Operacja chusta 12
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 12:08
Czekała na niego w gabinecie. Była piękną kobietą. Długie lekko falujące blond włosy opadały na smukłą szyję. Miała na sobie delikatną sukienkę w kwiaty, która ładnie podkreślała biust. Poderwała się, gdy wszedł.
- Poruczniku, Manuela Pentkowska jestem – wyciągnęła do niego rękę.
Hassan z przyjemnością spoglądał na kobietę. Była w jego typie. Wysoka, nie przesadnie szczupła i zaokrąglona tam, gdzie powinna.
- Słucham – uśmiechnął się lekko.
- Jestem wzorem tej porwanej dziewczynki – wyjaśniła. – Wiem, że zajmujesz się tą sprawą. I chciał dowiedzieć się, czy zrobiono wszystko, by złapać tych klerykalnych fundamentalistów, którzy szkodzą mojemu powtórzeniu – miała miękki, aksamitny głos.
- Ścigamy ich – odpowiedział krótko, bo i niewiele więcej było do zakomunikowania. Zapis kamer w ośrodku nie pozostawiał najmniejszych wątpliwości, że dziewczynka została porwana przez Benedykta Pomorskiego, jego syna. I już to wystarczało, żeby nie mieć wątpliwości, że prawdopodobnie w sprawę zamieszany jest ojciec Skorupek. A analiza tęczówki oka trzeciego z napastników, który przedstawiał się jako Adam Baugniac, potwierdziła te podejrzenia. Tyle wiedzieli. Ale od momentu porwania dziewczyny mężczyźni zapadli się pod ziemię. Samochód, który pożyczyli od znajomych znaleziono w okolicach Łukowa. I choć psy podjęły trop, to dość szybko go straciły. Nie pomogły także bezzałogowe helikoptery. Panowie z dzieckiem zniknęli. Hassan jeszcze przed eutanazją Zofii wydał polecenie swoim lokalnym strukturom Biura, by skontrolowały one wszystkie podziemne i legalne parafie, wspólnoty czy choćby mieszkania miejscowych wierzących. Na razie nie miał jednak odpowiedzi.
- Musicie ich złapać. To dziecko nie może się urodzić – mówiła Manuela. – Mój genom nie powinien mieszać się z genomem jakiegoś chłopaka ze wsi – wstrząsnęła się z niesmakiem.
- A córka? – zapytał.
- Ja nie mam córki – odpowiedziała ze źle ukrywaną irytacją kobieta. – Manuelka 2.0 jest moją kopią, a nie skutkiem nieprzemyślanych działań reprodukcyjnych, które nazywacie córkami czy synami.
- Ale co ona na to? – poprawił się, choć ta kobieta zaczynała go denerwować. Nie znosił tej feministycznej nowomowy, która zwyczajny seks i związane z nim rodzicielstwo, określało mianem „nieprzemyślanych działań reprodukcyjnych”. Za bardzo lubił siebie, żeby zgodzić się na takie postawienie sprawy.
- To nie ma znaczenia – odpowiedziała błyskawicznie Pentkowska. – Ja jestem jej wzorem i ja decyduję…
- Nie do końca – wyrwało mu się. – Ona też ma prawo decydować.
Pentkowska spojrzała na niego ze zdumieniem. Jej wielkie niebieskie oczy nagle stały się zimne.
- No to mamy fundamentalizm w Biurze? – zapytała złośliwie. – Jakie prawa. Prawo to, by miała gdyby chciała się pozbyć problemu. Ale rodzić dzieci mogą dorośli. Dzieci trzeba przed tym chronić… Zapomniało się poruczniku? – cedziła słowa.
I oficer musiał jej przyznać rację. Zjednoczona Europa od kilkudziesięciu lat walczyła z problemem niechcianych ciąż u nastolatek. Edukacja seksualna od przedszkola, rozdawanie prezerwatyw, pigułki po, a nawet wprowadzenie gabinetów zdrowia reprodukcyjnego w każdej szkole nie rozwiązały problemów. Ciąża zmieniała dziewczynki, które – choć starano się im to wybić z głowy – zaczynały siebie postrzegać jako matki i nie chciały „usuwać problemu”. Z roku na rok przybywało więc nieletnich matek. I dopiero najnowsza ustawa, wprowadzająca obowiązkową aborcję u dziewczynek poniżej 18 roku, miała rozwiązać problem.
- Pytam, bo to ważne dla śledztwa. Więc czego ona chciała? – bronił się Hassan.
- Chciała rodzić, bo ubzdurała sobie, że nie chce być powtórzeniem, że chce żyć inaczej niż ja, że chce wybierać na własną rękę… – wyjaśniała kobieta. – Ale ja się na to nie godzę. Nie po to sięgnęłam po klonowanie, żeby teraz ona niszczyła moje marzenia… Żeby skazywała się na życie z bachorem, bez czasu na lekturę, pisanie, naukę.
Hassan odwrócił wzrok. Nie mógł powstrzymać się od porównania tej świetnie utrzymanej kobiety z inną, którą przesłuchiwał kilkanaście godzin temu. Pełne miłości spojrzenie Agnes na syna, jej zwierzęcy krzyk, gdy do od niej oddzielano – było jakoś bardziej ludzkie, niż ta zimna i pełna samoświadomości i nieludzkiej racjonalności postawa Manueli. Męska część jego umysłu podpowiadała mu, że gdyby miał mieć dzieci wybrałby Agnes, która walczyłaby o jego geny, o jego syna, a nie rachowałaby co się bardziej opłaca. Wiedział, że jako oficer Biura powinien przyznać rację Manueli, nauczono go, że ciąża jest przeszkodą w samorealizacji, ale on wciąż pamiętał te arabskie dziewczęta z jego osiedla, które rodziły dzieci i wcale nie były mniej zrealizowane niż ich rówieśnice, które Hassan spotykał w szkole czy na uczelni.
- Dlaczego ją porwali? – przerwała tok jego myśli kobieta.
Nie miał pojęcia co odpowiedzieć. Zachowanie ojca Skorupka było absurdalne. Zamiast uciekać korzystając z tego, że oni szukają go w lasach, on zdecydował się nie tylko na dekonspirację, ale i ujawnienie współpracowników. Pytanie dlaczego to zrobił było kluczowe dla zrozumienia jego sylwetki psychologicznej i skutecznych poszukiwać. Gdyby wiedział, co skłoniło do porwania zakonnika, wiedziałby, na co jeszcze może się zdecydować. Ale nie wiedział, nie rozumiał swojego przeciwnika.
- To szaleńcy – odpowiedział, by nie przedłużać milczenia. – Oni są nieobliczalni – wyjaśniał, ale sam nie wierzył we własne słowa. Wydarzenia ostatnich godzin, śmierć Zofii Pomorskiej, której był świadkiem pokazały mu, że za decyzjami i działaniami jego przeciwników stała jakaś głębsza racjonalność, jakiś sens, którego nie potrafił odczytać, ale który coraz wyraźniej go fascynował. „Jezu, ufam Tobie” – tych ostatnich słów umierającej kobiety nie mógł wypędzić ze świadomości.
Pentkowska podniosła się z fotela i podeszła do niego. Czuł duszny zapach jej perfum. Uśmiechnęła się do niego zalotnie.
- Poruczniku, musisz mi pomóc… Ja umiem być wdzięczna – wyszeptała.
Odsunął się od niej. Ta rozmowa sprawiła, że stracił do niej serce. Wychowanie, którego nie mogły zmienić lata spędzone w rozmaitych szkołach i akademiach, sprawiało, że w kobietach, z którymi sypiał zawsze dostrzegał kandydatki na matki swoich dzieci. Te, które dzieci mieć nie chciały, które brzydziły się prokreacją zwyczajnie go nie pociągały. A nawet trochę brzydziły.
- Będę informował o wszystkim – zapewnił. – Proszę dzwonić do mnie o każdej porze – wcisnął jej w dłonie elektroniczną wizytówkę z wszystkimi możliwymi telefonami.
Kobieta wyczuła jego nastrój. Odsunęła się i już bardziej oficjalnie podała mu dłoń.
- Do zobaczenia poruczniku – rzuciła oficjalnie i wyszła z gabinetu.
Hassan podszedł do mahoniowej szafki w rogu pokoju, w której trzymał akcesoria do parzenia mocnej, arabskiej kawy. Ta czynność uspokajała go. Zapach gotującej się w rondelku kawy z kardamonem pozwalał mu skupić myśli i oczyścić umysł ze wszystkiego, co wydawało mu się w tym momencie nieistotne.
Z filiżanką kawy usiadł za biurkiem. Przeglądał dokumenty, analizował życiorys ojca Jana, czy Benedykta Pomorskiego i szukał odpowiedzi na pytanie Pentkowskiej: dlaczego oni to zrobili? Dlaczego zrezygnowali ze świetnej możliwości ucieczki tylko po to, by porwać jedną dziewczynkę i nie pozwolić na zabieg rozwiązania problemów prokreacyjnych? Skąd w nich taka bezczelność, skąd ten brak lęku? Czytał życiorys Skorupka, ale nic w nim nie wskazywało na szaleństwo czy zuchwalstwo. A takie właśnie cechy odczytywał w jego postępowaniu. Miał świadomość, że bez zrozumienia tego fenomenu nie posunie się ani kroku dalej, nie dokończy operacji. Technika operacyjna, choć ograniczyła rolę śledczych, nie mogła zastąpić ich intuicji.
Zajrzał jeszcze raz do akt Skorupka. Powoli przerzucał strony. Seminarium, praca, zaangażowanie, znajomi… Relacje z ojcem Piotrem – spojrzał na tytuł szczegółowego raportu sporządzonego przed kilkoma miesiącami przez jednego ze współpracowników Biura na Pradze. Przeleciał go wzrokiem i błyskawicznie podjął decyzję. Nikt inny niż kierownik duchowy kapucyna nie może lepiej wprowadzić go w meandry jego myślenia. Zgarnął ze stołu przepustki i maleńki elektroniczny notatnik i ruszył do drzwi. Wiedział już, że tego wieczoru szybko nie wróci do domu. Nie miał się zresztą gdzie i do kogo spieszyć. Od wyjazdu z Brukseli nie znalazł sobie nikogo.
* * *
Na stoliku przed nimi leżała Biblia. Ojciec Piotr, gdy usłyszał z czym przychodzi do niego Obama początkowo odmówił rozmowy. Nie chciał rozmawiać o ojcu Janie z poszukującym go oficerem. Ale gdy ten zaczął zadawać pytania ogólniejsze, o źródła zaangażowania, intencje i myślenie chrześcijan zdecydował się przerwać milczenie. Zamiast jednak odpowiadać wprost zaproponował Hassanowi wspólne czytanie Biblii.
- To najlepsza droga, żeby nas zrozumieć – uśmiechnął się.
Hassan, z braku innych możliwości, zgodził się. Posłał strażnika po Pismo Święte i od dwóch godzin siedział z benedyktynem w jego celi i słuchał jego słów.
- To dowiem się, dlaczego oni porwali tę dziewczynkę? – spytał wreszcie.
Zakonnik spokojnie sięgnął po Biblię. Cierpliwie szukał odpowiedniego fragmentu. Wreszcie znalazł go i wskazał oficerowi.
„Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: „Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie”. Wówczas zapytają sprawiedliwi: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?”. A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” – czytał Hassan.
- Rozumiesz? – spytał ojciec Piotr.
- O sądzie to lepsze historyjki w Koranie czytałem – żachnął się Obama.
- Nie o sąd chodzi… A o to, kim dla nich jest tamta dziewczynka, kim jest jej dziecko…
- Jakie dziecko – oficer zachował odpowiednią czujność. – Wiesz przecież, że używanie tego terminu na określenie zawartości macicy jest karalne.
- Ale ja już jestem w areszcie, więc zamknąć mnie nie możecie – roześmiał się do niego ojciec Piotr. – A gdybym ja milczał w tej sprawie, to kamienie by wołały do Was, że nie ma zawartości macicy, a jest człowiek… Tyle, że malutki. I ten człowieczek jest dla nich Chrystusem. Ich Bogiem, co zrobią dla niego, ale i dla jego matki, zrobione będzie dla Boga… Rozumiesz? Oni nie powinni jej zostawić, nie mogli odejść. A teraz czytaj to – wskazał mu palcem inny fragment. – Tego nie znajdziesz w Koranie.
„Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!». Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” – zagłębiał się w tekst oficer.
- I co?– spytał cierpliwie ojciec Piotr. – Tego islam nie dostrzega. Człowiek nie jest dla niego stworzony na obraz Boży. A dla nas jest. Każdy z nas ma w sobie ten obraz. Każdy jest niepowtarzalny i jedyny. I każdy ma w sobie potencjał, który zaszczepił mu Bóg. I dlatego o życie każdego trzeba walczyć, a śmierć choćby najsłabszego dziecka jest zamordowaniem całego świata – ojciec Piotr wyraźnie się rozkręcał. Księga Rodzaju, antropologia w niej zawarta, były fundamentem jego wiary. Obraz człowieka obrazu Boga, o do którego wciąż powracał jego ojciec, mężczyzny i kobiety, a także wielka etyka chrześcijańska były tym, co nie pozwalało mu nigdy odejść od Kościoła. Już jako nastolatek stwierdził, że nie ma myśli lepiej chroniącej człowieka niż nauczanie katolickie, że nie ma bardziej spójnej etyki. I od tego momentu chciał służyć instytucji, która tę myśl głosiła. Zgłosił się do seminarium, ale tam od dawna już nie wykładano tego, co przekazano mu w domu. Po roku przeniósł się więc do tradycyjnego klasztoru benedyktyńskiego, i tam w klimacie liturgicznej modlitwy stopniowo odkrywał, że wiara to coś więcej niż przekonanie o prawdziwości doktryny. Spotykał Boga.
Nie trwało to długo. Po jego święceniach władze rozwiązały klasztor, przekazując go na potrzeby Fundacji Dziedzictwa Kulturowego, które miało w nim urządzić przytulny pensjonat. Powodem była odmowa dostosowania się w nauczaniu do zasad prawnych Zjednoczonej Europy. Zakonnicy odmówili przerwania modlitw o duchową adopcję nienarodzonych i rozprawdzania „Evangelium vitae”. Po rozwiązaniu konwentu dano im do wyboru albo powrót do życia świeckiego (na świetnych warunkach), albo staranie o licencje dla księdza, aby pracować w diecezji. Ojciec Piotr próbował zdać egzaminy księżowskie, ale nie przeszedł ze swoimi poglądami przez sito kościelnych i państwowych cenzorów. Przeniósł się więc na warszawską Pragę i tam od dwudziestu lat prowadził działalność duszpasterską.
- Ta dziewczynka-klon, jej dziecko też są takim obrazem. Jej matka wierząc, że stworzyła kogoś na swój obraz i podobieństwo okłamywała samą siebie. Dziewczynka jest sobą i tylko sobą, a nie kopią. Ma nieśmiertelną duszę. I o nią trzeba walczyć. Tak jak o życie jej dziecka. O nią walczą chrześcijanie – zapalał się coraz bardziej benedyktyn.
- Ale to tylko zbitka komórek – Hassan znowu odniósł się do życia płodu.
- Tak? A widziałeś taką zbitkę? Widziałeś, jak wygląda w momencie, gdy Wy pozwalacie je zabić? Wiesz, że w Twoim genomie – już w momencie poczęcia – zapisane są wszystkie informacje o Tobie… – benedyktyn nie potrafił opanować emocji, gdy o tym mówił. A jednocześnie wiedział, że Hassan może tego wszystkiego nie wiedzieć. Władze szkolne od dawna tak przygotowywały programy szkolne, by wiedza o tym, kiedy zaczyna się życie ludzkie, nie mogła dotrzeć do uczniów. – Zresztą, jak już ze mną porozmawiasz, sięgnij do Waszych archiwów, tam znajdziesz masę, teraz nielegalnych, publikacji, które ci to świetnie wyjaśnią o czym mówię – dodał lekko zrezygnowany.
Hassan badawczo spoglądał na zakonnika. Rozmowa z nim ponownie uświadomiła mu, że nie ma możliwości porozumienia liberalnego państwa z fundamentalistami religijnymi. Mówiono mu o tym na wykładach, wiedział to świetnie, ale teraz dotarło to do niego z całą oczywistością. – Oni albo my – myślał ze złością. – Albo my będziemy mieli możliwość wyboru i życia po naszemu, albo wrócą oni i narzucą nam swoje reguły, przed którymi nie będzie zmiłuj. I wtedy przypomniał sobie Manuelę… a chwilę potem Agnes. I stracił pewność, że rzeczywiście chciałby żyć w świecie rządzonym przez kobietę, z którą rozmawiał chwilę wcześniej. Kobietę, która nawet córki nie chciała mieć, wybierając swoją doskonałą kopię. Miał pewność, że chrześcijanie się mylą, a jednocześnie czuł gdzieś w głębi serca, że wolałby żyć z kobietą, która myli się wraz z nimi, niż z tą, która podziela jego poglądy. A potem wrócił obraz Zofii Pomorskiej z taką godnością przyjmującej śmierć.
- Zniszczymy was – rzucił bez przekonania.
