Trwa testowanie społeczeństwa, na co przystanie. Jak widać przystanie na wszystko:

Za komuny było tak, że samochód (każdy!) musiał jeździć zgodnie z przepisami, ograniczeniami prędkości itp itd. Oczywiście za wyjątkiem milicji, pogotowia, straży pożarnej etc etc jadących na sygnale i z kogutem. Nawet pisało, że jak ktoś wiezie zwykłym samochodem np. rannego do szpitala to jest to wyższa konieczność, ale musi brać pod uwagę, że nie zwalnia go to z przepisów i musi baczyć, aby kogoś dodatkowo nie rozbić.

Teraz się to zmieniło. Najpierw zmieniło się zarządzeniem Komendy Głównej Policji, która wyraziła zgoda na przekraczanie przepisów przez radiowozy nie na sygnale, które to radiowozy miały nagrywać kierowców przekraczających prędkość, przekraczających ciągła itp. Było to bezprawne ale Sejm zalegalizował, i już jest prawne.

Pamiętajcie, że nie żyjemy w rzeczywistości z jakiegoś filmu fantasy klasy B, (czy może żyjemy?), gdzie czarny charakter otwarcie mówi, że będzie gnębił, uciskał, represjonował, terroryzował. Nie. Zawsze powiedzą, że dla dobra robią. Zawsze posługują się pretekstem, żeby uskutecznić  system opresji. Dlatego założyciele tego całego USA konstruowali ustrój biorąc pod uwagę zagrożenie tyranią rządu i jakiś czas to działało. A u nas nikt na to nie zwraca uwagi. Teraz coraz mniej, demokracja zmienia się w  fasadową, tajne służby, o których się nie śniło wtedy, rozwalają system.

U nas trwa proces niszczenia podstawowych zasad cywilizacyjnych, nawet komuna udawała, że je respektuje. Dyskusja o fotoradarach pokazuje, że troska o te podstawowe wartości jest obca społeczeństwu, bo kto miał mu je wpoić? Wyborcza z TVN?

Fotoradary
Nie ma takiej podłości, której by nie popełnił rząd, któremu brakuje pieniędzy. Zasada ta jest niby znana, ale jak przychodzi co do czego to mało kto wie o co chodzi. Zaplanowanie wpływów z fotoradarów na poziomie półtora miliarda złotych (Co to jest? Niecały Stadion Narodowy) czyni z mandatów za przekroczenie prędkości parapodatek, nakładany na kierowców w wysokości przeciętnie coś koło 120zł na łebka. Ciekawe, czy posiadanie odpowiedniego pliku mandatów będzie wyznacznikiem prorządowości, wymaganym przy przyjęciu do pracy w aparacie publicznym? Czy w Policji? Mamy tu praktyczny przykład likwidowania cywilizowanych zasad społecznych pod pretekstem:

  1. Zlikwidowanie zasady, że winę należy udowodnić. Zwykle przesyłali zdjęcie, co było jakimś dowodem. Jak ktoś uważał, że dowód niewystarczający to mógł iść do sądu. U nas zdjęcia nie będą wysyłać. Oczywiste jest, że ma to umożliwić nadużycia, czyli będą wysyłać mandaty wg kartoteki. Jakaś szyszka z Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego oświadczyła, że nie leży w ich interesie wysyłanie zdjęć. Pewnie, że udowadnianie winy nie leży w interesie organów ścigania, po co udowadniać, niech puszkują każdego według swojego widzimisię.
  2. Zlikwidowanie prawa do obrony. No, może znaczne ograniczenie. Odwoływanie się do sądu, aby w ogóle zobaczyć, co to za zdjęcie jest kosztowne. Wielu ludziom taniej będzie zapłacić mandat, nawet fikcyjny, niż targać się z tym do sądu.
  3. Bezkarność aparatu represji. Powiedzmy jednak, że ktoś pójdzie do sądu i udowodni, że mandat jest bezpodstawny. Czy Głowna Dyrekcja odpowie wtedy za próbę wyłudzenia? Nie. Mamy tu analogie taką: Wyobraźcie sobie, że złodziej jest bezkarny. Może kraść,  a jak go złapią to co najwyżej odda, co akurat ukradł. Więcej nie tłumaczę, bo mi się nie chce. Identycznie jest z naruszeniami praw autorskich itp.
  4. Permanentna inwigilacja, poprzez te pomiary średniej prędkości. Tego też nie tłumaczę, bo chyba jasne jest.

Oczywiście, kierowcy przekraczają przepisy itp. Założenie, że stawiające radary urządasy będą  działać praworządniej niż owi kierowcy jest fikcyjne i urwane z Xiężyca. Nie można porównywać realnego poziomu kierowców z wyidealizowanym poziomem urzędasa.

Bezpieczeństwo na drogach bardziej poprawią surowe kary dla zarządców dróg za złe oznakowanie, źle ustawione światła itp. O bezpieczeństwie można wiele pisać, np. o durnych wzbudzanych światłach na skrzyżowaniach w Krakowie. Nauczyły one ludzi przechodzić na czerwonym:

  • Np. auta jeszcze mają zielone, jakby dla pieszych się paliło zielone to człowiek by przeszedł. Ale jak wciśnie przycisk to już się nie zapali, trzeba czekać na następny cykl.
  • System okazał się inteligentny inaczej. Mamy przejście z wysepką po środku i światła oddzielne dla obydwóch części. Projektanci nie byli w stanie pojąć, że jeśli wcisną przycisk, zapali się zielone, dojdę do wysepki to tam się nie rozpłynę przecież na środku skrzyżowania i zielone na drugiej części przejścia może się zapalać. Nie. Dochodzisz na środek i musisz wcisnąć następny przycisk i czekać.
  • Nie da się przejść przez skrzyżowanie na jednym cyklu, dochodzisz do wysepki przed prawoskrętem dla aut i tam masz czerwone. Często przyczyna jest j/w

Na zakończenie zrobię sobie bekę z Wyborczej, konkretnie z artykułu: http://szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,87120,9792252,Znikna_fotoradary_widma__Sluzby_sa_przerazone.html gdzie płączą nad likwidacją atrap, ale zapominają napisać, że to PO tą likwidacje wprowadziło i odpowiada za to premier Donald Tusk. Ciekawa jest też wypowiedź:

- Chcemy być fair wobec kierowców, którzy mają prawo wiedzieć, gdzie jest kontrola prędkości - tłumaczy Alvin Gajadhur, rzecznik Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. - To także kwestia bezpieczeństwa. Na trasie ustawionych jest 50 masztów. Fotoradary są w trzech. Są kierowcy, którzy wiedzą, gdzie są atrapy, a gdzie nie. Dlatego jedni jadą równym tempem, inni hamują. Tak dochodzi do wypadków. A teraz sprawa będzie jasna.

O implikacjach następnym razem.