Otwarte forum dyskusyjne Frondy

Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym

dodano: 6.01.2010, 8:30
akcje wątku: drzewko

Autor: Jaro (Jordan)

Naród, który traci pamięć traci sumienie. Zbigniew Herbert


To kuledzy trzeba przeczytać do końca - lektura obowiązkowa.


Aleksander ścios na salonie24.


Gdy, w 1975 r. pułkownik Kukliński został oddelegowany na elitarny kurs dowódczy do Akademii Radzieckich Sił Zbrojnych w Moskwie, tzn. “Woroszyłówki”, pewnego dnia pokazano mu dom, w którym przed aresztowaniem mieszkał Oleg Pieńkowski – oficer GRU, który w latach 60-tych podjął współpracę z Amerykanami. Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym został spalony żywcem przez swoich dawnych towarzyszy. Skrępowanego, obnażonego do połowy wsuwali do hutniczego pieca z surówką, robiąc to bardzo powoli i kręcąc przy tym film, pokazywany następnie nowym rocznikom Akademii.

Miało to odstraszyć ewentualnych naśladowców Pieńkowskiego.

Pułkownik Kukliński musiał wiedzieć, że w przypadku zdemaskowania podzieliłby los oficera GRU, a w najlepszym przypadku mógł liczyć na rozstrzelanie w podziemiach Rakowieckiej, czy na moskiewskiej Łubiance. Z tą świadomością żył przez blisko 10 lat, do czasu ucieczki z Polski w dniu 7 listopada 1981 roku. "Z okien swego gabinetu w Sztabie Generalnym przy ulicy Rakowieckiej widziałem osławione więzienie mokotowskie. Zdawałem sobie sprawę, że gdyby wykryła mnie bezpieka, dostałbym się do tego więzienia i żywy nigdy bym z niego nie wyszedł. Chyba, że przekazaliby mnie KGB do Moskwy, na Łubiankę..." - wspominał Kukliński.

Wiemy, że ucieczka z Polski nastąpiła w momencie, gdy Sowieci posiadali już informacje, że ktoś ze ścisłego kierownictwa Sztabu Generalnego przekazuje ich plany Amerykanom. W książce "Generał Kiszczak mówi prawie wszystko", szef policji politycznej PRL przyznaje, że wiedza na ten temat pochodziła od agenta ulokowanego wysoko w hierarchii Watykanu. Podobnie, Dariusz Jabłoński, twórca filmu „Gry wojenne” pytany - czy prawdą jest, że informacje dotarły do polskich służb ze źródeł w Watykanie – odpowiada twierdząco:

„Tak mówią ludzie z CIA i potwierdzają to polscy generałowie. Przeciek przyszedł z Rzymu. Kukliński miał świadomość, że jego informacjami dzielono się z Watykanem. To było niesamowite – w kraju przez dziesięć lat udało mu się zachować tajemnicę, a przeciek z Watykanu omal nie kosztował go życia.”

Fakt ten potwierdza również sam pułkownik. W książce "Ryszard Kukliński. Życie ściśle tajne" Benjamina Weisera z przedmową Jana Nowaka-Jeziorańskiego, amerykański reportażysta, opierając się na tajnych dokumentach wywiadu oraz na prowadzonych przez wiele lat rozmowach z Kuklińskim i oficerami CIA, ujawnia m.in. kulisy ucieczki pułkownika z Polski w listopadzie 1981 r. Wiadomość, jaką Kukliński przekazał Amerykanom 2 listopada 1981 roku brzmiała:"Dzisiaj [Skalski] powiadomił wąską grupę osób, że władze odebrały wiadomość od informatora z Rzymu, iż CIA dysponuje najnowszą wersją planów dotyczących wprowadzenia stanu wojennego. Zwracam się z pilną prośbą o instrukcje w sprawie ewakuacji z kraju mnie i mojej rodziny. Proszę wziąć pod uwagę, że granice państwowe są już prawdopodobnie dla nas zamknięte".

Dotykamy tu niezwykle ważnej sprawy działalności agentury ulokowanej w polskim Kościele, a w kontekście niniejszego cyklu – kwestii wpływu, jaki na sytuację płk. Kuklińskiego w III RP mógł mieć fakt, że agentura ta nigdy nie została do końca ujawniona i rozliczona. Ponieważ nasza dzisiejsza wiedza pozwala stwierdzić, że niektórzy ludzie Kościoła, współpracujący w czasach PRL-u z policją polityczną, byli jednocześnie animatorami porozumienia „okrągłego stołu”, a do chwili obecnej układ ten korzysta ze wsparcia wielu hierarchów Kościoła – wolno domniemywać, że negatywny stosunek do postaci pułkownika Kuklińskiego, narzucony esbecką propagandą Jerzego Urbana jest konsekwencją również tej, systemowej aberracji.

Warto na początek wyjaśnić, - w jaki sposób informacje zdobyte przez pułkownika mogły trafić do Watykanu? Gdy w 1978 roku Karol Wojtyła został wybrany na papieża, doradca prezydenta USA prof. Zbigniew Brzeziński przyjechał do Rzymu i w imieniu prezydenta Cartera obiecał papieżowi, że będzie miał dostęp do wszystkich spraw, które mogą go interesować, w tym do spraw dotyczących Polski, o których Ameryka będzie tylko w stanie go poinformować. Wśród dokumentów, które otrzymywał papież, były prawdopodobnie raporty Kuklińskiego. Oczywiście Ojciec Święty nie mógł wiedzieć, kto jest ich autorem.

Życzeniem pułkownika Kuklińskiego było, by zdobyte przez niego plany wprowadzenia w Polsce stanu wojennego zostały przekazane osobom, których wpływ i autorytet mógł uchronić społeczeństwo polskie przed eskalacją wewnętrznego konfliktu. W słusznej ocenie pułkownika, bezpośrednie ostrzeżenie członków „Solidarności” przed stanem wojennym mogło spowodować totalny opór całego społeczeństwa lub zbrojne powstanie, co skończyłoby się przelewem krwi i wejściem do Polski armii sowieckiej. Dlatego w październiku 1981 roku, dokumenty zdobyte przez Kuklińskiego zostały przekazane osobiście przez ówczesnego szefa CIA Williama Caseya, osobie najwyższego zaufania – Papieżowi Janowi Pawłowi II. W Polsce dostęp do tych dokumentów miała jedynie wąska grupa osób. Materiał określany mianem "ostatecznej wersji" był najbardziej kompletnym zbiorem planów dotyczących operacji wprowadzenia stanu wojennego, zawierającym ostatnie poprawki wniesione przez Jaruzelskiego. Istniały tylko dwie jego kopie i jedynie kilku oficerów miało do nich dostęp. Kukliński opracowywał oryginalną wersję u siebie i przechowywał w swoim sejfie. Druga kopia leżała w sejfie gen. Puchały. Dotarcie do osoby, która przekazała plany Amerykanom, było tylko kwestią czasu.

Z tego względu – informacja od watykańskiego agenta, była faktycznie wyrokiem na pułkownika Kuklińskiego i w krótkiej perspektywie musiała doprowadzić do zdemaskowania jego roli.

Przed kilkoma miesiącami były oficer amerykańskiego wywiadu John Koehler, autor książki "Chodzi o papieża. Szpiedzy w Watykanie" przypomniał, że peerelowska policja polityczna - zarówno wojskowa, jak cywilna miała doskonałe źródła w Watykanie. Postawił również tezę, że w zamach na Jana Pawła II zamieszani są także polscy duchowni. Wskazywać na to miały informacje zdobyte przez watykańskiego jezuitę o. Roberta Grahama, który od czasu II wojny światowej zajmował się demaskowaniem szpiegów, działających w otoczeniu papieży. Po śmierci o. Grahama w 1997 roku, jego archiwum – na wyraźne życzenie Jana Pawła II zostało złożone w watykańskim Sekretariacie Stanu i utajnione. Niewykluczone, że dokumenty zgromadzone przez jezuitę zawierają również informacje dotyczące działalności agenta w najbliższym otoczeniu papieża. Ja twierdzi Koehler, praca Roberta Grahama musiała być skuteczna, skoro w około dwa lata po zamachu z maja 1981 roku raporty z wewnątrz Watykanu do sowieckich służb przestały płynąć. „Wiele wskazuje więc na to – twierdzi Koehler, - że papież Jana Paweł II, który wiedział jak działają służby specjalne, doprowadził do zdemontowania kanału informacyjnego. Po prostu pozbył się kretów, czyli szpiegów. I w tym niewątpliwie jest zasługa o. Grahama.”

Jeśli chcemy poznać okoliczności, w jakich agent peerelowsko- sowieckich służb dowiedział się o działalności pułkownika Kuklińskiego, nie sposób pominąć relacji zawartej w liście, jaki do Benedykta XVI i wielu polskich osobistości skierował prezes polonijnego Światowego Kongresu Polaków Katolików. W liście tym czytamy m.in.:

[...] Piątą prawdą związaną z działalnością pułkownika Ryszarda Kuklińskiego jest sprawa agentury komunistycznej w polskim Episkopacie. Pan Pułkownik przekazał Amerykanom pełne plany wprowadzenia w Polsce stanu wojennego wraz z życzeniem by zostały one przekazane jako ostrzeżenie dla władz "Solidarności". Władze USA prośbę pułkownika Ryszarda Kuklińskiego spełniły. Te dokumenty zostały dostarczone Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II w październiku 1981 roku. Przywiózł je osobiście wspomniany ówczesny szef CIA William Casey. Niestety - trafiły do rąk najważniejszego sowieckiego szpiega w Watykanie, uprzednio agenta SB i IW, polskiego księdza działającego w najbliższym otoczeniu Jana Pawła II - i stały się przyczyną zadenuncjowania Sowietom faktu, że istnieje polski oficer mający dostęp do najtajniejszych sowieckich tajemnic wojskowych. Ten agent w sutannie ponosi też odpowiedzialność jako pierwotna przyczyna sprawcza za wymordowanie członków rodziny pułkownika Kuklińskiego. Jak amoralnym był jego czyn pokazuje, że nie było możliwe, by nie miał świadomości, że wydaje polskiego bohatera i naraża go na straszne tortury i śmierć. Sprawa ta pokazuje, jak w soczewce, czym była komunistyczna agentura, jaki był stopień jej zbrodniczości i szkodliwości dla Polski, pokoju i świata. My Polacy żyjący poza granicami ojczyzny mamy nieco inną optykę widzenia wielu spraw. Zdajemy sobie sprawę, że komuniści, gdyby nie mieli pewności, że całkowicie kontrolują Episkopat Polski, nigdy by nie podpisali tzw. układu okrągłego stołu. Sprawa wydania pułkownika Kuklińskiego woła nie tylko ku tronowi Bożej Sprawiedliwości, zgodnie ze słowami Pisma (Świętego: "Krew sprawiedliwych głośno woła do Mnie z ziemi!" - ale też przypomina o konieczności skutecznego przeprowadzenia dzieła oczyszczenia i polskiego Kościoła i Polski z tej agentury.

W sprawie ustalenia tożsamości agenta, który wydał Sowietom pułkownika Kuklińskiego prowadzimy od ponad roku korespondencję z Jego (Świątobliwością Benedyktem XVI. Powołaliśmy także własny zespół roboczy, który ustalił ważne fakty. Nie ulega wątpliwości, że chodzi tu o osobę nadal pełniącą jedną z najwyższych godności w Kościele polskim”.

W pełnej wersji tego listu, znalazły się również inne, ważne informacje:

„Amerykanie szybko dowiedzieli się o "watykańskim przecieku". W sprawie tej było prowadzone śledztwo. O ile nam wiadomo, również Ojciec Święty Jan Paweł II był zainteresowany wyjaśnieniem tej sprawy. Pewne informacje na temat tych dochodzeń mamy w Chicago. Wskazują one na zabójstwa oficerów Gwardii Szwajcarskiej, którzy byli bliscy ujawnienia prawdy, lub, na których próbowano zrzucić winę. Agent "Krew na rękach" był prawdopodobnie bardzo cenny dla Sowietów i dla ochrony jego tożsamości byli gotowi zabijać...”

W liście do Benedykta XVI znajdujemy wzmiankę o innym, tragicznym wydarzeniu z życia pułkownika Kuklińskiego – stracie dwóch synów. Warto przypomnieć, że w cytowanym już wywiadzie, jaki Dariusz Jabłoński, twórca filmu „Gry wojenne” udzielił niezależnej.pl znalazł się następujący fragment:

„ - Amerykanie w Pana filmie twierdzą, że śmierć synów była nieszczęśliwym wypadkiem.

- Zaskoczyło mnie, że ludzie ci mówili bardzo otwarcie o wszystkich sprawach do momentu, kiedy pojawiała się sprawa śmierci synów. Miałem wtedy wrażenie, że natrafiłem na jakiś mur. Kamera to wychwytuje. Tak samo reagował generał Kiszczak. Nie udało mi się tej tajemnicy wyjaśnić. Nie wiem, czy komukolwiek się uda.”

By wskazać na faktyczny kontekst tych tragicznych zdarzeń, trzeba przedstawić opinię Józefa Szaniawskiego, zawartą w artykule „Nieznany list pułkownika Ryszarda Kuklińskiego”.

Autor opisuje w nim okoliczności, związane z zaproszeniem pułkownika do Polski w roku 1993. To wówczas, prezes Porozumienia Centrum Jarosław Kaczyński – jako pierwszy polityk III RP wystosował w imieniu opozycyjnych partii i organizacji prawicowo-niepodległościowych zaproszenie, by pułkownik przyleciał na obchody rocznicy agresji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku. „Sytuacja Ryszarda Kuklińskiego – pisał Szaniawski - była wówczas dramatyczna. Od 12 lat przebywał w Stanach Zjednoczonych, ale nawet tam musiał się ukrywać. Był pilnie chroniony przez służby specjalne USA, aby nie dosięgnęła go zemsta KGB. [...] nadal bowiem ciążył na nim haniebny wyrok sądu stanu wojennego, skazujący go na karę śmierci, degradację, pozbawienie praw publicznych oraz utratę całego mienia. Kolejni prezydenci III RP - Wojciech Jaruzelski i Lech Wałęsa, publicznie wypowiadali się o pułkowniku, nazywając go zdrajcą, a "Gazeta Wyborcza" publikowała liczne wypowiedzi opluwające Kuklińskiego. Trudno się więc dziwić, że był on wtedy bardzo głęboko rozgoryczony”.

Reakcję Kuklińskiego na zaproszenie do Polski, Szaniawski przedstawia w krótkich słowach:

„Zaproszenie od Jarosława Kaczyńskiego wręczyłem pułkownikowi Kuklińskiemu w Chicago 29 lub 30 lipca 1993 roku. Pamiętam, że po przeczytaniu z miejsca zapowiedział -lecę! Był jak uskrzydlony, tak jakby oczekiwał tego zaproszenia od Kaczyńskiego już od dawna. Mówił, jakimi liniami będzie leciał, a nie mógł to być z oczywistych względów LOT, a także jak będzie się musiał przesiadać ze względów konspiracyjnych i logistycznych, zanim doleci do Warszawy. Wrócił też natychmiast do Waszyngtonu, aby załatwić niezbędne formalności. I nagle w kilka dni później, dosłownie ze łzami w oczach (!) oświadczył mi zduszonym głosem: "Zabronili mi".

Więcej miejsca, poświęca Szaniawski odpowiedzi na pytanie - jak doszło do tego, że Ryszard Kukliński nie przyjechał do Warszawy w 1993 r. i dopiero pięć lat później mógł pojawić się po raz pierwszy w Ojczyźnie:

„ To wprawdzie Amerykanie - Departament Stanu oraz CIA - przekonali pułkownika, aby nie leciał do Polski, ale na Amerykanów zupełnie niesłychaną wywarł presję ówczesny rząd Hanny Suchockiej i ugrupowania z nim związane, głównie Unia Wolności. Ambasada USA w Warszawie otrzymała kilka nieoficjalnych sugestii oraz oficjalną interwencję od szefa Urzędu Rady Ministrów ministra Jana Rokity, że rząd polski będzie uważał wizytę pułkownika Kuklińskiego za prowokację polityczną, a sam pułkownik może zostać aresztowany na lotnisku Okęcie, nadal bowiem ważny jest wyrok sądu i listy gończe za nim ze stanu wojennego. Potwierdził to publicznie minister sprawiedliwości i prokurator generalny Jan Piątkowski. Trzeba podkreślić, że tego typu interwencje dyplomatyczne są wyjątkowe i mają miejsce jedynie w sprawach szczególnie istotnych dla interesów państwa.”

Kilka zdań dalej, Józef Szaniawski przypomniał bardzo ważną hipotezę dotyczącą zabójstw synów pułkownika Kuklińskiego:

„Niecałe pół roku później, w nocy z 31 grudnia 1993 r. na 1 stycznia 1994 r. zaginął w Key West na Florydzie w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach pierwszy z synów pułkownika - Bogdan. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Kilka miesięcy później, we wrześniu 1994 r. w podobnie dziwnych okolicznościach zginął drugi syn - Waldemar. Został śmiertelnie potrącony przez samochód. W porzuconym aucie służby amerykańskie nie wykryły odcisków palców kierowcy...

O sprawstwo w obu przypadkach podejrzewano Sowietów, ale pojawiła się też hipoteza, że mogły w tym uczestniczyć wojskowe służby polskie, "nietknięte" po 1989 r., uznające Kuklińskiego za wroga i zdrajcę. Polityka prezydenta Wałęsy i rządu Suchockiej wobec Kuklińskiego była aż nadto jednoznaczna. Śmierć synów miała być dla Kuklińskiego czytelnym sygnałem: siedź w Ameryce i nie wracaj do Polski.”



Zapewne – nikt z nas nie potrafi ocenić, – na ile prawdziwe są to przypuszczenia; czy i na ile mają związek z zachowaniem, na które zwraca uwagę Dariusz Jabłoński, gdy mówi o „natrafieniu na mur”? Podobnie – nikt (mimo istnienia wielu hipotez) nie może dziś jednoznacznie stwierdzić: kim był agent z najbliższego otoczenia Jana Pawła II, który przyczynił się do ujawnienia działalności pułkownika Kuklińskiego?

Te kwestie nadal są okryte ponurą tajemnicą, na której straży stoi państwo, zwane III RP.

Wolno zatem powiedzieć, że - jak zabójstwo księdza Jerzego było mordem założycielskim, na którym zbudowano „historyczny kompromis” z 1989 roku – tak wskazane wyżej okoliczności, dotyczące życia pułkownika Kuklińskiego, są wspólnym depozytem ludzi sowieckich megasłużb i tej części elit, która zasiadła z mordercami do „okrągłego stołu”.

III RP nigdy nie ujawni tajemnic skrywanych w archiwach i w ludzkiej pamięci. Nie może tego uczynić, ponieważ prawdziwym dysponentem tych tajemnic są władcy Kremla, posiadający pełną wiedzę o sprawach, które tu poruszyłem. Ta wiedza – niczym depozyt zbrodni – ma jednoczącą moc...

Chciałbym ten tekst o pułkowniku Kuklińskim zakończyć opisem zdarzenia, które w relacji faktów nie ma zapewne istotnej wagi historycznej. Wierzę jednak, że zawarty w tym opisie obraz zawiera niezwykłą moc, zrozumiałą dla każdego, kto zechce patrzeć głębiej, niż pozwala na to perspektywa doczesności. Przytaczam go również dlatego, że w moim przekonaniu tkwi w nim nadzieja, iż życie i działalność pułkownika Ryszarda Kuklińskiego będą już wkrótce przez Polaków ocenione w prawdzie.

Kilka lat temu, Józef Szaniawski w rozmowie z Łukaszem Kazimierczakiem, zamieszczonej w „Przewodniku Katolickim” przywołał taki obraz:

- Po śmierci drugiego syna Kukliński został zaproszony do Watykanu. Jan Paweł II spotkał się z nim w Bibliotece Watykańskiej, ja w tym czasie siedziałem z ks. Dziwiszem w poczekalni. Rozmowa miała trwać dziesięć minut. Kiedy mijała dwunasta, ks. Dziwisz zaczął nerwowo spoglądać na zegarek, mijały kolejne minuty, a w tym czasie jakaś delegacja już czekała na spotkanie z Ojcem Świętym. Nikt jednak nie śmiał wejść do prywatnej biblioteki papieskiej. Po 50 minutach wyszedł zapłakany Kukliński, z zaczerwienionymi oczami, Papież też był wyraźnie poruszony. Okazało się, że w trakcie rozmowy - właśnie gdy Kukliński wstawał w tej dziesiątej minucie – Ojciec Święty zapytał: „A może pan pułkownik chciałby traktować tę rozmowę jako spowiedź?” W ten sposób Papież przy swoim biurku wyspowiadał Kuklińskiego.”





Źródła:



Leopold Terlicz-Witkowski – „Pamięci Pułkownika” Kurier Codzienny 27-29.01.2006r.

http://www.dziennik.pl/opinie/article502932/Kiszczak_byl_szefem_plutonu_egzekucyjnego_.html?page=5

http://www.polskatimes.pl/fakty/kosciol/164391,koehler-polscy-ksieza-byli-zamieszani-w-zamach-na-papieza,id,t.html

http://sk2.pl/28651

http://www.kuriercodziennychicago.com/images/list.pdf

http://www.niezalezna.pl/article/show/id/28928

http://www.videofact.com/bober/list_kuklinskiego.htm

  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Dostatni 6.01.2010, 8:37
    "Nikomu nie szkodziłem...
    trzy miesiące - nie więcej (chyba, że jest Palikot z kasą)
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Jolka 6.01.2010, 8:43
    dzięki
    Pomóż Kościołowi: http://www.pokoleniebxvi.pl/?page_id=99
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Preff de Zoo 6.01.2010, 9:11


    scenę z tym filmem szkoleniowym.
    "- Muszę panu powiedzieć, Korneliuszu Iwanowiczu, że karaluchy są nie mniej żywotne od biurokratów." Kir Bułyczow.
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|wolyniak 6.01.2010, 9:25


    scenę z tym filmem szkoleniowym.


    Tylko ze Suworow nie wiedział (albo nie chciał napisać), że to był Pieńkowski.
    Sit nox cum somno, sit sine lite dies
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Dyrman, zasadniczo kończę z FF 29.01.2010, 3:02


    scenę z tym filmem szkoleniowym.


    Uwaga, MEGA WKLEJON!

    Internet jest tak wspaniały że nie czytając nigdy książki - znalazłem ją, i ten fragment, uwaga



    --------------------

    Suworow - Akwarium





    Prolog





    Mamy bardzo prostą zasadę: rubel za wejście, dwa za wyjście. To znaczy, że wstąpić do organizacji jest trudno, ale jeszcze trudniej ją opuścić. Teoretycznie dla wszys­tkich jej członków przewidziano tylko jedno wyjście: przez komin. Dla jednych z najwyższymi honorami, dla innych hańbiące, ale komin jest jeden. Tylko przez ten komin odchodzimy z organizacji. Oto on... - Siwy wska­zuje mi ogromne, na całą ścianę, okno: - Podziwiaj.

    Z wysokości dziewiątego piętra rozpościera się przed moimi oczami panorama ogromnego, bezkresnego lotni­ska, na pustkowiu, sięgającym horyzontu. W dole pro­sto pod nogami - labirynt wysypanych piaskiem dróżek wijących się pomiędzy sprężystymi ścianami krzaków. Potężny, betonowy mur najeżony gęstą siecią drutu kol­czastego, rozpiętego na białych izolatorach, oddziela zie­leń parku od spalonej trawy lotniska.

    - Oto on... - Siwy pokazuje niewysoki, może dziesię­ciometrowy, gruby, kwadratowy komin wyrastający nad płaskim smołowanym dachem. Czarny dach unosi się nad zielonymi falami bzów, jak trawa na oceanie, albo jak staroświecki parowiec, o niskiej burcie, z pokracznym ko­minem. Z komina wypływa lekki, przejrzysty dymek.

    - Czy ktoś właśnie opuszcza organizację?

    - Nie - śmieje się Siwy. - Komin to nie tylko nasze wyjście, to również źródło naszej energii, a przy okazji powiernik naszych najtajniejszych sekretów. W tej chwi­li palą po prostu tajne dokumenty. Wiesz, lepiej spalić, niż przechowywać. To pewniejsze. Kiedy ktoś opuszcza organizację, dym jest zupełnie inny: gęsty, tłusty. Jeżeli wstąpisz do organizacji, też pewnego dnia wylecisz do nieba przez ten komin. Ale to nie teraz. Teraz organizacja daje ci ostatnią możliwość wycofania się, ostatnią szansę przemyślenia twojego wyboru. A żebyś miał się nad czym zastanawiać, pokażę ci pewien film. Siadaj.

    Siwy przyciska guzik na pulpicie i sadowi się w sąsied­nim fotelu. Ciężkie brunatne kotary lekko poskrzypując zasłaniają olbrzymie okna i z miejsca na ekranie, bez ja­kichkolwiek napisów czy wstępów, pojawia się obraz. Film czarno-biały, kopia stara, mocno podniszczona. Dźwięku nie ma i tym wyrazistszy jest terkot aparatu projekcyjnego.

    Na ekranie - wysoki mroczny pokój bez okien. Coś w rodzaju hali fabrycznej czy kotłowni. Na zbliżeniu — piec z żelaznymi drzwiczkami przypominającymi bramę malutkiej twierdzy, oraz prowadnica kierunkowa: dwie szyny znikające w piecu, jak tory kolejowe w tunelu. Obok pieca - ludzie w szarych fartuchach. Palacze. Po­jawia się trumna. Ot co!... Krematorium! Pewnie to, które widziałem przed chwilą za oknem. Ludzie w fartu­chach unoszą trumnę i ustawiają na szynach. Drzwicz­ki płynnie rozsunęły się na boki, ktoś popchnął trumnę, która uniosła swego nieznanego lokatora w ryczące pło­mienie. A oto najazd kamery na twarz żywego człowie­ka. Twarz zlana potem. Gorąco przy piecu. Twarz fil­mowana jest ze wszystkich stron i w długich ujęciach. Trwa to wieczność. Wreszcie kamera oddala się, ukazu­jąc całą postać. Człowiek nie nosi fartucha. Jest ubrany w drogi czarny garnitur, co prawda straszliwie wymięty. Krawat na szyi skręcony jak sznur. Przywiązano go sta­lową linką do noszy, które oparto o ścianę, na tylnych uchwytach, tak, aby mógł widzieć wlot pieca.

    Wszyscy palacze raptem odwrócili się do przywiąza­nego. To powszechne zainteresowanie najwyraźniej mu nie w smak. Krzyczy. Straszliwie krzyczy. Nie słychać dźwięku, ale wiem, że od takiego krzyku szyby dzwonią w oknach. Czterej palacze troskliwie opuszczają nosze na podłogę, po czym zgodnie dźwigają w górę. Przywią­zany dokonuje nadludzkiego wysiłku, aby im przeszko­dzić. Tytanicznie napięta twarz. Żyła na czole nabrzmiała tak, że gotowa pęknąć. Ale próba ugryzienia palacza w rękę nie powiodła się. Zęby przywiązanego wpijają się w jego własną wargę - i czarny strumyk krwi spływa po brodzie. Ostre ma zęby, nie ma co. Skrępowany jest mocno, ale wije się, jak pojmana jaszczurka. Głowa ule­gając zwierzęcemu instynktowi wali rytmicznymi ude­rzeniami w drewniany uchwyt. Przywiązany walczy nie o życie, lecz o lekką śmierć. Jego rachuby są oczywiste: rozhuśtać nosze i wraz z nimi runąć z szyn na cemento­wą posadzkę. To będzie właśnie lekka śmierć, a przynaj­mniej utrata świadomości. W nieświadomości nawet do pieca nie strach... Ale palacze znają swój fach. Po prostu przytrzymują nosze za uchwyty, nie pozwalając im się rozhuśtać. A do ich rąk przywiązany nie jest w stanie sięgnąć zębami, choćby nawet kark sobie skręcił.

    Powiadają, że w ostatnim mgnieniu życia człowiek mo­że dokonać cudów. Instynktownie wszystkie jego mięś­nie, cała jego świadomość i wola, całe pragnienie życia raptem koncentrują się w jednym krótkim szarpnięciu... I człowiek się szarpnął! Szarpnął się całym ciałem. Szar­pnął się tak, jak wyrywa się lis z potrzasku, przegryzając i wyrywając własną skrwawioną łapę. Szarpnął się tak, że zadrżały metalowe szyny. Szarpnął się, łamiąc własne kości, rwąc żyły i mięśnie. Szarpnął się...

    Ale stalowa linka nie puściła. I oto nosze płynnie ru­szyły w stronę pieca. Drzwiczki wiodące do paleniska rozsunęły się na boki, rzucając na podeszwy dawno nieczyszczonych lakierków snop białego światła. Oto stopy zbliżają się do ognia. Człowiek stara się zgiąć nogi, podkurczyć kolana, zwiększyć odstęp między stopami i szalejącymi płomieniami. Jego wysiłki spełzają na ni­czym. Operator pokazuje palce na zbliżeniu. Drut wpił się w nie głęboko. Ale koniuszki palców nie są skrępo­wane. I tymi koniuszkami człowiek usiłuje zahamować ruch noszy. Czubki palców są rozczapierzone i napięte.

    Gdyby na cokolwiek natrafiły na swej drodze, człowiek niewątpliwie zdołałby się zatrzymać. I raptem nosze nie­ruchomieją przed samym otworem.

    Nowa postać, ubrana jak wszyscy palacze w szary far­tuch, daje im znak ręką. Na to skinienie palacze zdejmu­ją nosze z szyn, po czym ponownie stawiająje na tylnych uchwytach przy ścianie. Co się stało? Dlaczego zwleka­ją? Ach, wszystko jasne. Do sali krematorium na niskim wózku wtacza się jeszcze jedna trumna! Wieko już do­kręcone. Cóż za przepych! Jaka elegancja. Trumna oz­dobiona frędzelkami i lamówkami. Wszyscy z drogi, je­dzie honorowa trumna! Palacze ustawiają ją na prowad­nicy - i już ruszyła w ostatnią podróż. Teraz przyjdzie niezmiernie długo czekać, nim spłonie. Trzeba czekać, czekać. Dużo, dużo cierpliwości trzeba...

    A oto nareszcie i kolej na przywiązanego. Nosze po­nownie na prowadnicy. I znowu słyszę ten bezdźwięczny krzyk, który mógłby zrywać drzwi z zawiasów. Z nadzie­ją wpatruję się w twarz przywiązanego. Staram się do­strzec oznaki szaleństwa. Szaleńcom łatwo jest na tym świecie. Ale nie dostrzegam takich objawów w przystoj­nej, męskiej twarzy, nie skażonej piętnem obłędu. Po prostu człowiek nie chce iść do pieca i stara się w jakiś sposób dać temu wyraz. A jakże wyrazić to, jak nie krzykiem? No więc krzyczy. Na szczęście ów wrzask nie został uwieczniony. O, już lakierowane buty znalazły się w ogniu. Poszły, niech to wszyscy diabli.

    Ogień huczy. Pewnie tłoczą tlen. Dwaj pierwsi palacze odskakują, dwaj ostatni popychają nosze w głąb. Drzwi­czki paleniska zamykają się, ucicha terkot aparatu pro­jekcyjnego.

    - On... Kto to?... - Sam nie wiem, po co zadaję to pytanie.

    - On? Pułkownik. Były pułkownik. Był w naszej orga­nizacji. Na wysokich szczeblach. Oszukiwał organizację. Za to został z niej usunięty. I odszedł. Taką mamy zasa­dę. Nikogo na siłę nie wciągamy. Nie chcesz, powiedz „nie". Ale jeżeli powiesz „tak", to należysz do organizacji bez reszty. Razem z butami i krawatem. No więc?... Da­ję ci ostatnią szansę. Na rozmyślania minuta.



    - Nie potrzebuję minuty na zastanowienie.

    - Taki regulamin. Nawet jeżeli nie potrzebujesz tej minuty, organizacja ma obowiązek ci ją dać. Posiedź i pomilcz. - Siwy strzelił wyłącznikiem i długa cienka wskazówka dobitnie, miarowo ruszyła w koło jarzącego się cyferblatu. A ja znowu miałem przed oczami twarz pułkownika, w tym ostatnim momencie, gdy jego nogi pożerał już płomień, ale głowa nadal żyła, jeszcze krew pulsowała, a z oczu bił rozsądek, śmiertelny smutek, straszliwe męczarnie i niepohamowane pragnienie, by żyć. Jeżeli przyjmą mnie do tej organizacji, będę służyć jej duszą i ciałem. Jest to poważna i potężna organiza­cja. Podoba mi się taki porządek. Ale jedno widzę choler­nie jasno: jeśli przyjdzie mi wyfrunąć przez ten przysa­dzisty, kwadratowy komin, to z pewnością nie w trumnie z frędzelkami i falbankami. Mam zgoła inną naturę. Nie z tych jestem, co to z falbankami... Nie z tych.

    - Minuta minęła. Czy potrzebujesz jeszcze czas do namysłu?

    - Nie. ; - Jeszcze jedną minutę?...

    - Nie.

    - No cóż, kapitanie. W takim razie przypadł mi jako pierwszemu zaszczyt pogratulować ci przystąpienia do na­szego tajnego bractwa, którego nazwa brzmi Główny Za­rząd Wywiadowczy Sztabu Generalnego, w skrócie GRU. Czeka cię spotkanie z zastępcą naczelnika GRU, genera-łem-pułkownikiem Mieszczeriakowem, i wizyta w Komite­cie Centralnym u generała-pułkownika Łemzenki. Myślę, że przypadniesz im do gustu. Tylko nie próbuj przypad­kiem grać mądrali. Lepiej zapytaj, jeśli czegoś nie wiesz, zamiast głupio milczeć. W trakcie naszych egzaminów ł testów psychologicznych pokażą ci niejedno, co samo nasuwa pytanie. Nie masz się co męczyć, pytaj. Zachowuj się tak, jak zachowywałeś się dziś, wtedy wszystko będzie dobrze. Życzę powodzenia, kapitanie.
    ogień rodzi się, pożera swój pokarm i umiera
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Alberto 6.01.2010, 10:03
    up
    Euro2012? Gorze nam się stało... ale \"Dla Polski nic nie ma nie!\"
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Marek (kaczysta) 6.01.2010, 10:14
    ^
    www.fronda.gliwice.pl
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|M4RSH4LL 6.01.2010, 10:43
    zachować wątasa :)
    Niech nie opuszcza ciebie twoja siostra Pogarda dla szpiclów katów tchórzy - oni wygrają pójdą na twój pogrzeb i z ulgą rzucą grudę a kornik napisze twój uładzony życiorys.
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Shaun the Sheep 6.01.2010, 11:10

    zachować wątasa :)


    Już zachowany.
    ...
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|vanitas (akukumenizm) 6.01.2010, 11:01
    UP

    Na pohybel sk...
    Pożegnałem już Forum Frondy!
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Martinus 6.01.2010, 11:11
    Ooooj niech się sk... zdrajca modli żeby Bóg dał mu szansę publicznej pokuty jeszcze na Ziemi,
    "Blogi internetowe są zagrożeniem dla demokracji." Barrack Obama
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|DarioB 7.01.2010, 1:51
    +
    "Za każdym razem, gdy rząd usiłuje się zająć naszymi sprawami, kosztuje to więcej i rezultaty są gorsze, niż gdybyśmy zajęli się nimi sami" - Benjamin Constant de Rebecque
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Teofil 7.01.2010, 2:11
    Czy śmierć synów Kuklińskiego to nie był kolejny element GRY? Gdyby żyli, zawsze groziłoby im niebezpieczeńśtwo. Gdy oficjalnie "zgineli" mogą sobie teraz spojojnie żyć gdzieś na końcu świata. Upozorowanie śmierci było jedyną szanszą na ocalenie ich życia. Kukliński znał zasady GRY i musiał w nią grać do końca, ado tego być wiarygodnym.



    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|BRMTvUngern-Sternberg(Agora do w 7.01.2010, 5:11
    +
    Nie mogąc Giertychowi sprostać,musieli wnet kompleksów dostać.Bo jak uczy Freud profesor :w człowieku rodzi się agresor,gdy mu o sobie złe mniemanie nasuwa z innym porównanie.Nikt nie godzi się z ochotą z tym że zwykłym jest idiotą.
    Odpowiedz
  • Re: Opiekun z KGB poinformował Kuklińskiego, że Pieńkowski po aresztowaniu, torturach i procesie sądowym|Gromit 7.01.2010, 9:14
    +
    Lepiej być znanym pijakiem niż Anonimowym Alkoholikiem.
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook