Otwarte forum dyskusyjne Frondy

O procesach historycznych i aktualnych

dodano: 9.10.2019, 16:22
akcje wątku: drzewko

"........ siedzę sobie i słucham piosenek z YT, bo mam już wszystkiego dość. Od wczoraj słucham bez przerwy tego: https://www.youtube.com/watch?v=h89o8kzm4bQ

Patrzę na tych facetów, na te portrety przedśmiertne, zamówione przecież przez kogoś i przez kogoś wykonane, rozumiem, że za życia, i nie mogę się nadziwić. Kto tym ludziom udzielił gwarancji, że dokonali takiego a nie innego wyboru? To jest moim zdaniem zagadnienie niezwykłe, a oni sami są ze wszech miar godni podziwu.

D’Elbee nie był nawet Francuzem. Rozstrzelano go w Nantes, kiedy miał 41 lat, a wszyscy inni byli odeń młodsi. Kto tym, niezwykłym przecież, młodym mężczyznom, którzy wszyscy jak jeden wyglądają tak, że daj Panie Boże zdrowie udzielił gwarancji? Ja tego nie wiem. Być może sam Pan Bóg, być może rząd amerykański, albowiem kilku z nich walczyło w szeregach armii kontynentalnej przeciwko Brytyjczykom. Kwestia ta jest jednak kluczowa dla zrozumienia tego czym była wojna w Wandei. Wojna prowadzona bez zrozumienia celów strategicznych.

A skoro tak, to znaczy, że skazana na klęskę od samego początku, no chyba, że ktoś udzielił im gwarancji. Ja potrafię zrozumieć, że taki d’Lescure nie potrzebował gwarancji, bo jemu wystarczyła świadomość, że istnieje Pan Bóg, to samo było z Cathelineau, ale reszta? Powiedzmy, że monsieur Henri, który miał 22 lata w chwili śmierci także nie potrzebował żadnych dodatkowych zapewnień o sukcesie, przyszłości i dalszym życiu, bo w jego wieku człowiek nie zwraca uwagi na takie kwestie. Byli jednak jeszcze inni – Charette, Bonchamps, ludzie wykształceni wojskowo, którzy zdawali sobie sprawę z beznadziejności sytuacji. Dlaczego stawali w pierwszym szeregu i walczyli osobiście z republiką? Dlaczego nie chowali się z tyłu jak Kleber, Westermann, czy inni, znani potem z bohaterskich kampanii Napoleona? Nie wiem.

Chcę jednak, byśmy się chwilę zastanowili jaka powinna być strategia tej wojny, by można było, choć przez chwilę myśleć o jakimś sukcesie. Jasne było, że republika nie żartuje, że nie będzie mowy o żadnej litości i o negocjacjach. Takie złudzenie mogło się zrodzić w głowach tych młodych ludzi, albowiem widzieli oni wielkie ilości żołnierzy dezerterujących z armii republikańskiej. Wyciągnęli z tego faktu jednak wnioski pochopne. To znaczy sądzili, że dezerterzy przechodzą na ich stronę albowiem są przywiązani do króla i tradycji. Tymczasem była to banda zdegenerowanych tchórzy zaciągnięta w szeregi republikańskie batem, albo nadzieją na łupy i łatwą rozrywkę.

Kiedy się jednak okazało, że wojna z chłopami w Wandei to nie są żarty, że zabija się naprawdę, a wziętych do niewoli rozstrzeliwuje bez sądu – no chyba, że któryś z wymienionych dowódców jest akurat w pobliżu – wiara żołnierza republikańskiego w słuszność jego misji i sukces kampanii, załamała się natychmiast. Tak się jednak składało, że to republika dysponowała narzędziami politycznego przymusu i zasobami ludzkimi, które były właściwie nieskończone. Przypomnijmy, że Francja była najludniejszym krajem na kontynencie, W Rosji mieszkało co prawda więcej ludzi, ale Rosja była daleko i jej niezmierzone przestrzenie unieważniały ten demograficzny walor.

Trzeba się teraz zastanowić, czy rewolucja nie służyła czasem temu, by w dłuższej perspektywie zatrzymać boom demograficzny we Francji.

Wywoływanie wojen domowych w tym kraju było przecież ćwiczone wielokrotnie, zawsze z sukcesem. To co zaczęło się dziać we Francji od roku 1789 przeszło jednak najśmielsze oczekiwania. Ktoś jednak tę hekatombę zatrzymał, ale my nie wiemy dokładnie jak wyglądały negocjacje w tej sprawie i co leżało na stole. Znamy tylko efekty, a najważniejszym z nich była koronacja Napoleona Bonaparte.

