Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

"W diecezji warszawsko-praskiej 70 proc. młodych ludzi akceptuje seks przed ślubem" drukuj

Dodane przez: Redakcja Fronda.pl Kategoria: Kościół 11 July 2011, 21:28

O niepokojących tendencjach i pozytywnych trendach wśród młodych katolików opowiada portalowi Fronda.pl ks. Wojciech Sadłoń z Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC w Polsce.


/

Jak wygląda kwestia uczestnictwa młodych katolików w niedzielnej Mszy św.?

Instytut Statystki Kościoła Katolickiego nie posiada ogólnopolskich danych dotyczących tego zagadnienia. Mamy za to informacje z poszczególnych diecezji, zgromadzone na podstawie badań sondażowych. Ostatnio były one przeprowadzane w diecezji warszawsko-praskiej. Wynika z nich, że tylko niewiele ponad 25 proc. młodych ze wspomnianej diecezji deklaruje regularne uczestnictwo we Mszy św. Dla porównania, ich rodzice praktykują średnio dwa razy częściej (niecałe 50 proc.), a dziadkowie aż w 60 procentach. Różnice są jednoznaczne - świadczą o zmianach pokoleniowych. Podobne wyniki prezentowaliśmy w zeszłym roku w diecezji płockiej.

Może z nastąpiła zmiana z ilości na jakość? Czy ci, którzy chodzą do kościoła są faktycznie zaangażowani, mają wiedzę religijną, należą do wspólnot itd.?

Badań, które by to wprost potwierdziły, nie ma. Takie założenie można jednak przyjąć chociażby ze względu na fakt, że poziom uczestnictwa w Komunii św. wzrasta, czyli jednak ludzie, którzy już do kościoła idą - w tym młodzi - są nastawieni na pełniejsze uczestnictwo we Mszy św. A jeśli chodzi o wiedzę, to trzeba przyznać, że znajomość treści wiary wśród młodych jest lepsza niż u starszego pokolenia.

A jak ma się sprawa z sakramentem małżeństwa? Czy dane zgromadzone przez Instytut potwierdzają, że młodzi katolicy zwlekają ze ślubem, żyjąc latami „na kocią łapę”?

Nie posiadamy danych, które jednoznacznie potwierdzałyby tę tezę. Pośrednio przemawiają za nią jednak dwie rzeczy. To, że średnia wieku zawierania małżeństwa wzrasta z roku na rok - co pokazuje, że śluby faktycznie są odkładane - oraz to, że akceptacja takiej podstawowej zasady, jak czystość przedmałżeńska, jest na bardzo niskim poziomie. W diecezji warszawsko-praskiej 70 proc. młodych ludzi akceptuje seks przed ślubem. W skali kraju nie jest aż tak tragicznie. Młodzi są inni pod tym względem np. w diecezji tarnowskiej.

A co z kwestią wystąpień z Kościoła? Palikot promował w tym roku dokonywanie aktów apostazji. Czy instytut przeprowadzał jakieś badania dotyczące tego zjawiska?

W tym roku przeprowadzamy je po raz pierwszy. Ze wstępnych wyników można już wnioskować, że oficjalne akty apostazji w naszym kraju się zdarzają i są odnotowywane od 2006 roku. Na pełne wyniki musimy jednak jeszcze trochę poczekać.

 


Rozmawiał Michał Oleksy

Odsłon: 2698



Komentarze: 13

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Hetmankozacki Hetmankozacki napisał/a:

    Monday, 11 July 2011, 23:15

    czyli że 70% młodych popełnia grzech ciężki, ryzykując własnym zbawieniem i wiecznością dla minutowej przyjemności...głupcy

  2. Zobacz profil Jakub M. Jakub M. napisał/a:

    Monday, 11 July 2011, 23:40

    Ciekawe dlaczego młodzi odwlekają sakrament małżeństwa? Czy chodzi tu jedynie o moralny permisywizm? Czy może po prostu młodych nie stać na usamodzielnienie się, na opłacenie wesela, ktore przecież takim małym wydatkiem nie jest. Ilu młodych stoi dziś przed dylematem: albo nie wiadomo jak długo mieszkać razem z rodzicami (co już samo w sobie jest patologią), albo razem z dziewczyną/chłopakiem wynajmować pokój, może mieszkanie za całą pensję jego bądź jej (płaca minimalna) a jednocześnie życ za pensję tego drugiego na spółkę (też płaca minimalna). Wziąć ślub, urodzić dzieci - to wszystko tak łatwo się mówi obecnemu pokoleniu 40- 50- latków, a dla tych młodszych  zasadnicze jest pytanie: skąd wziąć na utrzymanie siebie i małżonka i ewentulanie na utrzymanie dziecka? Tak, bo dziecko, nad czym sam ubolewam dla młodych staje się w obecnym systemie balastem. Wy starsi, z całym szacunkiem, nie znaliście takiego problemu. Wy nie musieliscie się, mimo komunizmu, martwić o znalezienie pracy i niewylecenie z niej, na was praca od razu po szkole, po studiach czekała, my, mimo znacznie lepszego wykształcenia, nagród, stypendiów międzynarodowych, doświadczenia  i wykształcenia, jesteśmy na rynku pracy traktowani jak śmieci. Owszem, wiele złego zdziałało rozluźnienie obyczajów i antykoncepcja, ale to przecież nie jedyny powód. Pozdrawiam z całym szacunkiem dla starszego pokolenia 

  3. Zobacz profil Balagula1 Balagula1 napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 01:06

    Jakub M, przestań bredzić. Nie wiiesz, jak było za czasów komuny. No to ja Ci wyjasnię. Jako inżynier mechanik zarabiałem 6000 ówczesnych zł. To było około 40 US$. W sklepach syf, puste półki, nic nie było. Mieszkań też nie było i śmiem twierdzić, że pod tym wzgledem było znacznie gorzej niż obecnie. Kraj zadrutowany, granice zamknięte, zamordyzm, zero perspektyw na przyszłość. Więc nie pieprz bzdur. Jak jesteś tak dobrze wyksztalcony, to pokaż klasę, pokaż co potrafisz i dostaniesz dobrą pracę. Jaki jest Twój zawód, co umiesz, oprócz kontestowania rzeczywistości? Nie wzdychaj do socjalizmu, bo to zła droga. Moje pokolenie ją przeszło i uwierz mi- nie ma za czym tęsknić. Jest nieporownanie lepiej i poza tym całkiem inaczej. Powiedz, co ci po pracy, z ktorej nie masz pieniędzy? A taka praca była w PRL. 

  4. Zobacz profil Filipińczycy Filipińczycy napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 08:54

    powiem więcej - co po pracy i nawet pensji za jej wykonanie gdy i tak pieniędzy nie ma na co wydać, bo w sklepach tylko sól i ocet... ale ci co to tego nie zaznanli i znają PRL wyłącznie z filmów Barei nie zrozumieją...

  5. Zobacz profil EdgarPea EdgarPea napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 09:17

    Nie rozumiem dlaczego, gdy pojawia się taki temat zaraz wybucha kłótnia. Czy to dotyczy problemu komunikacji międzypokoleniowej? Wtedy było źle i teraz jest źle, tylko w zupełnie innym wymiarze. Kiedyś mieli "fajnie" ci którzy byli po "właściwej" stronie, teraz też mają lepiej ci co są po innej "właściwej" stronie. Cała reszta pozostałych klepała taką, czy inna biedę. Kiedyś dostawało sie "po mordzie" od funkcjonariusza za to co sie mówiło/myslało/robiło, teraz do staje od życia "po mordzie", bo uprawia się "ekwilibrystyką stosowaną", kiedy trzeba przeżyć całą rodziną za "minimalną", chociaż w sklepach półki uginają się pod towarem. To zupełnie inne realia i problemy też, dlatego nie wiem dlaczego pokolenia stają po dwóch stronach barykady.

  6. Zobacz profil Balagula1 Balagula1 napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 09:47

    Rzecz polega na tym, że moje pokolenie wie jak było i jak jest- tym samym może porównać i ocenic kiedy było lepiej a kiedy gorzej. Ludzie w wieku Jakuba M znają tylko obecną rzeczywistośc- to, co było w komuniźmie znają, co najwyżej, z opowiadań. A co do tak wytęsknionej przez niektóryvh gwarancj zatrudnienia, to zwracam uwagę, że w Auschwitz wszyscy mieli pracę, wikt-choć niezbyt wyszukany oraz dach nad głową, a jednak nie rozmnażali się. Nie sa to zatem czynniki bezwzględnie warunkujace chęć i zdolność do prokreacji.

  7. Zobacz profil Bulls2006 Bulls2006 napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 10:09

    do Balagula1

    co to za poronione porównanie z Oświęcimiem- uważasz się za znawcę przeszłości, a dajesz takie porównania, że głowa boli.

    To, że ktoś czegoś nie przeżył, nie oznacza, że nie ma prawa komentować. Starsze pokolene miało źle w PRL, nikt tego nie neguje, komunizm to śmierć. na takiej zasadzie nikt w zasadzie nie ma już prawa komentować II RP czy zaborów, bo wtedy nie żył...

    w tamtych czasach ludzie mieli więcej dzieci. Fakt, że nie mieli mieszkania, ale czy teraz mają... Jak już to za kredyt na 30 lat, z małą gwarancją co będzie nawet za rok na rynku pracy. Każde czasy mają swoje zagrożenia. Oczywiście ogólnie nie można negować, że wtedy było dużo,dużo gorzej, ale rozmawiamy tutaj pod kątem posiadania dzieci.

    starsze pokolenie, często tego nie chce zobaczyć- w PRL jakiś inżynierek na państwowej posadzie czy notariusz w urzędzie dostawali małą pensyjkę, a po 1989 r. nagle zaczęli zarabiac niesamowite pieniądze , za to samo, za co wcześniej nie zarabiali za dużo, i odjechali z tym kim są, nie dostrzegając, że większość tak nie ma. A jak ktoś obecnie, z młodych chce zostać notariuszem (oprócz dzieci notariusza), to super ciężko. Najczęściej nie ma co na to liczyć, a pierwszą z wielu przeszkód jest brak pensji dla aplikantów..Nic dziwnego, że Polacy wyjeżdzają za granicę, pracują fizycznie, zakładają rodziny i tam mają dzieci, a nie tutaj...

  8. Zobacz profil Balagula1 Balagula1 napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 10:39

    Bulls2006- nikt nie broni Ci komentować II RP,  zaborów, i w ogóle czegokolwiek, Jeśli chcesz mieć dzieci i oboje, wraz z Twoją Pania jesteście fizycznie zdolni do ich posiadania, to  możesz je mieć. Śmiało, jak Wy żyjecie, to i dziecko się wyżywi i nie zginie, pod warunkiem, że będziecie dobrymi rodzicami. I może nawet zostanie notariuszem. A świat jest tak urządzony, że ten co jest dobry w swojej dziedzinie ma lepiej, niż miernota. Rozwijaj się w swoim fachu- jak osiągniesz odpowiedni poziom wiedzy i umiejętności- będziesz miał dobre zarobki. I nie mieszaj tego z możliwością posiadania dzieci, bo jedno jest niezależne od drugiego, Dzieci, takie same,  rodzą się w wysoko rozwiniętych Niemczech i w zdychającyn Sudanie.     

  9. Zobacz profil Bulls2006 Bulls2006 napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 12:45

    w niemczech rodzi się bardzo mało dzieci, w krajach trzeciego świata bardzo dużo. Aby zdobyć odpowiednio wysokie kwalifikacje-wykształcenie plus umiejętności trzeba na to wiele pracy, poświęcenia, i to w młodym wieku. Ok są lepiej i gorzej przygotowani do pełnienia zawodu, pracy, ale system, w którym najlepsi mają miliony (gwiazdy, sportowcy, biznesmeni), a reszta minimalne wynagrodzenie nie jest dobry. Zwłaszcza w Polsce jest to widoczne,jak traktowani są drobni przedsiębiorcy i ile zapór jest w dostaniu się do zawodów dla młodych ludzi.

  10. Zobacz profil Akas Akas napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 14:20

    Nie jestem fanem PRL-u, wręcz przeciwnie, ale żyłem w tamtych czasach i nie utrwalił mi się czarny obraz tamtej epoki. Było dużo dobrych rzeczy, o których się nie pamięta - a młodzi po prostu o tym nie wiedzą. Dzieci było więcej i państwo autentycznie prowadziło politykę pronatalistyczną. Pracująca matka po urodzeniu dziecka mogła otrzymać trzyletni urlop bezpłatny na jego wychowanie. Moja żona korzystała z takich urlopów, w sumie przesiedziała na nich ok. 6 lat. Potem bez problemu wróciła do macierzystego zakładu pracy (na inne stanowisko). Wyżyć z jednej pensji było trudno, ale wiele osób tak robiło, a rodziny z trojgiem czy czworgiem dzieci były normą. No, ale teraz, jak się ma na utrzymaniu dwa samochody i drugi dom na wsi, to starcza najwyzej na jedynaka. Po prostu inne były wtedy priorytety. Nie mogę już czytać o tym occie, który rzekomo miał królować na półkach w PRL-u. Owszem, był taki okres na początku lat 80-tych, dość krótki i prawdopodobnie sprowokowany przez władze. Potem, do końca lat 80-tych zaopatrzenie byłoteż kiepskie, wiele rzeczy było na kartki. Natomiast wczesniej, prawie do końca lat 70-tych w sklepach było wszystko, barierą były wysokie ceny. Przy porównywalnych nominalnie z dzisiejszymi pensjach kilogram szynki kosztował 90 złotych, zwykłej kiełbasy - 44 złote. Bardzo drogie były artykuły przemysłowe i trzeba było stać po nie w wielodniowych nieraz kolejkach. Z punktu widzenia dzisiejszego konsumenta była to rzeczywistość wręcz do pochlastania się. Ale... Rekompensatą za to była powszechna wiara i pobożność (nie do wyobrażenia były jakiekolwiek antychrześcijańskie prowokacje), patriotyzm (przeciwstawiany zwłaszcza komunistycznym sloganom), poczucie bezpieczeństwa (bezpieczne ulice), poczucie wspólnoty (łatwo nawiązywano kontakty) i - może najważniejsza - nadzieja na to, że ten kłamliwy i niewydolny system nie utrzyma sie i że nasze dzieci, których chmary biegały po podwórkach, będą żyć w lepszych czasach. Kto nie wie, niech nie chrzani, że nie było nic, tylko czarna dziura.

  11. Zobacz profil Balagula1 Balagula1 napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 14:27

    Bulls- toż Ty jesteś socjalista. A co do -jak Ty to nazywasz- zapór w dostaniu się do zawodu młodych ludzi, to wiedz, że taki system jest w całym rozwiniętym świecie. Z twojego postu wnioskuję, że skończyłeś wydział prawa, chciałeś być notariuszem i nie udało sie. No to spróbuj zostac notariuszem w Irlandii, Francji, czy gdziekolwiek indziej. Zaręczam Ci, że nikt z Tobą nawet nie będzie na ten temat rozmawiać. W jednym , krytycy obecnego systemu mają rację. Otóż, aby w jakimkolwiek zawodzie mieć coś do powiedzenia, nie wystarczy ukończenie szkoły czy studiów. To dopiero poczatek, dalej trzeba ten zawód zacząć wykonywać i to dopiero jest ta właściwa nauka profesji. A w Polsce nie ma gdzie się nauczyc zawodu. III Rzeczpospolita zlikwidowała przemysł i wszystko co jego istnieniu towarzyszy. Rezultatem jest bezrobocie, aby jego wzrost ukryć, przynajmniej na kilka lat, potworzono rozmaite "szkoły wyższe", gdzie daje się dyplomy speców od zarządzania, administracji itp. Prywatnej politechniki czy akademi medycznej nie ma, bo to za trudne i za drogie. Za moich czasów, aby dostać sie na politechnikę zdawało się egzamin, i nie wystarczyło go zdać, trzeba było zdać lepiej niż kilku innych, bo na jedno miejsce na wydziale było kilku chętnych ze zdanym egzaminem. Dostawali się naprawdę najlepsi (oprócz oczywiście dzieci rożnych bonzów, ale to normalne w każdym systemie). Dzisiaj egzaminów nie ma, studiuje kto chce i jest rezultat- tlum sfrustrowanych młodych ludzi, niewiele umiejących, ale z wielkimi aspiracjami. Kto ma układy zalapie się do pracy w jakimś ministerstwie czy gminie, reszta może zostać kasjerem supermarkecie, sprzedawcą, kelnerem lub kimś takim. Tylko po co do tego kilka lat nauki? Moim zdaniem, skończy się to kolejną, idiotyczną rewolucją.   

  12. Zobacz profil Balagula1 Balagula1 napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 14:37

    Akas, żyłem i pracowałem w PRL i powtarzam- to była "czarna dziura". To nieprawda, że-jak to napisales-w sklepach było wszystko, Zawsze były problemy z kupieniem czegokolwiek, przypomnij sobie. Dzisiaj masz bariere finansową, za komuny, w wielu dziedzinach życia była, oprocz finansowej, bariera w postaci decyzji jakiegoś debila, ktory decydował, czy zasługujesz np na paszport, czy tez nie. Z tamtego bajzlu nawet wyjść nie można było legalnie, mozna było co najwyżej uciec. 

  13. Zobacz profil Gstuch Gstuch napisał/a:

    Thursday, 11 August 2011, 16:22

    Balagula1

    Opowiem Ci historię, która jest wg. mnie istotą PRLu. Znajoma mojej mamy przyjechała do nas ze Szwecji. Po kilku tygodniach pobytu stwierdziła,  mimo że w żadnym sklepie nie było kawy, to u  WSZYSTKICH odwiedzanych osób pierwsze tytanie brzmiało "Czy nie napije się kawy?". NIC nie było i było wszystko. Co najważniejsze była stabilizacja i pewność jutra.

1

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.