Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

"Przekazałem to, co otrzymałem". Cenckiewicz o biskupie Lefebvre drukuj

Dodane przez: Redakcja Fronda.pl Kategoria: Kościół 19 lutego 2012, 19:42

/

Sławomir Cenckiewicz dla portalu fronda.pl o arcybiskupie Marcelu Lefebvre, trudnym dialogu lefebrystów z Watykanem i ostatniej biografii duchownego. „Byliśmy świadkami zaślubin Kościoła z ideami liberalnymi” – powiedział na zakończenie soboru abp Lefebvre – „W ten sposób zostały naruszone podstawy wiary, moralności i dyscypliny kościelnej, przed czym ostrzegali wszyscy papieże”.

 

„Oni mają kościoły, ale to my zachowaliśmy wiarę” – powiedział w kazaniu przeciwko arianom św. Atanazy Wielki. Słynne słowa Doktora Kościoła, który w IV wieku niemal w pojedynkę prowadził walkę z zabójczą herezją Ariusza, dla tysięcy katolików po Soborze Watykańskim II stały się drogowskazem i zachętą do walki przeciwko współczesnym błędom. Stąd też wielu z nich, w osobie i postępowaniu arcybiskupa Marcelego Lefebvre’a upatruje nowego św. Atanazego, zaś posoborowy kryzys Kościoła porównuje do „nocy ariańskiej”, która za przyzwoleniem hierarchii zatriumfowała ówcześnie w całym świecie chrześcijańskim. Podobnie zdaje się uważać bp Bernad Tissier de Malerais – autor opublikowanej właśnie naukowej, ale i wyjątkowej biografii swojego duchowego ojca. Jej lektura jest konieczna dla wszystkich, którzy pragną zrozumieć złożoność obecnie prowadzonych rozmów teologicznych-kanonicznych Bractwa Św. Piusa X i Stolicy Apostolskiej.


Zwyczajny ksiądz  



Marceli Lefebvre (ur. 1905 r.) stronił zawsze od porównań do św. Atanazego. Był skromny i nieśmiały. Powtarzał często, że wyjątkowa sytuacja, w jakiej znalazł się Kościół i jego wierni na przełomie lat 60. i 70., zmusiły go do roli przywódcy katolickich tradycjonalistów. Od pierwszych chwil swojego kapłańskiego powołania „widział się w roli duchowego ojca, przywiązanego do swoich parafian i wpajającego im wiarę i chrześcijańskie obyczaje”. „Taki był mój ideał” – mówił. To jego pobożni rodzice – świątobliwa Gabriela i Rene Lefebvre, wskazali Marcelowi inną drogę. W 1923 r. postanowili by dołączył do swojego starszego brata – również Rene, który wybrał kapłaństwo i studiował w Rzymie. „Twój brat jest w Rzymie i ty też pojedziesz do Rzymu, nie ma o czym mówić, nie zostaniesz w diecezji” – mówił stanowczo ojciec przyszłego arcybiskupa. W ten sposób 18-letni Marcel trafił do Seminarium Francuskiego w Rzymie, które od połowy XIX wieku prowadzili misjonarze ze Zgromadzenia Ducha Świętego pod wezwaniem Najświętszego i Niepokalanego Serca Maryi Panny.  

Odraza dla prawd umniejszonych…

Marcelego na całe życie ukształtowały dwie szkoły – rodzinna i seminaryjna. Katolickie wychowanie, jakie dali mu rodzice, którzy ofiarowali na służbę Bogu pięcioro swoich dzieci, zostało ubogacone w Seminarium Francuskim w Rzymie. To tam Marceli stał się żołnierzem Chrystusa. Zawdzięczał to przede wszystkim ks. Henrykowi Le Floch, który od 1904 r. kierował seminarium i „wpajał uczniom wiarę zarówno w zasady, jak i w praktyczną skuteczność prawdy katolickiej”. Łączył wielką pobożność i bogate życie wewnętrzne z apologetyką i obroną Kościoła. Pewien mnich ze słynnego opactwa w Solesmes powiedział o nim: „Nauczyłeś nas, Ojcze, szacunku dla pełnej prawdy i odrazy dla prawd umniejszonych…”. „Dziękuję mu z całego serca, bo to on pokazał nam drogę Prawdy” – powtarzał przy różnych okazjach wyświęcony w 1929 r. na księdza Marceli Lefebvre – „To on nauczył nas, kim dla świata i Kościoła byli papieże i czego nauczali przez półtora stulecia: antyliberalizmu, antymodernizmu, antykomunizmu, całej doktryny Kościoła w tych kwestiach. Naprawdę pozwolił nam zrozumieć i żyć walką prowadzoną przez kolejnych papieży z niezłomną konsekwencją w celu uchronienia Kościoła i świata przed plagami, które nas dzisiaj gnębią. Było to dla mnie objawienie”.

Kierunek Gabon

Otrzymana w Seminarium Francuskim solidna formacja kapłańska predestynowała młodego ks. Lefebvre’a do znaczącej roli w Kościele. W 1930 r. był już doktorem filozofii i teologii. Nie chciał jednak piąć się po szczeblach watykańskiej lub francuskiej hierarchii.  Zrodziło się w nim misjonarskie powołanie i pasja, których konsekwencją było wstąpienie do Zgromadzenia Ducha Świętego („duchaczy”). Fascynacja duchowością ojca Jakuba Libermanna, studiowanie dzieł św. Tomasza z Akwinu i ćwiczenia duchowe św. Ignacego Loyoli kierowały jego myśli w stronę ludzi wciąż nieznających Chrystusa. „Życie zakonnika ze Zgromadzenia Ducha Świętego – pisał w 1931 r. – powinno być kontemplacją oddającą się działaniu. Należy usunąć, na ile to możliwe, rozdział pomiędzy modlitwą i pracą. Nie porzucajmy Boga, aby Go dać naszym braciom”. Stąd też w 1932 r. ks. Marceli Lefebvre wsiadł na statek w Bordeaux i udał się Gabonu. Podróżował w buszu, budował kościoły i seminaria dla gabońskich księży, zwalczał pogański kult i składanie ofiar z ludzi, udzielał sakramentów, egzorcyzmował, katechizmował dorosłych i dzieci, walczył z żółtą febrą, głodem, poligamią, handlem żywym towarem… Był – jak wówczas mówiono – przełożonym od wszystkiego, ale zawsze z różańcem w ręku. Jego misjonarskiego zapału nie ostudziły nawet smutne wieści o śmierci matki (1938 r.), upadku Francji (w 1940 r.) i losach ojca, którego w 1942 r. Niemcy zamordowali w obozie w Sonnenburgu (aktualnie Słońsk). Już wówczas legenda Lefebvre’a rozszerzała się po całym Gabonie. „Mamy szczęście, że Bóg zesłał nam tego człowieka! Cóż to za wspaniały człowiek!” – powtarzali tubylcy. To również dzięki niemu, w latach 1932-1945 liczba gabońskich katolików wzrosła z 33 do 85 tys.!

 

/

Niedoszły kardynał  

Gorliwość i zasługi misyjne ks. Marcelego Lefebvre szybko dostrzeżono w Świętej Kongregacji Krzewienia Wiary i Sekretariacie Stanu. W 1947 r. papież Pius XII mianował go biskupem i wikariuszem apostolskim w Dakarze. Odpowiadał wówczas za całą Francuską Afrykę Zachodnią, zamieszkiwaną przez 20 milionów ludzi. W tym zagłębiu muzułmańskim bp Lefebvre kontynuował swoją pracę misyjną szczególnie dbając o trzy dzieła – szkołę średnią, seminarium duchowne i zakonne zgromadzenia złożone z tubylców, którzy w perspektywie czasu mieli przecież objąć stery Kościoła w Afryce. Wciąż odróżniał się pracowitością, na tyle, że po niespełna roku od objęcia wikariatu Dakaru Pius XII podniósł Lefebvre’a do godności delegata apostolskiego. Od tej pory Lefebvre odpowiadał już nie tylko za Afrykę Zachodnią, ale również Kamerun, Francuską Afrykę Równikową i Somalię, nie licząc Maroka, Sahary, Madagaskaru i Reunion. W specjalnym breve papież pisał: „Rządził ojciec tak roztropnie, mądrze i aktywnie wikariatem apostolskim w Dakarze i z tak wielką gorliwością rozszerzał królestwo Chrystusa, że sądzimy, iż będzie dobrym wyborem powierzenie ojcu kierownictwa delegaturą, w całkowitym przekonaniu, że szczególne talenty ojca, a zwłaszcza sprawdzona już gorliwość oraz inne zdolności, które predestynują ojca do objęcia tego stanowiska, będą wielkim i zbawiennym pożytkiem dla tej delegatury”. Lefebvre erygował nowe parafie i diecezje, fundował klasztory, bierzmował, wyświęcał kapłanów i konsekrował biskupów. Dbał o czystość katolickiej doktryny i piękno liturgii, której powagę strzegł przed fałszywą inkulturacją – pogańskimi tańcami i „tam-tamami”. W 1955 r. został pierwszym arcybiskupem Dakaru. Gdyby nie śmierć Piusa XII w 1958 r. abp Lefebvre zostałby zapewne wkrótce kardynałem…   



W obliczu „odnowy”



Jan XXIII zapoczątkował zupełnie nowy kurs w dziejach Kościoła. Janowe „aggiornamento” szybko dosięgło osobiście abp Lefebvre. Jako „konserwatysta” już w 1959 r. został pobawiony funkcji delegata apostolskiego. Trzy lata później musiał opuścić Dakar, by objąć na krótko rządy w małej diecezji Tulle. Wciąż był jednak ważną postacią życia kościelnego. W 1962 r. został mianowany Asystentem Tronu Papieskiego, doradcą Świętej Kongregacji Rozkrzewiania Wiary i przełożonym generalnym Zgromadzenia Ducha Świętego. Był doskonale przygotowany do walki, jaką miał stoczyć siedząc w ławach Soboru Watykańskiego II. Już w pierwszych dniach soboru wyraził publicznie swój niepokój, kiedy na liście ekspertów teologicznych zauważył nazwiska obłożonych cenzurą i karami kościelnymi niewiernych nauce Kościoła duchownych – o. Yves’a Congara, o. Henri de Lubac’a i o. Karla Rahnera. Później, u boku kilku kardynałów, stoczył prawdziwy bój w obronie mszy św., którą nowatorzy pozbawić chcieli ofiarnego charakteru przesuwając akcent na błędnie pojętą aktywizację wiernych i „sprawowanie Wieczerzy Pańskiej”. Spór wokół konstytucji o liturgii był jedynie zapowiedzią wojny, która rozgorzała pomiędzy ojcami soboru. Skupione wokół Międzynarodowego Zgromadzenia Ojców konserwatywne skrzydło Kościoła, liczące około 200 biskupów, przegrywało w praktyce większość soborowych bitew stoczonych wokół rozumienia wolności religijnej, ekumenizmu, misji, kolegialnej władzy w Kościele, potępienia współczesnych herezji, komunizmu, godności osoby ludzkiej… „Byliśmy świadkami zaślubin Kościoła z ideami liberalnymi” – powiedział na zakończenie soboru abp Lefebvre – „W ten sposób zostały naruszone podstawy wiary, moralności i dyscypliny kościelnej, przed czym ostrzegali wszyscy papieże”.

 

Prawdziwe aggiornamento



Wielu duchownych traciło zapał i oczekiwało upragnionej emerytury. Zaniepokojony obrotem spraw i postawą Pawła VI, kardynał Alfredo Ottaviani wyznał pod koniec soboru, że wolałby jak najszybciej umrzeć by mieć pewność, że umiera jeszcze w Kościele katolickim. Marceli Lefebvre nie zamierzał bezczynnie przyglądać się tej „odnowie” i ratował co mógł – wciąż wizytował misje prowadzone przez „duchaczy”, reorganizował seminaria i stawiał na formację kapłanów. Ponad wszystko stał jednak na straży czystości wiary i dyscypliny kościelnej. Był zaniepokojony postępującą rebelią. Wielu coraz częściej mówiło o potrzebie zastąpienia „misji” w „dialog ekumeniczny”. Postępowała laicyzacja życia kapłańskiego. Lefebvre przypominał, że sutanna „oznacza oddzielenie od świata i zawiera świadectwo dane Naszemu Panu Jezusowi Chrystusowi”. „Strój świecki, rezygnacja z jakiegokolwiek świadectwa dawanego poprzez strój wyraźnie oznacza brak wiary w kapłaństwo, brak szacunku dla zmysłu wiary bliźnich, a ponadto tchórzostwo, brak odwagi w bronieniu własnych przekonań”. „Naszego aggiornamento – wołał Lefebvre w 1965 r. – nie przeprowadzajmy w duchu neoprotestantyzmu niszczącego źródła świętości. Niech kierują nami święte pragnienia, które były motorem życia wszystkich świętych dokonujących reform i odnowy z miłości do Chrystusa Ukrzyżowanego, zachowujących posłuszeństwo, ubóstwo i czystość. W ten sposób zdobyli ducha poświęcenia, ofiary i modlitwy, które uczyniły z nich apostołów”. Pod koniec 1968 r. „duch odnowy” na dobre zagościł w Zgromadzeniu Ducha Świętego. Nie mogąc się z tym pogodzić abp Lefebvre złożył dymisję.  

W obronie mszy

W tym czasie pod wodzą zaprzyjaźnionego z papieżem ks. Annibale Bugniniego eksperymentowano z liturgią mszalną. Kiedy podczas synodu biskupów w 1967 r. ów prałat zaprezentował efekty swojej pracy wielu biskupów było zdumionych tym, co zobaczyli, a niektórzy z nich – jak kardynał Josyf Slipij – w proteście opuścili Kaplicę Sykstyńską. Całość tego eksperymentu przypominało raczej protestanckie nabożeństwa, które są jedynie „pamiątką Ostatniej Wieczerzy”, a nie uobecnieniem tej samej ofiary, jaką na Kalwarii złożył Pan Jezus. Usunięcie z mszy modlitw pokutnych, znaków krzyża, odwołań do Trójcy Przenajświętszej, wyrzucenie tzw. Kanonu sięgającego czasów apostolskich, odłączenie ołtarza od tabernakulum i usytuowanie kapłana tyłem do Najświętszego Sakramentu, a nawet zmiana formuły konsekracyjnej niszczyły dwutysiącletnią tradycję liturgiczną Kościoła i miały zbliżyć katolików do protestantów. Max Thurian z ekumenicznej wspólnoty w Taizé szczerze wyznał: „jednym z owoców tego będzie fakt, iż wspólnoty niekatolickie będą mogły celebrować Wieczerzę Pańską, używając tych samych modlitw, co Kościół katolicki. Teologicznie jest to możliwe”. Wśród oglądających kolejne wersje mszy przygotowanej przez papieskiego liturgistę był także abp Lefebvre. „Słuchając tego godzinnego wykładu – wspominał – mówiłem sam do siebie: «To niemożliwe, żeby ten człowiek cieszył się zaufaniem Ojca Świętego, że to właśnie jego Papież wybrał, aby przeprowadzić reformę liturgii!» Mieliśmy przed sobą człowieka, który z pogardą i wręcz niewyobrażalną bezceremonialnością deptał wielowiekową liturgię. Byłem zdruzgotany. Zwykle dość łatwo przychodzi mi publiczne zabieranie głosu, jak to czyniłem na przykład podczas soboru. Ale tym razem nie miałem sił, aby podnieść się z miejsca. Słowa uwięzły mi w gardle”. Protestowali inni – zakonnicy, biskupi i kardynałowie. Na nie wiele się to zdało. Paweł VI i tak wprowadził nowy obrzęd mszy, którą określił mianem „zgromadzenia ludu Bożego, który jednoczy się pod przewodnictwem kapłana, aby celebrować pamiątkę Pańską”. Wstrząśnięci tym kardynałowie Antonio Bacci i Alfredo Ottaviani napisali do papieża, że nowa msza „tak w całości, jak w szczegółach, wyraźnie oddala się od katolickiej teologii mszy świętej”.

„Biskup faszystów”

Opór przeciwko mszy Pawła VI legł u podstaw założenia w latach 1969-1970 Bractwa Kapłańskiego Św. Piusa X. Wspierany przez wielu kapłanów i hierarchów (również w Watykanie) przy aprobacie dwóch lokalnych biskupów, abp Lefebvre założył w Szwajcarii pierwszy dom i otworzył seminarium duchowne. Do tego czasu katolicki ruch tradycjonalistyczny na całym świecie działał w rozproszeniu, choć skupiał dziesiątki tysięcy wiernych i setki kapłanów. Lefebvre chciał przede wszystkim ratować kapłaństwo i mszę: „zasadniczą przyczyną obecnego kryzysu Kościoła jest bowiem osłabienie kapłaństwa. Kapłaństwo zaś jest skoncentrowane na Świętej Ofierze Mszy”. Otwarciu seminarium w Econe od samego początku towarzyszyły kłopoty. Dyscyplina, noszenie sutanny, tradycyjna teologia, „stara liturgia” a nade wszystko rzesze wiernych i dziesiątki powołań kapłańskich, zaniepokoiły wielu kościelnych liberałów, których „odnowione” seminaria opustoszały a kościoły świeciły pustkami. Za ich namową Paweł VI zażądał od abp. Lefebvre’a „przyjęcia nowego mszału jako konkretnego znaku posłuszeństwa”. O tym jednak nie mogło być mowy. Zatwierdzone wcześniej statuty Bractwa Św. Piusa X gwarantowały odprawianie mszy wyłącznie według rytu trydenckiego. W 1976 r. Paweł VI oznajmił, że nowy mszał „zastąpił” dawną liturgię i potępił arcybiskupa. Lefebvre stał się wówczas wrogiem publicznym. Zgodnie atakował go episkopat francuski, kurialiści rzymscy, postępowi katolicy w PRL spod znaku „Tygodnika Powszechnego”, a sowiecka „Izwiestia” określiła mianem „biskupa faszystów i nietolerancji”.

Duch Asyżu

Jednak postępujący ekumenizm jedynie utwierdzał Marcela Lefebvre’a w obranej drodze. Kardynałowie i biskupi, zgromadzeni w bazylice św. Pawła za Murami, zostali po raz pierwszy pobłogosławieni przez anglikańskiego „prymasa”. Paweł VI zaczął propagować potępioną przez swoich poprzedników ideę „Kościołów siostrzanych”, uznając, że Kościół jest rzekomo „wewnętrznie podzielony”. „Ekumenizm nie jest misją Kościoła – odpowiadał Lefebvre – Kościół nie jest ekumeniczny, Kościół jest misyjny. Kościół misyjny ma na celu nawracanie, Kościół ekumeniczny ma zaś na celu szukanie prawdy pośród błędów i tym się zadowala. Oznacza to zaprzeczenie prawdzie głoszonej przez Kościół. Z uwagi na ów ekumenizm, nie mówi się już o wrogach Kościoła. Ci, którzy tkwią w błędach, są teraz naszymi braćmi. W konsekwencji nie ma już potrzeby walki z błędami. Mówi się nam: «zaprzestańmy walk!»”.


/

Niepokornemu arcybiskupowi wydawało się, że gorzej już być nie może. Dlatego też z nadzieją powitał wybór kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Papież pochodził z Polski, a więc uchodził za konserwatystę. Już w listopadzie 1978 r. Jan Paweł II przyjął Lefebvre’a, który zapewnił, że jest gotów „zaakceptować Sobór odczytywany w świetle Tradycji”. Papież wydawał się dość otwarty na „eksperyment Tradycji”. Jednak, ku zdumieniu wielu tradycjonalistów „polski papież” nie tylko kontynuował dialog ekumeniczny, ale wprowadził go na zupełnie nowe tory. Spotkanie religii w Asyżu w 1986 r. było dla wielu prawdziwym wstrząsem. Wikariusz Chrystusa zrównany z wyznawcami innych religii. Animiści przynieśli swoje węże, Indianie oddawali się czarom i wzywali duchy, a w jednym z kościołów przeznaczonych na ów „dialog” uczniowie Dalajlamy postawili na tabernakulum posąg Buddy! „Poważne zgorszenie, we właściwym rozumieniu tego słowa, oznacza nakłanianie do grzechu – grzmiał Lefebvre – Poprzez ekumenizm, poprzez uczestnictwo w kulcie fałszywych religii, chrześcijanie tracą wiarę. I to jest zgorszenie. Katolicy nie wierzą już, że jest tylko jedna prawdziwa religia, jeden prawdziwy Bóg, Trójca Święta i Nasz Pan Jezus Chrystus”.


Operacja przetrwanie

Doświadczenie Asyżu na tyle poruszyło sumienie abp. Marcelego Lefebvre i jego przyjaciela z Brazylii – bp. Antonio de Castro Mayera, że zdecydowali się oni wyświęcić biskupów. O swoim zamiarze poinformowali Stolicę Apostolską. Rozpoczęły się długie rozmowy z kardynałem Josephem Ratzingerem, które w istocie zakończyły się fiaskiem. Podirytowany kolejną rundą rozmów z Ratzingerem, który zabiegał o akceptację przez tradycjonalistów nowej mszy, Lefebvre odpowiedział: „Wasza działalność zmierza do dechrystianizacji społeczeństwa i Kościoła, my zaś pracujemy nad jego chrystianizacją. Dla nas Nasz Pan Jezus Chrystus jest wszystkim, jest naszym życiem. Kościół to Nasz Pan Jezus Chrystus. Kapłan to drugi Chrystus, Msza jest tryumfem Jezusa Chrystusa poprzez Krzyż. Nasze seminarium jest całkowicie ukierunkowane na panowanie Naszego Pana Jezusa Chrystusa. A wy czynicie coś zupełnie przeciwnego: Eminencja właśnie chciał mi dowieść, że Nasz Pan nie może i nie musi panować w społeczeństwie”. Decyzja została podjęta. 30 czerwca 1988 r. abp. Lefebvre i bp. de Castro Mayer bez mandatu papieskiego konsekrowali czterech biskupów za co spotkała ich ekskomunika. „Przekazałem wam, to co otrzymałem” – powiedział Lefebvre – Wydaje mi się, że słyszę głosy wszystkich papieży, począwszy od Grzegorza XVI, Piusa IX, Leona XIII, św. Piusa X, Benedykta XV, Piusa XI, Piusa XII mówiące: „Co wy robicie z naszym nauczaniem, z naszą pracą apostolską, z wiarą katolicką, chcecie ją porzucić? Czy pozwolicie jej zniknąć z tej ziemi? Chrońcie skarb, który wam powierzyliśmy. Nie porzucajcie wiernych, nie porzucajcie Kościoła! Zachowajcie ciągłość Kościoła! Od czasów bowiem Soboru, władze rzymskie przyjęły i wyznają to, co my potępiliśmy”.

Pośmiertny triumf?

Abp Marcel Lefebvre zmarł w marcu 1991 r. Jego zgromadzenie liczy dziś ponad 500 księży, 300 zakonnic i zakonników, blisko 1000 kościołów i kaplic, 6 seminariów duchownych i działa na wszystkich kontynentach. „Nie miałem specjalnego objawienia – przyznał wcześniej Lefebvre – i niestety nie jestem mistykiem. Działałem tak, jak wynikało z okoliczności”. Często powtarzał, że nie chce nic robić od siebie i dla siebie, chciał być zawsze sługą Chrystusa i Jego Kościoła, kochał ludzi i jednocześnie bronił prawdy katolickiej. „Co go pobudzało do działania?” – zastanawia się autor jego biografii, by za chwilę odpowiedzieć: „Bez wątpienia upór, dziedziczna cnota Flamandów, którą ten zaradny faber (robotnik, rzemieślnik, kowal) obdarzony był w dwójnasób, na co od trzech stuleci wskazywało nazwisko i zajęcia Lefebvrów. Można by chyba uznać to wręcz za klucz do wyjątkowego losu tego dostojnika, przedstawianego w mediach jako typowy „samotny rycerz”, mimo, że on sam zawsze podkreślał, że nigdy nie zwykł postępować wedle osobistego uznania”.