Porozmawiajmy teraz o szansach. Czy Bonchamps i Charette mieli jakieś szanse? Jeśliby przestali być sobą, pewnie tak. Jedyne bowiem co mogło uratować Wandeę to fizyczna likwidacja żołnierzy republikańskich na masową skalę. Tego jednak żaden z dowódców nie chciał przyjąć do wiadomości.

Republika za to, o czym już pisałem, z ochotą rozważała takie kwestie jak masowy mord wszystkich mieszkańców departamentu Vandee. Bonchamps zaś, tuż przez śmiercią, uwolnił 5 tysięcy żołnierzy republiki, których jego ludzie mieli zamiar rozstrzelać. Ci dzielni i naiwni chłopcy, nie rozumieli niestety, że wojnę prowadzi się tu na ziemi, przeciwko antychrystowi. Ten zaś lubi się wcielać w byty ziemskie, w świnie na przykład, w psy, w Robespierre’a i obywatela Carnot, w armię republiki. I ostatnią rzeczą na jaką można sobie pozwolić, to okazywanie mu litości i jakichkolwiek względów.

To ważny moment, albowiem my tutaj szukamy zawsze takiego miejsca w narracjach rządzących komunikacją globalną, które determinują tę komunikację na długo, na całe stulecia nawet. I jeśli pomyślimy o nich wszystkich w ten sposób, to łatwo wyobrazimy sobie jakiś zadymiony kantorek, półeczki z papierami, pieczęcie i stosy monet, a także wielojęzycznej prasy z krzykliwymi tytułami. No i, rzecz jasna, pilnującego tego wszystkiego pana, lub kilku panów, którzy mówią – no tak, szlachetność nie popłaca, podobnie jak złe rozpoznanie celów. Warto to jednak mieć na względzie, kiedy pojawi się następna fala emocji związanych z obecnością Boga Żywego wśród ludu. Ani Bonchamps, ani Charette czy d’Elbee nie pojawią się już na ziemi. Nie mówiąc już o kimś takim jak monsieur Henri. Ktoś jednak musi ich zastąpić i ten ktoś musi w przekonujący sposób naśladować emocje towarzyszące ich wyborom. – To łatwe – doda jeden z panów siedzących w zadymionym kantorku – łatwe, bo nikt nie będzie do nich strzelał i wymagał od nich żadnych drastycznych decyzji, związanych z narażaniem życia. Trzeba im tylko coś obiecać, nie musimy nawet płacić. Potem zaś – przekonać ich samych i ludzi, którzy im wierzą, że negocjacje są jedna możliwe.

– A jak ich rozpoznają? – wyrazi wątpliwość inny pan

– Po czym?

– No wiesz – zaasekuruje się ten pierwszy – ludzie tacy jak Bonchamps, d’Elbee, nie mówiąc już o panu Henri nie gadaliby z nami, zabiliby nas na miejscu za sam wygląd. Tak więc co będzie, jak ich rozpoznają po wyglądzie?

– Nic się nie martw – powie tamten – zaniżymy kryteria oceny. Trochę to potrwa, ale warto.

– Wszystkie?

– A jak inaczej? I przekonamy ich jeszcze, że tylko sfrustrowany tchórz bez grosza przy duszy, z wadą wymowy i licznymi psychicznymi dysfunkcjami w pełni wyraża ideał, o który im chodzi.

– O chłopie, ile to potrwa?!

– Ze dwieście lat, ale uważam, że warto…

Po tych słowach wszyscy obecni zaczęli wertować leżące na stole gazety. Czy w związku z ich postanowieniami, my tutaj mamy jeszcze jakieś szanse? O tak, wystarczy, że będziemy patrzeć kto z osób najpełniej wyrażających słowami i postawą (w obliczu braku jakiegokolwiek zagrożenia) bliskie nam ideały, będzie negocjował i z kim. No i z kim się będzie fotografował, bo to także ważne.

Na dziś to tyle. I jeszcze tylko jedna piosenka, tym razem po włosku.

https://www.youtube.com/watch?v=AxU2YFcSBMQ"

 

cytat stąd i reszta tu:  https://coryllus.pl/dwie-piosenki-czyli-o-katolickiej-prawicy-wczoraj-i-dzis/

Ciągłe pytania - Dlaczego? Po co?

  • Re: O procesach historycznych i aktualnych|Kermit_zaba 9.10.2019, 19:09
    "This video is banned in 14 countries: Andorra, France, French Guiana, French Polynesia, Guadeloupe, Martinique, Mayotte, Monaco, New Caledonia, Reunion, Saint Barthelemy, Saint Martin, Saint Pierre and Miquelon, Wallis and Futuna."
    Za PRL Francja jawiła się niemal jako oaza wolnego słowa.
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook