Otwarte forum dyskusyjne Frondy

Bajka o katolikach co się starają pokazać, jacy to oni niekatoliccy

dodano: 23.12.2012, 20:42
akcje wątku: drzewko

Bajka o katolikach co się starają pokazać, jacy to oni niekatoliccy

Ktoś stwierdził sobie, że ustąpienie miejsca to wyraz pogardy.

Albo nawet używał przykładu tego zachowania, jako oczywistego, "bezkomentarzowego" dowodu niegodziwości pewnej grupy ludzi.

A jak ta grupa ludzi zaczęła się bronić?

Wobec nieustannego powtarzania sugestii, jakoby ustępowanie miejsca było wyrazem pogardy sami zaczęli wierzyć, że tak jest.

Jedni z nich zaczęli bić się w piersi i przepraszać za to, że ustępując miejsca kobietom sugerowali im, że są gorsze.

Inni zaczęli się wypierać, jakoby nigdy zasadą ich grupy nie była "zbrodnia ustępowania miejsca".

Jeszcze inni zaczęli twierdzić, że takowego "pogardliwego zwyczaju" nigdy u nich nie było.

Ci zaś, co cenili sobie bardziej lojalność wobec swojej grupy i wierzyli jej zwyczajom uznali, że skoro ich przodkowie ustępowali miejsca, to pogarda wobec kobiet, starszych, i bardziej uprzywilejowanych jest czymś właściwym.

Ci ostatni zauważyli słusznie, że współcześni błądzą. Chcąc odeprzeć ich twierdzenia dali sobie narzucić błędne skojarzenie ustępowania miejsca z pogardą. Nieświadomie więc przyjęli błąd, przeciwko któremu występowali. Ale był to błąd nie ich, a tych, którzy wprowadzili owo błędne skojarzenie.

Ostatecznie w wyniku błędnego skojarzenia wszystkie strony sporu się myliły.

Wystarczyło, nie reagując na fałszywe zestawienie powiedzieć, że ustępowanie miejsca nie jest wyrazem pogardy, ale szacunku.

Wystarczyło powiedzieć, że Intronizacja jest przyjęciem przez państwo Nauki Chrystusa, jako definiującej, co dobre i sprawiedliwe.

Że rytuały "katolickiej pobożności" to nie magia, a forma modlitwy

 

Że  chrześcijaństwo to wypełnienie pragnień zawartych w mitycznych obrazach dawnych religii, a nie odgapianie od pogańskich relgii.

Że skromne stroje kobiet, to afirmacja i obrona tajemniczej świętości, którą w sobie kryją, a nie dyskryminacja i pogarda dla ciała.

Że posłuszeństwo żony wobec męża, to nie wyraz gorszości kobiety, a potrzeby logicznej koegzystencji-, bo ktoś musi ostatecznie decydować, gdy nie ma zgody, co do pewnych spraw. Bo dyskutować można bez końca, ale trzeba podjąć decyzję. Bo jakby zaczęli dyskutować, czy uciekać przed powodzią w prawo, czy w lewo, to by się utopili... To posłuszeństwo, to obraz(a nie przeniesienie wprost tej samej relacji) zależności między Chrystusem, a Kościołem, między Bogiem, a człowiekiem.

...

Że nakazy i zakazy moralne, i prawne nie odbierają wolności, tylko wyznaczają jej słuszną miarę

itd...

 

Jednokulturowość, czy wielokulturowość

Taka alternatywa zmusza nas do opowiedzenia się po jednej ze stron. Narzuca sprytnie zwolennikom obu przeciwstawnych opcji głupawą definicję kultury. Z niej wykluwa się równie głupawy spór, w którym obie strony się mylą.

Wystarczyło zwrócić uwagę, że na to pytanie nie można odpowiedzieć bez fałszu. Wystarczyło uwyraźnić fakt, że tolerancja innych kultur, religii, poglądów jest dobra, ale musi mieć granice wyznaczone przez kulturę, religie i poglądy, które uznajemy za nasze, za dominujące. W błąd wprowadzają Ci, którzy twierdzą, że nie ograniczają wolności innych kultur wyznań i poglądów. Ograniczają, ale to ograniczanie też ma granice.

W dyskusji więc nad tolerancją wolnością, akceptacją równością religijną i światopoglądową nie pytajmy, czy ktoś jest za, czy przeciw, bo wtedy narzucamy ludziom błędną, ułudną alternatywę i każda ich odpowiedź będzie błędna.

Pytajmy się o to, który światopogląd, która religia, która kultura  będzie nadrzędna wobec innych, a więc która będzie wyznaczać granice wolności, tolerancji i różnorodności.

Będzie konflikt? Będzie. Ale czy nie ma konfliktu między socjalistą, a liberałem, między muzułmanem, a katolikiem, między feministką, a patriarchalistą, między pro-liferem, a aborcjonistą? Paradoksalnie oddalamy się od pojednania, kiedy łudzimy się, że konfliktu nie ma.

Konflikt jest. Jest wynikiem obrony tego, co uznajemy za ważniejsze, od samego pokoju. W rzeczywistości pokój nie jest wartością absolutną. Między dobrem a złem nie ma pokoju, nie ma zgody. I lepiej będzie, jeśli tak pozostanie.

(to tylko przykład wielu innych błędnych alternatyw, albo błędnych znaczeń nadanych pewnym postawom, w wyniku których chcąc bronić chociażby Kościoła, przeciwstawiamy się jego Prawdzie...)

Wolność, równość, neutralność?

Nie powinniśmy mieć pretensji do władz, że nam ograniczają wolność, że stosują cenzurę, że czegoś zabraniają. Bo wtedy przejmujemy kategorie wroga i se zaprzeczamy.

Bo ograniczanie wolności, cenzura, zabranianie wyrażania pewnych poglądów, czy prezentowania pewnych postaw, są dobre tylko potrzebują słusznej miary.

Możemy mieć pretensję do władz, że nas robią w konia: że "wszystko możemy", że "nikt nami nie steruje". Niech się przyznają gdzie stawiają granice wolności. Ale te granice nie są neutralne. Są elementem światopoglądu. Możemy mieć pretensje, że nie przyjmują naszych, katolickich definicji granic wolności...

A tu już wchodzimy w obszar innego sporu- o "światopoglądową neutralność". Okazuje się, że taka "neutralność" laicka to bujda. Jak ktoś nie pozwala wieszać krzyża w parlamencie, czy nie zabrania aborcji, albo małżeństw homoseksualnych, to nie jest neutralny wobec katolicyzmu, ale z nim niezgodny...

I tu wchodzimy w Intronizację. Tu okazuje się, dlaczego jest ona zasadna.

Intronizacja  to nie jest zaprzęganie religii do władzy, tylko coś wręcz przeciwnego: kierowanie się we władzy zasadami religii. A do tego jest zobowiązany każdy katolik-polityk. Godasz, ze będzie dyskryminacja, konflikt. No ale czy nie jest dyskryminacją wobec katolików kierowanie się zasadami laickimi? Takiej "dyskryminacji" i takiego "konfliktu" nie da się uniknąć. Przykładem tego jest obecna dyskryminacja moich poglądów przez tych, co sąświęcie przekonani, że są obiektywni i tolerancyjni. Bo każda tolerancja jest elementem światopoglądu, który wyznacza tej tolerancji granice. I zawsze ktoś może się czuć zniewolony i dyskryminowany przez te granice, które ktoś inny uważa za obiektywne, neutralne. I na odwrót.

  • Re: Bajka o katolikach co się starają pokazać, jacy to oni niekatoliccy|BRMTvUngern-Sternberg(Agora do w 24.12.2012, 20:25
    Niewielu ma odwage ...
    Nie mogąc Giertychowi sprostać,musieli wnet kompleksów dostać.Bo jak uczy Freud profesor :w człowieku rodzi się agresor,gdy mu o sobie złe mniemanie nasuwa z innym porównanie.Nikt nie godzi się z ochotą z tym że zwykłym jest idiotą.
    Odpowiedz
  • Re: Bajka o katolikach co się starają pokazać, jacy to oni niekatoliccy|zwyczajny katolik 31.12.2012, 22:33

    Niewielu ma odwage ...


    Odwagę? Odwagę do czego?
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook