• fronda.pl
  • Modlitewnik
  • Fronda.tv
  • Ciekawe
  • Blogi
  • FForum
  • Klub Fronda.pl
  • Kanał informacyjny

Szańce cywilizacji życia

  • Ile prezerwatyw zużywa redaktor Sroczyński?

    wtorek,27 lipca 2010,18:36

    kategoria: Pro life

    Jestem straszny i okropny. Chcę – jak donosi „Gazeta Wyborcza” – podniesienia VAT na prezerwatywy. A większej zbrodni, niż wyższa cena za gumkę, dla prawdziwych libertynów z „Gazety Wyborczej” nie ma. Więc choć omawiają oni tekst na zupełnie inny temat skupiają się wyłącznie na tym (wykazując się zupełnym niezrozumieniem tekstu, który był na zupełnie inny temat), jakby gumki uwierały ich w mózg.

    Ale nie to jest w tekście Grzegorza Sroczyńskiego najzabawniejsze. Otóż pan Grzegorz wykazuje się całkowitą nieznajomością życia (przy znakomitej znajomości cen prezerwatyw Durex Classic). Żeby zdyskredytować moje porównanie (VAT na wózki dziecięce 22 procent, VAT na prezerwatywy 7 procent) odwołuje się do przykładu (taki to i styl polemiki) pieluszek (które też mają 7 procentowy VAT) i przekonuje pełen ironii, że przecież pieluszki są tańsze, niż prezerwatywy, bo „człowiek idzie do Galerii Mokotów i co widzi: prezerwatywy Durex Classic kosztują 27 zł, pieluszki Pampers Activ Baby – 53 zł. Czyli niby na razie wszystko jak pisze Terlikowski. Ale zajrzyjmy do środka. W pudełeczku prezerwatyw jest zaledwie 12! Pieluch – aż 82 sztuki! Po przeliczeniu: jedna gumka kosztuje w Polsce 2 zł 25 groszy. A jedna pielucha – 64 grosze” – oznajmia Sroczyński.

    I już samym tym stwierdzeniem się pogrąża. Bo pokazuje, że o dzieciach pojęcie ma (nie rozstrzygam czy je posiada, ale nawet jeśli, to specjalnie się nimi raczej nie zajmował) przynajmniej słabe. Po pierwsze 82 pieluchy w paczce są tylko w przypadku najmniejszego ich rozmiaru, później ich ubywa. Co więcej pieluch zużywa się dziennie sześć, siedem (im młodsze dziecko tym więcej). A prezerwatyw jednak (nie rozstrzygam jakie potrzeby seksualne ma Sroczyński) mniej. Słowem – po krótkim kursie matematyki – wychodzi, że dziennie na pieluszki trzeba wydać 4.48. Miesięcznie daje to sumę 134 złotych, chyba, że ma się więcej dzieci (ja mam w tej chwili dwójkę korzystających z pieluszek). Żeby zatem realnie osiągnąć wydatki na prezerwatywy, jakie ja wydaję na pieluszki musiałby Sroczyński zakupić 120 prezerwatyw. I szczerze mówiąc jakoś wątpię, czy mu aż tyle potrzeba.

    A poza wszystkim innym pisałem o wózkach. I o tym, że polscy politycy opowiadają bajki o polityce prorodzinnej. Ale i na to Sroczyński ma odpowiedź. Otóż jego zdaniem, gdyby obniżyć VAT na wózki, to wówczas wszystkie samochody byłyby rejestrowane jako wózki dziecięce. Cóż, najwyraźniej Sroczyński nie ma pojęcia, że wózki dziecięce napędzają ludzkie mięśnie, czego o samochodach (chyba, że na pedały) powiedzieć się nie da.

    Zauważenie tego wymaga jednak zdjęcia prezerwatywy z oczu. Bo guma jest jednak dość mało przejrzysta i nie daje szerszej perspektywy. I tego życzę panu Sroczyńskiego, bo z gumką na oczach i na mózgu trudno jest normalnie funkcjonować. 

    Komentarzy: 23

  • Świat potrzebuje miłości

    sobota,17 lipca 2010,14:12

    kategoria: Modlitwa

    Mocny przekaz u braci kapucynów. Świat krzyczy i manifestuje, tak jak dzieci tupią i krzyczą, by zwrócić na siebie uwagę. A tak naprawdę chodzi i światu i dzieciom o miłość. Miłość zaś prawdziwą może dać tylko Chrystus. I właśnie o miłość i nawrócenie modliliśmy się w czasie mszy świętej u braci mniejszych kapucynów.

    Już czytania wprowadzały w nastrój tej wspólnej modlitwy. „…wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich” – głosiła Ewangelia św. Mateusza. I właśnie o możliwości uzdrowienia, o możliwości nawrócenia i odnalezienia prawdziwej miłości było kazanie. Nie padło w nim ani słowo wprost o paradzie, nie było w nim „prozelityzmu” czy „krucjat” (choć organizatorów akcji oskarżali o to homo-aktywiści). Było natomiast przypomnienie absolutnie fundamentalnego przekonania chrześcijan, że miłość i szczęście można znaleźć tylko w Bogu. I wezwanie do przyjęcia tej prawdy i głoszenia jej. Kto miał zrozumieć, zrozumiał.

    A potem rozpoczęła się modlitwa przed Najświętszym Sakramentem. W ciszy, w spokoju, w głębokim skupieniu. Przed Panem ukrytym pod postacią chleba. Modlitwa, która wciąż trwa, i do której aż do 18:30 można się dołączyć.  Wiem, że także w innych miejscach ludzie modlą się w intencji nawrócenia i odkrycia Miłości. Mam sygnały od księży, że takie msze również oni odprawią. Jeśli wiecie, że gdzieś jeszcze podobna msza święta będzie odprawiona dajcie znać.

    Komentarzy: 20

  • Wolność, równość, homo-tolerancja

    piątek,16 lipca 2010,13:05

    kategoria: Polityka

    Warto rozmawiać. Także z działaczami homoseksualnymi. Przekonałem się o tym naocznie (nausznie?) w czasie rozmowy w TVN24 z Krystianem Legierskim, który przekonywał mnie, jak wspaniale demokratyczny i tolerancyjny jest Zachód. Gdy zwróciłem uwagę, że tolerancja ta nie obejmuje cytowania opinii Katechizmu Kościoła Katolickiego za co jeden z holenderskim dziennikarzy został skazany, usłyszałem, że to dobrze.

     

    Postanowiłem drążyć temat. I zadałem pytanie, czy mnie również za moje poglądy należy wsadzić do więzienia. Na to rozmówca zaprotestował. – Do więzienia nie. Ale grzywnę mógłby Pan zapłacić!

    I to tyle na temat „wolności, równości i tolerancji”, którą promują działacze gejowscy. Dla nikogo, kto zna sytuację na Zachodzie nie są one tajemnicą. Ale części Polaków może się zdawać, że homoseksualistom chodzi o jakieś prawa, których rzekomo nie mają. W istocie chodzi im o rewolucję i zamknięcie ust wszystkim myślącym inaczej… Tak jak bolszewikom.

    Ale tym bardziej trzeba się za nich modlić. Może kiedyś Krystian Legierski jednak przestanie się lękać. I otworzy drzwi Chrystusowi. Czego szczerze mu życzę, bo tylko w ten sposób – a nie zamykając usta innym grzywnami – może osiągnąć spokój sumienia.

    Komentarzy: 97

  • Propozycja dla pogromców pedofilów

    poniedziałek,12 lipca 2010,21:19

    kategoria: Polityka

    Belgijska policja w słusznym szale poszukiwania pedofilów nie tylko przeszukała ostatnio pomieszczenia Kościoła, ale też nawiercała grobowce zmarłych już prymasów. Teraz zadanie dla policji (mam nadzieję nie tylko belgijskiej) będzie prostsze. Obrońców pedofila nie trzeba szukać. Oni sami się ujawniają, na łamach polskiej, niemieckiej i francuskiej prasy. Trzeba ich tylko napiętnować, przesłuchać i przeszukać ich domy, by ustalić skąd u szacownych – skądinąd ludzi – pomysł, by bronić człowieka, który wykorzystał seksualnie 13-latkę, i nigdy nie wyraził z tego powodu skruchy.

    Ustalenie listy nie będzie trudne. Wystarczy przeczytać pierwszą lepszą gazetę czy portal internetowy. A w nim aż roi się od obrońców reżysera-pedofila. – Bardzo, bardzo się cieszymy – mówi „Rzeczpospolitej” o uwolnieniu reżysera-pedofila malarka Krystyna Morgenstern, żona reżysera Janusza Morgensterna.

    Jacek Bromski, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich wyraził natomiast rozgoryczenie z powodu zbyt długiego przebywania Polańskiego w areszcie domowym. – Zabrano mu dziesięć miesięcy życia – współczuł reżyserowi-pedofilowi Bromski. Filip Bajon natomiast uznał, że areszt ze pedofilię to „nieludzkie traktowanie”. – To był nieludzki areszt, nieludzkie traktowanie i cieszę się, że to paradoksalnie dziwne traktowanie prawa się skończyło – mówił PAP reżyser. Zadowolenie z faktu uwolnienie reżysera-pedofila wyraził także polski MSZ.

    Jeszcze mocniej swój stosunek do równości wobec prawa i pedofilów wyraził francuski filozof i pisarz Bernard Henri Levy. – Szaleję z radości. (…) Właśnie z nim (Polańskim) rozmawiałem, jest w podobnym stanie ducha, co miliony obywateli, którzy go wspierali, ma poczucie, że sprawiedliwości stało się zadość – mówił dziennikarzom pisarz.

    Ciekawe czy w (słusznym – podkreślam) szale szukania i piętnowania obrońców pedofilii policja zabierze się także za ustalenie, dlaczego pewne środowiska tak mocno zaangażowały się w obronę przestępców. Ciekawe, czy do domów artystów-obrońców także wkroczy policja? I czy jutro przeczytam na łamach zachodnich i polskich gazet o skandalu krycia przestępców seksualnych? Jakoś średnio w to wierzę. Bo pedofil – dla niemałej części elit – jest zły, gdy jest księdzem. A gdy jest reżyserem, to już zły nie jest. Źli są natomiast ci, którzy chcą go skazać. Ot, typowa moralność Kalego. Tak typowa, że aż żałosna.

    Komentarzy: 37

  • Paradygmat amnezji

    poniedziałek,12 lipca 2010,13:27

    kategoria: Polityka

    Amnezja staje się głównym aksjomatem polityki miłości. Jej obecnym celem jest wymuszenie zapomnienia o Smoleńsku. Tylko w ten sposób można bowiem zachować zgodę na post (a w zasadzie pseudo) politykę. I właśnie stąd bierze się wojna z krzyżem czy lekceważenie śledztwa i uznawanie nieufnych za „oszołomów”. Problem tylko w tym, że narody bez przeszłości tracą przyszłość. Walka o pamięć i prawdę jest zatem walką o nasze państwowe i narodowe być albo nie być…

    10 kwietnia 2010 roku powinien być w polskiej historii momentem zwrotnym. Absurdalny wypadek (a może wcale nie wypadek) pozbawił życia niemal setkę polityków, w tym – co symboliczne prezydentów II i III Rzeczpospolitej. Ludzie wyszli na ulice, do trumien ze zwłokami ofiar ustawiały się ogromne kolejki, a solidarność międzyludzka manifestowała się niezwykle mocno. Pokazała się Polska solidarna, republikańska, przywiązana do wartości i polskości. I to wywołało przerażenie elit, które uległo jeszcze wzmocnieniu po bardzo dobrym wyniku Jarosława Kaczyńskiego. I właśnie efektem tego przerażenia jest obecna wojna z pamięcią o Smoleńsku, której tylko jednym z wymiarów jest walka z krzyżem.  

    Dążenie do amnezji ma przyczyny niezwykle proste. Otóż Smoleńsk 2010 i to niezależnie od jego przyczyn) obnaża katastrofalną słabość polskiego państwa. Jeśli był to tylko wypadek, to jest on konsekwencją całego ciągu zaniedbań i błędów, tak w wojsku, jak i we władzach cywilnych. Nie byłoby też tej katastrofy, gdyby nie to, że premier Donald Tusk zdecydował się wejść w grę, którą rozpisała rosyjska dyplomacja, by ośmieszyć Lecha Kaczyńskiego. Jeśli zaś była to (co bada, warto przypomnieć, prokuratura) jakaś forma zamachu, to również przyczyną jest słabość naszego państwa. Skutkiem jego słabości jest także to, co dzieje się obecnie po stronie rosyjskiej ze śledztwem, które skupia się na dowodzeniu niewinności Rosjan. I jedno i drugie kwestionuje dość mocno kwestionuje mit najwspanialszego państwa, jakim ma być III RP, a także pokazuje, że wzmocnienie Rzeczpospolitej (o którym nic lub niemal nic nie mówi PO) pozostaje zadaniem do wykonania. O wiele wygodniej jest jednak udawać, że nic się nie stało, niż zabrać się do ciężkiej pracy reformowania państwa i walki o suwerenność Polski. 

    I to dlatego już w kilkadziesiąt godzin po wygranych wyborach Bronisław Komorowski zabrał się za rzecz, wydawałoby się najmniej istotną, czyli za sugerowanie metropolicie warszawskiemu, by zabrał krzyż sprzed pałacu. Jego obecność tam przypomina bowiem, jakie są źródła jego prezydentury, na czym została ona zbudowana, ale także boleśnie uświadamia, że propaganda sukcesu i świetny PR nie są w stanie zastąpić realnej polityki. I dlatego krzyż musi zniknąć, by nie psuł dobrego nastroju prezydenta i jego ekipy, i by nie wywoływał emocji…

    Zwycięstwo takiej polityki oznacza jednak, że nie wyciągniemy wniosków z katastrofy, a ona sama pójdzie na marne. Tylko pamięć (a ta wymaga symboli) daje nadzieję, że na tamtej tragedii (ale również na mordach na oficerach w Katyniu czy Powstaniu Warszawskim – a piszę to z pełną świadomością nieadekwatności porównania) zbudujemy mocne państwo, którego celem będzie – jak w syjonizmie – „niedopuszczenie do powtórki takich sytuacji”. Niedopuszczenie do kpienia z prezydenta, do rozgrywania wewnętrznych konfliktów przez rosyjską dyplomację i do tak bezsensownych śmierci. Jeśli zaś zapomnimy, to może być tylko gorzej.

    Walka z krzyżem ma jednak jeszcze jeden cel. Chodzi o skłócenie części konserwatywno-katolickiej opinii publicznej z hierarchią. Sugestie – Grasia czy Komorowskiego – by sprawę krzyża załatwił Kościół (choć to nie on postawił ten symbol) są na to najlepszym dowodem. Tak Graś, jak i sam Komorowski mają pełną świadomość, że usunięcie krzyża przy pomocy służb miejskich czy policji wywołałoby gigantyczny skandal. Próbują więc zepchnąć to na hierarchię, licząc na to, że nie będzie ona chciała otwartej wojny z władzami. Problem polega tylko na tym, że jeśli metropolita warszawski rzeczywiście się na takie działania zdecyduje, to dla odmiany wywoła silną reakcję części (niemałej i często najbardziej zaangażowanej) warszawskich katolików, w tym także księży.

    PO będzie to oczywiście na rękę, bo dzięki niemu będzie można przeciwstawiać (na nowo) katolików toruńskich i łagiewnickich i przekonywać, że głównym problemem polskiego Kościoła jest jego upolitycznienie. Straty zaś poniesie Kościół… I tylko on. A dzięki temu będzie bardziej uległy i mniej wymagający od polityków, którzy chętnie fotografują się przy przyjmowaniu komunii, ale nie gdy przychodzi do realizacji kwestii kluczowych dla ludzi rzeczywiście wierzących. Wtedy pokazują figę!

    Komentarzy: 17

  • Antyklerykalna wyborcza histeria

    czwartek,8 lipca 2010,14:28

    kategoria: Polityka

    Histeria rozmaitych propagandzistów, ostrzegających przed „Polską proboszczów”, zaczyna udzielać się zwykłym Polakom. I przybiera śmieszno-straszne oblicze.

    Tak stało się w Bielsku-Białej, gdzie w parafii pallotyńskiej ksiądz rozpoczął kazanie od stwierdzenia, że powie, kogo wybiera. Natychmiast świątynię opuściła grupa oburzonych wiernych, którzy pobiegli na policję i do PKW, zgłaszając do nich, że złamano ciszę wyborczą.

    Ci, którzy zostali, usłyszeli, że ksiądz wybiera… Jezusa! I mocne uzasadnienie tego jedynie słusznego egzystencjalnego wyboru.

    To wszystko byłoby nawet dość śmieszne, gdyby nie to, że donosy już zadziałały i ksiądz został przesłuchany – musiał się gęsto tłumaczyć, a w wyjaśnieniach pomogło mu tylko to, że ktoś nagrał kazanie i mógł je przedstawić. Dzięki temu uznano, że wybór Jezusa nie przeszkadza w wyborze Bronisława i ksiądz nie zostanie ukarany.

    Komentarzy: 83

  • Dość histerii - zawieszam bloga

    środa,23 czerwca 2010,16:03

    kategoria: Polityka

    Na czas kampanii zawieszam bloga. Jego pisanie nie ma sensu, bo albo człowiek decyduje się na przystąpienie do jednej z grup i ślepo chwali jej lidera, albo zbiera ciągi za „głupotę”, „ślepotę”, „bycie pożytecznym idiotą”, „antykatolikiem”, „agentem wpływu”, człowiekiem nienawidzącym Kaczyńskiego itd. itp. Zbiera cięgi za słowa i opinie, których nie wypowiedział i nie sformułował. Nigdzie w moim tekście  nie ma wezwania do „nie głosowania”. Brak w nim deklaracji politycznych. Nie ma w nim także sugestii, że Komorowski jest lepszym kandydatem niż Kaczyński (bo moim zdaniem nie jest). Jest tylko analiza (nie mnie oceniać czy słuszna) ostatnich działań i słów Jarosława Kaczyńskiego. I sugestia, że mogą mieć one skutek odwrotny od zamierzonego. Tylko tyle. 

    Ale w sytuacji, gdy mamy naprzeciwko siebie dwie grupy bojowe, gdy trzeba być „za” albo „przeciw” na jakiekolwiek wątpliwości nie ma miejsca. Trzeba atakować, deklarować się, a nie zastanawiać czy poddawać w wątpliwość. I na to mojej zgody nie ma. Nie mam ochoty brać udziału w wojnie. Nie jestem politykiem, tylko komentatorem. I chcę nim pozostać.

    Do wyborów pójdę. Jeden z dwóch kandydatów jest mi bliższy, drugi dalszy (a nawet mocniej uważam, że jest on zagrożeniem dla realizacji polskiej racji stanu). I ten, kto czyta tego bloga wie, który jest którym. Nie zgadzam się jednak na logikę dwóch band, i na konieczność zapisania się do jednej z nich. Nie zgadzam się na narzucanie dziennikarzom i komentatorom roli rzeczników prasowych, którzy mają wyjaśniać głębię i mądrość decyzji i słów jednego z uczestników walki politycznej. I do przemilczania poglądów, z którymi zgodzić się nie mogę.

    I dlatego poczekam aż czas wyborów minie… Niespełna dwa tygodnie, to nie długo. A jeśli histeria nie minie, to jest tyle innych tematów poza politycznymi, że w te rejony przestanę się wybierać. Nie ma to sensu, szczególnie, gdy od idei i wartości wciąż ważniejsze jest kto-kogo!

    Komentarzy: 43

  • Kaczyński strzela sobie w stopę

    środa,23 czerwca 2010,12:36

    kategoria: Polityka

    Jarosław Kaczyński (a może jego doradcy) postanowił popełnić widowiskowe polityczne seppuku stopniowo odbierając swoim zwolennikom kolejne powody, dla których powinni oni na niego zagłosować. Zaczęło się od sugerowania, że SLD nie jest już partią postkomunistyczną, tylko lewicową, a teraz nadchodzi (jak donosi „Rzeczpospolita”) wielkimi krokami czas na ogłoszenie Joanny Kluzik-Rostkowskiej nową szefową partii lub szefową kancelarii. A to oznacza, że w imię pozyskiwania wyborców lewicy Kaczyński postanowił utracić wyborców prawicy. I to nie tylko chrześcijańsko-konserwatywnej, ale i antykomunistycznej.

    Z konserwatyzmu Jarosław Kaczyński zrezygnował już dawno temu, przez wiele miesięcy tolerując obstrukcję w sprawie ochrony życia. A teraz (jeśli informacje „Rzeczpospolitej” okażą się prawdziwe) potwierdził mianując Kluzik-Rostkowską na szefową Kampanii (teraz pojawia się dla niej propozycja szefostwa partii lub szefową Kancelarii prezydenta). A to oznacza, że szefową rzekomo konserwatywnej partii lub szefową kancelarii konserwatywnego prezydenta ma być osoba, która popiera refundowanie in vitro z budżetu państwa, przyznanie parom jednopłciowym części uprawnień małżeńskich, a także akceptująca aborcję…

    Antykomunizm został zaś porzucony wczoraj, gdy Jarosław Kaczyński zaczął opowiadać, że nie ma już w Polsce postkomunistów, bo są lewicowcy. I to w sytuacji, gdy Grzegorz Napieralski wrócił do popierania i opierania się na najtwardszych  nawet nie post, a zwyczajnych komunistach w rodzaju Wojciecha Jaruzelskiego. Opowiadanie o Józefie Oleksym, jako o człowieku lewicy „średnio-starszego pokolenia” wymaga zaś tylko uzupełnienia opowieścią o Jerzym Urbanie, jako publicyście lewicowym starszego pokolenia. I nie przekonuje mnie, że są to tylko słowa. Słowa bowiem mają znaczenie. To, jakich używamy terminów rodzi konsekwencje w naszym myśleniu. Stosowanie określeń nieprawdziwych prowadzi zatem do błędnego postrzegania rzeczywistości, także politycznej. A to jest niebezpieczne.

    Z dwóch politycznych elementów PiS, jakimi był konserwatyzm (niekoniecznie chrześcijański, ale jednak często tak) i antykomunizm nie pozostało wiele. I dlatego pojawia się pytanie, dlaczego zwolennicy Marka Jurka, Janusza Korwina-Mikke czy nawet głosujący w pierwszej turze na Kaczyńskiego, jako antykomunistę i konserwatystę mieliby zagłosować na niego w drugiej turze? Czy po to, by obudzić się z PiS-em, identycznym jak Partia Ludowa w Hiszpanii? Po to, by doczekać się czasu, gdy w ramach ocieplania wizerunku Jarosław Kaczyński spotkał się z Jerzym Urbanem, Kluzik-Rostkowska zaczęła przyznawać parom jednopłciowym uprawnienia małżeństw, a PiS opowiedział się (przynajmniej w części za finansowaniem in vitro z naszych podatków?

