Otwarte forum dyskusyjne Frondy

Kiedy konczy sie wiara ?

dodano: 13.08.2019, 16:50
akcje wątku: drzewko

Autor: Ateistyczny lewak

Nikt nie zabil we mnie boga z taka sila I nie odrodzil we mnie czlowieka z wieksza moca niz to zrobil Christopher Hitchens.

Wtedy kiedy wierny porzuca modlitwe i idzie do lekarza.

  • Re: Kiedy konczy sie wiara ?|Adalbert1241 13.08.2019, 16:56
    Nie. Kiedy umiera. W tym momencie ma już pewność.
    Odpowiedz
  • Re: Kiedy konczy sie wiara ?|Brunhilda Ciccioli 13.08.2019, 17:16

    Nie. Kiedy umiera. W tym momencie ma już pewność.


    Baba umarła i nie przychodzi już do lekarza, więc lekarz udaje się na jej grób. I słyszy zduszony głos:
    - Panie doktorze, ma pan coś na robaki?
    Odpowiedz
  • Re: Kiedy konczy sie wiara ?|Brunhilda Ciccioli 13.08.2019, 17:16
    Przychodzi baba do lekarza. Lekarz się pyta:
    - Coś dawno pani u mnie nie było?
    Baba:
    - A bo byłam chora.


    Przychodzi baba do lekarza i mówi:
    - Panie doktorze, za ile wyzdrowieję?
    A lekarz na to:
    - Za parę tysięcy...

    Odpowiedz
  • Re: Kiedy konczy sie wiara ?|Brunhilda Ciccioli 13.08.2019, 17:19
    - Dziś kaszle pani o wiele lepiej niż wczoraj...
    - Tak, panie doktorze, bo ja przez całą noc trenowałam!


    Przychodzi baba do lekarza. Ten j zbadał, a że był to lekarz prywatny, to przyszło w końcu do płacenia. Baba zaczyna się rozbierać i powiada:
    - Nie mam przy sobie pieniędzy, więc zapłacę panu w naturze.
    Lekarz podrapał się po głowie i pomylał: "No cóż, skoro nie mogę dostać pieniędzy, dobre i to". Przed przystpieniem do pobrania opłaty, jednakże, spojrzał na babę i zapytał:
    - Zaraz, zaraz. Czemu ma pani taki czarny brzuch?
    A baba na to:
    - Aaa, przed chwilą płaciłam za węgiel.
    Odpowiedz
  • Re: Kiedy konczy sie wiara ?|Brunhilda Ciccioli 13.08.2019, 17:29
    Odpowiedz
  • Re: Kiedy konczy sie wiara ?|Brunhilda Ciccioli 13.08.2019, 17:31
    Odpowiedz
  • Re: Kiedy konczy sie wiara ?|Adalbert1241 13.08.2019, 21:29
    Ano ciężkie jest życie lekarzy.
    A tu na ten przykład Adam.

    "

    Spójrzyj, Marylo, gdzie się kończą gaje,

    W prawo łóz gęsty zarostek,

    W lewo się piękna dolina podaje,

    Przodem rzeczułka i mostek.



    Tuż stara cerkiew, w niej puszczyk i sowy,

    Obok dzwonnicy zrąb zgniły,

    A za dzwonnicą chrośniak malinowy,

    A w tym chrośniaku mogiły.



    Czy tam bies siedział, czy dusza zaklęta,

    Że o północnej godzinie

    Nikt, jak najstarszy człowiek zapamięta,

    Miejsc tych bez trwogi nie minie.



    Bo skoro północ nawlecze zasłony,

    Cerkiew się z trzaskiem odmyka,

    W pustej zrąbnicy dzwonią same dzwony,

    W chrustach coś huczy i ksyka.



    Czasami płomyk okaże się blady,

    Czasem grom trzaska po gromie,

    Same się z mogił ruszają pokłady

    I larwy stają widomie.



    Raz trup po drodze bez głowy się toczy,

    To znowu głowa bez ciała;

    Roztwiera gębę i wytrzyszcza oczy,

    W gębie i w oczach żar pała,



    Albo wilk bieży; pragniesz go odegnać,

    Aż orlim skrzydłem wilk macha,

    Dość "Zgiń, przepadnij" wyrzec i przeżegnać,

    Wilk zniknie wrzeszcząc:" cha cha cha".



    Każdy podróżny oglądał te zgrozy

    I każdy musiał kląć drogę;

    Ten złamał dyszel, ten wywrócił wozy,

    Innemu zwichnął koń nogę.



    Ja, chociaż, pomnę, nieraz Andrzej stary

    Zaklinał, nieraz przestrzegał,

    Śmiałem się z diabłów, nie wierzyłem w czary,

    Tamtędym jeździł i biegał.



    Raz, gdy do Ruty jadę w czas noclegu,

    Na moście z końmi wóz staje,

    Próżno woźnica przynagla do biegu,

    "Hej!" - krzyczy, biczem zadaje.



    Stoją, a potem skoczą z całej mocy,

    Dyszel przy samej pękł szrubie;

    Zostać na polu samemu i w nocy,

    "To lubię - rzekłem - to lubię!"



    Ledwiem dokończył, aż straszna martwica

    Wypływa z bliskich wód toni;

    Białe jej szaty, jak śnieg białe lica,

    Ognisty wieniec na skroni.



    Chciałem uciekać, padłem zalękniony,

    Włos dębem stanął na głowie;

    Krzyknę; "Niech będzie Chrystus pochwalony!"

    "Na wieki wieków" - odpowie.



    "Ktokolwiek jesteś, poczciwy człowieku,

    Coś mię zachował od męki,

    Dożyj ty szczęścia i późnego wieku,

    I pokój tobie, i dzięki.



    Widzisz przed sobą obraz grzesznej duszy,

    Wkrótce się niebem pochlubię;

    Boś ty czyscowej zbawił mię katuszy

    Tym jednym słówkiem; To lubię.



    Dopóki gwiazdy zejdą i dopóki

    We wsi kur pierwszy zapieje,

    Opowiem tobie, a ty dla nauki

    Opowiedz innym me dzieje.



    Onego czasu żyłam ja na świecie,

    Marylą zwana przed laty;

    Ojciec mój, pierwszy urzędnik w powiecie,

    Możny, poczciwy, bogaty.



    Za życia pragnął sprawić mi wesele,

    A żem dostatnia i młoda,

    Zbiegło się zewsząd zalotników wiele,

    Posag wabił i uroda.



    Mnóstwo ich marnej pochlebiało dumie,

    I to mi było do smaku,

    Że kiedy w licznym kłaniano się tłumie,

    Tłumem gardziłam bez braku.



    Przybył i Józio; dwudziestą miał wiosnę,

    Młody, cnotliwy, nieśmiały;

    Obce dla niego wyrazy miłośne,

    Choć czuł miłośne zapały.



    "Lecz próżno nędzny w oczach prawie znika

    Próżno i dzień, i noc płacze;

    W boleściach jego dla mnie radość dzika,

    Śmiech obudzały rozpacze.



    "Ja pójdę! mówił ze łzami. "Idź sobie!"

    Poszedł i umarł z miłości;

    Tu nad rzeczułką, w tym zielonym grobie

    Złożone jego są kości.



    "Odtąd mi życie stało się nielube,

    Późne uczułam wyrzuty;

    Lecz ani sposób wynagrodzić zgubę,

    Ani czas został pokuty.



    Raz, gdy się w północ z rodzicami bawię,

    Wzmaga się hałas, szum, świsty,

    Przyleciał Józio w straszliwej postawie,

    Jak potępieniec ognisty.



    Porwał, udusił gęszczą dymnych kłębów,

    W czyscowe rzucił potoki,

    Gdzie pośród jęku i zgrzytania zębów

    Takie słyszałam wyroki:



    "Wiedziałaś, że się spodobało Panu

    Z męża ród tworzyć niewieści,

    Na osłodzenie mężom złego stanu,

    Na rozkosz, nie na boleści.



    Ty jakbyś w piersiach miała serce z głazu,

    Ani cię jęki ubodły.

    Nikt nie uprosił słodkiego wyrazu

    Przez łzy, cierpienia i modły.



    Za taką srogość, długie, długie lata

    Dręcz się w czyscowej zagubie,

    Póki mąż jaki z tamecznego świata

    Nie powie na cię choć: lubię.



    Prosił i Józio niegdyś o to słowo,

    Gorzkie łzy lał nieszczęśliwy;

    Prośże ty teraz; nie łzą, nie namową,

    Ale przez strachy i dziwy".



    Rzekł, mnie natychmiast porwały złe duchy.

    Odtąd już setny rok minie,

    W dzień męczą, a noc zdejmują łańcuchy,

    Rzucam ogniste głębinie;



    I w cerkwi albo na Józia mogile,

    Niebu i ziemi obrzydła,

    Muszę podróżnych trwożyć w nocne chwile,

    Różne udając straszydła.



    Idących w błota zawiode lub w gaje,

    Jadącym konia uskubię;

    A każdy naklnie, nafuka, nałaje,

    Tyś pierwszy wyrzekł: to lubię.



    Za to ci spadnie wyroków zasłona,

    Przyszłość spod ciemnych wskażę chmur:

    Ach! i ty poznasz Marylę; lecz ona..."

    Wtem na nieszczęście zapiał kur.



    Skinęła tylko, widać radośc z oczek,

    Mieni się w parę cieniuchną,

    Ginie, jak ginie bladawy obloczek,

    Kiedy zefiry nań dmuchną.



    Patrzę, aż cały wóz stoi na łące,

    Siadam, powoli strach mija;

    Proszę za dusze w czyscu bolejące

    Zmówić trzy Zdrowaś Maryja."

    Postac, niejednoznaczna, kontrowersyjna, konfliktowa, tajemnicza ,agenturalna, kochliwa mnóstwo za bardzo, pyszna, cierpiąca za miliony, patetyczna momentami. żądna sławy.

    Ale nie pozbawiona wielkiego talentu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook