Odpowiedź na polemikę Hioba nt. artykułu „Subiektywizm” mojego autorstwa
piątek, 29 stycznia 2010, 14:26
Przyznać muszę, że niewielu katolickich apologetów zasługuje na uwagę protestanta zainteresowanego poważną debatą teologiczną. Powodem jest fakt, że niewielu z nich zadaje sobie trud poznania doktrynalnych stwierdzeń, sposobu ich obrony, założeń oraz historii drugiej strony.
Polemiki z moim artykułem pt. „Subiektywizm” (dialog katolika z protestantem) podjął się niejaki „Hiob” z ziemi US (czyli United States, nie mylić z Uz), w rzeczywistości Piotr Jaskiernia – trucker i z zamiłowania katolicki apologeta, autor najpopularniejszego do tej pory bloga w konkursie na Blog Roku 2009. Nota bene bardzo przyjazny i sympatyczny człowiek.
Niestety, mimo przy całej mej sympatii dla autora, muszę stwierdzić, że komentarze „Hioba” do poszczególnych części dialogu (szczególnie wypowiedzi protestanta) wynikają w znacznej mierze z niezrozumienia jego sedna, jak i kluczowych różnic między historycznym protestantyzmem, a katolicyzmem. Jedynie końcowa część polemiki wywołała we mnie głębszą refleksję i zmusiła do gruntowniejszego przemyślenia własnego stanowiska. Pozostałe komentarze autora mogą być przekonujące tylko dla katolików i to jedynie tych, którzy lubią być uspokajani przez obiegowe, stereotypowe opinie i założenia często wręcz wyssane z palca – bez zadania sobie trudu samodzielnych poszukiwań i stawiania niewygodnych pytań.
Celem dialogu nie była obrona zasady Sola Scriptura, co sugeruje tytuł polemiki Hioba (nota bene błędnie rozumiana przez autora – o czym za chwilę), lecz jak sam tytuł dialogu („Subiektywizm”) mówi – niemożność ucieczki od subiektywizmu w formułowaniu opinii zarówno przez stronę protestancką, jak i katolicką (w tym przypadku na temat najwyższego autorytetu).
Zatem do rzeczy:
W artykule napisałem:
Istniejący w protestantyzmie problem z jednością przedstawiciele największego w Polsce wyznania rozwiązują w prosty sposób - po prostu idą za głosem papieża i nieomylną interpretacją Urzędu Nauczycielskiego w kościele rzymskim. Czym taka postawa różni się od protestanckiego stwierdzenia o ufności w samą jedynie Biblię? I czy uwalnia ona katolików od subiektywizmu w formułowaniu opinii, tak często zarzucanego protestantom? Z pewnością nie. Niech pokaże nam to rozmowa katolika z protestantem.
Hiob błędnie odczytuje powyższe słowa twierdząc:
„sugerują, jakoby Biblia była jedynym, nieomylnym i wystarczającym autorytetem dla chrześcijan. Tak jest dla wielu protestantów, choć tylko teoretycznie. W praktyce każda denominacja ma swoją tradycję. Przed okresem reformacji jednak tak nie było”.
Nic takiego w tej akurat wypowiedzi nie sugeruję, choć przyznaję, że Biblia powinna być najwyższym autorytetem dla chrześcijan. Powyższe słowa raczej mają raczej na celu wskazać na istotę problemu: każda wypowiedź zarówno protestanta (wskazującego na Sola Scriptura), jak i katolika (wskazującego na Biblię oraz Tradycję, Magisterium Kościoła) jest ze swej natury subiektywnym wyrazem jego poglądów. Nie istnieje więc coś takiego jak obiektywizm naszych sądów. Ten należy jedynie do Pana Boga. Taki jest wydźwięk całego dialogu – do czego Hiob prawie wcale ustosunkowuje się w swojej polemice.
Dalej, autor omijając temat subiektywizmu ludzkich sądów podejmuje kwestię Sola Scriptura, z którą z lubością dyskutuje. Stwierdza:
„Przede wszystkim to, co teraz nazywamy Nowym Testamentem nie było najpierw w ogóle napisane”.
No dobrze. Wejdźmy więc w tą dyskusję. Oczywiście powyższe stwierdzenie jest nieprawdziwe. Chętnie dowiedziałbym się co działo się z treścią 1 Listu do Koryntian, 2 Listu Piotra, Judy czy Apokalipsą św., Jana zanim zostały spisane? Czy istniały w głowach ich autorów? Czy ich treść była przekazywana ustnie jeszcze zanim natchnieni pisarze spisali owe księgi? Jak rozumiem wg Hioba kościół znał treść listów Pawłowych oraz wizji Jana z wyspy Patmos zanim te jeszcze wyszły spod pióra ich autorów (sic!). Doprawdy, sensacyjna teoria!
Za chwilę Hiob dodaje:
„Apostołom i ich uczniom zajęło kilkadziesiąt lat, by skompletowali swe Ewangelie i Listy.”
Oczywiście autor usiłuje udowodnić, że Tradycja jest względem Biblii bardziej pierwotna i że Biblia wyrosła na gruncie Tradycji. Nie do końca mu jednak to wychodzi. Pomijam na razie fakt, że jest to założenie wyssane z palca (o czym napisałem powyżej). Nieodpartym faktem natomiast jest, że Hiob usiłuje udowodnić to założenie w bardzo karkołomny sposób. Co autor ma na myśli mówiąc, że „Apostołom i ich uczniom zajęło kilkadziesiąt lat, by skompletowali swe Ewangelie i Listy”? Trudno powiedzieć. Jeśli to, że powstały po kilkudziesięciu latach od wniebowstąpienia Chrystusa to w porządku, wszyscy się z tym zgadzamy. Jeśli natomiast to, że natchnieni autorzy spisywali je przez kilkadziesiąt lat – byłby to oczywiście absurd.
Idźmy dalej w kierunku obranym przez Hioba. Stwierdza on fakt, z którym chyba każdy protestant się zgodzi:
„Po drugie wtedy, w co trudno uwierzyć, nie było Internetu. Listy przepisywano ręcznie, posyłano przez umyślnego i nie każda lokalna wspólnota miała każdy List i każdą Ewangelię. Pojawiały się też, i to w dziesiątkach, inne pisma, co do których były wątpliwości co do autorstwa, czy natchnionego charakteru. Jedne wspólnoty je uznawały za warte czytania w kontekście liturgicznym, inne – nie”.
Poważne problemy zaczynają się dalej:
„Dopiero pod koniec czwartego wieku Kościół Katolicki ustalił nieomylnie i autorytatywnie kanon Nowego Testamentu. Kanon, przypomnę, który zawiera także takie słowa: Przeto, bracia, stójcie niewzruszenie i trzymajcie się tradycji, o których zostaliście pouczeni bądź żywym słowem, bądź za pośrednictwem naszego listu. (2 Tes 2,15)”
Po pierwsze: Wielkim błędem jest przekonanie, że autorytet Biblii (kanonu) wynika z orzeczenia kościoła (ludzi). To nie kościół zadecydował (w IV w.), że Ew. Jana jest Słowem Bożym. O tym zadecydował Bóg już w momencie wyjścia każdej natchnionej księgi spod pióra piszącego. Ew. św. Jana była Słowem Bożym także w I, II oraz III wieku, nie zaś od IV w. To co wydarzyło się w IV w Kartaginie (w 397 r.) to jednomyślne rozpoznanie przez kościół składu kanonu (co do którego wcześniej trwały dyskusje). Jeśli autorytet Pisma Św. jest ustanawiany na ludzkim przyzwoleniu, wtedy to ludzkie przyzwolenie staje się najwyższym autorytetem. Jednak Bóg nie potrzebuje naszej aprobaty. Kiedy On mówi, to mówi z autorytetem. Przyczyną autorytetu kanonu ksiąg świętych nie jest jego rozpoznanie przez ludzi, ale jego natchnienie. Zatem: a) Kanoniczność jest określona przez Boga. b) Kanoniczność jest rozpoznana przez lud Boży. Lud Boży rozpoznaje, nie zaś nadaje autorytet. Różnica jest kluczowa i mylona przez Hioba. J.I. Packer (reformowany teolog) powiedział: “Kościół w nie większym stopniu dał nam kanon Nowego Testamentu niż Izaak Newton dał nam siłę grawitacji. Bóg dał nam grawitację, poprzez dzieło stworzenia i podobnie dał nam Nowy Testament poprzez natchnienie poszczególnych ksiąg, które wchodzą w jego skład”.
Drugi problem wynika z zupełnie pozbawionego podstaw założenia, że kościół ustalił skład kanonu „nieomylnie”. To kolejne niebezpieczne stwierdzenie. To, że kościół rozpoznaje coś w poprawny sposób – nie zakłada jego nieomylności. Jeśli Hiob lub ja dostrzegamy w Ew. Jana Słowo Boże, które zmienia nasze życie – nie oznacza to, że nasze rozpoznanie jej jest nieomylne. Nieomylność zarezerwowana jest jedynie do procesu spisywania Pism (2 Tm 3:16), nie zaś ich rozpoznawania.
Po trzecie przywoływany przez autora werset mówi o sposobie komunikowania podstawowych prawd ewangelii we wczesnym kościele. Kilka obserwacji:
- Apostołowie przekazując ustnie treść ewangelii – przekazywali podstawy chrześcijańskiej wiary nie wykraczające poza spisaną treść, którą mamy w Biblii.
- Ustny sposób komunikowania należał do czasów w których spisanie i skompletowanie kanonu należało do przyszłości. Bóg w dawnych czasach przemawiał w natchniony sposób oczywiście również poza Biblią np. poprzez proroków, sny, wizje, dar języków itd.. Od czasu nadejścia pełni objawienia nie ma obecnie uznanego przez Boga sposobu przekazywania natchnionego, nieomylnego, bezbłędnego Słowa poza Pismem Św.
- Kiedy treść ewangelii była komunikowana poprzez mówiącego apostoła – nie oznaczało to automatycznie, że jego słowa są natchnionym objawieniem (tak jak są nimi ewangelie lub listy
W artykule Hioba czytamy dalej:
„Słowa pastora Pawła ze wstępu ponadto sugerują, jakoby katolicy, w przeciwieństwie do protestantów, nie czytali sami ze zrozumieniem Biblii, ale o wszystko pytali papieża. Tymczasem tak nie jest. Kościół dogmatycznie zinterpretował zaledwie kilka wersetów, przy innych daje nam szerokie możliwości interpretacji, w zakreślonych ramach nauki Kościoła. W jeszcze innych mamy niemal całkowitą, nieokreśloną swobodę interpretacji. Oczywiście po warunkiem, że będzie ona zgodna z samym tekstem”.
Hiob zauważa tu bardzo ważną rzecz, o której mało który protestant oraz katolik wiedzą: kościół katolicki nie jest strażnikiem poprawnej interpretacji Pisma Św. ponieważ takowej nie posiada! Jak zauważa Hiob: „Kościół dogmatycznie zinterpretował zaledwie kilka wersetów, przy innych daje nam szerokie możliwości interpretacji, w zakreślonych ramach nauki Kościoła.” Nie różni się to niczym od podejścia wielu protestanckich kościołów (które dogmatycznie mają zinterpretowane o wiele więcej niż kilka wersetów). Co więcej, jeśli Kościół dogmatycznie zinterpretował zaledwie kilka wersetów oznacza to, że znaczna większość sformułowań dogmatycznych KK nie jest oparta na dogmatycznej interpretacji Pisma Św.
Zastanawiające jest ostatnie zdanie: wierni KK mają „niemal całkowitą, nieokreśloną swobodę interpretacji” co do pewnych tekstów Pisma Św. „pod warunkiem, że będzie ona zgodna z samym tekstem”. Nie mam pojęcia czym to się różni od podejścia protestantów. I w końcu, co najważniejsze pytanie: kto decyduje która interpretacja „jest zgodna z samym tekstem” – jeśli kościół „dogmatycznie zinterpretował jedynie kilka wersetów”, w znacznej zaś większości tekstu biblijnego pozostawiając miejsce do różnorodności interpretacyjnej?
Hiob przywołuje początkowe słowa dialogu z mojego artykułu:
Protestant: Słuchaj, przeczytałem wczoraj w Biblii cztery rozdziały Listu do Rzymian mówiące o tym, że usprawiedliwienie mamy jedynie z łaski przez wiarę, nie zaś dzięki własnym uczynkom. Byłem zafascynowany tym, jak prosta i zarazem piękna jest Ewangelia!
Katolik: W porządku, tylko skąd wiesz, że twoja interpretacja tych rozdziałów, jak i w ogóle całej Biblii, jest właściwa?
Opatruje je komentarzem:
„Ta wymiana zdań od razu sugeruje, jakoby katolicy nie wierzyli w to, że usprawiedliwienie jest łaską. Że nie można na nie samemu zapracować. Tymczasem Katechizm Kościoła Katolickiego wyraźnie uczy, że: 617 Sua sanctissima passione in ligno crucis nobis justificationem meruit, „Swoją najświętszą męką na drzewie krzyża wysłużył nam usprawiedliwienie", naucza Sobór Trydencki, podkreślając jedyny charakter ofiary Chrystusa jako „sprawcy zbawienia wiecznego" (Hbr 5, 9). Kościół czci Krzyż, śpiewając: O crux, ave, spes unica - „O Krzyżu, bądź pozdrowiony, jedyna nasza nadziejo!"
Pozostaje mi żywić nadzieję, że to tylko przeoczenie Hioba. Protestant w dialogu stwierdza, że „usprawiedliwienie mamy jedynie z łaski przez wiarę, nie zaś dzięki własnym uczynkom”. KK oczywiście nie przekreśla roli łaski w zbawieniu człowieka. Jedna z prawd wiary mówi: Łaska boska jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Protestant jednak nie to stwierdził. Protestantyzm idzie dalej niż powyższa jedna z prawd wiary KK. Mówi bowiem, że łaska boska jest do zbawienia nie tylko potrzebna, ale i wystarczająca. Dlatego w wypowiedzi protestanta pojawia się kluczowe dla całej reformacji słowo „jedynie” (Ef 2:8-10).
Idźmy dalej:
„Problem z doktrynami protestanckimi jest taki, że oni nie bardzo porównują, ale raczej często przedkładają jeden werset nad inny. Tymczasem kontekst w trzecim rozdziale Listu do Rzymian wskazuje na „uczynki prawa” i Paweł zaznacza wielokrotnie, że Abraham został usprawiedliwiony przed obrzezaniem, z wiary. On tam nie naucza, że uczynki nie są potrzebne, ale że "uczynki prawa", takie, jak obrzezanie, nie są konieczne do zbawienia”.
Nie jestem pewien z kim autor tych słów polemizuje, ale na pewno nie ze mną i nie z fikcyjnym protestantem z dialogu. Co więcej osobiście znając środowisko protestanckie dość dobrze nie spotkałem jeszcze protestanta, który uważałby, że „uczynki nie są potrzebne”. Są. Tylko do czego i jaka jest ich rola? M. Luter powiedział: „Zbawia nas sama wiara, ale nie taka wiara, która jest sama”. Wiara bowiem zawsze przychodzi w towarzystwie braci i sióstr – w postaci dobrych uczynków. Jednak to nie one są jedną z przyczyn zbawienia lecz jego skutkiem. Jedynym instrumentem zbawienia jest wiara.
Hiob następnie stwierdza komentując wypowiedź protestanta odwołującego się do Lutra i Kalwina jako źródła zachęty, inspiracji i zrozumienia Pism:
„Jeżeli zasada Sola Scriptura ma być obowiązującą protestantów, to co tu mają do rzeczy opinie jakiś starszych? To zresztą jest często podnoszony zarzut wielu bezdenominacyjnych wspólnot protestanckich, zarzucających tradycyjnym, historycznym wspólnotom, jak luteranie, czy prezbiterianie, że oni w ogóle nie postępują według doktryny „Sola Scriptura”.
Tu wychodzi zupełne niezrozumienie zasady Sola Scriptura. Nie oznacza ona dogmatycznego niekorzystania ze spuścizny Ojców, doktorów Kościoła, reformatorów, komentatorów biblijnych. Jeśli ktoś sądzi, że na tym polega protestanckie pojmowanie tej zasady to nie odrobił zadania domowego. Hiob najwyraźniej należy do takich osób.
Dlatego kilka uwag o Sola Scriptura:
- S.C. nie oznacza podejścia „ja i Biblia” odrzucającego tradycję i historię. Pismo jest dokumentem przymierza danym kościołowi (Ludowi Bożemu), a nie listem do każdego z chrześcijan z osobna. Pierwsi chrześcijanie nie mieli kopii Pisma w domach. Oznacza to, że zasada S.C. funkcjonuje w kontekście kościoła, a nie poza nim. Nie oznacza więc lekceważącego stosunku do kościoła.
- S.C. oznacza, że Kościół nie ma obecnie natchnionego, nieomylnego objawienia przekazywanego z natchnienia Ducha Św. – posiadającego ten sam autorytet co Biblia (spisane objawienie). S.C. nie lekceważy tradycji, ale mówi, że ostatecznie Pismo stoi ponad nią i ją osądza.
- S.C. nie przeczy temu, że we wczesnym kościele Bóg komunikował Ludowi Bożemu pewne treści poprzez słowa mówione (2 Tes 2:15), sny (Hbr 1:1-3), wizje (Dz 16:9), dar proroctwa oraz języków (Dz. Ap. 11:28; 1 Kor 12-14). Każde Słowo Jezusa było Słowem Boga. Mimo tego nie wszystkie znalazły się w kanonie. S. C. oznacza, że wszystko co Bóg zechciał aby w opatrznościowy zachowało się i przetrwało do obecnych czasów jako norma wiary i praktyki chrześcijańskiej zostało utrwalone w kanonicznych księgach.
Przyglądajmy się dalej stwierdzeniom Hioba:
„Po drugie jest bardzo wiele doktryn, które nigdy nie były negowane i wszyscy Ojcowie Kościoła jednoznacznie i jednobrzmiąco je nam podawali, przez piętnaście wieków, a które nagle w wieku szesnastym stały się dla protestantów nieobowiązujące. Doskonałym przykładem – interpretacja szóstego rozdziału ewangelii Jana, dotyczącego Eucharystii. Zatem co? Duch Święty się rozmyślił? Zmienił zdanie? Czy może spał przez piętnaście stuleci i nagle, rozbudzony, natchnął reformatorów?”
Dyskusje o eucharystii trwały przez wiele stuleci w historii kościoła. Nie da się ich sprowadzić do jednej, twardej interpretacji jednego fragmentu. Nawiasem mówiąc zastanawiające jest, że Hiob przywołuje akurat fragment z Ew. Jana 6 co do którego:
- nie ma mowy w moim tekście
- autor nie ma żadnej wiedzy na temat mojego zrozumienia przywoływanych słów Jezusa
Następnie Hiob wyciąga naciągany wniosek z dialogu:
K.: A skąd oni, czyli twoi nauczyciele, Luter, Kalwin i inni protestanci, wiedzą, że ich zrozumienie Biblii jest właściwe?
P.: Użyli rozumu (tak jak robić powinien każdy z nas), by zbadać kontekst, tło historyczne i właściwie odczytać znaczenie danego fragmentu. Ja czynię podobnie.
Podsumowanie Hioba: Rozumiem, że ja, jako katolik, rozumu już nie używam.
Dziwny wniosek. Oczywiście Hiob używa rozumu choćby w subiektywnie formułowanych wypowiedziach na temat kościoła, Pisma Św. i jego interpretacji, protestantyzmu itd.
Wreszcie lekko dotyka tematu subiektywizmu sygnalizowanego w artykule:
K.: Ale to jest tylko ich oraz twoja subiektywna opinia.
P.: No wiesz, zawsze opinia każdego z nas będzie subiektywna. Rozum każdego z nas jest narzędziem za pomocą którego badamy prawdziwość jakichkolwiek stwierdzeń.
I komentarz Hioba:
„Oczywiście. Dlatego Jezus nam zostawił Kościół. On to wie lepiej od nas, że my sami obiektywnie i nieomylnie nic nie wykombinujemy i dlatego nie zostawił nam Biblii, nie zostawił nam żadnego Listu, ale zostawił Piotra, któremu dał Klucze i na którym zbudował Kościół. I zostawił obietnicę, że Kościoła tego nie przemogą bramy piekielne”.
Po pierwsze: owszem, Jezus założył Kościół (powszechny, a nie rzymskokatolicki, prawosławny lub protestancki). Po drugie: My sami nic obiektywnie nie wykombinujemy – zgoda. Czy to znaczy, że jakikolwiek kościół obiektywnie coś „wykombinuje”? To niestety sugeruje autor. Myli w ten sposób wytrwanie i triumf kościoła, o którym mówił Jezus („bramy piekielne go nie przemogą”) z jego bezbłędnością, której nigdy nie obiecał. Co więcej Pisma Nowego Testamentu wielokrotnie wskazują na możliwość zbłądzenia przez pojedynczych chrześcijan, jak i przez kościół (ostrzeżenia do kościoła w Rzymie 11:17-36, ostrzeżenia do poszczególnych kościołów w Apokalipsie 2-3) – co zresztą miało miejsce również w historii Ludu Bożego w czasach starotestamentowych.
Hiob dziwi się postawie katolika z omawianego dialogu:
K.: Ja tego nie robię, bo to jest pycha polegająca na zaufaniu do własnego rozumu. Ja nie jestem teologiem, by zagłębiać się w interpretacje i próby zrozumienia Biblii. Sam mógłbym popaść w herezję. Popatrz tylko, ile jest rozłamów w protestanckim kościele. Ja czuję się bezpieczny idąc za interpretacją i tradycją kościoła.
„No proszę, co za dziwny katolik. Ja też nie jestem teologiem, jestem kierowcą. Ale nie uważam, by pychą było interpretowanie Biblii”.
Cieszę się czytając takie słowa – szczególnie jeśli są autorstwa członka kościoła katolickiego. Mamy z Hiobem więcej wspólnego niż sądziłem. Zastanawiam się czy Hiob miałby w swojej konsekwencji interpretowania Biblii odwagę podążania za nią gdyby stwierdził, że wskazałaby mu różnicę między jej treścią, a nauką KK.
Dalej: czy Hiob jest otwarty by poddać analizie swoją (subiektywną) interpretację słów Jezusa np. z Mt 16:18? Zastanawiam się skąd Hiob wie, że akurat jego interpretacja poszczególnych fragmentów Pisma jest właściwa? Kościół mu raczej w tym nie pomoże ponieważ, jak stwierdził wcześniej, jedynie kilka wersetów jest dogmatycznie zinterpretowanych. W pozostałych kwestiach może się okazać, że to protestanci są bliżsi prawidłowej wykładni np. Księgi Ezechiela, Apokalipsy itp. niż Hiob lub teolodzy katoliccy. A jeśli tak to co z ostrzeżeniem z 2 Pt 1:20-21 aby „nie interpretować słów proroctwa w dowolny sposób” - czy dotyczy ono tylko protestantów czy może również katolików „dowolnie interpretujących” Pismo np. poprzez twierdzenie, że Mt 16 mówi nie tylko o Piotrze, lecz również o sukcesji następców Piotra (o czym tekst ani słowem nie wspomina).
Hiob stwierdza, że sam kościół zachęca do czytania Biblii, a co za tym idzie można w ten sposób uzyskać odpust zupełny:
„Co więcej, Kościół zachęca nas do indywidualnego czytania Biblii i od wieków udziela nawet za to odpustów. Powinno to zaszokować protestantów, którzy czasem myślą, że odpusty to się u nas kupuje. Tymczasem wystarczy poczytać Biblię, pomedytować nad nią… no i trzeba się pomodlić w intencjach papieża, nie mieć ciężkiego grzechu, lub iść do spowiedzi… zwyczajne warunki. Każdego dnia można uzyskać odpust zupełny, za pół godziny lektury Pisma Świętego”.
Z tym, że o tym już Biblia Hiobowi nie powie. To założenie musi przyjąć na wiarę wbrew nauczaniu Pisma na temat tego w jaki sposób oferowane jest grzesznikom przebaczenie i darowane winy. Przyznam jednak, że pisząc niniejszą polemikę często zdarza mi się zapominać, że Biblia nie jest przecież rozstrzygającym autorytetem dla Hioba.
Jaki jest więc argument Hioba za prawdziwością jego nurtu (rzymskokatolickiego) w łonie kościoła powszechnego (który oczywiście nie uznaje za jeden z nurtów)?
„Cóż, ani Mormoni, ani Świadkowie Jehowy, ani „inne grupy religijne” nie mówią, że istnieją dwa tysiące lat. A jeżeli tak mówią, to nie potrafią tego wykazać. Tymczasem Kościół Katolicki nie ma najmniejszego problemu, by tę ciągłość Kościoła, papiestwa, kapłaństwa pokazać przy pomocy dokumentów historycznych. I to nie tylko kościelnych, ale także pochodzących ze starożytnego Rzymu, żydowskich, pogańskich, arabskich i wielu innych.”
Odniosę się do tego w trojaki sposób:
1. Skąd założenie, że wskazanie na ciągłość istnienia jest warunkiem trwania w prawdzie? Izrael w czasach Chrystusa również miał za sobą długą historię, a jednak odstąpił od wiary. Podobnie rzecz się miała w czasach Starego Testamentu. Królowie posiadający prawomocną sukcesję odstępowali od czystości nauki i postępowania. Ich sukcesja nie była gwarantem zachowania treści, depozytu wiary przekazanego w Pismach. Dlatego Bóg na różnych etapach historii powoływał proroków, reformatorów religijnego życia Izraela, którzy nawoływali Lud Boży (oraz królów, kapłanów) do upamiętania, nawrócenia i powrotu do Pism, nie zaś do „Tradycji” ówczesnego kościoła (np. nauki starszych, Talmudu).
2. Historyczne kościoły protestanckie oraz prawosławny również wskazują na ciągłość istnienia od czasów Chrystusa (a nawet od Księgi Rodzaju). Protestanci uważają, że są spadkobiercami wiary historycznego kościoła, której treść KK porzucił w przeciągu historii (XVI w. był tego apogeum). Drogi obu kościołów rozeszły się w XVI w. jednak zarówno KK, jak i reformatorzy wskazywali na XV stuleci historii kościoła oraz na ST jako na własną historię. Od czasów reformacji palące stało się pytanie: do kogo należy Św. Augustyn? Czyja soteriologia (nauka o zbawieniu) jest bliższa nauczaniu Ojców Kościoła, a czyja bliższa Pelagiuszowi? Kto jest kontynuatorem i głosicielem nauki apostolskiej, a kto „nowinkarzem” przynoszącym do kościoła ludzkie nauki? Te tematy były i są dyskutowane między środowiskami katolickimi oraz protestanckimi.
3. Udowodnienie ciągłości papiestwa na podstawie dokumentów historycznych to bardzo wątpliwa sprawa. Nie mówiąc już o udokumentowaniu w historii (do XI w.) takiego zakresu władzy i kompetencji w kościele jakie posiada obecny papież.
Dalsza polemika Hioba schodzi na temat interpretacji Mt 16:18 oraz doszukiwania się w Piśmie podpórki (inaczej tego nie można nazwać) dla instytucji papiestwa. Przywołuje on fragment dialogu:
P.: Skąd wiesz, że Jezus założył kościół na Piotrze i uczynił go pierwszym papieżem?
K.: Już ci mówiłem. To jest zapisane w Biblii, w Ew. św. Mateusza 16:18.
P.: To jest twoja interpretacja tego wersetu. Dlaczego mam ci wierzyć?
I komentarz: „Widzę, że dla pastora Pawła i „jego protestanta” nawet historyczne fakty nie mają wielkiej wagi. Ciekawy jestem, jak on te słowa zinterpretuje? Że wtedy powstał kościół luterański? Czy baptystyczny? Bardzo bym chciał usłyszeć argumenty popierające taką tezę”.
Najwidoczniej autor zetknął się tylko z jedną interpretacją tych słów, w dodatku dokonaną pod kątem uzasadnienia istniejących struktur w KK czyli papiestwa. O czym jednak mówi ten tekst – jeśli odczytywalibyśmy go bez owych rzymskokatolickich założeń wkładających w usta Chrystusa słów, których nigdy nie wypowiedział? Odpowiedź wbrew pozorom jest bardzo prosta: nie sądzę, że jako protestanci powinniśmy mieć problem, by zgodzić się, że Jezus nazywał Piotra SKAŁĄ i przekazał mu klucze do Królestwa Niebios. Tu nie ma żadnego problemu. Piotr rzeczywiście był wiodącym apostołem w pierwszym kościele! Był kimś szczególnym, choć z pewnością nie pełnił samodzielnie władzy nad całym kościołem. Zarówno Biblia jak i historia są tego dowodem. To czemu w oczywisty sposób należy się jednak sprzeciwić to zupełnie nieuprawnionemu twierdzeniu, że Chrystus w tym fragmencie mówi do Piotra coś więcej niż to, że jest on skałą. Ów fragment milczy na temat wyznaczania przez Piotra lub kościół kolejnych skał, sprawujących funkcję tzw. „głowy” Kościoła Jezusa Chrystusa i stojących na jego czele.
„O faktach nie ma co dyskutować, fakty należy przyjąć. A to, że Kościół Katolicki jest tym samym Kościołem, jaki założył Jezus, jest faktem niepodważalnym. I każdy, kto choć pobieżnie zna historię, wie to doskonale”.
Nikt nie przeczy temu, że do XVI w. był (przynajmniej na Zachodzie) jeden, nie podzielony kościół założony przez Chrystusa. Na pytanie „gdzie był twój kościół przed reformacją?” odpowiadam tak samo jak Hiob: był to kościół inkwizycji, papieży, krucjat, średniowiecznych scholastyków itp. Innego kościoła nie było Był ten jeden – niedoskonały, pełen błędów i wypaczeń, ale wciąż jeden. Ap. Paweł nazywa „ojcami” m.in. tych Izraeliów, których ciała z powodu buntu zasłały pustynię po wyjściu z Egiptu (1 Kor 10:1). W XVI w. sytuacja uległa zmianie. Z jednego, strukturalnie połączonego kościoła powstały co najmniej dwa obozy – katolicki i protestancki (z czasem oba dość różnorodne). Od tamtej pory pytanie o cechy prawdziwego kościoła stało się bardzo palące i kluczowe.
Hiob kończy zauważeniem problemów w wydaniu protestanta:
„Przede wszystkim skąd mamy wiedzieć, że mamy „obiektywny standard (Biblię), według którego powinniśmy rozsądzać wszelkie spory”?
Dzięki temu, że Bóg nam ją dał i powiedział, że jest ona spolegliwa. Słowo Boże nie potrzebuje niczyjej aprobaty by mówić z autorytetem. Ono samo jest samoustanawiającym autorytetem. Czyjej aprobaty potrzebował Bóg by mógł mówić z autorytetem do Abrahama, Mojżesza, Izraela… Musiał zapytać o zgodę na orzeczenie o kanoniczności Jego słów kapłanów? Starszych ludu? Królów? Czyjej aprobaty potrzebuje Jezus by przemawiać z autorytetem w Ew. Mateusza lub Apokalipsie Św. Jana? Kościoła z 397 r.?
„Samo to stwierdzenie zawiera sprzeczność. To, że mamy ten „obiektywny standard” zawdzięczamy Kościołowi, który nam podał nieomylnie i autorytatywnie, które księgi do Biblii należą”.
Jeśli Bóg potrzebuje aprobaty kościoła by Ew. Jana stała się Jego Słowem to kościół (ludzie) stoją ponad Bogiem (Pismem Św.). To jak widzę, jest stanowiskiem Hioba, który ilekroć pojawia się w artykule stwierdzenie o autorytecie Biblii – odsyła mnie (i czytelników) do kościoła – wskazując, że bez orzeczenia kościoła Listy Pawłowe, Ewangelie czy Apokalipsa nie byłyby Słowem Bożym (sic!). Kościół pozwolił więc Bogu przemówić z autorytetem decydując, że dopuszcza Go do głosu poprzez List Judy czy Ap. Jana. Zupełny nonsens! W rzeczywistości to Słowo Boże poddaje ocenie kościół, a nie kościół osądza Słowo Boże. Hiob stawia ten porządek do góry nogami!
„Potwierdził to sam Luter, który napisał w 16. rozdziale komentarzy do Ewangelii św. Jana: “Jesteśmy zobowiązani przyznać, że zawdzięczamy wiele papistom, jak Słowo Boże, które od nich otrzymaliśmy i bez tego nic byśmy o Nim nie wiedzieli”.
Nie jestem pewien co, na jakim etapie wiary i poznania twierdził Luter. Nie on jednak jest obiektem mojego zaufania. W słynnym hymnie reformacji„Warownym Grodem jest nasz Bóg” napisał słowa: „Niech Słowo ruszać strzegą się, im go nie zawdzięczamy”. Osobiście jestem wdzięczny kościołowi za publiczne zebranie (skompletowanie) wszystkich pism kanonicznych, za ich przetłumaczenie, wydanie itp. Bogu jestem wdzięczny za to, ze dał je kościołowi.
„Po drugie „wszelkie spory” mamy rozwiązywać nie w oparciu o Biblię, ale mamy poddawać je pod sąd Kościoła. I mówi nam to właśnie Biblia, a konkretnie sam Pan Jezus:
Gdy brat twój zgrzeszy <przeciw tobie>, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź z sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków oparła się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi! A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik! (Mt 18, 15-17)”
Te słowa uczą nas dwóch ważnych rzeczy. Pierwsza, to właśnie to, że Kościół, nie Biblia, jest najwyższym autorytetem.
Ups… Hiob rzeczywiście w to wierzy: Ludzie ponad Bogiem!? Bóg nie ma prawa więc oceniać nauczania, praktyki kościoła ponieważ głos kościoła z założenia jest tożsamy z głosem Boga. Tylko czy tego uczy Pismo Św.? Czy historia dobitnie nie uczy nas, że kościół, choć uświęcony świętością Chrystusa, błądził i będzie błądził w pewnych kwestiach – dopóki jest niedoskonałym (po posiadającym ludzki aspekt) kościołem pielgrzymującym, a nie eschatologicznym?
„Druga, to to, że Jezus zostawił nam jeden, autorytatywny i widzialny Kościół. Nie jest to jakaś enigmatyczna wspólnota serc i dusz, ale konkretna instytucja, która ma prawo i obowiązek nas rozsądzać, a my mamy obowiązek temu sądowi się poddać. Inaczej zostajemy ekskomunikowani, czyli wykluczeni z komunii, wspólnoty Kościoła.”
Jezus „zostawił” kościół. Zgoda. Z tym, że obecnie widzialnych kościołów jest wiele. KRK jest jedynym z nich (nie jedynym). Czy najlepszym? Najbliższy apostolskiemu wzorcowi? Mam wiele wątpliwości co do tego. Sprawdźmy to, poddajmy ocenie czyli testowi Bożego Słowa. Chyba, że Hiob zna inne testy. Wskazał na jeden: ciągłość istnienia, którego słabość omówiłem krótko powyżej.
Argument pada od jeszcze innej strony:
„Tym bardziej widoczna tu, gdzie mieszkam, w mieście, gdzie mamy 800 kościołów, należących do kilkuset różnych wspólnot, denominacji, sekt, odłamów, czy zborów, i gdzie ten werset nie ma żadnego sensu. Bo jeżeli brat, który jest prezbiterianinem, zgrzeszy przeciw bratu, który jest członkiem Kościoła Episkopalnego, to gdzie mają iść? Do Billy Grahama, mojego ziomka z Charlotte, najbardziej chyba znanego kaznodziei w protestanckim świecie? Ale dlaczego? Przecież on jest baptystą.
Pozwolę sobie zadać podobne pytanie autorowi: „Jeżeli brat, który jest zielonoświątkowcem, zgrzeszy przeciw bratu, który jest członkiem kościoła rzymskokatolickiego, to gdzie mają iść?” Do patriarchy moskiewskiego? Ale dlaczego przecież on jest prawosławny! Innymi słowy – z ust autora ponownie przebija jakaś dziwna buta i przekonanie, że KK nie jest jednym z tych 800 kościołów wymienionych przez niego, lecz tym jedynym.
To jednak przekonanie jest charakterystyczne dla wielu innych ekskluzywistycznych kościołów i ruchów religijnych. Co więcej – jest przejawem sekciarskiego myślenia na zasadzie „tylko my” i „tylko u nas jest zbawienie”. Co jakiś mam okazję słyszeć podobną „mantrę” chociażby podczas rozmów ze Świadkami Jehowy, Mormonami czy przedstawicielami innych sekt.
Hiob kończy słowami:
„Tylko zakładając, że mamy jeden Kościół, Biblię można uznać za prawdziwe Słowo Boże. Biblię, która mówi wyraźnie, że fundamentem wiary i jej filarem jest Kościół. Gdy tylko zaczynamy dopuszczać możliwość, że tych kościołów jest więcej, a jeden Kościół możemy rozumieć tylko symbolicznie, jako wspólnotę duchową, to nagle mamy niepokonywalne trudności przy interpretacji takich wersetów jak ten z 18. rozdziału Mateusza, czy ten z Pierwszego Listu św. Pawła do Tymoteusza, 3,15: Gdybym zaś się opóźniał, [piszę], byś wiedział, jak należy postępować w domu Bożym, który jest Kościołem Boga żywego, filarem i podporą prawdy.
Nikt nie zaprzecza, że kościół jest jeden. Fundamentem tej jedności nie jest jednak jednolita struktura. Ap. Paweł wśród elementów spajających kościół w jedno Ciało nie wspomina o Ciele Kierowniczym w Brooklynie, biskupie Rzymu czy prezydencie i świątyni w stanie Utah. Mówi za to o jednej wierze, jednym chrzcie i jednym Duchu (Ef 4:4-5). Jedność kościoła to fakt – ponieważ łączy nas jeden Duch poprzez jeden chrzest (dlatego rozpoznajemy wzajemnie jego ważność), ale i wyzwanie ponieważ powinniśmy ją budować, wyrażać i dążyć do niej w kontekście istniejących w Ciele Chrystusa podziałów.
Mimo tych podziałów kościół powszechny (nie zaś reformowany, katolicki, luterański prawosławny itd.) pozostaje filarem i podporą prawdy (1 Tm 3:15). Prawda bowiem jest w Chrystusie, który jest Głową kościoła powszechnego, a nie jedynie pewnej jego gałęzi, nurtu.
Dlatego powinniśmy czerpać bogactwo myśli i spuścizny teologicznej, historycznej, filozoficznej z różnych gałęzi i tradycji w łonie kościoła powszechnego. Pozdrowienia dla wszystkich czytelników :)
Komentarze: 39
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

piątek, 29 stycznia 2010, 15:56
piątek, 29 stycznia 2010, 16:33
piątek, 29 stycznia 2010, 16:35
piątek, 29 stycznia 2010, 16:35
piątek, 29 stycznia 2010, 17:15
piątek, 29 stycznia 2010, 18:05
piątek, 29 stycznia 2010, 18:07
piątek, 29 stycznia 2010, 18:17
piątek, 29 stycznia 2010, 18:26
piątek, 29 stycznia 2010, 18:52
piątek, 29 stycznia 2010, 19:15
piątek, 29 stycznia 2010, 19:20
piątek, 29 stycznia 2010, 19:22
piątek, 29 stycznia 2010, 19:24
piątek, 29 stycznia 2010, 20:11
piątek, 29 stycznia 2010, 20:20
sobota, 30 stycznia 2010, 03:33
sobota, 30 stycznia 2010, 09:03
sobota, 30 stycznia 2010, 09:06
sobota, 30 stycznia 2010, 09:16
sobota, 30 stycznia 2010, 09:21
sobota, 30 stycznia 2010, 09:26
sobota, 30 stycznia 2010, 11:01
sobota, 30 stycznia 2010, 12:56
sobota, 30 stycznia 2010, 13:43
sobota, 30 stycznia 2010, 15:30
sobota, 30 stycznia 2010, 16:10
sobota, 30 stycznia 2010, 16:25
sobota, 30 stycznia 2010, 19:23
sobota, 30 stycznia 2010, 19:48
sobota, 30 stycznia 2010, 19:51
sobota, 30 stycznia 2010, 20:30
sobota, 30 stycznia 2010, 21:55
sobota, 30 stycznia 2010, 23:18
niedziela, 31 stycznia 2010, 05:37
niedziela, 31 stycznia 2010, 08:25
niedziela, 31 stycznia 2010, 19:53
poniedziałek, 1 lutego 2010, 15:43
sobota, 10 kwietnia 2010, 20:07