samostworzyciel i odtrutka
Żyjąc w takim, a nie innym świecie, będąc poddanym jego przekazowi, wpływowi - nie sposób od niego uciec, trzeba podejmować z nim dyskusję. Odcedzać, co jest jakoś wartościowe, wylewać to, co chore. Definiować to odlewane, bo werbalizując szkodliwe wpływy, nazywając je, odzyskujemy nad nimi psychicznie panowanie. Przestają nami emocjonalnie powodować - czy to w ramach pociągu do ich afirmacji wespół z ich zwolennikami, czy to w ramach odruchów bólowo - agresywnych w sprzeciwie wobec niech, równie nierozumnych.
Prawda wyzwala, ale żeby to się stało należy tę prawdę wypowiedzieć. Dlatego notorycznie wracam i będę wracał do tego, czym jesteśmy poddawani ze strony kultury - nie po to, żeby to reklamować, ale po to, żeby swoje wnętrze, swój emocjonalizm od tego uwalniać. Truciznę trzeba odnaleźć i świadomie odrzucić.
Dzisiejsi ludzie manipulują swoją naturą, swoim ciałem.
Kwitnie medycyna kosmetyczna upiększająca, a jednocześnie obok niej piercing z pochodnymi, który jest właściwie oszpecaniem się.
Niektórzy dążą do zmiany płci, oczywiście nic z tego nie wychodzi w praktyce, poza groteskowymi okaleczeniami chirurgicznymi i hormonalnymi, ale dążą.
Możnaby rzec, że człowiecza wola ma mieć w tym czasie wobec samego człowieka moc sprawczą.
Dziwne to, z jednej strony podkreśla się naturalną ewolucję organizmów, której szczytem jest człowiek, co jeszcze jakoś mogę zrozumieć. Z drugiej to apogeum stworzenia, czy jak kto woli ewolucji - zaczyna się przerabiać, co zazwyczaj wychodzi, jako zepsucie.
Jest w tym jakaś sprzeczność, skoro jesteśmy tacy świetni, to czemu przy tej naturalnej świetności majstrować i ją psuć? Jest w postawie materialistów jakiś dysonans, jakaś nielogiczność.
Tak sobie myślę, że z punktu widzenia religii jest to proste, człowiek ze swoją wolą uzurpuje sobie władzę boską, naśladując w tym szatana. Zamiast realizować CUDZĄ wolę zapisaną w naszej naturze, woli zepsuć własną naturę, byle tylko wyszło po JEGO myśli. To nie człowiecze ciało jest bożkiem tych zadufanych czasów, tylko ludzka wola. Ludzie chcą się stwarzać sami, zostać już nie tylko samozbawcami, jak to do tej pory sobie wyobrażano - w pomysłach utopistów obiecujących wyzwolenie od cierpień i trosk (choćby komuniści). Nasza głupota poszła krok dalej - stajemy się samostworzycielami.
Dość to zabawnie wygląda. SAMI niby wybieramy swoje przymioty - choćby płeć. A kończy się niestety jak zwykle, gdy człowiek próbuje wyręczać Pana Boga - groteskowo i smutno, jak u poharatanych nożami i chemią transeksualistów oraz jałowo i bezpłodnie jak u homoaktywistów.
Komentarze (0):
KonradTomasz May 24, 2013, 4:52 p.m.
Mieczu,
nie czytywałeś mojego bloga i nie bardzo się rozumiemy, bo w wielu miejscach nawiązuję do wcześniejszych wpisów
widzisz, dla mnie natura ludzka to coś KOMPLETNIE innego, niż dzicz, o której piszesz, chyba mam bardziej optymistyczną jej wizję
kształtowanie cywilizacji, porządkowanie świata i wyprowadzanie go z chaosu wynika jak najbardziej z naszej natury
wola człowieka to nasz naczelny przymiot oczywiście, problem zaczyna się, gdy tę osobistą wolę realizujemy zbyt szeroko, no i gdy ją deifikujemy
w sumie potwierdziłeś mój wpis, twierdząc, że ,,kontynuujecie (ateiści, materialiści) ewolucję - rzecz w tym, że ewolucja nie przebiega w oparciu o świadome decyzje, ale jest wynikiem mechanizmów pozawolitywnych, więc kontynuowanie ewolucji to jej zaprzeczenie w istocie
- oczywiście, że Bóg ofiaruje nam zbawienie (od trosk i bólu, jako skutków grzechu), ludzkie utopie, w tym komunizm jedynie taką postawę karykaturują
jak można być komunistą po tak morderczej kompromitacji tego systemu, pozostanie zapewne Twoją słodką tajemnicą
Brysiu, dzięki
Tobiasz1 May 24, 2013, 10:35 p.m.
Z tym dialogowaniem to mam różne odczucia. Zycie jest krótkie i jeśli zaczynamy się babrać w bagnie współczesnych ideologii po to aby spróbować zrozumieć ich wyznawców to zostaje nam mniej czasu na zgłębianie tego co ma wartość samą w sobie. Można np. poznać b. dobrze marksizm albo 'gender' po to aby zbić przeciwnika na jego własnym polu (w l. 50-ych na Gregorianum w Rzymie byli lepsi specjaliści od marksizmu niż w Moskwie) ale co nam z tego przyjdzie w naszym własnym życiu? O wiele lepiej poświęcić ten czas na studiowanie Arystotelesa lub Biblii. Dyskusja musi mieć jakąś racjonalną płaszczyznę. Czasem lepiej wzruszyć ramionami i przejść obojętnie. Ja w ogóle uważam, że tym co zwłaszcza powinniśmy robić jest pogłębianie znajomości naszej własnej klasycznej kultury opartej o chrześcijaństwo i jej afirmacja. wtedy pozostanie żywa i będą mieli szanse do niej sięgać i inni. To chyba najlepsze antidotum. A kiedy chodzi o poprawne definiowanie zjawisk to jeśli pomysły takie jak zmiana płci nie są szaleństwem to co nim jest? A wobec takich zjawisk poznajemy bezslność racjonalnych argumentów. Wpływom świata wypada się opierać jak pokusom, wyrabiając w sobie charakter. Paradoksalnie, w takim zróżnicowanym świecie i przy względnej stabilności ekonomicznej zachowanie niezależności myślenia może być nawet łatwiejsze niż kiedyś. Tak mi się nieraz wydaje.
KonradTomasz May 25, 2013, 12:13 a.m.
Ogorek - dzięki
Tobiasz,
charakter to za mało - kuszeniu zła odpowiadamy Słowem Bożym, jak Chrystus na pustyni, jeśli już na nas działa - to jest psychicznie najskuteczniejsze
dlatego dobrze jest, jeśli trzeba, przełożyć ten zła przekaz na terminy teologiczne, bo wtedy już łatwiej uzmysłowić sobie stosowną treść Objawienia
w tym przypadku, to będzie fakt, że to Pan Bóg nas stwarza i daje nam nasze naturalne przymioty
mnie tak jest po prostu najłatwiej nad tym zapanować i chyba wszyscy tak mają, po prostu w ten sposób zło dobrem zwyciężamy
skoro nie żyjemy na pustyni, ale wśród ludzi, to musimy się trochę pozmagać z takimi szaleństwami, oczywiście nie stanowią one, te zmagania, o treści naszego życia, chociaż... popatrz jak wykuwano dogmaty - nieraz własnie w opozycji do herezji aktualnych
Pozdrawiam
Józef 1962 May 25, 2013, 12:42 p.m.
+++
KonradTomasz May 25, 2013, 8:19 p.m.
Dzięki, Józefie
Soniu, Droga Soniu, sama widzisz, wciąż przeżywamy tę samą opowieść, każdy człowiek i każde pokolenie przechodzi ten sam test
cóż nam pozostaje, depozytariuszom pamięci o dobru, jak nie wciąż powtarzać to samo: że szczęście nie pochodzi z dogadzania sobie, że człowiek nie jest ukończonym bytem, ale dopiero stającym się itd. itd.
Jak to dobrze, że tu na Frondzie można spotkać Ciebie i innych mądrych i dobrych ludzi. Pozdrawiam Cię serdecznie!
grazyna22 May 25, 2013, 10:47 p.m.
tylu rzeczy nie wiem,że płakać się chce, ale na pewno Bóg jest dobrem,miłością i wybaczeniem i JEST!z czym miałam największy problem,właściwie to zostawiłam tą całą wiarę,chodzenie do kościoła bo taka tradycja nie bardzo mnie przekonywało wolałam iść do kina na poranek zamiast na msze,Bóg niemy i nieobecny no to po co ten kościół? potem jakoś zaczęło brakować kogo czego? nie wiadomo,coś jak tęsknota za nieznanym,wszystko nie to,bez smaku,zapachu,sensu...bez seksu,miłości,spełnienia,radości,co to jest to życie? jaki sens istnienia?wolna wola? jak od urodzenia na nic nie ma się wpływu,rodziców nie wybieramy ani nawet tego czy chcemy być, jaka wolna wola?może skończyć tragifarse? samobójcze myśli, nic nie zadowala,nic nie daje szczęścia,jestem tu za karę? poniekąd,grzechy przodków,dziedziczenie itd.tylko co ja mam z tym wspólnego?Gdzie Ty Panie Boże jesteś?widzisz mnie czy nie?no i JESTEM,najpiękniejszy dzień w moim życiu:)straszny, dzień,pełen grozy,przerażenia,umierania,,, JESTEM:)już nie chodzę do kina na poranki...
KonradTomasz May 25, 2013, 11:52 p.m.
Grażyno,
poruszające, dzięki
...rozumiem Cię, miałem podobnie,
odszedłem od Boga, właściwie w ogóle Go nie znałem, porzuciłem, zwątpiłem
potem różnie bywało
a potem się odnaleźliśmy
a potem długa droga, żeby się wydobyć pomału ze złych nawyków, przywiązań...
dobrze, że to piszesz, dobrze jest się dowiadywać takich rzeczy, dzięki
grazyna22 May 26, 2013, 9:18 a.m.
pomyśleć,że to się nigdy mogło nie stać,mogliśmy się nie odnaleźć, nie wiem co by to było... jak żyć a jeszcze bardziej jak umrzeć?
Mam ciągły niedosyt i potrzebę mówienia o Nim,właściwie to na okrągło, ale o tym potem:)pozdrawiam
grazyna22 May 26, 2013, 11:26 a.m.
ale tak właściwie to nie ma dowodu na istnienie Boga:)
KonradTomasz May 26, 2013, 1:52 p.m.
jest dowód - Ty jesteś tym dowodem, kiedy o Nim mówisz :-)))
opowieść świadka to całkiem dobry dowód
a cały świat, te nasze doczesne boleści i troski - marność i pogoń za wiatrem, są i muszą być, ale przestają być najważniejsze, kiedy odkrywamy Boga
grazyna22 May 26, 2013, 3:46 p.m.
tak, ja też tak myślę-pogoń za wiatrem i marność, dziwne to wszystko, lepiej o wodzie i mannie na pustyni niż w jako takim dostatku w Egipcie? no ale nie zapominajmy o przepiórkach:)))
grazyna22 May 26, 2013, 5:45 p.m.
kto tam puk puk? nie robie sobie jaj:)powaga
KonradTomasz May 26, 2013, 7:33 p.m.
Grażyna, jesteś trollem?
czyli dałem się nabrać i wykorzystałaś moją życzliwość, dla Twoje uciechy poniżenia człowieka, rozumiem
mam nadzieję, że się dobrze bawiłaś
niestety u bezbożników takie rzeczy uchodzą za cnotę i zasługę u ich czarnego ojca
Dzięki Soniu.
grazyna22 May 26, 2013, 8:32 p.m.
dzięki Soniu:)
KonradTomasz May 27, 2013, 12:03 p.m.
Pani Grażyno, witam,
myślę, że ma Pani niepotrzebne obawy,
Soniu,
prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie, jeszcze raz dzięki