-
Gdzie nie ma Boga NIC NIE MA - Mt 13, 44-46
środa,28 lipca 2010,09:49
kategoria: Religia
Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.
Czy jestem w stanie wszystko sprzedać dla Królestwa Niebieskiego? Czyż Bóg każe mi sprzedawać miłość do drugiego człowieka? Nie – ale wskazuje właściwy jej kierunek. Czyż Bóg każe mi sprzedawać własną tożsamość? Nie – ale zaprasza do kształtowania jej na swój wzór. Czyż Bóg każe mi sprzedawać moje pragnienia? Nie – ale prosi bym nie wynosił ich ponad Jego.
Królestwo Niebieskie ma być najwyższą wartością decyzji mego życia. Odnoszę wrażenie jednak, że próbujemy to zdefiniować jako absolutną niemożność korzystania z radości mojej codzienności. Że bardziej Królestwo należy się tym co tu cierpią niż tym, co tutaj się uśmiechają. I w konsekwencji powstaje nam chrześcijaństwo flebilis czyli smutne. A to już nie jest to o czym mówił Jezus – Ewangelia – czyli Dobra Nowina.
To nieprawda, że musimy tutaj ściskać pośladki i dłonie aby później móc Bogu powiedzieć: Widziałeś co dla Ciebie zrobiłem? Tu na ziemi trzeba żyć w uśmiechu i radości. Wracać do domu z tęsknotą za mężem czy żoną. Z uśmiechem czekać na dzwonek po którym dzieci wybiegną ze szkoły w nasze ramiona. Z niecierpliwością czekać na kolejny dzień pełen zaskakujących niespodzianek Boga. Człowiek ma żyć pełnią życia i do tego wzywa chrześcijaństwo. Ów pełnia jest pełna jeśli żyje w horyzoncie Królestwa Niebieskiego, czyli gdy biorę pod uwagę Pana Boga. On wlewa największe pokłady szczęscia w nasze życie. To nie życie bez przyjemności jest nieszczęśliwe, lecz życie bez Boga. On doskonale nas zna i wie co do nas najlepsze.
Sprzedać wszystko dla Krolestwa Niebieskiego to być gotowym zrezygnować z czegoś tylko dla tego, że nie ma tam Boga. Że jest On świadomie wypychany z danej przestrzeni. Tam, drogi człowieku już nie ma po co iść. Bo przed Księgą Rodzaju nie ma innej księgi. Na początku wszystkiego jest Bóg, a tam gdzie Go nie ma NIC NIE MA.
-
Pozostawić Drugiem wolność - Mt 13, 31-35
poniedziałek,26 lipca 2010,09:26
kategoria: Religia
Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach(Mt 13, 31-32)
Sprawy Boże tak jak Królestwo niebieskie z tej przypowieści potrzebują czasu. Człowiek potrzebuje czasu aby dorosnąć i stać się niezależnym od kogokolwiek. Sprawy Boże też w czasie nabierają swych właściwych kształtów.
Czasem chcielibyśmy kogoś nawrócić na siłę. Tu i teraz uzmysłowić mu, że źle robi. W imię świętego oburzenia pragniemy skierować bliźniego na właściwe tory. Uznajemy, że kierunek w którym my idziemy jest najwłaściwszym i najchętniej widzielibyśmy na nim wszystkich innych ludzi. A jeśli oni wybierają inny kierunek jest to wybór błędny.
Takie spojrzenie jest według mnie dalekie od chrześcijańskiego. Każdy ma własną ścieżkę do Pana Boga, każdy ma swoją drogę, którą idzie ku Chrystusowi i nie można na siłę komukolwiek kazać iść inaczej. Zresztą Pan Jezus jak mantrę powtarzał wszystkim słowa: jeśli chcesz…(por. Mt 19,17; 19,21) Postawa, którą opisałem wcześniej jest postawą totalitarną. Ja rządzę Tobą czy ci się to podoba czy nie. Zabieram Drugiemu wolność uzurpując sobie do tego władzę. A przecież człowiek nie ma takiej władzy…
Królestwo Boże rośnie powoli. Człowiek też zmienia się powoli. Trzeba dać Drugiemu czas. Aby dojrzał. Aby zweryfikował swe decyzje. Ale ja nie mogę nikogo zmuszać do czegoś. Bóg daje człowiekowi wolność. Dlaczego ja miałbym mu ją zabierać?
-
o cierpliwości - Mt 13, 24-30
sobota,24 lipca 2010,07:44
kategoria: Religia
Rzekli mu słudzy: «Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?» A on im odrzekł: «Mię, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza»(Mt 13, 28-30)
Bóg jest cierpliwy. Ów cierpliwość przejawia się w oczekiwaniu na moje nawrócenie. On nie działa od razu zaprzeczając fizycznej prawdzie iż na każdą akcję musi złożyć się jakaś reakcja. A może nie zaprzeczając, bo przecież reakcją Boga na niewierność człowieka jest najczęściej czekanie. Bóg w dzisiejszej Ewangelii uczy nas cnoty, która pomaga układać każdą relację. Cierpliwość jest niczym sól, która dodaje posiłkom właściwego smaku. Cierpliwość jest furtką przez którą wchodzą do naszego życia głębokie relacje z Innym. Brak cierpliwości może stać się zarzewiem waśni i sporów a ostatecznie zerwania więzi.
Do jakiego czasu być cierpliwym? Nie ma reguły, która ustalałaby ten fakt. Sądzę, że cierpliwość zamyka Drugi, który nie chce się zmienić. Który uparcie trwa w chorej postawie. Cierpliwość zatem jest niszczona przez egoizm. Pan Bóg czeka na nasze nawrócenie. Małżonka czeka by mąż ją w końcu zauważał. Ksiądz czeka by bajka o wspólnocie stała się filmem dokumentalnym. I w końcu to czekanie dosięga granic. Druga strona zamyka się na moją propozycję czekania i wtedy cierpliwość zamienia się w zamknięcie. Nie całkowite. Bo chrześcijanin zawsze powinien dawać szansę. Ale to zamknięcie może zrodzić takie zmiany, które będą nieodwołalne np. odejście.
Trzeba zatem szanować cierpliwość innych. A nade wszystko Pana Boga. Bo od Niego zależy najważniejsza decyzja w moim życiu…
-
Granica cierpliwości - Mt 13, 24-30
sobota,24 lipca 2010,07:43
kategoria: Wiadomości
Rzekli mu słudzy: «Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?» A on im odrzekł: «Mię, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza»(Mt 13, 28-30)
Bóg jest cierpliwy. Ów cierpliwość przejawia się w oczekiwaniu na moje nawrócenie. On nie działa od razu zaprzeczając fizycznej prawdzie iż na każdą akcję musi złożyć się jakaś reakcja. A może nie zaprzeczając, bo przecież reakcją Boga na niewierność człowieka jest najczęściej czekanie. Bóg w dzisiejszej Ewangelii uczy nas cnoty, która pomaga układać każdą relację. Cierpliwość jest niczym sól, która dodaje posiłkom właściwego smaku. Cierpliwość jest furtką przez którą wchodzą do naszego życia głębokie relacje z Innym. Brak cierpliwości może stać się zarzewiem waśni i sporów a ostatecznie zerwania więzi.
Do jakiego czasu być cierpliwym? Nie ma reguły, która ustalałaby ten fakt. Sądzę, że cierpliwość zamyka Drugi, który nie chce się zmienić. Który uparcie trwa w chorej postawie. Cierpliwość zatem jest niszczona przez egoizm. Pan Bóg czeka na nasze nawrócenie. Małżonka czeka by mąż ją w końcu zauważał. Ksiądz czeka by bajka o wspólnocie stała się filmem dokumentalnym. I w końcu to czekanie dosięga granic. Druga strona zamyka się na moją propozycję czekania i wtedy cierpliwość zamienia się w zamknięcie. Nie całkowite. Bo chrześcijanin zawsze powinien dawać szansę. Ale to zamknięcie może zrodzić takie zmiany, które będą nieodwołalne np. odejście.
Trzeba zatem szanować cierpliwość innych. A nade wszystko Pana Boga. Bo od Niego zależy najważniejsza decyzja w moim życiu…
-
Nie bać się stanąć gdy inni biegną - J 20, 1.11-18
czwartek,22 lipca 2010,07:57
kategoria: Religia
Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono(J 20, 13)
Te pełne żalu słowa Marii Magdaleny wskazują ma ogromną tęsknotę tej kobiety za Chrystusem. Człowiek w swoim sercu ma wypisaną ów tęsknotę. Tak jak czekamy za Kimś kogo kochamy, tak w głębi serca czekamy na spotkanie z Panem. Im człowiek bardziej wnika w relację z Chrystusem tym bardziej pragnie być blisko Niego.
Maria Magdalena patronuje tym, którzy szukają Chrystusa. Ona nie znalazłwszy Go w grobie nie poddała się i przez łzy Go poszukiwała. Człowiek w życiu jest wezwany do szukania Chrystusa. Do tego, aby w Prawdzie poszukiwał Jego Woli i ją wypełniał. Jezus daje się odnaleźć tym, którzy Go szukają…
Jak szukać? Kiedy jako dziecko bawiłem się w szukanego zawsze stawałem w jednym miejscu i w pełnym skupieniu obserwowałem i nasłuchiwałem, czy nie porusza się żaden listek lub nie płynie do mych uszu jakiś dźwięk, który ujawniłby skrytkę mych przyjaciół. Podobna postawa potrzebna jest w poszukiwaniu Chrystusa. Człowiek musi się zatrzymać i nasłuchiwać. Kiedy człowiek biegnie nie dostrzega szczegółów krajobrazu. A Chrystus nie pojawia się na wielkich bilboardach, ale w ciszy codzienności. Nasłuchiwać tzn. słuchać Słowa Bożego a przez to i bliźnich, którzy czasem są Jego prorokami. Człowiek taki, który nie boi się stanąć, gdy wszyscy biegną odnajdzie Chrystusa. Bo On daje się odnaleźć tym, którzy Go szukają…
-
Pozwólcie nam przyjść do Chrystusa - Mt 12, 1-8
piątek,16 lipca 2010,12:28
kategoria: Religia
Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu(Mt 12, 8)
Czytając dzisiejszy fragment Słowa Bożego przychodzi mi myśl o podejściu chrześcijanina do prawa, które daje Kościół. Człowiek mieniący się chrześcijaninem podlega wpierw Prawu Bożemu. Kościół, jako strzegący Prawa Bożego, na Jego kanwie ustanawia prawo kościelne, które też jest punktem odniesienia do życia chrześcijańskiego. Jednak jedno i drugie znacząco się różnią; bo prawo kościelne możemy jutro zmienić, a Prawo Boże nie. Bo z prawem kościelnym możemy dyskutować, a Prawo Boże należy wypełniać.
I właśnie dziś trochę o dyskusji. Prawo kościelne w swej istocie właściwie wypływa z dyskusji i ta sama spokojna rozmowa z udziałem solidnych argumentów, może to prawo zmienić. Póki co nie chcę dotykać konkretnych spraw, chcę tylko zauważyć, że moja głęboka relacja z Chrystusem może otworzyć mi oczy na to, że np. któreś z tych praw jest nieporozumieniem. Głęboko chciałbym wierzyć, że wszystkie przykazania kościelne wypłynęły z osobistego spotkania Episkopatu Polski z Chrystusem. Może tak było. A ja żebym uwierzył może potrzebuje podobnie głębokiej relacji z Jezusem.
Jezus jest Panem Szabatu, jest Panem postu piątkowego(a nie proboszcz miejsca), jest Panem mojej szczodrobliwości wyrażającej się w brzęku monet w koszyku Bogu Ducha winnego kościelnego. I dziwne jest dla mnie to że dorosły człowiek, musi prosić się innego dorosłego człowieka, żeby ten jednym słowem(udzielam) dokonał cudu w którym czynność grzeszna już taką nie jest. Trudno mi to porównać z sakramentalnym rozgrzeszeniem, gdyż sakrament to zupełnie inna materia działania kapłana. A może Kościołowi(a więc i także mi) chodzi o to by Panu Bogu wśród łez powiedzieć: Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat(albo w piątek). Nie wiem. Po prostu pytam, bo się boję, że prawo kościelne zabroni kiedyś człowiekowi przyjść do Chrystusa, a wtedy się okaże że ten kościół z Chrystusem nie ma już wiele wspólnego.
-
Którędy? - Ga 6,14-18
niedziela,4 lipca 2010,14:24
kategoria: Religia
Nie daj Boże, bym się miał chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana naszego Jezusa Chrystusa, dzięki któremu świat stał się ukrzyżowany dla mnie, a ja dla świata(Ga 6, 14)
Cóż ta chluba ma oznaczać? Ano fakt, że krzyż przyniósł odkupienie tak bardzo konieczne rodzajowi ludzkiemu. Bo krzyż przyniósł zbawienie otwierając bramy nieba dla WSZYSTKICH. Bo krzyż daje wzmocnienie tym, którzy cierpią na różnych płaszczyznach swego życia.
Chluba z krzyż jest znakiem obecności Ducha męstwa. Człowiek, który nie boi się przyznać do Krzyża nie boi się stanąć oko w oko z cierpieniem. Nie lęka się stanięcia w Prawdzie. Nie ucieka przed odpowiedzialnością za swe słowo. Człowiek przyznający się do Krzyża przyznaje się do Chrystusa. A kto przyzna się do Niego tu na ziemi, do tego przyzna się On tam – w niebie.
Krzyż, który próbuje się schować w przestrzeni publicznej jest też oznaką niewystrczalności człowieka. Wobec krzyża jesteśmy bezradni. Jest on zatem drogowskazem ku górze. Nawet w swej strukturze jest jakby narysowaną strzałką ku Niebu. Człowiek, który styka się z krzyżem w różnej postaci jest wezwany do spojrzenia w górę, do poszukania Woli Pana Boga. Do zostawienia tego co w sam planuje, po to by zapytać się Boga czy idzie w dobrym kierunku.
Ktoś może powiedzieć: ja pytam a głosu z Nieba nie słyszę? Bo ciągle gadasz! Człowiek, żeby usłyszał głos Boga musi zamilknąć. Ile czasu w ciągu tygodnia poświęcasz na wyciszenie się? Na formę cichej modlitwy wzorowanej na kontemplacji spraw Bożych? Czy wogóle zatrzymujesz się, czy raczej pędzisz niby taran niszcząc po drodze kolejne znaki Boże? Życie ludzkie przypomina czasem kierowcę jadącego 200km/h, który miał wypadek i wielkie pretensje do wszystkich, że nie było znaku ostrzegającego przed ostrym zakrętem. Znak był, ale przy takiej prędkości go nie widać. Bóg daje znaki, ale trzeba zwolnić by je zobaczyć i rozpoznać. A krzyż jest podstawowym znakiem w ruchu Bożym. Spójrz zatem w góre i zapytaj tak jak ja.
Którędy…?
-
Przypomnienie o przebaczaniu - Mt 9, 9 -13
piątek,2 lipca 2010,07:08
kategoria: Religia
Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary». Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”(Mt 9, 12-13)
Jezus przyszedł do grzeszników. Jezus przyszedł do mnie. Jakże wielka nadzieja płynie z tych dzisiejszych słów Chrystusa. Jak jasny jest to blask, który u końcu drogi życia każdego z nas daje Syn Boży! Ewangelia niesie nadzeieje, że każdy z nas, z bardziej lub mniej pokręconym życiem, spotka się pewnego dnia w niebie.
Miłosierdzie wygrywa z ofiarą. Chrześcijaninem jest zatem nie ten, który więcej wrzuci na tacę, lecz ten, który przebacza. Zapytajmy się co znaczy przebaczyć komuś. Etymologia słowa przebaczać ma swoje korzenie w dwóch innych słowach: przestać i baczyć. Zatem jeśli jak komuś przebaczam to przestaje mieć na kogoś szczególne baczenie. Nie obserwuje go już jako klawisz w więzieniu swego wychowanka, lecz patrze na niego jak na brata. Przebaczenie zatem zmienia w mojej optyce postrzegania bliźniego punkt widzenia. Nie patrzę na Innego przez pryzmat tych wydarzeń, które spowodowały, że muszę przebaczać.
Przebaczenie jest trudną sztuką. Nosi w sobie ogromny ładunek emocjonalny. Przebaczenie nie prowadzi do polubienia siebie. Przebaczenie prowadzi do kochania, tzn. jak chcę dobra dla Ciebie bez względu na to co Ty mi zrobiłeś. Ja chcę dobrem zło zwyciężać jak nauczył nas swoim życiem bł. ks. Jurek. Przebaczenie to zapomnienie. Nie chcę już wspominać wydarzeń minionych i choć w sercu blizna została, chcę niejako na nowo układać te relacje. Te nowe układanie czasem może zamknąć się w tym by nie robić sobie krzywdy. Czasem najwyższy stopień przebaczenia polega na nie pałaniu zemstą na Innego.
Przebaczenie potrzebuje czasu. Ono jest niczym płód pod sercem matki, które potrzebuje czasu aby wyjść na świat. Nie można wymagać aby rana nie krwawiła tuż po zadanym ciosie. Nie można wymagać przebaczenia natychmiast. Tak jak w ciele kobiety jest możliwość poczęcia dziecka, tak w czasie jest możliwość zrodzenia przebaczenia.
Trzeba się usilnie modlić o tę umiejętność. Tylko człowiek przesiąknięty miłością Boga potrafi przebaczyć jak Jezus na krzyżu przebaczył swym oprawcom. Człowiek, który przebacza podobny jest do Jezusa. Przed człowiekiem, który przebacza otwierają się bramy niebios.
-
Uzdrowiony paraliż - Mt 9, 1-8
czwartek,1 lipca 2010,15:29
kategoria: Religia
„Wstań, weź swoje łoże i idź do domu”(Mt 9, 6)
Łoże to przestrzeń na którym odpoczywamy, na które przede wszystkim udajemy się zmęczeni, chorzy. Tam mamy nabrać sił, aby móc podejmować kolejne wyzwania naszego życia. Łoże zatem, w pewnym sensie jest odznaką naszej słabości. Potrzebujemy łoża bo inaczej niemoglibyśmy normalnie funkcjonować.
Dziś Jezus każe paralitykowi wziąć swoje łoże. Wziąć to co w nim słabe, co niedomaga, bo Jezus przemienił to w moc. Chrystus jest tym, który to co słabe przemienia w to co silne. Dlatego warto zdać sobie sprawę, że w relacji z Panem Bogiem moja słabość – wobec której stanę w prawdzie – może stać się moją mocą. Zadziwiający paradoks polega na tym, że logika Boża jest zupełnie inna od logiki ludzkiej.
Paralityk po ludzku w kulturze hebrajskiej był człowiekiem skończonym. Sam nie mógł się poruszać, a społeczeństwo ewidentnie marginalizowało jego obecność. No właśnie. To co po ludzku wydaje się być skończone, może stać się niezwykłym początkiem czegoś nowego. Paralityk otrzymał nowe życie. A co w moim życiu jest sparaliżowane? Dusza? Serce? A może całe moje człowieczeństwo funkcjonuje jak sparaliżowane, chore ciało? Człowieka różne rzeczy paraliżują, aa jedną z nich jest opinia ludzka. Jest gotów żyć w fikcji prawdziwego życia po to by opinia ludzka była zadowolona. Paraliż zabija życie, dlatego trzeba się zwracać do Chrystusa, aby nas uzdrawiał. Każdego dnia.
Też jestem paralitykiem. Ale mam szczęście, bo znam Chrystusa. Nie… jestem jednak zdrów…
-
Pójście we właściwym kierunku - Mt 8, 18-22
poniedziałek,28 czerwca 2010,09:22
kategoria: Religia
Lecz Jezus mu odpowiedział: „Pójdź za Mną(…)"(Mt 8, 22)
Dziś trochę o chodzeniu. Iść za Jezusem to znaczy patrzeć na Niego i wybierać drogę, którą On wybiera. W konkrecie człowiek rozpoznaje drogę Chrystusa na dwa sposoby. Poprzez Słowo Boże i poprzez wskazania Kościoła. Piorytetowe oczywiście jest Słowo Boże, bez którego człowiek nie jest w stanie ustosunkować się do nauczania Kościoła. Człowiek w Słowie Boga odnajduje swe wnętrze, dostrzega swe najgłębsze potrzeby, motywuje się do kolejnych działań. Słowo przemienia człowieka, a właściwie zwraca człowiekowi jego pierwotny stan – obrazu i podobieństwa Boga.
Czy pójście za Jezusem może odbyć się w niezgodzie z nauczaniem Kościoła? Byłbym bardzo ostrożny w takim przedstawieniu sprawy, ponieważ Kościół w swym nauczaniu chce wyrażać wolę Chrystusa. Jednakże sądzę, że może dojść do takiej sytuacji, że człowiek się pomyli. Nawet w czerwonej sutannie. I wtedy odczytywanie Słowa Boga przez Kościół może zostać w jakimś stopniu zachwiane. Stąd ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na wiele pytań dotyczących Chrystusa.
Pójście za Jezusem daje poczucie szczęścia i myślę, że to jest sygnał, który uwiarygadnia właściwą decyzję. Szczęście nie oznacza braku cierpienia. Bardziej oznacza wewnętrzy pokój nawet wobec przeciwności. Istotnym elementem jest też życie w prawdzie, czyli nie oszukiwanie samego siebie i realna ocena otaczającej mnie rzeczywistości. Pójście za Chrystusem daje siłę i moc do podejmowania kolejnych wyzwań nawet wobec wrogości otoczenia. Ostatecznie też pójście za Chrystusem to kierownie swego życia we właściwym kierunku.
