Pasjonat od rur

Drukuj kategoria: Wiadomości

Mojej znajomej popsuł się piecyk gazowy. Niby nic. Ale wiecie jak to jest zimą. Wracasz do domu, a z kranu leci lodowata woda. I to jest tragiczne! No więc – wezwała fachowca. Miał być o 7-ej, a o ósmej wieczorem zadzwonił, że się spóźni. Wkurzyła się, już zaczęła szukać następnego, gdy nagle stanął w drzwiach uśmiechnięty, radosny człowiek po 30-tce.

- Witam. Już jestem!

Dziarsko zabrał się do pracy. Okazało sie, że w wnętrzności piecyka wymagają poważnej operacji, więc fachowiec zaczął dzwonić do swoich kolegów. Poprosił nawet o włączenie komputera i przez dwie godziny biegał między piecykiem w łazience, a czatem, na którym rozmawiał z kolegami-fachowcami.

- A jaki pani ma zawód? – zagadnął moją koleżankę

- Jestem dziennikarką.

- O, to ciekawe. Ale wie pani? Ja też uwielbiam moją pracę.

Uśmiechnięty, jak wtedy, gdy stanął po raz pierwszy w jej drzwiach, poskładał piecyk i zebrał swoje narzędzia.

- Tak, i powiem pani, ze to moja prawdziwa pasja.

Wystawił rzeczowy rachunek, wcale nie taki wysoki. I poszedł.

- Wiesz – powiedziała znajoma – ja to chyba mam takie szczęście – niedawno był u mnie hydraulik, który pokazał mi kawałek jakiegoś żelastwa i powiedział: "Niech pani popatrzy, jaki to ma ładny kształt".

Powołanie.

Kiedyś, przed wojną uczono: "Znajdź swoje powołanie, zobacz, jakie masz talenty, do czego cię Pan Bóg stworzył".

A teraz: "Masz mieć szóstki. Musisz być dobry ze wszystkiego! Córka sąsiadki chodzi na angielski i niemiecki, to ty też musisz. Masz mieć dobrze płatną pracę. To jest w życiu najważniejsze". I potem często chodzą po świecie, smutni, niespełnieni ludzie. 

Będziemy się kiedyś z tego rozliczać, ale będziemy też odpowiadać za to, czy pomogliśmy odkryć i rozwinąć talenty u naszych dzieci.

A ty zakopałaś/łeś coś?

 

 

Komentarze: 41

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Ogorek napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 10:51

    Dzieki Rudziaczku :)

    Strasznie sympatyczny wpis - i pieronsko prawdziwy.

    .

    Ale nie musialas mi dokopac ostatnim zdaniem...

  2. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 10:53

    To jest fantastyczna historia! O to mi chodzi. Mnie niestety - niechcący- chowano na czempiona, albo sama miałam takie niezdrowe skłonności. Walczę z tym od lat :)

    Nasze talenty są pewnego rodzaju zobowiązaniem wobec Boga i świata, którego nie powinniśmy porzucać ze względu na blichtr.

    PS:

    Zapytano pewną matkę: "Ile lat mają pani synowie?" Odpowiedziała: "Prawnik ma 6 lat, chirurg 3, a księgowy 8 miesięcy".

  3. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 10:54

    Dzięki Ogorek.

    Chciałam dokopać sobie.

    Jednym słowem - jakbyśmy poszli z łopatami do "ogrodka" - każde do swojego - to sporo byśmy tam znaleźli... Pozdrawiam.

  4. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 10:56

    Właśnie, Leonko. Nie porzucać.

    A ta matka to tak na poważnie?

  5. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:04

    W ogóle tzw. prestiż zawodu może wiele zaciemnić. A przecież... co by się stało, gdyby wszyscy architektci świata przez tydzień strajkowali? Nic. A śmieciarze? No właśnie.

    Matka li tylko anegdotyczna, mam nadzieję.

    Ale odpowiedzialność rodziców wobec swoich dzieci jest wielka- jeżeli wpoję swojej córce, że być, dajmy na to, przedszkolanką, to hańba, to wobec ilu dzieci będę odpowiedzialna w sytuacji, gdy moja córka świetnie nadawałaby się na przedszkolankę? A przecież tak często nakierowuje się dzieci- albo od razu konkretnie- zostaniesz chirurgiem jak tata, albo daje się katalog zajęć akceptowalnych i tych nie do przyjęcia.

  6. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:08

    Mam znajomego prawnika, który zwierza mi się załamany, ze jego syn jest humanistą. Ale JAKIM?! Wygrywał olimpiady w liceum itp. Wreszcie nie wytrzymałam i spytałam: - czemu to cię tak boli?

    - no, a ile on na tym zarobi? - odparł tatuś.

    Przypomniałam coś sobie i odpowiedziałam:

    - A scenarzyści? Wiesz, ile zarabiają scenarzyści?

    Na jego twarzy pojawił się uśmiech. Mam wrażenie, że w tym momencie pogodził się z pasją syna.

  7. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:13

    No więc właśnie. Znam o wiele za dużo takich historii, że rodzice sobie coś wymyślili.

    Na przykład w dalekiej rodzinie- córka chciała zostać nauczycielką, zajmującą się małymi dziećmi. Predyspozycje ewidentne- od zawsze były wokół niej dzieci, zawsze coś dla nich organizowała, była w tym świetna. W ramach praktyk na studiach (pedagogicznych), gdy miała lekcje w szkole, udawało się jej, samo jakoś tak, wyprowadzać dzieci z nerwic, gdy się takie trafiały. Nawet to nie przekonało jej rodziców. Wciąż naciskali na jakieś tam prestiżowe studia. Na szczęście się nie dostała :)

  8. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:15

    Inny bieg wydarzeń zaowocowałby tym, że owe dzieci dalej miałyby może te nerwice, nie spotkawszy na swej drodze właściwej osoby. Kto byłby odpowiedzialny?

  9. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:16

    No to super. Czasem Pan Bóg sam zadziała wbrew rodzicom. Uffffff.

  10. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:16

    Odpowiedzialni byliby raczej rodzice.

  11. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:19

    Żeby nie było, że walczę przeciwko sugestiom rodzicielskim jako takim- nie. Ale rodzic też człowiek i może go omamić wizja zarobków, prestiżu, może to uznać ze szczęście i do takiego "szczęścia" wychowywać swoje dziecko. Rezultaty nie będą dobre.

  12. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:19

    Trzymaj się, Leonko. Muszę pędzić. Pozdrawiam.

  13. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:20

    Nara!

  14. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:20

    Bardzo trudne to są sprawy. Najgorsze, że każdy chce dobrze, tylko to "dobrze" widzi w bardzo dziwny sposób.

  15. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 11:21

    Nara! Tudzież siemka!

  16. Zobacz profil Pawel888 Pawel888 napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 12:00

    Rudzia

    Ja chyba zakopałem czyli zaniedbałem (trochę ,,pomogli" mi w tym właśnie rodzice;-) mój talent rysowania i malowania... a zacząłem w wieku kilku lat;-)... jednak dzięki Żonie ostatnio do niego wracam:-)

    http://pawel888.orangespace.pl/moje-malarstwo/

    Pierwszy obraz olejny namalowałem w wieku 25 lat dla naszego spowiednika, później była znów przerwa... trochę późno no ale może jeszcze coś z tego będzie... zaczynam wracać do malowania:-)

    Pozdrawiam

    Dobrego dnia

    PS.

    Usunęłaś wpis w sprawie Metra?

  17. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 14:13

    Tak. Bo...

  18. Zobacz profil Pawel888 Pawel888 napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 14:30

    :-) tak tylko pytam... myślałem, że ktoś zaczął znów działać... pozdrawiam:-)

  19. Zobacz profil Monitako Monitako napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 19:11

    Rudziu, świetny tekst. Ile ja się na ten temat narozmawiałam z rodzicami i z samymi dziećmi... Książkę można napisać.

  20. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 19:26

    To dobrze, że rozmawiasz z rodzicami. Bo oni czasem tak mają poprzewracane w głowie. Wiem coś o tym.

  21. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 19:28

    W szkole amerykańskiej, nie wiem, czy wszędzie, ale tak jest w Polsce i jeszcze gdzieś tam na Zachodzie, gdzie uczęszcza synek moich znajomych, jest taka złota zasada: "Znajdź swoją WłASNĄ drogę".

  22. Zobacz profil Emigratka Emigratka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 20:09

    Lubię ludzi z pasją. takich którzy wiedzą o swoich talentach i cieszą się nimi realizując siebie dzięki nim. Kiedyś myślałam,że wszyscy tacy są, bo przecież gdzie tu smak życia jeśli nie możesz realizować pasji- talentu, skąd wiedzieć dokąd zmierzasz? Ale z czasem zauważyłam jakie to skomplikowane dla wielu - dokopać się, przekopać się i wykopać się spod zwalin oczekiwań i zadań.Zauważyłam tez , jak wielu ludzi boi się w ogóle ruszyć w tym kierunku. Tak sobie myślę,że to ci których pasja jest wielka a dystans dzielących ich od jej realizacji zbyt odległy ( w ich odczuciu). pozostają więc tak jakby na pół gwizdka, trochę niespełnieni.

  23. Zobacz profil Emigratka Emigratka napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 20:13

    Mam też inną nadzieję/ przeczucie. Mianowicie - ze mamy w sobie więcej talentów niż się spodziewamy. Dlatego nie chce się bać porzucenia (nie z własnej woli ) tego co w moim odczuciu jest moim najlepszym talentem, mając nadzieję ,że Bóg podsunie następne.

  24. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 20:45

    Bardzo mądrze to napisałaś Emigrantko. Zresztą czasem tak Pan nas prowadzi. My mamy takie pragnienia, a On nas dalej. I dopiero tam odsłania się... Ziemia Obiecana.

    Czasem te swoje talenty możemy wykorzystać gdzieś z boku. Ważne, by zdawać sobie sprawę z tego, w czym jesteśmy dobrzy. I co moglibyśmy rozwijać.

  25. Zobacz profil laura_kinga laura_kinga napisał/a:

    wtorek, 9 lutego 2010, 21:05

    Sęk w tym, żeby dziecko nie zwarjowało, żeby dziecku pomóc. Boże dopomóż.

  26. wtorek, 9 lutego 2010, 23:02

    Rudziu, tekst świetny:))))Dziecko znajomych, niezbyt zdolne, lecz bogate dostało się na medycynę. Ojciec nie ukrywał, że podczas egzaminów towarzyszył dziecku z kopertami lub koniakami. Omijam ten gabinet z daleka, bo co warta " wiedza koniakowa"?

  27. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 06:57

    Jedno jest pocieszające.

    Błędy naszych rodziców nie do końca nas determinują. Po wielu latach pracy można jednak dojść do wniosku, że co im się nie udało ,to się nie udało, ale duże dziewczynki i duzi chłopcy biorą odpowiedzialność za swoje życie i już. Co jest bardzo pozytywnym przełomem :)

    Drugie- w pewien sposób światełko w tunelu- można przyjąć, że pewne talenty zmarnujemy i tak.Bo Bóg daje nam ich bardzo dużo, więc jest w czym wybierać, a poza tym, czasem po prostu trzeba. Kto się na przykład decyduje na dzieci, musi się liczyć z tym, że choćby był w swojej pracy najlepszy i najpotrzebniejszy na świecie, nie będzie teraz poświęcał tej pracy wszystkiego. I tak będzie dobrze.

    Do komentarza Magdaleny Tarasiewicz

    Mam nadzieję, że nigdy nie zrobię podobnej głupoty. Bardzo to krzywdzi dziecko- nadmiernie kontrolowany człowiek nie dowie się, kim tak naprawdę jest i po co jest na tym świecie. A gdy jego rodzice przepychają go przez świat za pomocą łapówek- jak skutecznie przekonują własne dziecko o tym, że w nie nie wierzą. Nie mówiąc już o odpowiedzialności względem tych, którym zabierze się ich miejsca na studiach- na które powinni byli się dostać. A nie unikniemy tej odpowiedzialności.

  28. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 07:23

    Jeszcze.

    Nie idealizowałabym okresu "przed wojną". Popularny pogląd, że dobrze mieć w rodzinie prawnika, lekarza, księgowego i księdza chyba nie jest powojenny. Tak samo jak rozdzielanie dzieciom ról życiowych- jedno zostaje na ojcowiźnie, jeden syn na księdza i tak dalej. "Wydawanie" córek za mąż.

    W tzw. dawszych czasach rola człowieka w świecie chyba była inaczej określona- mocniej definiwało ją społeczeństwo, uwarunkowania, urodzenie i tak dalej. I to jest akurat niezłe, że nie obowiązuje aż tak, tak mi się wydaje.

    Demonami czasów dzisiejszych jest nadmierna ambicja i parcie na sukces- o bardzo wąsko określonych kryteriach- kariera w kilku dopuszczalnych zawodach, dużo pieniędzy, w pewnych środowiskach- rozgłos medialny. A drugi demon to samorealizacja- czyli "szukanie swojego miejsca i szczęścia" z pominięciem obowiązków, wytrwałości, kryzysów. Z zaakceptowaniem tylko cukierków. To jest z kolei przeciągnięcie struny w drugą stronę- albo za dużo uwzględniania innych, albo za dużo uwzględniania mnie. Ale nie wiem, czy "kiedyś" było lepiej.

  29. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 08:42

    Leonko:

    "Drugi demon to samorealizacja- czyli "szukanie swojego miejsca i szczęścia" z pominięciem obowiązków, wytrwałości, kryzysów. Z zaakceptowaniem tylko cukierków. To jest z kolei przeciągnięcie struny w drugą stronę". Jest w tym coś bardzo mądrego.

    Potem ludzie pracują od rana do wieczora, bo mają pasjonującą pracę i nie zajmują się własnymi dziećmi, nie mają czasu dla małżonków. Wpadają w pracoholizm. Taka zła strona życia z pasją.

  30. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:25

    Rudziu,

    I też nie do końca wierzę w to, że pracoholiczny styl życia wywołuje tylko wielka miłość do swojego zajęcia- może też, ale strach przed wyzwaniami życia codziennego/ niepoukładane relacje z najbliższymi/ obawa, że inni przegonią/ w głębi duszy przekonanie, że bez widocznych osiągnięć jestem nikim- też występują jako przyczyny.

    Poza tym przyjęcie fałszywego założenia, że samorealizacja oznacza, że zawsze jest przyjemnie i ma się wrażenie pełni/robienia postępów/ co tam jeszcze.

    W każdym razie, że jest fajnie. Owocem tego złego założenia jest zbytnia zmienność- bezustanne poszukiwanie idealnej pracy, studiów, chłopaka, żony... Bez uwzględnienia swojego wkładu w ten "idealny" układ :)

  31. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:34

    Wielkim osiągnięciem ludzi spełnionych jest to, że rozumieją (wydaje mi się), że są ważniejsi niż swoje osiągnięcia, że istnieją poza swoimi dokonaniami. Z takim nastawieniem można być świetnym i spełnionym hydraulikiem, nie wzdychając, że nie jest się drugim Beckhamem :)bo nie potrzebuje się potwierdzenia z zewnątrz, że jest się osobą wartościową.

  32. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:34

    "strach przed wyzwaniami życia codziennego/ niepoukładane relacje z najbliższymi/ obawa, że inni przegonią/ w głębi duszy przekonanie, że bez widocznych osiągnięć jestem nikim"

    ***

    "Owocem tego złego założenia jest zbytnia zmienność- bezustanne poszukiwanie idealnej pracy, studiów, chłopaka, żony... Bez uwzględnienia swojego wkładu w ten "idealny" układ"

    Ależ to mądre Leonko!

  33. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:35

    Leonko

    Przepraszam, zaraz to wytnę. Jesteś psychologiem? Miałaś coś wspólnego z tą dziedziną wiedzy, czy... tak po prostu???

    Bardzo trafne są twoje spostrzeżenia.

  34. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:39

    Nie, Rudziu, jestem architektem (prestiżowe, nie? :)

    Obserwacje, samoanaliza, rozdrapywanie starych ran, użalanie się nad sobą, powolne dochodzenie do przełomowych wniosków, macierzyństwo, które sprawiło, że sporo rzeczy, dawniej ważnych, teraz mi wisi... ;)

    Ot i wszystko

  35. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:40

    Macierzyństwo bardzo otwiera oczy na różne sprawy. Mam wrażenie, że dzieci bardziej nas wychowują, niż my nasze dzieci.

  36. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:41

    Ooo, tak! Wychowują!

  37. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:42

    Człowiek widzi, co jest ważne.

    Choć z drugiej stony obserwuję ludzi, których dzieci jednak nie wychowały. Może za słaby wgląd w samych siebie? Nie wiem.

    Może najbardziej działa w tym Pan Bóg. Jeśli człowiek chce się na Niego otworzyć, to wiesz... "Mądrość przychodzi z góry..."

  38. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:43

    Mój proboszcz zawsze mawiał:

    "Mądrość zdobywa się na klęczkach".

    Porażająca... mądrość.

  39. Zobacz profil Leonka Leonka napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:54

    Na pewno tak- gdyby nie dobroćBoga jużdawno gościłabym na okładce "Faktu" jako zwyrodniała matka- dzieciobójczyni :)

    Z drugiej strony- znam ludzi niewierzących, którzy sensownie- jak mi się wydaje- wychowują dzieci, i ludzi wierzących- którzy mogliby się sporo podciągnąć. Pewnie jeszcze czas zweryfikuje, kto naprawdę wychowywał dzieci sensownie- większość moich znajomych- z tych, którzy w ogóle mają dzieci- ma dzieci małe, więc wiele się jeszcze okaże.

    Oddalam się ku obowiązkom, pozdrawiam :)

  40. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:55

    Dzięki, Leonko za bardzo ciekawe komentarze.

  41. Zobacz profil Rudzia Rudzia napisał/a:

    środa, 10 lutego 2010, 09:55

    Ja też się oddalam. Pozdrawiam.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.