Media dostarczając nam historii ludzi, którzy popadają w moralną degradację poprzez dokonywane wybory, chcą powiedzieć odbiorcom, że jest to konsekwencja uwspółcześniania się Polaka, wychodzenia ze stanu "zaściankowości". Teraz możemy oddychać pełną piersią. Brak dyktatury politycznej oraz dyktatury moralnej (kościelnej, katolickiej). Wreszcie możemy bawić się tak, jak „dusza” zapragnie.
Przeobrażenia społeczeństwa polskiego dokonywane w ostatnich latach mają swą przyczynę w naśladowaniu idei krajów laickich, świeckich, utylitarnych. Nie będziemy tutaj rozprawiać się z historią tego nurtu warto tylko powiedzieć, że nasza polska obywatelskość ma dziś problem z własną tożsamością, nie przez brak odnośnika czy fundamentu, ale przez ignorancję i pychę. Wystarczy prześledzić historię tych Polaków, którzy opuścili naszą ojczyznę po 2004 roku (wejście Polski do UE) by zaobserwować podstawową i jednakową dla prawie wszystkich „uciekinierów powracających” zasadę: Ja jestem najważniejszy!
Filozoficznie postawę taką nazywa się utylitaryzmem, nihilizmem, relatywizmem – etyczną wartością nadrzędną jest tu egoizm, pycha czy mówiąc prościej nienawiść do Drugiego. To ostatnie pojęcie może wydawać się za mocne, nieuprawnione ale po dokładnym zbadaniu historii np.: zdrad małżeńskich, seksu przed ślubem, anarchizmu młodych, zobaczymy, że jest to kluczowa i decydująca wartość (w sensie negatywnym, czyli anty-wartość). "Drugi", czy to w postaci dopiero co poczętego życia, czy już w okresie dojrzałym sprowadzany jest do przedmiotu chcenia. Nie stanowi podmiotu konstytutywnego, ale obiekt materialny, który jawi się w oczach współczesnych jako coś do wykorzystania. Dla zaspokojenia własnej pożądliwości ciała, umysłu czy woli człowiek współczesny dokonuje zamachu na najbardziej fundamentalnej wartości naszego bytu, czyli na Osobie. Niby oczywista oczywistość, ale trzeba zadać sobie pytanie: dlaczego młodzi ludzie (powiedzmy 13-14latkowie) traktują swojego rówieśnika jako przedmiot zaspokojenia własnej seksualnej satysfakcji? Dlaczego żona/mąż widzi w swoim małżonku/małżonce przedmiot zaspokojenia własnej pożądliwości? Nie są to przypadki, które obserwujemy tylko w telewizji. To problem najistotniejszy w dniu dzisiejszym.
Kościół Katolicki stara się wychodzić na spotkanie z tym zdegenerowanym i anty-ludzkim światem. Powstają ruchy wewnątrz kościelne, które niosą konkretne odpowiedzi na zaistniałe pytania. Ale to za mało. Widać gołym okiem, że dzisiejszy polski KK jeszcze stoi, oddycha, ale można zaobserwować niepokojącą tendencję niektórych kapłanów czy środowisk katolickich do relatywizowania problemu. Jest to swoisty flirt ze światem współczesnym na zasadach: nie ewangelizujemy ale dialogujemy (przy czym ten dialog ma konstrukcję następującą: każdy jest kowalem własnego losu!)
Powrót neopoganizmu, o którym coraz więcej się mówi ze strony katolików prawdziwie pojmujących życie ludzkie z jednej strony, z drugiej strony wyśmiewany przez liberalnych intelektualistów i celebrytów, stanowi zapowiedź wydarzenia, które miało miejsce w historii ludzkiego życia, czyli: Gniew Boga. Wystarczy poczytać Biblię (zwłaszcza Stary Testament) by zrozumieć tzw. Filozofię życia ludzkiego z jej etapami rozwoju prowadzącymi do Ostatecznego Przyjścia Chrystusa. W tej drodze Gniew Boży jest naczelnym wydarzeniem jakim jest życie człowieka na Ziemi.
Gnicie jest konsekwencją grzechu, który musi zaistnieć w takiej materii by można było zostać oczyszczonym przez łaskę Boga Jedynego. Mechanizm degradacji człowieczeństwa do przedmiotu odbywa się dzięki zaprzeczeniu Bożemu Miłosierdziu. Nastaje więc czas na dokonanie pewnej deklaracji: za lub przeciw. Życie czy Śmierć? Bać się trzeba jednego: zapomnienia o tym co nastąpi i co następuje w skutek naszych codziennych wyborów. I oczywiście prawdą jest to, że współczesny Polak i Polka są analfabetami moralnymi, nie potrafiącymi rozróżniać dobra od zła. Ale to nie jest do końca ich wina. Przyczyny szukać należy raczej w obojętności, która zżera jak rdza każdego z nas. Kościół ukazuje nam znaki - my mamy odpowiadać na te znaki naszym czynem i słowem.
Sebastian Moryń
Monday, 06 June 2011, 13:16
Monday, 06 June 2011, 14:35
Monday, 06 June 2011, 15:05
Monday, 06 June 2011, 15:12
Monday, 06 June 2011, 15:59
Monday, 06 June 2011, 16:12
Monday, 06 June 2011, 16:23
Monday, 06 June 2011, 19:01
Monday, 06 June 2011, 19:27
Wednesday, 06 July 2011, 00:10
Wednesday, 06 July 2011, 00:41
Wednesday, 06 July 2011, 12:17
Wednesday, 06 July 2011, 14:23
Wednesday, 06 July 2011, 20:29
Saturday, 06 August 2011, 10:57
Tuesday, 06 September 2011, 22:08
Sunday, 06 November 2011, 11:04
Tuesday, 28 June 2011, 17:12
Monday, 07 February 2011, 13:35
Monday, 07 February 2011, 13:39