mierzyć skuteczności, a wiadomo, że nie można po prostu z kultury zrezygnować. To znaczy jest parę sposobów na zmierzenie tej skuteczności, ale tu dochodzimy do paradoksu piłkarskiego – nie ma sensu dawać szansy zdolnym, bo i tak nasze kluby nie utrzymają się w europejskich rozgrywkach, a ryzyko, że właściwi ludzie przestaną zarabiać jest duże. I to jest clou oraz główna przyczyna niepowodzeń. Stąd właśnie poważne państwa, jak lubi je nazywać Stanisław Michalkiewicz, stosują inną metodę. Organizują tak zwany wolny rynek treści, na którym dyskretnie działający funkcjonariusze oraz strażnicy doktryny wskazują kierunki i metody realizacji najbardziej dla misji i polityki państwa odpowiednie. Jak to się odbywa u nas? Ja do końca tego nie wiem, ale podejrzewam, że inaczej. Zaawansowanej technologicznie i ideologicznie propagandzie ciśniętej z zagranicy nie przeciwstawia się nikt w zasadzie. Nawet jeśli próbuje, czyni to przede wszystkim tak, by uzyskać akceptację środowiska lokalnego, które, coraz bardziej stetryczałe, nie kojarzy już nawet picia z sikaniem. Następnie zaś stara się o akceptację różnych agend zagranicznych, czyli jakichś fundacji. Uzbrojony w takie charyzmaty zaczyna aktywność w sieci i przemawia do ciemnego ludu z wyżyn literackiego i moralnego autorytetu. Jakoś tak się porobiło, że autorytetami w dziedzinie literatury są dziś albo degeneraci albo analfabeci i życiowi nieudacznicy. Najlepsze zaś jest to, że wszyscy grzecznie udają, iż sprawy nie ma, albowiem postawienie sprawy wprost, zakończyłoby wesołą zabawę z budżetami.

Czym i kiedy to się może skończyć? No zapewne dopiero kiedy przyjdzie jakiś nowy okupant, który zweryfikuje rynek i zacznie promować ludzi umiejących budować zdania wielokrotnie złożone, a następnie za ich pomocą wyrażać ciekawe myśli. Nie wcześniej. Bo kiedy nie ma w kraju tradycji, dynastii i doktryny, pojęcia te, podobnie jak pojęcie sukcesu, zawłaszczane są przez jakichś szmaciarzy. No, ale jak to jest w USA na przykład, gdzie też nie ma dynastii i tradycji? No, ale jest doktryna. I ona wystarcza.

Tradycja też już jest. O Wielkiej Brytanii szkoda wspominać, bo tam jest wszystko. I nawet jak nie ma budżetów, nawet jak rządzi Partia Pracy, wszystko się nadal trzyma, a produkowane na Wyspie treści rozlewają się szeroko po świecie. Nasze nigdy nie będą miały tej szansy, podobnie jak nasze drużyny nigdy nie będą miały szansy zagrać w prawdziwych, klubowych rozgrywkach."

 

Stąd:  https://coryllus.pl/o-statystyce-i-polityce/

  • Re: Statystyka.|Brunhilda Ciccioli 3.06.2019, 1:15
    Co do doktryny USA to prawda jest. Zacytuję:

    "30 czerwca 1946 w armii USA zajmującej okupowany teren Niemiec zanotowano ogromne rozluźnienie dyscypliny. 1.282.000 żołnierzy powróciło do ojczyzny w grupach zorganizowanych. Tak jak to zwyczajowo powinni zachowywać się wojskowi. 983 tysięcy wróciło już indywidualnie - na własną rękę (...) doszło do tego, że rodziny zwracały się do Kongresu USA z prośbą o //spowodowanie/zmuszenie// do powrotu z Europy na kontynent swoich bliskich".

    Tak licznej - zbiorowej niesubordynacji wojskowych i na tak ogromną skalę, do jakiej doszło w 1945, nie można było z niczym porównać. Choć Richard Pipes odnalazł pewne podobieństwo w "dezintegracji" carskiego wojska w 1917 roku. Nic dziwnego bo Pipes to polski Żyd (ojciec słynnego Daniela).

