Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Terlikowski: Lefebvre, Jan Paweł II i Vaticanum II drukuj

Dodane przez: Tomasz Terlikowski Kategoria: Kościół 20 February 2012, 14:12

/

To na Piotrze i jego następcach zbudowany jest Kościół, którego bramy piekielne nie przemogą. I w dyskusji o kryzysie w Kościele po Soborze Watykańskim II i o sytuacji arcybiskupa Marcela Lefebvre'a warto o tym pamiętać.

 

Sławomir Cenckiewicz napisał apologię arcybiskupa Marcela Lefebvre'a. Z pewnymi jej elementami trudno się nie zgodzić. Tak jest, gdy autor analizuje głęboki kryzys, jaki dotknął po soborze watykańskim II Kościół w krajach zachodnich, gdy wskazuje, że przynajmniej część z „reform” (często zresztą posoborowych, a nie soborowych w sensie ścisłym) rozmywało jasne nauczanie Kościoła, czy gdy stawia pytanie, czy w pewnych kwestiach arcybiskup nie miał racji. Nie zmienia to jednak faktu, że tekstowi Cenckiewicz brakuje jednak szerszej, nie tylko lefebrystycznej, perspektywy, która pozwoliłaby spojrzeć na Vaticanum II czy pontyfikaty Pawła VI i Jana Pawła II, jako na gigantyczną szansę, jaką Bóg dał Kościołowi, a nie jako na zagrożenie dla tradycyjnej tożsamości.

 

Konieczne Vaticanum II

 

Zacznijmy zatem od początku tej historii, czyli od zwołania Vaticanum II. Nie był to, o czym warto pamiętać, jakiś kaprys Jana XXIII. Świadomość konieczności jakiegoś aggiornamento czy przynamniej kontynuacji zawieszonych obrad Vaticanum I, była obecna także u poprzedników tego papieża. Pius XII przygotowywał się do soboru, dostrzegał bowiem dynamicznie zmieniający się świat, w którym znakomicie przystosowane do przetrwania w środowiskach tożsamościowych katolickie wspólnoty, przestawały się odnajdywać. Pius XII przeprowadzał reformy liturgiczne, które są zresztą ostro krytykowane w środowiskach tradycjonalistów.


Jan XXIII podjął zadania, jakie zostawił jego poprzednik. I zrobił to często w jego teologicznym duchu. Rewolucyjność zmian wprowadzanych przez Jana XXIII jest w istocie mitem, który ma usprawiedliwić mówienie o „zerwaniu”, braku ciągłości czy wręcz soborowym ukonstytuowaniu odnowionego Kościoła. Mitem tym, z równym upodobaniem, posługują się zarówno tradycjonaliści, jak i postępowcy. Dla jednych jest on usprawiedliwieniem decyzji o nieposłuszeństwie i ukonstytuowaniu nowej wspólnoty przez arcybiskupa Lefebvre'a, w imię wierności starej nauce; dla drugich wyjaśnieniem takiego samego nieposłuszeństwa Janowi Pawłowi II czy Benedyktowi XVI tyle, w imię wierności rewolucji soborowej.


Obie grupy przy tym błądzą. Jedna bowiem absolutyzuje status quo, którego z przyczyn społecznych nie dało się utrzymać, dla drugiej zaś najwyższą wartością jest zmiana, dostosowanie się, przyjęcie współczesności jako modelu eklezjalnego. Sobór poszedł jednak drogą środka. Uznał, że trzeba szukać nowego języka i nowych metod dla głoszenia niezmiennej Prawdy. „… Kościół zawsze ma obowiązek badać znaki czasów i wyjaśniać je w świetle Ewangelii, tak aby mógł w sposób dostosowany do mentalności każdego pokolenia odpowiadać ludziom na ich odwieczne pytania, dotyczące sensu życia obecnego i przyszłego oraz wzajemnego ich stosunku do siebie” – podkreślają autorzy Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”.

 

Kryzys wpisany w Sobór

 

Ostre spory podczas Soboru, ruchy frakcyjne czy nawet kryzys, który nastąpił po zakończeniu obrad (spowodowany także nałożeniem się czasowym epoki posoborowej w Kościele i rewolucji seksualnej w świecie) nie stanowi również dowodu na jakąś zasadniczą fałszywość soborowych decyzji. A nie stanowi, bowiem kryzys jest niejako wpisany w historię Kościoła, i niemal każdy sobór kończył się takim lub innym kryzysem, a nawet rozłamem w Kościele. Epoka po Soborze jest zawsze czasem trudnej asymilacji prawdy objawionej w jego trakcie przez Ducha Świętego Kościołowi. Asymilacja to jednak często czysto ludzka, z bardzo ludzkimi elementami.


Znaczenie Soboru dla Kościoła można zatem ocenić dopiero w kilka stuleci po tym, jak do niego doszło. Wcześniej ogromny organizm Kościoła zmaga się z przesłaniem, niekiedy – jak w przypadku każdej szczepionki – gorączkuje czy nawet odczuwa bóle. I tak samo było z przesłaniem Soboru Watykańskiego II, które wywołało wstrząs, skłoniło część (niemałą, ale nałożyły się na to także inne, niż kościelne powody) duchowieństwa i wiernych do porzucenia wiary czy próby takiej jej redefinicji, która oznaczała herezję. Część z eksperymentów (tak jest z pewnymi elementami reformy liturgicznej) także się nie sprawdziła, i zapewne zostanie w przyszłości odrzucona. Tak samo było jednak w czasie poprzednich soborów, które skutkowały ogromnymi wstrząsami, a część z ich decyzji było doprecyzowana w przyszłości. Taka ocena nie zdejmuje odpowiedzialności osobistej z konkretnych osób. Można i trzeba pisać o tym, na ile za kryzys odpowiadają konkretni teologowie (choćby Karl Rahner SJ czy Hans Küng), a także watykańscy kurialiści (choćby ks. Annibale Bugnini), a na ile Paweł VI, który wyraźnie lękał się twardych decyzji. Pełna ocena będzie jednak możliwa dopiero za kilka wieków.

 

Dynamizm Soboru

 

Szersze spojrzenie na rzeczywistość posoborową, a także na pontyfikaty Pawła VI i Jana Pawła II oznacza również dostrzeżenie wszystkich skutków ich posługi. A nie są one, jak próbują to przedstawiać apologeci arcybiskupa Lefebvre'a ani głównie, ani wyłącznie negatywne. Realny kryzys Kościoła na Zachodzie nie powinien przysłaniać błyskawicznego i związanego z soborowym otwarciem na inkulturację, rozwoju chrześcijaństwa i katolicyzmu w Azji czy Afryce. Uznanie, że tak jak Europa związana jest z łacińskim przeżywaniem chrześcijaństwa, tak Afryka powinna być związana z afrykańskim, otwiera ogromne możliwości rozwoju dla Kościoła. A efekty tego otwarcia (wraz z towarzyszącymi im wstrząsami) będziemy oglądać w nadchodzących dziesięcioleciach, gdy zachodnie chrześcijaństwo będzie coraz mniej istotnym elementem tożsamości katolickiej.


Pontyfikaty Pawła VI Jana Pawła II to czas gdy Kościół stał się liderem w walce o życie i godną ludzką seksualność. „Humanae vitae”, Katechezy o małżeństwie, „Evangelium vitae” - to dokumenty, które stanowią – jak to ładnie określił George Weigel - „bomby zegarowe”, które określą przyszłość katolicyzmu. Nauczania o godności małżeństwa, cudzie płodności, świętości aktu seksualnego w małżeństwie – stanowią dynamit, który określa już teraz życie wielu katolickich rodzin. A trzeba mieć świadomość, że przed Soborem godność małżeństwa, płciowości była o wiele mniej doceniana, podobnie jak samo życie świeckich.


Skutkiem Soboru, ale także działań posoborowych papieży, jest także niezwykłe pogłębienie, za pośrednictwem ruchów i wspólnot katolickich, życia świeckich. Opus Dei, Droga Neokatechumenalna, Fokolare, Communione e Liberazione – wszystkie te ruchu, które pokazują radykalizm życia katolickiego, także w świecie, nie byłyby możliwe bez soborowego otwarcia. A przecież rewolucja, którą one rozpoczynają, dopiero się zaczyna. Franciszkanizm owocuje w Kościele (mimo licznych trudności, jakie wywoływali odlotowi uczniowie św. Franciszka) do chwili obecnej, i podobnie owocować przez wieki – o ile wcześniej nie nastąpi Paruzja – będzie Droga czy Dzieło.


Także debata nad Asyżem (którego przesłanie zostało podjęte, co warto przypomnieć tradycjonalistom, przez Benedykta XVI) nie powinna ignorować (nawet w słusznych zastrzeżeniach do pewnych jego form czy w dyskusji nad realnymi problemami jakie wydarzenie to wywołało) tamtej sytuacji. Światu groziła wówczas wojna totalna, sam Jan Paweł II często wracał do tego tematu, a objawienia maryjne nie pozostawiają wątpliwości, że zagrożenie było (jest zresztą także) realne. Modlitwa do Boga zanoszona w różnych tradycjach religijnych (a nawet najzagorzalsi przeciwnicy ekumenizmu czy dialogu międzyreligijnego, muszą przyznać, że szczera modlitwa nawet jeśli zanoszona do bożka, jest przyjmowana przez Boga) miała to zagrożenie oddalić. I jak pokazuje historia oddaliła. Zimna wojna zakończyła się bowiem nie tylko z powodów politycznych, ale także duchowych. Walka z komunizmem zawsze była bowiem walka duchową.

 

Posłuszeństwo Kościołowi

 

Tych pozytywnych owoców zdają się nie dostrzegać bezkrytyczni apologeci arcybiskupa Lefebvre'a i założonego przez niego ruchu. Skupiając się na słusznej krytyce nadużyć nie próbują oni nawet zastosować własnych reguł do postaci założyciela Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X. A gdyby to zrobili, to część z kultu, jakim go otaczają musiałaby być zredukowana. A powodem nie jest brak osobistej świętości czy charyzmy abp Lefebvre'a, ale fakt, że zakwestionował on w istocie władzę papieską. I nie chodzi o wypowiedzi, ale o działania. Wyświęcenie, w intencji ochrony prawdziwego nauczania Kościoła, biskupów bez zgody papieskiej, oznacza w istocie, że hierarcha ten uznał, że już nie Piotr i jego następcy są gwarantami trwania Kościoła, nie oni są opoką wspólnoty, której bramy piekielne nie przemogą. A nawet mocniej, że on – zwykły, niewątpliwie bardzo przenikliwy i święty, ale jednak tylko biskup – ma stać na straży Prawdy, której wyrzekli się papieże.


I mądre słowa, teologiczne analizy nie mogą przesłonić wymowy faktów. Arcybiskup Lefebvre we własnym mniemaniu bronił Kościoła przed papieżami. I nawet jeśli w konkretnych sprawach miał rację (przypomnijmy, że św. Paweł ostro niekiedy krytykował św. Piotra), to rozerwanie jedności (a takim aktem było wyświęcenie biskupów bez zgody Ojca świętego) niewątpliwie nie było działaniem katolickim. W tej kwestii arcybiskup Lefebvre, nawet jeśli jego intencje były szlachetne i dobre, zadziałał źle, stawiając się poza Kościołem. Decyzja Jana Pawła II o ekskomunice była tylko prostym stwierdzeniem faktu, a nie karą czy zemstą. Papież zwyczajnie nie mógł zrobić nic innego. Do ogłoszenia ekskomuniki zmusił go sam Lefebvre.

 

Nie twórzmy nowych mitów

 

I na koniec apelowałbym do obrońców arcybiskupa Lefebvra, by w słusznej intencji obrony tradycji liturgicznej, nie tworzyli nowych mitów eklezjalnych, w których Benedykt XVI przeciwstawiany jest Janowi Pawłowi II. Sugestia, że dopiero on zerwał z relatywizmem (a taką znaleźć można w artykule dr Cenckiewicza) jest zabawna w swojej absurdalności dla kogoś kto czytał „Veritatis splendor” czy „Fides et ratio”. Relatywizm atakowany był przez Jana Pawła II dokładnie tak samo jak przez Benedykta XVI. Obecny papież jest bardziej wrażliwy na kwestie liturgiczne, niż jego poprzednik, ale jednocześnie lektura przemówień obecnego biskupa Rzymu nie pozostawia wątpliwości, że nie zmienił on nauczania o ekumenizmie, dialogu międzyreligijnym (odsyłam do tekstów z Asyżu Benedykta XVI). A w kwestiach społecznych, gdyby stosować do nauczania Kościoła terminy polityczne, nawet skręcił w lewo.


Wszystko, co napisałem nie ma na celu podważania znaczenia dialogu z Bractwem Kapłańskim św. Piusa X. To ważny i potrzebny dialog. Potrzebny także po to, by lepiej zrozumieć Sobór i skuteczniej wprowadzać go w życie. Aby ten dialog miał jednak sens musimy zrezygnować z czystej apologii i skupić się na faktach. Także niewygodnych dla skądinąd budzącego także moją sympatię arcybiskupa Lefebvre'a.

 

Tomasz P. Terlikowski

Odsłon: 10002



Komentarze: 72

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil darl darl napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 14:34

    Sie wypowiedział specjalista od KS

  2. Zobacz profil Insider Insider napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 14:35

    "tekstowi Cenckiewicz brakuje jednak szerszej, nie tylko lefebrystycznej, perspektywy..." Zaraz, zaraz! Cenckiewicz omawia (recenzuje) konkretną książkę, w dodatku biografię - nie jest to artykuł referujący sytuację KK przed, w trakcie i po soborze. Odrobina metodologii historii by się jak najbardziej przydała Panu Redaktorowi, a potem jeśli starczy odwagi i umiejętności "huzia na Józia".

  3. Zobacz profil korek korek napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 14:38

    Mam prawie że identyczną opinię o całej tej sytucji.

    .

    Jestem tylko ostrzejszy w ocenie postawy abp i jego zwolenników. Jestem w stanie przyznać iż subiektywnie mogą mieć dobre intnencje, ale ta ich ignorancja jest zawiniona i długo pracowali na to, by obecnie nie rozumieć tego, co mówi do nich Kościół i Papieże.

    .

    Kolejne grzechy, które popełniali i popełniaja nadal niszcząc dyscyplinę kościelną tylko zaciemniają rozum i z coraz większym trudem dociera do nich światło Prawdy głoszonej przez Kościół.

    .

    A u początku tej całej historii buntu było kłamstwo, którego ojcem jest Szatan. Fundamentem nieporozumienia jest postawienie w stan oskarżenia Kościoła - Ciała Chrystusa; jakoby trzeba było się przed nim bronić, by dojść do Prawdy.

    .

    W podobny sposób szatan wyprowadził w pole Adama i Ewę, gdy zasiał w ich sercach ziarno nieufności wobec Boga i sprowokował ich do nieposłuszeństwa i by wzięli sprawy we własne ręce, jeżeli chcą poznać dobro i zło, jak Bóg. Postawienie w stan oskarżenia Boga w raju, to dokładnie to samo co w XX wieku zrobił abp. Lefebvre z oskarżeniem Kościoła.

    .

    I nie ma się co dziwić, że spirala grzechu rozlała się po świecie, a człowiek nie uznający tego pierwszego grzechu nie jest w stanie dotrzeć do Prawdy.

  4. Zobacz profil Vagabundo Vagabundo napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 14:39

    @ZeE77: "litera zabija, duch ożywia". Doczytaj Biblię do końca, jeśli zatrzymałeś się na Księdze Wyjścia i myślisz, że wszystko wiesz. I sprawdź różnicę między modleniem się do kogoś, a za wstawiennictwem kogoś. Gdy patrzysz na zdjęcie kochanej przez Ciebie osoby i je pocałujesz to oddajesz hołd kawałkowi papieru, czy tak uzewnętrzniasz Twoje do tej osoby przywiązanie, miłość, bądź tęsknotę?

  5. Zobacz profil Flauius Flauius napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 14:40

     takoż wstydliwa jest dziś dla Kościoła sprawa biskupa Dawidka w Czechosłowacji, który konsekrował "podziemnych" biskupów na potęgę, a jeśli chodzi o święcenia kapłańskie, to wyświęcał wszystko jak leci, na lewo i prawo, kobiet nie wyłączając... I jakoś nie słychać, aby ktoś go za to kiedykolwiek nazwał schizmatykiem...

  6. Zobacz profil kubajakub SZARY kubajakub SZARY napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 14:47

    Modlitwa o beatyfikację abpa Marcela Lefebvre'a (tylko do prywatnego użytku) O Jezu, Najwyższy i Wieczny Kapłanie, który zechciałeś wynieść Twego wiernego sługę, arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a, do godności biskupiej, i udzieliłeś mu łaski bycia nieugiętym obrońcą Mszy świętej, katolickiego kapłaństwa, Twego świętego Kościoła i Stolicy Apostolskiej, odważnym apostołem Twego Królestwa na ziemi, gorliwym sługą Twej Najświętszej Matki i świetlanym przykładem miłości, pokory i wszelkich cnót; zechciej teraz, ze względu na jego zasługi, udzielić nam łask, o które Cię prosimy, abyśmy, zapewnieni o jego skutecznym wstawiennictwie u Ciebie, mogli go pewnego dnia ujrzeć wyniesionego do chwały ołtarzy. Który żyjesz i królujesz na wieki wieków. Amen.

  7. Zobacz profil Insider Insider napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 14:56

    "Znaczenie Soboru dla Kościoła można zatem ocenić dopiero w kilka stuleci po tym, jak do niego doszło (...) Pełna ocena będzie jednak możliwa dopiero za kilka wieków."

    A ironicznie pytając: a może za kilka tysiącleci? Historyk to nie uległy teolog, metodologicznie ma narzędzia aby opisać i ocenić nawet po roku. A i nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na nowo spojrzeć na dany problem i po kilku wiekach. Zaś Pański "nakaz" spoglądania po wiekach, jest wołaniem: "nie piszmy (oceniajmy) teraz, bo wyniki mogą wskazywać, że Lefebre miał rację. A za parę stuleci bedzie to epizod, i a nóż będzie lepiej"

  8. Zobacz profil PLK PLK napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 15:07

    @Insider

    Pełna zgoda! Jeśli już zwykli świeccy widzą że Lefebvre miał rację to chyba trzeba być katolickim dziennikarzem aby tego nie widzieć. Przypominam że m.in. Jan Dworak też był dziennikarzem katolickim a teraz przydzielił dwa miejsca na multipleksie TV ... muzycznym (jedna będzie puszczać teledyski dody a druga madonny) tylko po to aby nie dać go TV TRWAM!

  9. Zobacz profil Jacek Schmidt Jacek Schmidt napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 15:07

    ZeE77@ oglądałem w całości wykład "prof" Waltera Veighta (nie ten tutaj podany na temat "Winy Babilonu" lecz o tajnych stowarzyszeniach). Ilość manipulacji, swobodnych interpretacji pod z góry założoną tezę, przedziwnych kojarzeń faktów "od sasa do lasa" w tym "wykładzie" - doprawdy, przewyższa sposób argumentacji np. świadków jehowy. "Profesor" udowadnia słuchaczom, że jezuici to najbardziej tajne z tajnych zgromadzeń i faktycznie kierowało (kieruje) masonerią, illuminatami, zakonem ss-manów - i tak dalej. To superzbrodniarze, elita antychrystusowa. Przy czym zestaw argumentów jest drastycznie subiektywny. Mniej więcej jakby udowadniać historię Żydów na podstawie analizy "mędrców syjonu". Zdumiewające, że ktoś może to brać na serio... 

  10. Zobacz profil Franki Franki napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 15:24

     

    na 1szy rzut oka widać iż Pan Terlikowski nie pisał tego na kolanie jak ost tekst w którym roiły się herezje, schizmy itd. Standardowo redaktor troche pogłaska, troche opierd.. czyli nie narażamy się nikomu.

    zatrzymam się nad kilkoma zdaniami

    " nawet najzagorzalsi przeciwnicy ekumenizmu czy dialogu międzyreligijnego, muszą przyznać, że szczera modlitwa nawet jeśli zanoszona do bożka, jest przyjmowana przez Boga"

    nie można wykluczyć prawie niczego co dotyczy woli Boga ale z pewnikiem założyć iż np. taka modlitwa trafia do Boga wydaje mi się przesadzone

    "Obie grupy przy tym błądzą. Jedna bowiem absolutyzuje status quo"

    chcę zauważyć iż abp opowiadał się za odważnymi zmianami jak np. pewne elementy afrykańskie w czasie nabożeństw, większa ilość języków narodowych w czasie mszy.

    nie opowidał się za zmianami które stały w sprzeczności z nauczaniem KK sprzed SWII a nie za zmianami w ogóle, na wiadomośc o SWII ucieszył się liczac iż KK jak zawsze na Soborze powie co jest dobre a co jest złe i trzaba odrzucić a przez kilkadziesiąt lat od SWI narodziło się tego troche

    "Epoka po Soborze jest zawsze czasem trudnej asymilacji prawdy objawionej w jego trakcie przez Ducha Świętego Kościołowi"

    na SWII powstała jakaś prawda objawiona?

    "A gdyby to zrobili, to część z kultu, jakim go otaczają musiałaby być zredukowana"

    ja  nigdy nie zauważyłem w żadnej działalności jak i w pismach i wypowiedziach 1 grama kultu, mariawici to se Mateczke załozycielke "ukultowali" ale na pewno nic z takich zachowań nie ma miejsca w FSSPX

  11. Zobacz profil Trident Trident napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 15:43

    O Matko co za tekst. W ciemno już mogę odgadnąć, że to Pan Terlikowski. Dobrze, że razem wrzucono dobry tekst Pana Cenckiewicza:)

  12. Zobacz profil monitor monitor napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 15:58

    "..ekstowi Cenckiewicz brakuje jednak szerszej, nie tylko lefebrystycznej, perspektywy.."

    ech, pamiętam, jak po filmie "Towarzysz generał" Mazowiecki Junior przyczepiał się, że temu filmowi też brak perspektywy.. Szczerze powiem: g...o mnie obchodzi szersza perspektywa. Widzę konsekwencje zmian soborowych i posoborowych w naszym świecie i to mnie przeraża. Nie chcę, aby moje wnuki przeznaczyły kiedyś swoich rodziców do eutanazji i taka jest moja perspektywa.

  13. Zobacz profil Vagabundo Vagabundo napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 16:06

    @ZeE77: hahahahaha. Człowiek święty jest człowiekiem, który żyje. To, że ktoś nie żyje na ziemi nie oznacza, że jest umarłym. W niebie żyje się pełnią życia. Umarli są w piekle, katolicy wierzą "w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny". Rozumiesz, czy mam dalej powtarzać, że modlimy się za wstawiennictwem, a nie do świętych? Analogicznie: jeśli proszę Ciebie, abyś się za mnie pomodlił i wierzę w to, że ta modlitwa mi pomoże, oddaję Ci bałwochwalczą cześć? Wierzymy również w "świętych obcowanie", czyli między innymi w to, że tak samo jak Ciebie, mogę prosić świętych o pomoc modlitewną. Widzę, że zamiast odpowiadać prowadzisz ze mną bitwę na cytaty, niczym jehowi. Dobrze, jeden jedyny cytat dla Ciebie: "Unikaj natomiast głupich dociekań, rodowodów, sporów i kłótni o Prawo Mojżeszowe! Są bowiem bezużyteczne i puste. Sekciarza po jednym lub po drugim upomnieniu wystrzegaj się, wiedząc, że człowiek taki jest przewrotny i grzeszny, przy czym sam na siebie wydaje wyrok."(List do Tytusa) Pax Tecum

  14. Zobacz profil Kaspian Kaspian napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 16:07

    To już jakiś kompletny odlot. Czyli SVII wprowadził eutanazję? I wy tradsi chcecie żeby was ktoś traktował poważnie jak głosicie takie tezy?

  15. Zobacz profil Homo viator Homo viator napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 16:40

    Nużą mnie peany nt. tego "supersoboru" i jego znaczenia. Ekwilibrystyczne sztuczki pisarskie nie imają się ludzi jasno widzących ZŁO. Ekumenizm zamiast misyjnego wymiaru Kościoła, kolegializm zamiast prymatu papieża, liturgia wypłukana z treści, ukierunkowana bardziej na człowieka niż ofiarny charakter Mszy św. Wreszcie zupełny brak dyscypliny wśród księży.

    Tradycja, na której straży stoi Bractwo przyniosła wielowiekowe owoce - świętych, mistyków. Dziś prym wiodą egzaltowani uczestnicy posoborowych wspólnot pokroju Odnowy, Neo itp.

    To wszystko nie jest jakieś widzimisię FSSPX, to jest jedynie integralne nauczanie KK.

  16. Zobacz profil kubajakub SZARY kubajakub SZARY napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 16:52

    Ciekawe co Pan Tomasz terlikowski uważa o Odnowie  i jej początkach??????????????????????????????????????????????????

    Iście protestanckie, co nie?!

  17. Zobacz profil Mrspades Mrspades napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 17:00

    "Pełna ocena będzie jednak możliwa dopiero za kilka wieków." Ciekawe stwierdzenie, które koresponduje z tekstem Jaruzelskiego o tym, że oceni go historia. Ocena zdarzenia bazuje na posiadanych informacjach i sposobie ich przetwarzania. Wiem, oto truizm. Tylko spójrzmy na zachowanie informacji w czasie, a właściwie jej przetrwanie. Ocena, którą będzie można wydać za dwieście lat będzie bazować na danych historycznych, a zatem niepełnych i niepoddających się pogłębieniu empirycznemu. To znaczy, że jeśli na przykład badacz A postawi tezę, że to osłabiło wiarę katolików poprzez odebranie im ważnych znamion tożsamości religijnej, badacz B mu zaprzeczy to jedyne co będą mogli robić to grzebać w danych zebranych historycznie, które już wtedy mogą być zdeformowane. Z resztą przykładowe hipotezy są efektem naszych czasów, być może że za 200 lat nikt już nie będzie stawiał takich hipotez, bo pamiętajmy, że jeśli na rozumienie "teraźniejszości" (w zasadzie wszystko jest rozumieniem przeszłości) wpływa ideologia (w dyscyplinach miękkich), to na rozumienie przeszłości tym bardziej. Ale tutaj mowa o zjawiskach społecznych. Ale przecież nie do końca o nie chodzi, nie to jest sednem argumentów tradycjonalistycznych. Ocena etyczna zdarzeń nie powinna bowiem różnić się w czasie, zwłaszcza u katolików, którzy powinni wystrzegać się heglowskiego spojrzenia na zło, które jest konieczne do wyniknięcia dobra. Na pierwszym miejscu chodzi o wierność Bogu, nie zaś o przemiany społeczne. Mam nadzieję, że nie robię zbyt wiele skrótów myślowych.     "a nawet najzagorzalsi przeciwnicy ekumenizmu czy dialogu międzyreligijnego, muszą przyznać, że szczera modlitwa nawet jeśli zanoszona do bożka, jest przyjmowana przez Boga" Proszę o szerszy opis tego zagadnienia, ponieważ śmiem twierdzić, że jest na odwrót - oddawanie pokłonów np. Wielkiej Sowie to grzech ciężki, który od Boga odłącza, podobnie jak szamanistyczne inicjacje (w praktyce inicjacje demoniczne) czy cały New Age. Chyba, że jednak czegoś nie zrozumiałem z pierwszego przykazania. Czy zanoszenie modłów do Złotego Cielca jest OK, jeśli bardzo, bardzo chcę dobrze? Czy to nie aby psychologizowanie przedmiotu wiary? Czy to w końcu nie przeczy zdrowemu rozsądkowi wyniesionemu z lektury Biblii, z której wyraźnie można wynieść zrozumienie, że Zły chce być Bogu podobny i próbuje się pod niego podszywać? Jestem katolikiem nawróconym od jakiegoś czasu, może jeszcze czegoś nie rozumiem, ale są to dla mnie pytania retoryczne i były takimi nawet wtedy, kiedy z wiarą w Jezusa Chrystusa miałem niewiele wspólnego. 

  18. Zobacz profil Jaroslaw Moser Jaroslaw Moser napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 17:29

    @ZeE77. A słyszałeś o dogmacie Świętych Obcowania, który został zawarty w Składzie Apostolskim? Katolicy uznają Pismo i Tradycję. Skład Apostolski jest częścią Tradycji. 

  19. Zobacz profil Pustelnik Pustelnik napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 17:31

    Oco tu chodzi? Fronda popiera złe zmiany w Kościele, redakcja tego portalu nie usuwa komentarzy fanatycznych przeciwników Kościoła, panoszy się tu new age, panoszą się tu antyklerykałowie, lewacy itd. Czy to jest portal Katolików, czy ich zaciekłych przeciwników?

    Co do Vaticanum II moge tylko dodać tyle: szukajcie prawdy, a ona was wyzwoli. Wiedza nie boli, zachęcam do czytania na temat Vaticanum II.

  20. Monday, 20 February 2012, 17:42

    "Byłem katolikiem więc wiem czym są te tzw. wstawiennicze modlitwy. Wzywasz nimi umarłych." ZeE77, może byłeś katolikiem po rodzicach, ale nie masz pojęcia czym są modliwy wstawiennicze. Po pierwsze jeżeli nie można modlić się o pomoc do świętych zmarłych to również nie można modlić się do Jezusa, bo przecież on umarł. Znasz może Łk 20, 38 A Bóg nie jest przecież Bogiem umarłych, lecz żywych. Wszyscy bowiem żyją dla Niego.  Modlitwa do świętych nie jest spirytyzmem ani nekromancją. Żaden katolik nie próbuje wywołać świętego, aby z nim wejść w dialog. Za czasów Jezusa ludzie szukali z nim kontaktów niejednokrotnie za pośrednictwem Apostołów. Dlaczego teraz miałoby być odwrotnie? Przecież Pan Jezus gdyby chciał mógłby objawić się ludziom w pełni bez potrzeby szukania "pośredników" w głoszeniu Ewangelii. Nie taka jednak była jego wola, więc nie próbuj jej zmieniać.

1 2 3 4 dalej »

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.