    Jarosław Kaczyński myli się sądząc, że prawicowy elektorat nie ma innego wyjście, niż poparcie jego osoby. Chrześcijańscy konserwatyści, twardzi antykomuniści mogą zwyczajnie zostać w domach. I wtedy nie na wiele się zda wspieranie prezesa PiS przez kilka procent wyborców Napieralskiego.

    Komentarzy: 48

  • Tusku, musisz... postawić na Kaczyńskiego

    poniedziałek,21 czerwca 2010,12:02

    kategoria: Polityka

    Tak od kilku dni zastanawiam się na kogo powinien w ten drugiej turze zagrać Donald Tusk? I wcale nie jestem przekonany, że na Bronisława Komorowskiego. Z czystego rachunku zysków i strat wynikać bowiem powinno poparcie (a dokładniej granie na…) Jarosława Kaczyńskiego.

    Wiem oczywiście, że to teza kontrowersyjna, by nie powiedzieć ekstrawagancka. Ale mam wrażenie, że da się ją spokojnie uzasadnić. I to na różnych poziomach. Pierwszy z nich jest oczywisty. Otóż wygrana Jarosława Kaczyńskiego oznacza kłopoty dla Prawa i Sprawiedliwości. Ktoś będzie go musiał przecież zastąpić na fotelu prezesa, a w Pis-ie nie ma, na razie, polityka, który mógłby to zrobić. I bez szkody dla spoistości i dynamizmu partii zastąpić Jarosława Kaczyńskiego. Włożenie prezesa do Pałacu oznacza zatem sporem kłopoty dla PiS, i w konsekwencji łatwiejsze kontynuowanie władzy przez PO po wyborach parlamentarnych.

    Tyle pierwszy argument. Ale jest i drugi. Z punktu widzenia Donalda Tuska o wiele istotniejszy. Otóż dla salonu i służb łatwiejszym i lepszym do prowadzenia politykiem jest Bronisław Komorowski. Tusk pozostaje – jednak – politykiem nieprzewidywalnym i nie poddającym się (a przynajmniej nie zawsze) każdemu pragnieniu salonu. Od dawna na przykład odmawia zaplanowanej i zbudowanej koalicji z SLD, a do tego pracy pozbawił samego ministra Ćwiąkalskiego…

    Z tej perspektywy Bronisław Komorowski jest politykiem lepszym. On nawet głosował przeciw (jako jedyny polityk PO) przeciw rozwiązaniu WSI. I jest wysoce prawdopodobne, że w innych ważnych z punktu widzenia salonu sprawach, zachowa się podobnie, nie sprawiając problemów, gdy nie będzie to potrzebne. Widać zresztą, że na to salon liczy, i że ma świadomość, że na Komorowskiego, inaczej niż na Tuska, będzie mógł liczyć zawsze.

    A widać to choćby po stosunku do obu kandydatur (Komorowskiego i niedoszłej Tuska). Gdy startować miał Tusk media, salon i maintreamowi komentatorzy pragnęli wejścia nowego, niezależnego kandydata, którym miał zostać Andrzej Olechowski. Gdy jednak Tuska zastąpił Komorowski, nagle okazało się, że niezależny kandydat nie jest potrzebny…

    O tym wszystkim Tusk niewątpliwie pamięta. I ma świadomość, że z jego punktu widzenia lepiej, żeby Komorowski nie otrzymywał za dużo władzy. Tym bardziej, że – jeśli ją otrzyma – łatwo może zapragnąć uniezależnienia się (szczególnie w sprawach ważnych dla części jego zaplecza). A wtedy nagle okaże się, że zdaniem w Polsce mamy system mieszany, w którym premier nie ma prawa ograniczać prezydenta… A mówić to będzie choćby Janina Paradowska, czy inni usłużni układowi publicyści. Tusk  nie jest głupcem i wie, że dla nich jest tylko kandydatem drugiego wyboru. A lepszy od niego, bo bardziej usłużny (czemu dał już dowód głosując przeciw rozwiązaniu WSI) jest właśnie Komorowski.

    Komentarzy: 20

  • Uspokojenie, ale czy oczyszczenie?

    sobota,19 czerwca 2010,07:54

    kategoria: Kościół

    Dekret w sprawie arcybiskupa Paetza (jeśli takowy był, a z informacji jakie napływają z Poznania, wynika, że jednak tak) nie został odczytany. Nikt, poza samymi zainteresowanymi go nie widział. I dobrze, bo dzięki temu istnieje możliwość łagodnego wycofania się z całej sprawy: czyli uznania, że w istocie nic (choć to nie do końca prawda) się nie stało.

    I jak się zdaje taki właśnie model zachowania został w tej sprawie wybrany. Hierarchowie będą teraz sugerować, że nie było dekretu, a jedynie sugestia, że nie chodziło o dekret, a jedynie o prośbę czy list. W ten sposób oczywiście można – na jakiś czas – załagodzić sprawę. Można uspokoić atmosferę, szczególnie jeśli abp Paetz nie będzie się publicznie pojawiał, a dziennikarze odpuszczą sobie dalsze komentowanie tej sprawy.

    Są jednak rzeczy, których zakryć się już nie da. Otóż okazało się, że w Kurii Rzymskiej są ludzie, dla których słowa Ojca świętego Benedykta XVI wzywające do walki ze skandalami seksualnymi nie mają większego znaczenia, że bardziej od oczyszczenia Kościoła i sprawiedliwości liczy się dla nich zadowolenie i satysfakcja kolegów. Wiadomo także (a ta lekcja płynie nie tylko ze Stolicy Apostolskiej, a dokładniej z sugestii autora listu?/dekretu, ale również z wielu komentarzy księży i świeckich) że – tak długo, jak nie ma wyroku sądu świeckiego, tak długo uznaje się sprawę za nieistotną. A to oznacza, że w przypadku takich spraw nie wystarczy je załatwiać kanonicznie, ale ofiary powinny – koniecznie – zgłaszać się także do sądów świeckich. I prowadzić za wszelką cenę do przykładnego karania obwinionych.

    I to jest ważna lekcja, o której trzeba pamiętać, nawet wówczas, gdy dzięki ostrej reakcji opinii publicznej, odwadze arcybiskupa Stanisława Gądeckiego sprawa zostanie uspokojona. A kard. Re uda się na zasłużoną emeryturę (co zresztą stanie się niebawem).

    Komentarzy: 50

  • «‹ wcześniejsze

O Autorze

Tomasz Terlikowski

Tomasz Terlikowski

doktor filozofii, publicysta, redaktor naczelny portalu Fronda.pl, wykładowca, a przede wszystkim ojciec trójki dzieci (na razie)

Kategorie

  • Kultura

  • Pro life

  • Wiadomości

  • Kościół

  • Polityka

  • Fronda

  • Modlitwa

  • Rodzina

  • Religia

  • Ogólne

Archiwum

  • lipiec 2010

  • czerwiec 2010

  • maj 2010

  • kwiecień 2010

  • marzec 2010

  • luty 2010

  • styczeń 2010

  • grudzień 2009

  • listopad 2009

  • październik 2009

  • wrzesień 2009

  • sierpień 2009

  • lipiec 2009

  • czerwiec 2009

  • maj 2009

Popularne

  • Módlmy się za arcybiskupa Gądeckiego

    18 czerwca 2010

  • Na spokojnie słów kilka

    24 maja 2010

  • Święto na cały rok

    28 maja 2010

  • Gdzie jesteśmy?

    3 czerwca 2010

  • Wolność, równość, homo-tolerancja

    16 lipca 2010

Copyright © 1994-2010 Fronda. Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone

Dołącz do Klubu Fronda.pl

Zamknij

Reklama w portalu Fronda.pl

Skontaktuj się z nami! Za pomocą poniższego formularza możesz wysłać do nas zapytanie odnośnie reklamy w portalu Fronda.pl. Zapoznaj się także z innymi formami wspierania portalu.

Zamknij

Skontaktuj się z redakcją portalu Fronda.pl

Zamknij