Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Tolkienowska ewangelizacja drukuj

Dodane przez: Aleksander Majewski Kategoria: Kultura 29 grudnia 2011, 17:24

/

Informacja o ekranizacji „Hobbita” J.R.R. Tolkiena wzbudziła poruszenie również w kręgach chrześcijańskich. To całkowicie zrozumiałe. W końcu autor „Władcy Pierścieni” pisał, że jego powieść „jest zasadniczo dziełem religijnym i katolickim” – pisze Aleksander Majewski.

 

Chociaż „Hobbit, czyli tam i z powrotem” nie umywa się do pozostałych dzieł Tolkiena, to jednak od tej ksiązki wszystko się zaczęło. Bajka dla młodych czytelników o skarbie, krasnoludach, hobbitach, goblinach i smoku jest dopiero przedsmakiem twórczości Tolkiena, będącej opisem odwiecznego starcia Dobra ze Złem w pięknej baśniowej, a niekiedy wręcz mitologicznej konwencji. Mało kto wie, że pisząc swoistą kontynuację „Hobbita”, Tolkien dokonał w swojej pierwszej powieści pewnych korekt. I tak „zaczarowany pierścień”, który trafia do rąk Bilbo Bagginsa po spotkaniu ze szkaradnym Gollumem, w późniejszych wydaniach sprawia wrażenie ważniejszego dla stwora, a i sam Gollum staje się postacią bardziej intrygującą. Pomimo tych korekt, „Hobbit” nie traci swojego bajkowego charakteru.

 

Niedawne doniesienia o premierze ekranizacji powieści, dały wiele radości miłośnikom Tolkienowskiego świata. Filmowy „Władca Pierścieni” autorstwa tego samego reżysera – Petera Jacksona okazał się sukcesem, choć zwolennicy twórczości Tolkiena mieli za złe autorowi filmu pominięcie postaci Toma Bombadila w pierwszej części czy opuszczenie istotnych fragmentów „Powrotu Króla”. Już dziś można usłyszeć opinie, że tworzenie dwóch filmów na podstawie skromnej objętościowo powieści „Hobbit, czyli tam i z powrotem” mija się z celem. Jak będzie, przekonamy się w grudniu 2012 r.

 

Czekając na nowy film reżysera, warto ponownie zwrócić uwagę na „chrześcijańskie pierwiastki” w dziełach Tolkiena. To właśnie one zdecydowały o uniwersalnym charakterze twórczości angielskiego pisarza.

 

 

Subtelna katechizacja

 

Podobno dosłowność jest domeną Szatana, natomiast Pan Bóg przemawia do nas w sposób subtelny. Nic więc dziwnego, że każdy, kto chce być dobrym narzędziem w ręku Stwórcy powinien ewangelizować w sposób dyskretny, ale skuteczny. Z całą pewnością taką cechą była naznaczona twórczość Johna Ronalda Reuela Tolkiena. To właśnie angielski filolog, chcąc sprawić radość dzieciom, a w późniejszym okresie również starszym czytelnikom, stworzył monumentalne dzieło, będące jednym z najlepszych narzędzi ewangelizacji.

 

/


Na próżno szukać w twórczości Tolkiena haseł typu: Jezus, Bóg, Maryja, Apostołowie, Zbawienie… A mimo to, właśnie świat „Władcy Pierścieni” jest jednym z najlepszych przykładów powieści do szpiku chrześcijańskiej. Pisarz zawsze unikał poszukiwania w jego dziełach analogii do współczesności, kalki aktualnych wydarzeń czy doszukiwania się w świecie przedstawionym „klucza”. Nigdy natomiast nie ukrywał, że jego trylogia, jak i późniejsza „mitologia” dotyczą nieustannego konfliktu między Dobrem a Złem, które dla twórcy szczególnie bliskie ze względu na jego ortodoksyjny katolicyzm w tradycyjnej, „przedsoborowej” postaci. Tak samo, powszechnie znane były źródła tolkienowskich inspiracji na które autor był „skazany”, choćby ze względu na swoją karierę naukową. Świat „Władcy Pierścieni” często przywołuje skojarzenia z mitami celtyckimi, poematami staroangielskimi, mitologią nordycką, ludowymi opowieściami z najdalszych zakątków Finlandii, a także zapomnianymi dialektami o których pamiętają najstarsi mieszkańcy różnych części Europy. Nic więc dziwnego, że czerpiąc z bogactwa kulturowego Starego Kontynentu, Tolkien nie przeoczył jej serca – religii.

 

O ile sam „Hobbit” nie roztacza przed czytelnikiem szerszej wizji, tak „Władca Pieścieni” czy „Silmarillion” dokładnie pokazują chrześcijański rdzeń twórczości pisarza. W przeciwieństwie do autora „Opowieści z Narnii”, Tolkien nie stawia na jednoznaczne analogie w których bohaterowie mają swoje pierwowzory w Dziejach Apostolskich. Na próżno dopatrywać się w Boromirze – Świętego Piotra, we Frodo Bagginsie – Chrystusa, a Tomie Bombadilu – Jana Chrzciciela. Tolkien ukazał po prostu pewne mechanizmy, które – dzięki swojej baśniowej atrakcyjności – pozwalają zrozumieć Tajemnicę.

 

 

Opatrzność

 

Najgłośniejsze dzieło Tolkiena to opis wędrówki, której towarzyszą liczne zawirowana w pogrążonym niepokojami Śródziemiu. Podróży, która  - choć wymaga wielu wyrzeczeń – jest konieczna, aby przynieść ocalenie. Najbardziej odpowiedzialną rolę odgrywają w niej hobbici – małe, słabe istoty, którym nikt nie przypisałby – na pierwszy rzut oka – odwagi czy heroizmu. To jednak one odgrywają w ostatecznej rozgrywce decydującą rolę. Jeden z nich – Frodo musi zanieść Pierścień na Górę Przeznaczenia, aby ocalić świat. Wielkie brzemię dla malutkiej, ułomnej istoty, która jednak podejmuje wyzwanie i wskrzesza swoje – ukryte dotąd – siły. Jak trafnie napisała Elizabeth Scarborough, „na początku Frodo jest miękki. Nie chce być nikim szczególnym, a co dopiero bohaterem. Odkłada wyruszenie z Shire’u, jak by problem Pierścienia mógł sam zniknąć. Pod koniec staje się twardszy (…)”. W swojej wędrówce okazał również miłosierdzie zepsutemu złem Gollumowi, co pokazuje wagę, jaką autor przywiązywał do wybaczenia, które – prędzej czy później – wydaje owoc. Podobnie było w przypadku bohatera powieści. Co prawda, w decydującym momencie Frodo nie potrafi dokończyć dzieła, ale właśnie wówczas kierowany zawiścią Gollum, całkowicie niezamierzenie, niszczy Pierścień i samego siebie. Zupełnie tak, jakby - nieznana bohaterom powieści – siła kierowała różnymi wydarzeniami. Czytelnicy „Władcy Pierścieni” nie mają wątpliwości, że tą siłą jest Opatrzność.

 

Pierścień – niezwykle niebezpieczne narzędzie, dające wielką moc trafiło jednak do rąk małej istoty. Jak wyjaśnia głównemu bohaterowi czarodziej Gandalf: „Ktoś chciał, żeby właśnie Bilbo znalazł Pierścień – ktoś inny, nie twórca Pierścienia. A z tego wynika, że ciebie też ktoś wybrał na następcę Bilba”. Podobnych, delikatnych wtrętów w powieści Tolkiena jest bardzo dużo, a ich wymowa jednoznaczna – bohaterami kieruje Opatrzność.

 

W tym momencie przypomina mi się polemika, jaką stoczyłem z pewną młodą damą na temat „Harry’ego Pottera”. Dziewczyna, zafascynowana twórczością Joanne K. Rowling, stwierdziła, że nie rozumie „zadymy” wokół nastoletniego czarodzieja, wywołanej przez kler, skoro w Hogwarcie (szkoła czarodziejów w której kształci się bohater powieści – przyp . red.). obchodzi się Wielkanoc i Boże Narodzenie (sic!). Tyle, że podanie samej nazwy święta i opis typowo zeświecczonych tradycji wyspiarskich nie czyni z "Harry'ego Pottera" książki o chrześcijańskim przesłaniu. Jak widać, w dobie trywialnej dosłowności à la MTV trudno silić się na odczytywanie symboli… A to właśnie one odgrywają w świecie Tolkiena kluczową rolę.

 

/


Postacie przywołują liczne skojrzenia. I tak, czytając o Galadrieli trudno nie odnieść wrażenia, że Tolkien był zainspirowany postacią Najświętszej Maryi Panny. Galadriela to królowa, opiekunka i wspomożycielka od której bije podniosłe piękno. Najlepiej wyraża to krasnolud Gilmi, mówiąc: „Pani Galadriela jest klejnotem cenniejszym, niż wszystkie skarby podziemi”. Z kolei już na kartach „Silmarillionu” widzimy przysłowiową „drugą stronę medalu” i dostrzegamy, że Galadriela ma również cechy innej Marii – Magdaleny. Królowa Elfów zbuntowała się w młodości przeciwko Valarom, a jej późniejsze życie było naprawianiem błędów, pełnym heroicznych zachowań (jak choćby odmówienie przyjęcia Pierścienia).

 

Podobne skojarzenia przywołuje historia czarodzieja Gandalfa Szarego, który ginie po pokonaniu Balroga, ale po jakimś czasie wraca do „świata żywych” jako Gandalf Biały – znacznie bardziej dostojny i enigmatyczny. Początkowo nie został rozpoznany nawet przez swoich towarzyszy podróży. Czy nie przywołuje to na myśl Zmartwychwstania Chrystusa? Podobnie jest w przypadku tytułowego Pierścienia, który stanowi niezwykłe brzemię, ale musi zostać zaniesiony na Górę Przeznaczenia. Droga jest kręta, Frodo niejednokrotnie upada, ale wie, że musi spełnić swoją misję dla ocalenia innych, choć „po ludzku” chciałby tego uniknąć. Czy nie przypomina to Chrystusowej wędrówki na Golgotę? Można również doszukiwać się podobieństw do Starego Testamentu, czego przykładem jest historia Aragorna, którego królewskie pochodzenie trzymane jest w tajemnicy, dopóki nie nadejdzie "odpowiedni moment".

 

Podobnych odniesień w świecie Tolkiena można znaleźć bardzo wiele, zwłaszcza w opus magnum pisarza. To właśnie „Silmarillion” opisuje początek świata elfów, ludzi, hobbitów, a przede wszystkim „istot wyższych” o których nie możemy przeczytać na łamach powieści filologa.

 

/


„Na początku był Eru, Jedyny, którego na obszarze Ardy nazywają Ilúvatarem: On to powołał do życia Ainurów, Istoty Święte, zrodzone z Jego myśli. Ci byli z nim wcześniej, niż powstało wszystko inne” –  już początek „Silmarillionu” przywołuje na myśl Biblię i powszechnie znane „Na początku było Słowo”. Jak napisał po latach Christopher Tolkien - syn pisarza, „Silmarillion” jest wszakże nie tylko opowieścią o czasach dawniejszych niż epoka, w której rozgrywa się akcja „Władcy Pierścieni”, lecz dziełem w zasadniczej swej koncepcji o wiele wcześniejszym niż tamta trylogia. Praca ta, wprawdzie nie opatrzona tytułem, pod jakim się dzisiaj ukazuje, istniała już przed półwiekiem; w podniszczonych notatnikach autora sięgających roku 1917 można znaleźć pierwsze, często notowane w pośpiechu, ołówkiem, wersje opowieści stanowiących jądro całej tej mitologii.

 

Tolkien w swojej twórczości dobrze zarysował tematykę Zła. Bohaterowie, niczym apostołowie są kuszeni (nie omija to nawet najznakomitszych postaci: Gandalfa, Galadrieli, Boromira), a ponadto mamy do czynienia z istoty odpowiedzialne za taki stan rzeczy, stąd obecność Saurona i Melkora. „Kiedy Melkor i Sauron usiłują rządzić Śródziemiem jak bogowie, nigdy nie udaje im się niczego stworzyć, skazani są więc na przedrzeźnianie i wypaczanie tworów Boga. Tak właśnie się dzieje, gdy z elfów hodują orków. Prawdziwa kreacja jest wyłącznym przywilejem jedynego Boga, Ilúvatara” - pisze David Colbert.

 

Na próżno szukać drugiego tak precyzyjnie skonstruowanego fikcyjnego świata w historii literatury. Jeden z badaczy twórczości Tolkiena żartuje nawet, że rozmach działań autora pozwala snuć wyobrażenie, jak Homer przed napisaniem swoich największych dzieł, tworzy całą mitologię i historię Greków. A przecież to tylko część prac pisarza, zebrana i opracowana przez jego syna! Nie wszystkie historie znalazły rozwinięcie w monumentalnej książce, stąd kolejne publikacje: „Księga Zaginionych Opowieści” czy „Niedokończone Opowieści”.

 

 

Od „Hobbita” do Wiary

 

„W pewnej norze ziemnej mieszkał sobie pewien hobbit. Nie była to szkaradna, brudna, wilgotna nora, rojąca się od robaków i cuchnąca błotem, ani też sucha, naga, piaszczysta nora bez stołka, na którym by można usiąść, i bez dobrze zaopatrzonej spiżarni; była to nora hobbista, a to znaczy: nora z wygodami” - już sam początek pierwszej powieści Tolkiena mówi wiele o jej charakterze.

 

/


Trzeba jednak pamiętać, że to właśnie od tej bajeczki wiele osób zaczęło swoją przygodę z twórczością angielskiego pisarza, która… przyciągnęła niektórych do Wiary! Również i niżej podpisany, został zachęcony do głębszego poznawania katolicyzmu, dzięki lekturze książek Tolkiena – głównie ze względu na ciekawość i chęć szukania inspiracji autora. Nie jest do odosobniony przypadek, wielu zwolenników świata „Władcy Pierścieni”, czytając dzieje Śródziemia, wyrabiało w sobie wrażliwość, która w późniejszym czasie stanowiła podatny grunt na ziarno nawrócenia.

 

Chociaż „Hobbit” nie dorównuje powagą innym dziełom Tolkiena, to jednak przed Peterem Jacksonem odpowiedzialne zadanie. Od niepozornej książeczki zaczęła się bowiem wspaniała baśniowa podróż, której dokumentacje - w postaci tolkienowskich epopei - zmieniły punkt widzenia niejednej osoby.

 

A przecież, Drogi Czytelniku, „wędrówką życie jest człowieka”

 

Aleksander Majewski

 


Odsłon: 12108



Komentarze: 85

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Arystoteles82 Arystoteles82 napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 08:37

    Z całym szacunkiem dla twórczości Tolkiena, ale owa krypto kultura religijna do mnie osobiście nie przemawia... Czy osoba, która nie zna podstawowych prawd Katolickich, która Pisma Świętego raczej nie czytała, czy taka osoba odnajdzie Chrystusa w twórczości Tolkiena??? Jeżeli tak, to w jaki sposób?

    Osoby znające się na teologii mogą rzeczywiście zachwycać się innym sposobem ukazania odwiecznej Prawdy, ponadto ktoś kto jest wyczulony na dostrzeganie Historii Zbawienia w przekazie kultury może na to zwrócić uwagę...

    Najepszym papierkiem lakmusowym będzie puszczenie jednego z filmów Tolkiena, grupie ludzi, którzy zbytnio Panu Bogu się nie narzucają... Po filmie proponuję zapytać daną grupę o wnioski, co takowego zwróciło ich uwagę, et caetera...

  2. Zobacz profil LoveDeathLife LoveDeathLife napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 08:49

    @Arystoteles82 niby racjonalnie się wypowiadasz, ale upraszczasz, chociaż sam celujesz w uproszczenie problemu Eangelizacji... Na dyskusję nie mam czasu, a szkoda... Dodam tylko, że film to nie książka... nawet w 20%. To tak jak z ekranizacją Biblii, to nie to samo... film to interpretacja i tu mogę się zgodzić o słabszej sile przekazu. 

  3. Zobacz profil Szarlej Szarlej napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 08:53

    Dlaczego czytamy Tolkiena i się nim zachwycamy? Czy dlatego że jest "katolicki"? Czy dlatego że stworzył ogromny świat w szczególe i zawiłości niespotykanej dotąd?

  4. Zobacz profil Ekkaja Ekkaja napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 08:57

    bardzo nawine spojrzenie @Arystoteles. nigdy nie wiesz w jaki sposób Bóg przemawia do człowieka i do jego serca, z pewnością nie jest to sprawdzalne tak prosto jak pytanie o refleksje po filmie. Pierwszy raz czytałam LOTR mając trzynaście lat (człowiek w tym wieku nie ma rozszerzonych podstaw teologicznych, ani nie jest wyczulony na dostrzegalnie historii zbawienia w przekazie kultury, zapewniam) i od tego właśnie momentu cały czas odkrywałam i odkrywam (!) kolejne, istotne dla mnie i mojej wiary, ścieżki. Tolkien był niesamowity. Ale rozumiem, że nie do wszystkich jego przekaz mógł trafić. pozdrawiam :)

  5. Zobacz profil Piano Piano napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 09:31

    bez przesady , w literaturze można znaleść wiele wartościowych pozycji z chrześcijańskim przesłaniem, nie trzeba się trzymać tak kurczowo Tolkiena , a jeśli ktoś lubi pochłaniać grube tomiska, to polecam np. Nędzników Wiktora Hugo - wzniosła do łez atmosfera- gwarantowana...

  6. Zobacz profil Arystoteles82 Arystoteles82 napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 09:39

    Słuszne spostrzeżenia.. Istnieje relacja między dziełem i odbiorcą danego dzieła. W osobie czytającej dochodzi do wyjątkowego spotkania między osobowością czytającego a dziełem czytanym.... Każdy z podmiotów relacji żyje na swój właściwy sobie sposób.. Dlatego istnieje mnogość owoców uzależniona od możliwości spostrzegania i odbierania oddziałującej "rzeczy" na oddziaływanego.... Można w tym miejscu zacytować  słowa niemieckiego teologa, które będą poniekąd wyrazicielem waszych słusznych myśli: Ci, "którzy przez nieskończoną łaskę Boga, mocą Jego powszechnej woli zbawienia w głębi ich jestestwa są już ułaskawieni lub mogą być napełnieni łaską, za tych, których wieczna łaskawość Boga już zapytała, czy chcą Boga przyjąć, i którzy tylko w swej refleksyjnej świadomości jeszcze nie doszli do tego, czym już są: wezwanymi przez Boga."

  7. Zobacz profil Pelaglolz Pelaglolz napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 10:45

    Ewangelizacja? Subtelna katecheza? Trzeba mieć doprawdy niezwykły dar wypierania gigantycznych fragmentów tekstu, żeby takie absurdalne tezy produkować. Co będzie w następnym odcinku? Może działalnośc formacyjna na przykładzie koncetru Behemota?

  8. Zobacz profil leaf427 leaf427 napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 11:15

    Czy wiecie, że nasz rodak G. Rosiński (ten od Thorgala) zrobił okładki do Hobbita i Władcy pierścieni?

    możecie je tu obejrzeć ( trzeba kliknąć na obrazki aby powiększyć):

    LINK

    http://toutrosinski.blogspot.com/2010/02/bilbo-le-hobbit.html

  9. Zobacz profil Dźwiedź Dźwiedź napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 12:47

    Bóg przemawia do ludzi na różne sposoby... jednych poruszy Tolkien, innych Narnia lub Listy diabła, innych 2Tm2,3, innych Pasja Gibsona, a innych Pieta! A niektórych wiele z wymienionych! Jak z Jezusem i Janem Chrzcicielem - ten drugi nie jadł i nie pił, to go o opętanie oskarżali. Chrystus jadł i pił - ""żarłok i pijak, przyjaciel celników i grzeszników". A jednak...

  10. Zobacz profil Dźwiedź Dźwiedź napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 13:17

    @Porque - prawda, ale chodzi mi o jeszcze coś innego. Fronda- portal poświęcony. Jak dla mnie oznacza to bogactwo dzielenia się róznymi formami tego wszystkiego, co można nazwać "Bożym działaniem". I wzajemny zachwyt, a nie - z przeproszeniem - zjeżdżanie, bo czegoś nie widzę...

  11. Zobacz profil Dźwiedź Dźwiedź napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 13:32

    @Porque - szukasz Boga, czy błędów Jego wyznawców? Rz 3.23 - wszyscy zgrzeszyli, ...

  12. Zobacz profil Teotym Teotym napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 13:59

    W sumie, sam Tolkien w swoich listach przyznawał, że jego książki to zasadniczo katolickie dzieła, a swoją wiarę traktował jako jeden z najważniejszych czynników, które wpłynęły na jego twórczość.

     

    Ja bym powiedział, że książki Tolkiena są symbolicznie przesycone chrześcijańskim spojrzeniem i światopoglądem. Dlatego jeżeli ktoś otwiera się na to spojrzenie to rośnie szansa, że otworzy się na jej prawdziwe Źródło.

     

    @Szarlej

    Ale zauważ, że ludzie mogą być przyciągnięci do Śródziemia fajną historią i opisem świata, a wyjść z podejściem, które ich zbliży do chrześcijaństwa. Poza tym: "Duch wieje gdzie chce" (J 3, 8). :)

  13. Zobacz profil Szarlej Szarlej napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 14:12

    Teotym - według mnie "katolickość" utworu, fakt że został stworzony w oparciu o źródła chrześcijańskie jest rzeczą wtórną w stosunku do tego, że Tolkien stworzył cały świat, który wciąga, interesuje i zachwyca. Niesamowite jest ta szczegółowość, powiązanie wszystkich faktów...

  14. Zobacz profil Trybik Trybik napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 14:17

    Argumentów można długo szukać i nie znaleźć, a jednak wreszcie spotkać osobę Chrystusa i zostać przezeń zaproszonym, czego najgoręcej życzę w Nowym Roku!

  15. Zobacz profil Mila Mila napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 15:02

    Szukać odniesień, skojarzeń czytając, to po prostu, czytać ze zrozumieniem, myśleć. Podobnie pisarz nie stwarza czegoś z niczego, tylko w odniesieniu , kojarząc, myśląc. To proste chyba jak drut i genialne.

    Ciągle wokół mnie krąży Tolkien. Mój jedenastoletni syn przeczytał Włądcę, Hobbita i Silmarilliona, więc chyba zacznę od razu dzisiaj nadrabianie zaległości w tym temacie.

  16. Zobacz profil Widelec Widelec napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 16:25

    twórczość Tolkiena demaskuje zło magii /podczas gdy Rowling wciąga w okultyzm

  17. Zobacz profil Rose59 Rose59 napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 16:34

    Nie jestem teologiem, mam 16 lat i potrafię zobaczyć biblijny przekaz w książce Tolkiena.

    Przeczytałam prawie wszystkie powieści Rowling i jakoś w okultyzm nie dałam się wciągnąć.

  18. Zobacz profil Barocco Barocco napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 18:04

    Jeden z najbardziej absurdalnych mitów przez całe dziesięciolecia wpajany publice: że twórczość Tolkiena jest przeniknięta katolicką wizją świata, człowieka i Boga. Twórczośc Tolkiena to po prostu baśnie, które jednym się podobają, innym nie. Robienie z nich Biblii jest totalnym absurdem! A to, że sam Tolkien wielokrotnie twierdził, iż jego powieści mają charakter religijny (katolicki)?! Prywatna opinia autora nie ma tu nic do rzeczy. Autor po wydaniu dzieła zrywa z nim wszelkie więzy, staje się jednym z czytelników. I choćby stawał na głowie, aby wyjaśnić wszystkim, "co miał na myśli", to jest bez szans - tekst stał się autonomiczny, to on "mówi", a nie autor.  

  19. Zobacz profil Barocco Barocco napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 18:07

    Ponadto ogólnikowy przekaz, że "dobro wygrywa, a zło przegrywa", to jeszcze nie jest wyraz teologii katolickiej. We wschodnich (muzułmańskich) baśniach zło też przegrywa - i co z tego?! Nie stają sie one przez to wyrazem postawy katolickiej.

  20. Zobacz profil Teotym Teotym napisał/a:

    Friday, 30 December 2011, 18:11

    @Barocco

    No jasne. Bo ty lepiej wiesz od autora czym były inspirowane jego książki. Tekst autonomiczny wobec autora? To kto wymyślił Śródziemie? Krasnoludki, a Tolkien tylko złożył podpis?

1 2 3 4 5 dalej »

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.