    Drugi podobny przypadek zbiorowej niesubordynacji armii USA miał miejsce w latach 70 ub.w. pod koniec wojny w Wietnamie. Dochodziło wówczas do zabójstw oficerów dokonywanych przez szeregowych, będących pod wpływem narkotyków, żołnierzy. Oprócz upadku moralności, włamań do kantyn, masowych zabójstw i pandemii narkomanii bardzo często miały też tam miejsce konflikty na tle rasowym (takie sytuacje opisywał m.in. ex marines Robert D. Heinl Jr.). w 1970 w ten sposób zostało zabitych 109 oficerów. Rok wcześniej 96.

    Jeżeli zdaje się sobie sprawę z tego co wcześniej działo się w szeregach amerykańskich żołnierzy w Wietnamie wydarzenia jakie miały miejsce w połowie 1969 r. w okolicach wzgórza nazwanego później Hamburger Hill przedstawiają się zupełnie inaczej: w żadnym razie nie można tam mówić o jakimś przypadku o ostrzeliwaniu "ogniem ciągłym" amerykańskich żołnierzy przez... żołnierzy amerykańskich.

    Zresztą "milczące unikanie walki" pod koniec lat 80-tych stało się „praktycznie zasadą”... po wylądowaniu z helikopterów żołnierze zamiast rozpoczynać operacje zaszywali się w dżungli i paląc oraz pijąc próbowali przeczekać. Wietnamczycy zdawali sobie z tego sprawę. Mieli nawet specjalne rozkazy by takim amerykańskim oddziałom po prostu nie przeszkadzać.

    ........................

    Dlatego m.in. czyli propagandowo kręciło się filmy o ... Rambo i innych.
    Odpowiedz
  • Re: Statystyka.|Brunhilda Ciccioli 3.06.2019, 1:18

    Co do doktryny USA to prawda jest. Zacytuję:

    "30 czerwca 1946 w armii USA zajmującej okupowany teren Niemiec zanotowano ogromne rozluźnienie dyscypliny. 1.282.000 żołnierzy powróciło do ojczyzny w grupach zorganizowanych. Tak jak to zwyczajowo powinni zachowywać się wojskowi. 983 tysięcy wróciło już indywidualnie - na własną rękę (...) doszło do ...


    ... pod koniec ... nie lat 80.... ale wojny w Wietnamie...
    Odpowiedz
  • Re: Statystyka.|Brunhilda Ciccioli 3.06.2019, 1:48
    Ktoś tam w pewnym momencie dobrze przemyślał to, żeby zrezygnować z tzw. powszechnego powoływania poborowych a w ich miejsce wprowadzić żołnierzy zawodowych. Dzięki temu można uniknąć (choć nie do końca) pewnych "psychicznych efektów ubocznych dziwnych (czasem nielegalnych, niesprawiedliwych i nielegalnych) wojen". W pewnym momencie zdano sobie nawet sprawę z tego, że do prowadzenia współczesnych wojen potrzebny będzie "żołnierz doskonały" czyli bez sumienia inaczej mówiąc zwykła "maszyna do zabijania". W tym celu przez wiele lat przeprowadzano eksperymenty by takiego "żołnierza" stworzyć z przeciętnego człowieka. Niestety większość eksperymentów zakończyła się niepowodzeniem.

    Dlatego dziś w dziedzinie wojny stawia się raczej na technologię czyli drony, roboty, pociski samosterujące i sztuczną inteligencję.

    No i do prowadzenia wojny używa się raczej najemników na kontrakcie z prywatnej agencji czyli ex wojskowych, którzy są opłacani o wiele lepiej niż ich koledzy (o podobnych umiejętnościach) służący legalnie w armii.

    I tak dochodzimy do sedna fenomenu nazywanego powszechnie światowym terroryzmem, który w rzeczywistości i w większości jest "rozgrywką" owych prywatnych agencji wewnątrz "pewnego systemu".
    Odpowiedz
  • Re: Statystyka.|Adalbert1241 3.06.2019, 12:25

    Ktoś tam w pewnym momencie dobrze przemyślał to, żeby zrezygnować z tzw. powszechnego powoływania poborowych a w ich miejsce wprowadzić żołnierzy zawodowych. Dzięki temu można uniknąć (choć nie do końca) pewnych "psychicznych efektów ubocznych dziwnych (czasem nielegalnych, niesprawiedliwych i nielegalnych) wojen". W pewnym momencie zdano sobie nawet sprawę z tego ...


    ^^^
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook