yerba mate i listopadowy rozruch

Drukuj kategoria: Ogólne

Dzisiaj będzie jesiennie, yerbastycznie i ojcowsko. Zaczynam od yerby bo ona napędzila mój umysl do powrotu na blogową szosę. Nie napiszę, że yerba jest cacy albo be, bo nie oto w tym całym piciu mnie chodzi. Malo mnie obchodzą ulotki zachwalające cudowne działanie owego napoju. Dla mnie liczy się rytuał picia. Pijam tylko w palo santo – naczynie ze świętego drzewa, którego aromat ciekawie wpływa na smak yerby. Nie polecam tykw i innych naczyń. Palo santo jest naprawdę wyjątkowe. W naszych warunkach klimatycznych należy kupować tylko okute, bo drewno, z którego jest wykonane lubi pękać.zestaw obowiązkowy

Kolejnym ważnym elementem jest bombilla, czyli tzw. rurka do picia- im mniej skomplikowana tym mniej się zapycha. I na koniec zioło.. Na rynku jest wiele marek – ja preferuję Cruz de Malta. Dlaczego? Bo mi najbardziej podeszła. Ma to coś, co moje kubki smakowe zaakceptowały od razu. Z yerbą jest jak z tytoniem fajkowym – smakujesz kilka, ale gdy wybierzesz jeden to zostajesz mu wierny. Yerby nie pijam w pracy. Najbardziej smakuje mi w domowym zaciszu, gdzie mogę przy niej spokojnie zasiąść do lektury czy filmu. Pije się ją powoli, bez pośpiechu -czemu sprzyja bombilla. Jedna sesja może trwać do godziny – z jednego zasypania mam około 0, 7 litra napoju. Doskonale nadaje się także do picia na wycieczkach pieszych jednak trzeba wtedy uważać, aby nie pochlapać się naparem – bardzo trudno schodzą plamy.wycieczka

 

 

Fajnie tak siąść, gdy dzieci są wykąpane i śpią w łóżeczkach ,i delektować się yerbą i nowym Stingiem, którego polecam. Super komponują się jego wariacje na temat świąt z listopadową aurą. O ile Sting miał po Mercury falling parę muzycznych wpadek to ten album jest naprawdę wart uwagi.If On A Winter's Night- tak się to dzieło zowie . stingNiedługo powrócą rasowe cyklistyczne wpisy, bo znalazła się ekipa, która podjęła się wyprostowania mojej ramy i wyszło im to imponująco dobrze. W ramach podziękowań polecam sklep w Bydgoszczy mieszczący się przy ulicy Fordońskiej 226. O rowerach wiedzą i potrafią zrobić wszystko. A na koniec przedstawiam przyszłego szosowego miszcza świata Grzesia. Urodził się 11 listopada i ma się po małych zawirowaniach dobrze.miszcz

To tyle tematem wprowadzenia siebie i tych kilku czytaczy mego bloga w listopadowy klimat. Witam ponownie- czas rozpocząć kręcenie korbą.

Komentarze: 39

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil kreuz kreuz napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:00

    Niech nam żyje malutki Grześ Patriota Basista Cyklista

  2. Zobacz profil Józef Józef napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:18

    Yerba Siorberzy wszystkich krajów łączcie się! Pozdrawiam, a Małemu Mistrzowi życzę pięknego życia.

  3. Zobacz profil Azja Azja napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:33

    Ja zapijam Rosamonte uwielbiam ten dymny posmak i jej różaną moc.

    A Grzesia też pozdrawiam jak również Ciebie i Małążonkę serdecznie.

    Do Wielkiego Zoba na szosie!

  4. Zobacz profil PietroPazzo PietroPazzo napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:41

    ja dziś w wchłonąłem sobie LaHoyę :)

  5. Zobacz profil Talka Talka napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:45

    A ja delektuję się teraz herbatą malinową, której to opakowań w szafce mam pod dostatkiem (przynajmniej goście nie mają problemu z wyborem ;))..

    Oczywiście respect dla wszystkich pijaczy yerba mate :) podziwiam wasze kubki smakowe, które jej smak przyjmują ;)

    Dla Grzesia - uścisków 102! Niech rośnie zdrowo nasz młody Mistrz!

  6. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:46

    @Kreuz- no mam nadzieję, że nasi synowie stworzą jakiś dobry zespolik

    @Józef- za życzenia dziękuję i obiecuję zakręcenie korbą w Twej intencyji

    @Azja- a dzięki - mam nadzieję, że uda się w Twe strony chociaż raz udać na maszynie w przyszlym roku

    dla mnie Rosamonte zbyt cierpka-

  7. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:51

    @Talka- z malinowych rządzidla mnie Loyd Tea- najbardziej malinowa z malinowych

  8. Zobacz profil Luklukow Luklukow napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 21:54

    Życzę by Twój syn był prawdziwym mistrzem :)

    Ps: mój potomek również urodził się 11 listopada bieżącego roku :)

    Zdrówko!

  9. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 22:02

    @Pietro- może coś bliżej- jaki posmak, do czego zbliżony - nie pilem a może warto się skusić

    @Luklukow - a to Najlepsze życzenia dla Twego synka a Tobie przespanych nocy;)

  10. Zobacz profil Derajash Derajash napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 22:04

    W mate to przede wszystkim podoba mi się rytuał. Kawa i herbata niekiedy to mają, ale częściej jest to "zalej, pczekaj, wypij". A tu trzeba się postarać, namęczyć - no i siorba się długo.

    @ Talka - Są sposoby na wzbogacenie smaku. Oprócz wyboru odpowiedniej yerby można jeszcze dodać jakieś zioło do yerby lub zalewać nie czystą wodą a czymś w rodzaju ziołowej herbatki. A zatem kombinować można dużo. To są kombinacje "wytrawne". Ale są i kombinacje "słodkie" - preferowane przez panie. Można przed każdym siorbnięciem nasypać trochę cukru. Można nasypać trochę kawy, albo wrzucić kawałek cytryny i też zasypywać cukrem. Największą egzotyką, jaką spotkałem było zasypanie yerby wiórkami z kokosa, zasypywanie cukrem i polewanie gorącym mlekiem.

  11. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 22:11

    @Derajash- niezlą masakrę z tym "ulepszaniem" smaku zapodaleś. To chyba lepiej kupować oryginalne marki z domieszkami ziól czy owoców. Czasem pijam z dodatkiem ziól i mięty. Fajny posmak.

    Wlaśnie ten rytual przygotowania wody o wlaściwej temperaturze, zalewanie, powolne picie - to jest to. A nie kolejna kawa rozpuszczalna i herbata expresowa. Mate burzy szybki styl nowoczesnego japii.

  12. Zobacz profil Romeus Romeus napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 22:43

    Dzięki. :-)

  13. czwartek, 19 listopada 2009, 22:49

    W upalne dni polecam Yerbe na zimno - zalewane sokiem pomarańczowym z dobrą niegazowaną wodą mineralną. Smak i działanie delikatniejsze ale niech się schowają wszystkie inne sposoby ochładzania organizmu. No może poza skokiem do jeziora...

    Tak, ja tu o upałach, a za oknem...

  14. Zobacz profil humilitas humilitas napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 22:57

    Pozdrawiam wszystkich mateistów.Zaiste, siorbanie yerby ma nieowtarzalny klimat.Ze swej strony polecam też paragwajskie marki.Teraz w moich puszkach gości Selecta i Amanda ziołowa(ta już jest argentyńska).Niech się maluszek zdrowo i szczęśliwie rozwija!

  15. Zobacz profil Talka Talka napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 23:07

    @Quis ut Deus - "najbardziej malinowa z malinowych" hihi smaczne określenie ;)

    @Derajash - ależ dziękuję Ci za te przepisy na wzbogacenie smaku :) myślę, że skuszę się na próbę zrobienia mate :) tylko gdzie ja kupię odpowiedni sprzęcior...?

  16. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    czwartek, 19 listopada 2009, 23:18

    @Talka- o sprzęcior popytaj wśród znajomych. Jeżeli ktoś pije to bedzie mial pewnie wolne naczynka. A w razie czego można zakupić w necie- nawet we frondowej zakladce byl sklep z yerbą.

    @Humilitas- jakoś amanda i selecta nigdy nie zachęcaly mnie opakowaiem. Może trzeba się przelamać. Ciekawe, że jeszcze Pajarito nie padlo wymienione. Dla mnie takie sobie- bez rewelacji.

    @Tiberius- ja nawet w upaly pilem na gorąco. jakoś terere mnie nie przekonalo- sprzęt stoi i się kurzy.

  17. piątek, 20 listopada 2009, 05:45

    lubie pic Yerba Mate ma swoj specyficzny smak im pijesz dłuzej tym lepiej smakuje

    ale niestety lub stety dobra kawa jest u mnie na 1 miejscu Polecam fajny sklep z Mate

    http://www.yerbamarket.com/

  18. Zobacz profil Derajash Derajash napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 06:29

    @ Talka - jeżeli jeszcze nie siorbałaś yerby, to lojalnie uprzedzam, że pierwsze siorbnięcie może być brzemienne w skutki - można sobie trochę "gębę wyparzyć". Poźniej już dosyć szybko człowiek uczy się zasysania płynu przez rurkę (to znaczy chciałem powiedzieć bombillię).

  19. Zobacz profil Magdusia Magdusia napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 08:17

    Oczywiście nie kupuje się kilku naczyń i rurek - ale jedno - z którego zasysają wszyscy, podając sobie.

  20. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 08:47

    @Blisko- u mnie też kawa na pierwszym miejscu- lubię jej smak i nie zamierzam z niej rezygnować

    @Derajash- pierwsz siorbnięcie to nie tylko poparzenie ale i cierpki gorzki smak. Przez pierwsze dni ciężko mi bylo się z tym oswoić.

    @Magdusia- ja mam więcej niż jedno naczynko. Jeżeli spotykam się z yerbaczami to każdy ma swój sprzęt - ewentualnie korzystamy z tej samej yerby.

  21. Zobacz profil Derajash Derajash napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 08:53

    @Quis ut deus - nie mogę nie wyrazić pewnego rozczarowania. Korzystanie każdy ze swojej rurki jest nieortodoksyjne. To profanacja rytuału do jakiej może dopuścić się tylko gringo. To gorzej niż latem w Hiszpanii chodząc w sandałach nosić skarpetki. Natomiast jest dopuszczalne polewanie końca rurki gorącą wodą.

  22. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 09:19

    @Derajash- wielu rozczarowalem i pewnie będę czynil to dalej;)

    Wszystko co przychodzi z innych kultur chcąc niechcąc jakoś modyfikujemy, dostosowujemy, naginamy. Wtlaczamy w wir naszych codziennych przyzwyczajeń.

    Co do yerby to nie do końca kupuję to co Cejruś prezentowal. Taki ortodoksyjny styl. Pierwszy siorbnięcie wypluwamy dla kogos tam..; fusy tylko oddajemy matce ziemi. Trochę to pogańskie.

    Też oddaje fusy ziemi jak jestem u teściów którzy mają kompost ale w domu lądują do śmieci.

    Tak jak na rowerze stworzylem swoja wizję tak też i tu mam sowje widzenie rytualu.

  23. Zobacz profil Magdusia Magdusia napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 09:23

    Derajash: "@Quis ut deus - nie mogę nie wyrazić pewnego rozczarowania. Korzystanie każdy ze swojej rurki jest nieortodoksyjne."

    No wlaśnie... Też posmutniałam z rozczarowania...

  24. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 09:33

    a bo wiecie - ja jestem dzieckiem soboru;)

  25. Zobacz profil Derajash Derajash napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 10:36

    Co do wypluwania pierwszego siorbnięcia w cześć kogoś tam, to nie wiem od jakiego synkretysty nauczył się tego Cejruś. Ten pierwszy siorb nazywa się mate del tonto, czyli mate głupka, i trzeba go oczywiście wypluć, bo to i strasznie mocne, ale przede wszystkim nie jeszcze wystarczającej temperatury i jest nieciekawe w smaku. Z fusami też nie rozumiem jakichś tam mistycznych zapędów. No i oczywiście rozumiem zastosowane przez Ciebie modyfikacje.

    Natomiast jeżeli bym pił chichę (czyli rodzaj piwa z kukurydzianych placków, które bezzębne babki przeżuwają i wypluwają do dużej michy, gdzie następuje proces fermentacji), to -jakem katolik- pierwsze krople wylałbym na glebę w cześć Pachamamy.

  26. Zobacz profil Józef Józef napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 10:37

    Ja fusy wywalam do sedesu i potem płyną do matki ziemi, ale rurami :-). Oczywiście olewamy pogańskie przesądy, ale jednak spożywanie yerby musi być ceremoniałem, co nie ma nic wspólnego z religią.

    Zanim Cejrowski stał się ja yerbę pijałem (od misjonarzy z Argentyny się nauczyłem).

  27. Zobacz profil Józef Józef napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 10:38

    Talka @, męskie kubki smakowe, to jednak tajemnica jest :-)

  28. piątek, 20 listopada 2009, 10:43

    Mnie też śmieszy dorabianie ideologii do picia yerby. Nie daje pić innym z mojej bombilli bo to nie jest higieniczne. Fusy wyrzucam do kibelka/kubełka bo tak mi wygodniej i nie wierze w ofiary czy inne bzdety dla Matki Ziemi.

    W innym przypadku to bardziej wygląda na lans niż na prawdziwą potrzebę picia yerby. Po prostu udawanie.

    Herbatę także można zaparzać rytualnie, tak jak Mongołowie. Ale czy to w naszej kulturze ma sens?

    A do Cejrowskiego to wydaje mi się, że chciał on pokazać jakie są latynoskie zwyczaj w tej sferze, a nie sugerować, że tak trzeba to robić.

  29. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 11:57

    @Tiberius- oglądając Cejrusia zauważylem, że on musi wszystko robić jak tubylcy. Z jedzeniem to rozumiem - no bo bakterie i inne przypadlości żolądkowe tego wymagają.

    Chcialbym zobaczyć Cejrowskiego jak w salonie u kolegi wypluwa na parkiet czy inszy persko-chiński dywan pierwszy lyk.

  30. Zobacz profil MieczZemsty MieczZemsty napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 12:42

    Co do tykwy: czasem jest bardzo praktyczna. Pije i z tykw i z Palo Santo...Każde ma swoją specyfikę, każde nadaje innego smaku.

    Co do Yerby: Cruz de Malta rządzi. również jako miętowo cytrynowa czy też pomarańczowa.

    Pije i w domu i w pracy i u swej Lubej.... więc naczynek mam kilka. W pracy może patrzą czasem jak na wariata (szczeólnie jak ktoś nowy się w biurze pojawi) ale ten rytuał pozwala czasem przetrwać paranoiczne dni. Poza tym nie muszę się martwić o to że ktoś zakosił mi przydział jakiejś marnej szaszetkowatej herbaty i cukru - poprostu z tego nie korzystam a Yerby nikt nie tknie.

    Co do Grzecha: oby rósł nam na dużego chłopa (bo już niemały jest) i oby Kinga nie czuła się zazdrosna:)

  31. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 12:55

    @Miecz- tykwy się pocą i zostawiają plamy.

    A Kinga na razie jest zafascynowana Mlodym- zobaczymy co będzie dalej.

  32. piątek, 20 listopada 2009, 15:50

    @quis: Wydaje się, że Cejruś za swoją misję uważa szeroko pojętą edukację - czyli jak najlepiej i najprościej opisać obce zwyczaje. Więc pokazuje je na sobie i robi to w sposób przerysowany. A prywatnie... ja myślę, że on poza kręceniem "Boso przez świat" używa na co dzień klapeczków... ;)

  33. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 18:16

    @tiberius- na pewno sporo to lekkie "pozerstwo", ale w sumie to daję glowę, że zakręcony to on jest.

  34. Zobacz profil MieczZemsty MieczZemsty napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 21:12

    Tania tykwa się poci. ale zawsze możesz mieć tykwe z podstawką lub troche lepszą jak ta w moim avatarze: z grubej calabazy, rzeźbiona. i wtedy o pocenie się tak nie martwisz.

  35. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 21:17

    @Miecz- ale taka tykwa kosztuje tyle co palo santo z którego yerba smakuje wedlug mnie 100 razy lepiej i sprawdza się w pieszych wędrówkach

    tykwa jest zbyt malo odporna na noszenie w plecaku i uderzenia

  36. Zobacz profil Edwardo Edwardo napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 22:38

    O czym tu jest mówione ?

    O trawce jakiejś ?

  37. Zobacz profil Edwardo Edwardo napisał/a:

    piątek, 20 listopada 2009, 22:38

    Jaracie coś??

  38. Zobacz profil x Kefas x Kefas napisał/a:

    czwartek, 26 listopada 2009, 14:44

    @quis ut deus, świetnie że już jesteś!

  39. Zobacz profil quis ut deus quis ut deus napisał/a:

    niedziela, 29 listopada 2009, 12:29

    @xKefas- widzę, że ostatnio x. nie próżnuje na blogowisku - tak czymać

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.