• fronda.pl
  • Modlitewnik
  • Fronda.tv
  • Ciekawe
  • Blogi
  • FForum
  • Klub Fronda.pl
  • Kanał informacyjny

Pielgrzymka przez Biblię

  • Człowiek stąd - Mt 1,1-16.18-23

    środa,8 września 2010,18:49

    kategoria: Religia

    Rodowód Jezusa Chrystusa, syna Dawida, syna Abrahama(Mt 1, 1)

     

    Jezus miał swoich przodków. Był zakorzeniony w ziemi, która karmiła kolejne pokolenia. Jezus nie był obywatelem z nikąd. On był stąd. Urodził się na tej ziemii, gdzie i ja się urodziłem. Spożywał owoce, które i ja spożywam. Patrzył na zachód słońca na który i ja teraz patrzę przez okno nie swojego pokoju.

     

    Człowiek nie pochodzi z nikąd. Zadziwia mnie zatem fakt, że czasem do nikąd się sam prowadzi. Człowiek, który odchodzi od Boga prowadzi się do nikąd, w pustkę, której nic ani nikt nie jest w stanie wypełnić. Trzeba w życiu pamiętać o przeszłości i być Bogu za nią wdzięczny. Nawet za tą, która dziś boli. Bóle rodzenia prowadzą przecież w końcu do ujrzenia uśmiechu dziecka. Trzeba też w życiu planować przyszłość. Z pokorą – bo nie za wszystko odpowiadamy. Jednakże należy pamiętać, że nie zostaliśmy zaprogramowani funkcją random(losowo). Ślepy los nie robi za nas kroków. To wszechwidząca Opatrzność wynajduje nam ścieżki do szczęścia, którymi my czasami, z własnej przekory, nie chcemy iść, bo wiemy lepiej. Nie. My nie wiemy lepiej. To On – Bóg – wie najlepiej.

    Komentarzy: 0

  • Codzienne spotkanie dobra ze złem - Łk 6,6-11

    poniedziałek,6 września 2010,18:42

    kategoria: Religia

    Oni zaś wpadli w szał i naradzali się między sobą, co by uczynić Jezusowi(Łk 6, 11)

     

    Faryzeusze wpadli w szał bo zobaczyli jak Jezus uzdrawia rękę. To brzmi jak absurd. Jednkaże kiedy spojrzymy na dzisiejszy świat to widzimy, że te absurdy się powtarzają. Bo człowiek ciągle daje się omamić pokusie władzy, która daje nam lukratywne miejsce w pępku świata. Chociaż przez chwilę.

     

    Człowiek reagujący nienawiścią na uczynione dobro jest opętany. Dobro w zdrowym człowieku rodzi wdzięczność. Tych rani dobro co są bliżej zła. Człowiek z natury jest dobry, zatem jeśli na nie reaguje alergią to w jego wnętrzu dokonało się jakieś niepokojące przekształcenie. Na to nie możemy sobie pozwolić. Chrześcijanin winien zawsze do dobra dążyć i dobro wspierać.

     

    Dlaczego jednak zdarza się, że rodzi się w nas zazdrość gdy komuś coś się uda? To nic złego – to tylko pokusa. Trzeba z nią walczyć właśnie wdzięcznością i nie pozwolić zadomowić się jej w naszym sercu. Dopóki będziemy z nią walczyć dopóty ona będzie pokonana, nawet gdy zjawiać się będzie często. Bo przecież nawet najbardziej natrętny akwizytor nie jest skuteczny, gdy nic nie sprzeda.

     

    Jezus czyni dobro wiedząc, że naraża się na furię faryzeuszów. Cena dobra bywa wysoka. Na szczęście nie zawsze tak wysoka jak np. ks. Jerzego Popiełuszki. On wskazał, że czynienie dobra może rozwścieczyć zło. Wzorem Jezusa nie przejął się tym(a może się przejął, ale nie zmienił postawy) i poszedł dalej. Tam gdzie człowiek idzie z dobrem musi napotkać na zło. Ale to zło zawsze ustępuje dobru. Bo zło jest bezsilne, a dobro jest wszechmocne.

     

     

    Komentarzy: 2

  • Oś naszych wyborów - Łk 14,25-33

    niedziela,5 września 2010,08:28

    kategoria: Religia

    Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem(Łk 14, 33)

     

    Wyrzekać się wszystkiego dla Chrystusa to nosić w sobie postawę pełnego oddania. Człowiek, który jest gotów wyrzec się wszystkigo ustawia Pana Boga na szczycie swej drabinki wartości i dokonując wyborów, nawet takich małych – codziennych, ma na uwadze Boga. Jezus nie chce dwulicowości – albo wszystko albo nie – Choćbyś był zimny albo gorący, nie zaś letni, bo wyrzucę się z moich ust(por. Ap 3, 16)

    Czy wymagania Chrystusa są realnie do zrealizowania? Czy rzeczywiście nie może być uczniem Chrystusa ten kto np. stawia miłość do swoich dzieci na szczycie wartości? Kluczem do odpowiedzi jest słowo wyrzec. Wyrzekać się czegoś oznacza, że ja nie chce mieć z tym czymś do czynienia. Nie chce być z tą rzeczą czy też z tym człowiekiem identyfikowany. Wyrzeka się po coś, lub dla kogoś. Mąż wyrzeka się toksycznych znajomości po to by pogłębiać relację z żoną. Jezus chce, abyśmy byli w stanie gotowości. Nie chodzi o to byśmy teraz pożegnali nasze żony, mężów i dzieci ale byśmy byli gotowi tak zmieniać z nimi relacje, by Pan Bóg był naistotniejszym punktem życia. Człowiek ma być gotowy zostawić to co zasłania mu Boga.

     

    Wyrzekanie się jest trudne, bo to zostawianie czegoś lub kogoś. A rozstania zawsze są ciężkie. Warto zatem od samego początku tak układać sobie życie, aby Bóg był osią naszych decyzji. Taka postawa przyniesie prawdziwe szczęście, bo to Bóg jest dawcą prawdziwego i wiecznego szczęścia.

    Komentarzy: 1

  • Tatrzańskie drogi - 1 Kor 4,1-5

    piątek,3 września 2010,18:56

    kategoria: Religia

    Mnie zaś najmniej zależy na tym, czy będę osądzony przez was czy przez jakikolwiek trybunał ludzki. Co więcej, nawet sam siebie nie sądzę. Sumienie nie wyrzuca mi wprawdzie niczego, ale to mnie jeszcze nie usprawiedliwia. Pan jest moim sędzią. Przeto nie sądźcie przedwcześnie, dopóki nie przyjdzie Pan, który rozjaśni to, co w ciemnościach ukryte, i  ujawni zamiary serc. Wtedy każdy otrzyma od Boga pochwałę(1Kor 4, 2-5)

     

    Ostatnio na moim blogu dużo  o osądach w komentarzach. A dziś Słowo jest jak zwykle niesamowite. Czuje jak mnie przeszyło i jak mógłbym się pod nim podpisać swoim sercem. A nawet czuje, że te słowa jakby ze mnie wypływały, jakbym sam chciał je powiedzieć!

     

    Osądzanie jest łatwe, doskonale to wiemy. Ale też homo sapiens wie, że nigdy do końca nie zna serca drugiego człowieka. W obliczu twarzy Drugiego człowieka stoimy zawsze wobec Tajemnicy. I ten właśnie horyzont tajemnicy winien rodzić w nas nadzieję na to, że droga Drugiego jest Drogą Boga. Bardzo sobie cenię samotne spacery w górach. Doskonale znam Tatry. Przeszedłem je prawie wszerz i wzdłuż(przynajmniej polską stronę). Ale ilekroć ruszam na szlak spotykam się z Tajemnicą. Nie wiem co się wydarzy. Czy wrócę? Czy dojdę na planowany szczyt? Mimo, że jestem świetnie przygotowany nieraz już bywało, że musiałem się cofnąć. Człowiek w swą naturę wpisaną ma również możliwość zrobienia kroku w tył, po to by kiedy indziej mógł iść całe kilometry do przodu. Dziś wiem, że wtedy na Orlej Perci, gdy ze łzami w oczach schodziłem(po kilkugodzinnej wędrówce) ustępując kłębiącym chmurom wygrałem. Nie zdobyłem szczytu ale wygrałem. W życiu póki co też nie zdobyłem tego szczytu. Ale nie ustąpię. Znajdę inną drogę, a może nawet już znalazłem. Drogę do Chrystusa. Najważniejszą drogę mego życia.

     

    Komentarzy: 3

  • Nieporadne kroki - Łk 5,1-11

    czwartek,2 września 2010,20:46

    kategoria: Religia

    Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębie i zarzuć sieci na połów"(Łk 5, 4)

     

    Człowiek ma wiele sposobów na to by wypłynąć na głębię. Np. wtedy gdy idzie za głosem sumienia mimo tego, że większość myśli inaczej. Wypłynąć na głębię to zaryzykować, a czasem nawet stracić z oczu brzeg z którego się wypływało. Na czym polega ryzyko? Nade wszystkim na tym, że Ci co nas otaczają nas nie zrozumią. A czy to jest ważne? Żadną miarą! Ważny jest Chrystus.

     

    Trzeba coś zostawić jak się wypływa. Nie można wszystkiego zabrać na barkę. Czasem zostawiamy rodzinę jak Ci co wybierają małżeństwo, po to by inną rodzinę założyć. Inni zostawiają wszystko by iść głosić Słowo gdziekolwiek Pan ich pośle. Inni zostawiają codziennie czas by poadorować Jezusa. Różne są horyzonty zostawiania.

     

    Wypływamy na głębię po to aby coś złowić. Chodzi o to by złowić własne życie. By je tak przejść aby nie narzekać, że wszystko jest ble. Życie ma sprawiać nam radość. I my chrześcijanie w końcu musimy w to uwierzyć! Nie zostaliśmy powołani aby się ciągle umartwiać, lecz aby się uśmiechać, bo przecież nasza wiara ma swój fundament w wesołym Alleluja!

     

    Piotr poszedł za Chrystusem. Nieporadne były te Jego kroki. Ale ciągle chciał być przy Chrystusie. Tak jak ja. Nieporadne te moje kroki. Ale ciągle ku Niemu. To właściwy kierunek

     

    Komentarzy: 6

  • Mogę wszystko pokonać - z NIM - Łk 4,31-37

    wtorek,31 sierpnia 2010,07:41

    kategoria: Religia

    Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego nie wyrządzając mu żadnej szkody(Łk 4, 35)

     

    Oto niesamowite działanie Chrystusa. Jedno słowo i Zły Duch wychodzi z człowieka. Jakże mocne jest Słowo Boże! Trzeba nam z tej mocy korzystać.

     

    Każdy z nas ma jakieś słabości. Lepiej jest, gdy je sobie uświadamia i jednocześnie pragnie z nimi walczyć. W tą walkę koniecznie trzeba wpisać oręż Boży! Iluż to ludzi rzuciłoby palenie gdyby szczerze zaprosili Pana Boga do walki ze swą słabością a nie sami miotali się w NIKOLETTACH i tym podobnych medykamentach? Iluż ludzi ma na wyciągnięcie ręki pokonanie alkoholizmu, lecz zapominają w tej walce uklęknąć przed Najświętszym Sakramentem i walczyć o życie? Jezus jest gotów nam pomóc. Czeka na nasz gest. Czeka na nasze zgięte kolana.

     

     

    Zanim Zły Duch wyszedł jak pisze Ewangelista rzucił go na środek. Ten rzut jest znakiem trudności w pokonowaniu tego co w naszym życiu słabe. Zły będzie zawsze ostatnim tchnieniem chciał wyrwać nam narzędzie pokonania grzechu ale mu się to nie uda gdy będziemy za rękę trzymać Chrystusa. Co to znaczy? Modlitwa, post, jałmużna. Trzy elementy, które umacniają nasze przytulenie się do Boga. Nie można rezygnować z żadnego z tych elementów. Również z jałmużny. A czym ona jest? Nie tylko wrzutem monety na tacę lub do skarbony. Bo jałmużną jest dar ojca, który odmówi sobie zimnego piwka w upalny dzień aby syn mógł przejechać się na karuzeli; jałmużną jest gdy mama odmawia sobie nowego ciuchu po to córka mogła iść na zakupy; jałmużną jest gdy kapłan będzie sprawował Mszę Świętą nawet wtedy, gdy nikt stosownej intencji nie złożył. Trzymajmy się Boga a słabość zostanie pokonana. Pamiętajmy! Nie ma problemu by Bóg rozwiązać nie mógł…

    Komentarzy: 5

  • Głosić Słowo bez zgody Biskupa - 1Kor 2, 1-5

    poniedziałek,30 sierpnia 2010,17:52

    kategoria: Religia

    Przyszedłszy do was, bracia, nic przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością głosić wam świadectwo Boże(1Kor 2,1)

     

    Czego wymagamy od tego co głosi świadectwo Boże? Wymagamy  świadectwa życia. I dobrze, bo trzeba tego wymagać. Dziś jednak chciałbym zapytać czy ma prawo głosić Słowo Boże ten, którego życie nie jest krystalicznie czyste, który dokonał wyboru powszechnie oznaczającego zdradę? Czy JA mogę głosić Słowo Boże?

     

    W oficjalnym horyzoncie Kościoła NIE. Nie otrzymam misji do nauczania. I to jest jak najbardziej zrozumiałe. Ten co głosi, ma mieć uporządkowane życie. Zgadzam się z tym i podpisuje się pod tym obiema dłońmi(lewą dość ślamazarnie).

    Jednakże nikt nie zabroni mi Głosić nie-oficjalnie(czyli bez podpisu Biskupa). Głosić swym życiem. Bo przecież, jak już kiedyś napisałem, niewierność może stać się początkiem prawdziwej wierności. Przykładów takich w Historii Kościoła mamy dużo np. św. Piotr, św. Augustyn, czy choćby w pewnym wymiarze św. Edyta Stein. Zatem każdy, kto uważa się wyrzutkiem Kościoła, może do Niego wrócić. Może być Jego apostołem.

     

    Powrót do Kościoła trwa jednak według mnie zbyt długo. Cierpienie nie przyjmowania Chrystusa niepotrzebnie się wydłuża. Jezus nie kazał długo czekać Marii Magdalenie czy Piotrowi. Nakazał odejście od grzechu. Zatem podobną intuicję mógłby praktykować Kościół. Przecież człowiek dokonuje nieraz błędnych wyborów – nawet tych życiowych. Oczywiście potrzeba czasu ale nie wieków. A teraz unieważnienie małżeństwa czy zwolnienie z przysięgi kapłańskiej trwa zdecydowanie za długo i te procesy są zbyt skomplikowane. Kościół jakby na siłę chce przyciągnąć do siebie tych, którzy póki co nie mają na to ochoty(bierzmownie) a tych co chcą wrócić oddala(rozwodnicy, eks-księża). Przedziwny dynamizm, który nie do końca jest przeze mnie zrozumiały.

     

    Św. Paweł przyszedł do Koryntian głosić Słowo Boże. Wiedział o swej niemocy. I ja do Was przychodzę drodzy czytelnicy. Wiem o swej niemocy. Przynałem sie do niej. I przyznaje, że bez Głoszenia Słowa nie mogę się obejść:) Bo kto Głosi Słowo pozwala innym Je usłyszeć:)

    Komentarzy: 10

  • Duchy, które chcą nam zabrać talenty - Mt 25,14-30

    sobota,28 sierpnia 2010,10:25

    kategoria: Religia

    «Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem»(Mt 25, 20)

     

    Każdy ze sług otrzymał talent. Bóg nie pozostawia nikogo z pustymi rękami. Naszym zadaniem jest po pierwsze talent ten odczytać, po drugie go mnożyć, a po trzecie złożyć go przed obliczem Tego, który nas tym talentem obdarzył. W realizacji tych trzech zadań przeszkadzają nam trzy duchy: kolejno lenistwa, pychy, egoizmu.

     

    Duch lenistwa nakazuje nam nie rozpoczynać poszukiwania talentu. Bo i po co. Przecież i tak wszystko mi się należy. Nie potrzebuje pracować nad sobą, bo i tak już nic lepszego z siebie nie wykaraskam. Lenistwo otacza nas ułudą spokoju co nie ma nic wspólnego z pokojem. Spokój daje tylko chwilową radość. Jak chwilowy powiew chłodnego wiatru w czasie upału. I nic więcej. Lenistwo nie buduje na skale. Lecz na miękkim łóżku, co zabiera czas dany nam do odszukania skarbu naszego życia. Pokonujemy lenistwo przez chcenie. Ja chcę się rozwijać, chcę być lepszy, chcę się zmieniać. Człowiek, który chce pokona lenistwo. Ono klęka przed chceniem.

     

    Duch pychy nakazuje nam myśleć, że bardzo dużo osiągnęliśmy i już nie trzeba się starać. Mam pracę – co prawda jej nie znoszę – ale po co starać się o coś lepszego? Jakoś to będzie. Duch pychy jest sponsorem bylejakości. Bo przecież już teraz jestem księdzem i nie muszę nic czytać – wszystko wiem. Jestem ojcem i nie muszę nikogo słuchać – jestem specjalistą. Duch pychy wpycha bylejakość w serce człowieka, który przez to gardzi innymi a nade wszystko gardzi sobą. Kto żyje byle jak gardzi darem życia. Bylejakość pokonujemy walką z tym co słabe w naszym życiu. Pycha nienawidzi walki z samym sobą. Ona chce być adorowana. A człowiek, który walczy ze słabością nokautuje pychę.

     

    Duch egoizmu trafia w sam środek serca. Buduje getto z własnego ja, wpuszczając do niego tylko tych, którzy będą mi służyć i potwierdzać moją niezwykłość. Człowiek egoistyczny zabije drugiego po to by pokazać swoją moc. Egoista ma własne ego i to mu starcza. Egoista jednak nie potrafi żyć sam. Musi mieć wokół tłumy, którym oznajmi sensacyjną wiadomość o czyjeś słabości i przypomni o swej mocy. Egoista to agresywny przeciwnik wszystkich, którzy nie potwierdzają jego "wielkości". Egoizm pokonujemy pokorą. Egoizm nienawidzi klękać przed kimkolwiek. Nienawidzi się uczyć od kogokolwiek. Ten, co jest otwarty na pomoc innych i innym pomaga pokona egoizm.

     

    Talentów mamy dużo. Ale jednocześnie też dużo jest szans na ich zmarnowanie. Wnikliwe przypatrywanie się sobie przez pryzmat Boga w modlitewym skupieniu pozwoli jednak pomnożyć talenty. A wtedy usłyszymy: «Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w niewielu rzeczych, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana»(Mt 25, 23)

    Komentarzy: 3

  • Nauka na klęcząco - 1 Kor 1,17-25

    piątek,27 sierpnia 2010,09:41

    kategoria: Religia

    To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi(1Kor 1, 25)

     

    Człowiek czasem wkurza się na Boga. Wynika to z tego, iż ma on wrażenie, że pewne sprawy rozwiązał by lepiej niż sam Bóg. Przecież można by oszczędzić jakiś cierpień, chorób, nieprzyjemności. Przecież możnaby było inaczej. Pewnie. Ale z Bogiem nie tylko się dyskutuje, przed Bogiem też trzeba uklęknąć.

     

    Mądrość Boża absolutnie przewyższa człowieka. I dlatego człowiek jeśli nie rozumie tego co Pan Bóg mu proponuje powinien po prostu uklęknąć i w tej postawie poszukiwać odpowiedzi. Czasami przez ból kolan człowiek jest w stanie dużo więcej zrozumieć niż po skończeniu studiów.

     

    Spotykam się ostatnio z przeróżnymi postawami ludzkimi. Od tych pełnych zrozumienia, zapewnienia o modlitwie do tych atakujących i tych najbardziej bolesnych, które oczerniają moje imię. Czasem rzeczywiście mam wrażenie, że mógłbym uniknąć tego cierpienia, gdyby ktoś pomyślał o konsekwencji rzucania słów na wiatr. Ale to cierpienie nie pójdzie na marne. Jest komuś potrzebne. A może po prostu mi. Bo złoto w ogniu się próbuje, a ten etap mego życia to prawdziwy pożar, który oczyszcza mnie i tych co są wokół mnie.

     

    Nie wiemy jak potoczą się nasze losy. Ale ufając Opatrzności Bożej możemy mieć pewność, że On z pewnością nad wszystkim panuje. I nie ma sytuacji z której On nie potrafił wyciągnąć dobra. Więc jeżeli jest dziś coś czego nie rozumiesz, na co wewnętrznie trudno się zgodzić to uklęknij. To najlepsza nauka. Kilka minut przed Najświętszym Sakramentem może dokonać cudów w Twoim sercu.

    Komentarzy: 14

  • Praca nie jest bogiem ale do Boga ma prowadzić- 2 Tes 3,6-10.16-18

    środa,25 sierpnia 2010,08:28

    kategoria: Religia

    kto nie chce pracować, niech też nie je(2Tes 3, 10)

     

    Praca konstytuuje człowieka. Już od początku świata człowiek poprzez pracę miał czynić sobie ziemię poddaną(Rdz 1, 28). Od tego momentu praca jest cechą, która winna charakteryzować człowieka. Ona go uszlachetnia i dodaje wartości. Człowiek bez pracy nie potrafi odnaleźć się w społeczeństwie, chyba że złamał już swoje sumienie i brak pracy stało się dla niego wątpliwym powołaniem.

     

    Każdy z nas miał te momenty, kiedy wieczorem po ciężkiej pracy siadał w fotelu otwierając sobie zimne piwko i napawając się faktem dobrze spełnionego obowiązku. Wtedy odpoczynek to przeżycie prawie metafizyczne. Z drugiej strony pamiętamy jak coś zawaliliśmy. Z lenistwa nie zrobiliśmy czegoś co było naszym obowiązkiem. Te wyrzuty sumienia były zawsze niesmaczne i nieprzyjemne. Praca zatem wpływa na naszą psychikę.

     

    A jak w tym wszystkim dostrzec Boga? Ano praca to pomaganie Bogu w uprawianiu tej ziemii. Bóg błogosławi tym, którzy pracują. Człowiek pracujący zbliża się do Boga. Ale trzeba pamiętać aby praca nie stała się bogiem. Ona ma pomóc w relacji z nim poprzez to, że doświadczam swojej wartości. Nie może mi przysłonić piorytetów życiowych. Przysłonić Boga. Przysłonić Rodzinę. Bo przecież zanim Bóg wezwał do uczynienia sobie ziemi poddanej wezwał do płodności!(por. Rdz 1, 28) A więc do troski o rodzinę!

     

    Św. Paweł nawołuje, że jeśli ktoś nie pracuje nie może przyjmować opłaty za pracę. I to jest wezwanie do sprawiedliwości. Czy jesteś szefem, czy podwładnym warto być sprawiedliwym. Bo jeśli będziemy sprawiedliwi w pracy bardzo prawdopodobne, że doświadczymy sprawiedliwości w niebie.

    Komentarzy: 6

  • «‹ wcześniejsze

O Autorze

Starko

Starko

chrześcijanin z ideałami ale daleki od ideału; pracujący nad sobą dużo lecz wciąż zbyt mało

Kategorie

  • Religia

  • Poezja

Archiwum

  • wrzesień 2010

  • sierpień 2010

  • lipiec 2010

  • czerwiec 2010

  • maj 2010

  • kwiecień 2010

  • marzec 2010

  • luty 2010

Popularne

  • Nauka na klęcząco - 1 Kor 1,17-25

    27 sierpnia 2010

  • Głosić Słowo bez zgody Biskupa - 1Kor 2, 1-5

    30 sierpnia 2010

  • Z łapówką do nieba - Mt 20,17-28

    3 marca 2010

  • Dynamika przebaczenia - Łk 15, 11-32

    6 marca 2010

  • Wielka Bitwa - Jk 1, 12

    16 lutego 2010

Copyright © 1994-2010 Fronda. Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone

Dołącz do Klubu Fronda.pl

Zamknij

Reklama w portalu Fronda.pl

Skontaktuj się z nami! Za pomocą poniższego formularza możesz wysłać do nas zapytanie odnośnie reklamy w portalu Fronda.pl. Zapoznaj się także z innymi formami wspierania portalu.

Zamknij

Skontaktuj się z redakcją portalu Fronda.pl

Zamknij