- Nas? Może! Ale chrześcijaństwa nigdy! Czego byście nie zrobili Kościół przetrwa – benedyktyn był zupełnie spokojny. – Ale szczerze ci powiem poruczniku, że i w wasze zwycięstwo nad nami nie wierzę. Od lat robicie wszystko, by zateizować dzieci i dorosłych, a w naszych dzielnicach wciąż przybywa ludzi… Oni wolą żyć bez waszego państwa, ale z naszą wiarą.
Hassan musiał przyznać mu rację. Statystyki były bezlitosne. Do dzielnic nielegałów wciąż przybywali nowi mieszkańcy. Nastolatki, które uciekły z domu, by urodzić dzieci, studenci, którzy naczytali się nieodpowiednich lektur, kobiety, u których dzieci zdiagnozowano jakieś schorzenia genetyczne, a częściej także chorzy i cierpiący, którzy obawiali się eutanazji.
- Nie macie przyszłości – oficer przekonywał raczej siebie, niż zakonnika.
- Ooo, to akurat mamy, drogi poruczniku. Wieczność to jednak przyszłość. I będę się modlił za Ciebie, byś i ty miał przyszłość…
Oficer nagle uświadomił sobie, że zamiast uzyskiwać informacje, od kilku godzin jest systematycznie ewangelizowany. Zacisnął zęby, ale bez przesadnej wściekłości. Spojrzał na benedyktyna i rzucił krótko. – Kończymy. Za propagandę religijną, którą tu uprawiasz można by dorzucić kilka latek do wyroku.
- Takie umartwienie bardzo by pomogło mojej modlitwie o twoje nawrócenie – benedyktyn uśmiechnął się raz jeszcze. A Obama wyszedł z jego celi jeszcze bardziej skołowany niż wcześniej.
* * *
Obudził go dźwięk wideofonu. Hassan zaspany spojrzał na jego ekran. Czerwona ze wściekłości twarz majora Strzelkowsky’ego powiedziała mu wszystko coś musiało być nie tak. Zanim nacisnął klawisz „odbierz” spojrzał jeszcze na zegar. Było południe. Wczorajsza rozmowa z ojcem Piotrem, ale i wcześniejsze spotkanie z Manuelą i uczestnictwo w eutanazji Zofii Pomorskie bardzo go wyczerpały. Po powrocie do swojego mieszkanka długo nie mógł zasnąć. Myślał o tym, co powiedział mu zakonnik, i stawiał sobie pytanie, czy jego modlitwy mogą być skuteczne, czy on mógłby przejść na drugą stronę? Nie wierzył w to. Wygodne życie, kariera były dla niego zbyt ważne, by dla idei czy zarodków mógł je zamienić na życie w slumsach. Ale z drugiej strony miał coraz głębsze poczucie, że jednak to tam żyją naprawdę, a oni jedynie bawią się w życie: multiplikując swoje przyjemności, powtarzając własnej istnienie, zamiast otwierać się na innych. Gdy zamykał oczy natrętnie wracał do niego obraz ikony częstochowskiej i nakładający się na to oblicze obraz twarzy Agnes…
Odebrał wideofon.
- Ku…wa, przynajmniej Ty odbierać. Gdzie jesteś – usłyszał mocny głos, wyraźnie wściekłego przełożonego.
- Odsypiam wczorajsze nocne przesłuchania. A co się dzieje? – spytał, dostrzegając kątem oka na ekranie aparatu, że połączenie jest szyfrowane.
- Kamerzysta, który filmował zabieg śmierci Pomorskiej zniknął – wykrzyczał do niego major. – A razem z nim zniknął twardy dysk z nagraniem…
- Zaraz będę – Hassan miał pełną świadomość co mogła oznaczać ta informacja. Jeszcze poprzedniego dnia wieczorem przekazał mediom komunikat z odpowiednio przygotowanym nagraniem, z którego jednoznacznie wynikało, że władzom udało się doprowadzić do spełnienia pragnień porwanej przez fundamentalistów katolickich Zofii Pomorskiej. O sukcesie poinformowały wszystkie programy informacyjne. Jeśli teraz wycieknie prawdziwy materiał o śmierci – zaczną mieć problemy.
Oficer wciągał błyskawicznie jeansy i biały T-Shirt. Nastrój wątpliwości wczorajszego wieczoru rozwiał się wraz z telefonem majora. Hassan miał robotę do wykonania i to się liczyło. A rozmyślania nad Zofią, Agnes czy Manuelą nie mogły przeszkodzić mu w karierze. Z lodówki wziął jeszcze energetyzujący napój i już zjeżdżał windą do klimatyzowanego garażu, w którym parkował swój ultraekologiczny samochodzik. Z przyjemnością pogładził kierownicę i wyjechał. Prowadził łagodnie, bo chciał mieć czas na przemyślenie pewnych kwestii. Gdyby nie przekazali już materiału do mediów, teraz sprawa byłaby banalnie. Wystarczyłoby przygotować odpowiednich ekspertów, którzy przekonywaliby opinię publiczną, że Zofia Pomorska została poddana brutalnemu, religijnemu praniu mózgu, z którym władze nie powinny się liczyć. Ale niestety materiał już poszedł. A w nim jasno stało, że kobieta chciała śmierci sama, a oni jedynie spełnili jej gorącą prośbę. Trzeba było zatem szukać innych metod, na wypadek, gdyby kamerzysta zdecydował się na ujawnienie materiałów.
Sięgnął po telefon i wykręcił numer Centrum Monitoringu Netowego, ściśle powiązanego z ich biurem.
- Porucznik Hassan Obama, kod dostępu 337615… – weryfikacja po telefonie i osobistym numerze trwała dosłownie moment. – Mam pytanie, czy pojawiły się gdzieś w sieci materiały o śmierci Zofii Pomorskiej.
- Poruczniku, znamy sprawę. Na razie nie, ale sprawdzamy to cały czas – odpowiedział mu miły damski głos. Znał dziewczynę, która tam pracowała. Młodziutka absolwentka informatyki z burzą ciemnych włosów zwracała na siebie uwagę większości pracowników Biura.
- Dzięki. Bądźmy w kontakcie – odpowiedział oficer. I z zadowoleniem stwierdził, że mają trochę czasu na przygotowanie odpowiedzi. Mylił się jednak. Chwilę później zadzwonił do niego major z informacją, że materiał ze śmierci Zofii jest już rozsyłany pocztą z serwera gdzieś w Afryce. Na razie próbują zablokować jego dostępność, ale do tego potrzebna jest zgoda sądu, który dla obrony spokoju społecznego może blokować pewne treści. W biurze okazało się, że jest jeszcze gorzej. Materiał został też umieszczony na kolejnych serwerach i rozesłany do wszystkich mediów…
Major czekał na niego w gabinecie.
- I… – zaczął.
Hassan nie zastanawiał się długo. Stres często podpowiadał mu błyskawiczne odpowiedzi.
- Musimy przesłonić tego newsa naszym newsem. Trzeba aresztować arcybiskupa! – wyrzucił z siebie. Major spojrzał na niego zdumiony.
- Po co?
- Spisek, majorze, spisek. Porwanie chusty, uprowadzenie Pomorskiej, porwanie Manueli 2.0 Pentkowskiej, i teraz sfabrykowanie przez naszego człowieka fałszywek mających nas skompromitować, to wszystko było sterowane. A stał za tym jeden człowiek, udający modernistę Kiliantchuk – wyjaśniał.
Major podszedł do okna, by skupić myśli. Oglądał plac, gdzie coś przykuło jego uwagę.
- Poruczniku, świetny pomysł, ale co to za zbiegowisko tam na dole? – zapytał wskazując na kamienicę, gdzie mieściła się niegdyś metodystyczna kaplica.
Komentarze: 31
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

poniedziałek, 22 czerwca 2009, 13:51
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 13:57
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 14:17
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 15:40
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 16:00
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 16:03
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 18:16
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 18:20
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 20:25
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 20:27
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 21:05
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 21:18
poniedziałek, 22 czerwca 2009, 21:37
wtorek, 23 czerwca 2009, 10:59
wtorek, 23 czerwca 2009, 11:09
wtorek, 23 czerwca 2009, 11:23
wtorek, 23 czerwca 2009, 11:27
wtorek, 23 czerwca 2009, 11:40
wtorek, 23 czerwca 2009, 15:16
wtorek, 23 czerwca 2009, 21:37
środa, 24 czerwca 2009, 15:58
czwartek, 25 czerwca 2009, 11:50
czwartek, 25 czerwca 2009, 11:54
czwartek, 25 czerwca 2009, 21:09
czwartek, 25 czerwca 2009, 21:31
piątek, 26 czerwca 2009, 10:49
piątek, 26 czerwca 2009, 12:07
poniedziałek, 29 czerwca 2009, 17:40
wtorek, 30 czerwca 2009, 21:26
piątek, 3 lipca 2009, 20:38
niedziela, 5 lipca 2009, 00:34