/


Dwadzieścia lat po jego śmierci historia coraz częściej przyznaje mu rację. Benedykt VI coraz częściej piętnuje relatywizm doktrynalny, upadek dyscypliny i destrukcję liturgii w Kościele. Jeszcze zanim Joseph Ratzinger wstąpił na Tron Piotrowy diagnozował kryzys w Kościele w sposób, który zbliżał go do stanowiska Bractwa Św. Piusa X. Osobiście powrócił nawet do liturgii trydenckiej, którą publicznie odprawiał m. in. we Francji i w Niemczech. Jednocześnie już od lat osiemdziesiątych kardynał Ratzinger mówił, że mimo Soboru Watykańskiego II, który zapowiadał „wiosnę Kościoła”, doszło do „zapaści w wielu sferach”, które sięgają „samych korzeni Kościoła”. Nie wahał się wyznać, że nastąpił wręcz „wewnętrzny rozłam Kościoła”, który stał się „jednym z najpilniejszych problemów naszych czasów”. „Jesteśmy zajęci ekumenizmem i zapominamy przy tym, że Kościół podzielił się w swoim wnętrzu” – mówił Ratzinger. Ubolewał przy tym, że „rozumienie Kościoła zostało u katolików zrelatywizowane. Nie chcą oni dalej uznawać, że Kościół daje im autentyczną gwarancję prawdy”. Najbardziej dramatyczny opis stanu Kościoła sformułował niemal w przededniu swojego wyboru na Stolicę Piotrową. Dnia 25 marca 2005 r. odczytano tekst rozważań, które kardynał Ratzinger przygotował na wielkopiątkową drogę krzyżową w rzymskim Koloseum. Dla wielu słowa te brzmiały wręcz szokująco: „Panie, tak często Twój Kościół przypomina tonącą łódź, łódź, która nabiera wody ze wszystkich stron. Także na Twoim polu widzimy więcej kąkolu niż zboża. Przeraża nas brud na szacie i obliczu Twego Kościoła. Ale to my sami je zbrukaliśmy! To my zdradzamy Cię za każdym razem, po wszystkich wielkich słowach i szumnych gestach. Zmiłuj się nad Twoim Kościołem”. Nie przypadkowo tekst rozważań opisujący kondycję współczesnego Kościoła trafił rychło na sztandary katolickich tradycjonalistów, a w rozmowach ze Stolicą Apostolską odwoływał się do nich bp Bernard Fellay – przełożony generalny Bractwa Św. Piusa X.

W 2007 r. ogłosił motu proprio Summorum Pontificum, które bez ograniczeń zezwala każdemu księdzu na odprawianie mszy trydenckiej. Na początku 2009 r. następca św. Piotra polecił ogłosić dekret o „zwolnieniu” z kary ekskomuniki biskupów wyświęconych przez abp. Lefebvre w 1988 r. Papież zaprosił Bractwo Św. Piusa X do rozmów, które mimo burz i wichur wciąż trwają…

 

/

Bernad Tissier de Malerais, Marcel Lefebvre. Życie, Dębogóra 2010, ss. 740

*Sławomir Cenckiewicz (ur. w 1971 r.) - historyk, autor wielu publikacji naukowych i źródłowych. Opublikował m.in.: "Oczami bezpieki. Szkice i materiały z dziejów aparatu bezpieczeństwa PRL" (nagroda w Konkursie Literackim im. Józefa Mackiewicza w 2005 r. oraz wyróżnienie w Konkursie Literackim im. Brutusa w 2005 r.), "Tadeusz Katelbach (1897-1977). Biografia polityczna" (Nagroda im. Jerzego Łojka w 2006 r.), "Sprawa Lecha Wałęsy" (wyróżniona nagrodą w Konkursie Literackim im. Józefa Mackiewicza w 2009 r.), "Śladami bezpieki i partii. Studia. Źródła. Publicystyka i Gdański Grudzień ‘70. Rekonstrukcja. Dokumentacja. Walka z pamięcią", "Anna Solidarność".

 

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ POLEMIKĘ Z TYM TEKSTEM TOMASZA TERLIKOWSKIEGO:

 

Terlikowski: Lefebvre, Jan Paweł II i Vaticanum II

Odsłon: 9779



Komentarze: 64

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Mitochondrium Mitochondrium napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 08:41

    Trudno nie zauważyć dobrej woli w dialogu naszego Papieża...

    Pojednanie nie może dokonywać się jednak na zasadzie: "tupnę nogą i mam mieć czego chcę, bo inaczej nici ze zgody" - a taką przyjęli zdaje się Lefebryści. Nie mają w istocie Ducha Chrystusowego, dążącego do komunii wiernych.

  2. Zobacz profil Lolejszon Lolejszon napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 08:49

    Piękne świadectwo....ale jeden niuans: "nie będę służył!"  - no cóż, "po owocach ich poznacie"

  3. Zobacz profil Lubiniak Lubiniak napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 09:01

    Z tego tekstu wynika, że Benedykt XVI pomylił się i to mocno. To biskup Lefebvre  powinien być błogosławiony, a nie Jan Paweł II. To francuz ma większe zasługi, a nie ten Polak, który śmiał rozmawiać z innymi religiami i kontynuował to, że Masza prowadzona w językach ojczystych jest zrozumiała dla ludzi. 

  4. Zobacz profil Mitochondrium Mitochondrium napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 09:08

    Lubiniak,

    nie zasługi się liczą, ale Prawda. Jeśli mierzyć ją ilością zwolenników, to w naszym kraju najprawdziwsze sa obietnice PO.

  5. Zobacz profil gregkilla gregkilla napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 09:59

    tekst stronniczy.

  6. Zobacz profil Franki Franki napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 10:28

    @ Lubiniak

    "kontynuował to, że Masza prowadzona w językach ojczystych jest zrozumiała dla ludzi"

    wyobraź sobie iż max 2 lat uczestnicze w Mszy Trydenckiej i w 100 % jest ona dla mnie czytelna i zrozumiala, ba nawet wczoraj uczestniczyłem w Mszy sprawowanej przez obcokrajowca szwajcara  bp Fellaya i o dziwo wszytsko rozumiałem !!!!!! sądzisz iz NOMa mógłby u nas odprawic i bysmy go rozumieli?

  7. Zobacz profil Lubiniak Lubiniak napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 10:29

    @Mitochondrium – oczywiście, że nie zasługi się liczą a Prawda. Chociaż może najlepiej byłoby powiedzieć, że liczą się zasługi w głoszeniu PRAWDY.

    Wiadomo, że Prawda jest tylko jedna. Należy sobie zadać pytanie, kto w tym wszystkim miał rację? Czy Jan Paweł II nakładając na Bractwo ekskomunikę, czy lefebryści, którzy zbuntowali się? Prawda jest tylko jedna.  Więc albo Papież Polak, strasznie się pomylił i nie dostrzegł świętości Lefebvre, albo francuski biskup naprawdę błądził i przez to został wykluczony ze wspólnoty Kościoła. Jedno albo drugie. Nie może być gdybania i niejasności w tej sprawie. Proszę odpowiedzieć sobie na te pytania.

    Cenię pana Cenckiewicza za dociekliwość historyczną, ale w tym tekście zabrakło wielu ważnych informacji. (Uważam podobnie jak @gregkilla, że teks jest stronniczy) Ciekawe dlaczego.  Na przykład, tego, że rozmowy lefebrystów z Watykanem idą jak po grudzie. Mimo ustępstw Benedykta XVI, Bractwo ciągle stawia warunki i odrzuca papieską rękę wyciąganą do zgody.

    Zabrakło również sprawy Richarda Williamsona . Czy to nie ten biskup z Bractwa Św. Piusa X mocno zaniżał ilość zamordowanych Żydów w obozach koncentracyjnych? Nawet negował istnienie komór gazowych. A może antyżydowskie nastawienie było też powodem tego, że Jan Paweł II nie mógł się z nimi porozumieć?

    Zabrakło tych spraw, natomiast mogliśmy przeczytać na przykład opis modlitw  w Asyżu i to, że to spotkanie właśnie spowodowało, że Lefebvre postanowił wyświęcić swoich biskupów (w tym Richarda Williamsona). Chciałbym kiedyś przeczytać opracowanie o historii Lefebvre i jego Bractwa bardziej obiektywne. Poznać również te sprawy, które przez działalność francuskiego biskupa nie przyczyniły się dobrze dla Kościoła Katolickiego. Większość artykułów na „Frondzie” jakoś pozytywnie stara się pokazać zachowanie tego zbuntowanego biskupa. Chciałbym poznać również głos tej drugiej strony, powody i ich uzasadnienie, że podjęto tak radykalne środki jak EKSKOMUNIKA.   

    A i jeszcze jedna ważna sprawa, już nie historyczna, a bardziej (nazwijmy to) teologiczna. Biskup Lefebvre pięknie mówił jaką postawą powinni kierować się księża i duchowni. Nie wspominał jednak o podstawowej - pokorze. A patrząc na jego postępowanie, właśnie POKORY najbardziej mu brakowało. A szkoda, bo w Kościele mogły bez większych problemów funkcjonować dwa skrzydła, to bardziej konserwatywne francuskiego biskupa i to „postępowe” polskiego Papieża. 

  8. Zobacz profil Jaroslaw Moser Jaroslaw Moser napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 11:05

    @Lubiniak. Bardzo rozsądna refleksja. Artykuł powyższy nie tylko jest stronniczy, ale jest to czysta manipulacja.

  9. Zobacz profil Franki Franki napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 11:12

    Lubiniak możesz mi powiedzieć co do tej całej sprawy pojednania FSSPX i SA ma bp Williamson i jego głupoty o Żydach? czy negowanie wojny Burskiej, powstania Chmielnickiego czy mordu na Ormianach ma coś do rzeczy? Czy z tego powodu nie nalezało odwołać ekskomuniki? A teks jest stronniczy ponieważ Cenckiewicz jest od lat swiązany z Bractwem, tylko stronniczy nie musi znaczyć nieprawdziwy

  10. Zobacz profil Lubiniak Lubiniak napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 11:14

    @Franki

    Nie wątpię, że dla ciebie Msza prowadzona w starym rycie jest zrozumiała. Ale czy w nowym nie jest bardziej zrozumiała? Zresztą ja nie rozumiem całego tego zamieszania z Mszą Świętą. Jej ważność i powaga nie zależy przecież od tego w jakim języku się ją sprawuje, czy są tam grane chorały gregoriańskie, czy piosenki oazowe, ale od nastawienia ludzi. Jeśli uczestniczą w niej z miłości do Boga, to może być ona przeprowadzana nawet pod gołym niebem bez pieśni i w języku „ludowym”,  a będzie ona wspaniałym i niepowtarzalnym wydarzeniem dla Boga i ludzi. Przypominam, ze Karol Wojtyła odprawiał msze w terenie nad rzeką, pod krzyżem zrobionym z wioseł. Czy te msze były profanacją? A może profanacją są msze, w których modląc się do Boga później duchowny mówi kazanie pełne nienawiści? Pisząc o tej nienawiści nie mam na myśli biskupa Lefebvre , czy innych kapłanów z Bractwa Św. Piusa X. Nie słyszałem ich kazań i ich wystąpień. (Może ktoś ma ich wypowiedzi i poda link to chętnie poczytam.) Ale czytając o ich niechęci do ekumenizmu zastanawiam się, jak oni chcieli pogodzić miłość do Boga z miłością do dzieci bożych (bo nawet niewierzący czy wierzący „inaczej” ZAWSZE są dziećmi bożymi). Czyżby zapomnieli o tych ważnych słowach Jezusa: „Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.

  11. Zobacz profil Jaroslaw Moser Jaroslaw Moser napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 11:25

    @Franki. Mówisz, że "stronniczy nie musi znaczyć nieprawdziwy". Mylisz się. Stronniczy oznacza częściowo prawdziwy, eksponujący tylko jedną stronę sprawy. A częściowa prawda jest kłamstwem.  Na podobnej zasadzie moglibyśmy napisać biografię Hitlera koncentrując się wyłacznie na tym, jak biednym był dzieckiem z powodu surowości ojca, jak duże uzdolnienia artystyczne przejawiał szkicując i jeżdżąc na festiwale wagnerowskie do Bayreuth  i jak w życiu dorosłym konsekwentnie praktykował wegetarianizm.  W twoim ujęciu byłoby to co prawda stronnicze, ale w końcu prawdziwe.

  12. Zobacz profil Franki Franki napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 12:07

    @Jarosław Moser

     

    czyli wg ciebie stronniczy to nieprawdziwy czyli jak jakiś 90 letni Ormianin napisze książke wspomniania o wymordowaniu 1,5 mln jego rodaków to Turcy powiedza iż to jest nieprawdziwe bo tylko eksopuje 1 stronę prawdy?

  13. Zobacz profil Franki Franki napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 12:11

    @ Lubiniak

    "Ale czytając o ich niechęci do ekumenizmu zastanawiam się, jak oni chcieli pogodzić miłość do Boga z miłością do dzieci bożych (bo nawet niewierzący czy wierzący „inaczej” ZAWSZE są dziećmi bożymi)"

    nie kumam o co ci biega kolego

    od kiedy miłość do Boga i miłośc do bliźniego musi przekładać się na miłość do błędów, herezji i grzechów wyznawanych i popełnianych przez innych bliźnich? miłujmy heretyków i jak już się z nimi spotkamy to mówmy dla ich dobra a więc z miłości do nich iż mają się nawrócić na wiare katolicką bo inaczej...

  14. Zobacz profil korek korek napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 12:20

    Ktoś kto dopuszcza, że Kościół może zaprzeczać Objawieniu, zdradzać Tradycję, tak naprawdę ma zupełnie fałszywy obraz Kościoła i nie wierzy w to samo co katolicy, którzy co niedziela mówią : wierzę w jeden, ŚWIĘTY, powszechny, apostolski Kościół..."

    .

    Dla abpa Lefebvra, Kościół może zdradzić Chrystusa, może wieść ludzi ku potępieniu, może zaprzeczyć każdej prawdzie, którą przekazał mu Chrystus.

    .

    Temu panu już dziękujemy.

  15. Zobacz profil Franki Franki napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 12:32

    korek mój ulubieńcu a jak dziś hierarchowie żeby nie napisać Kościół mówia o kościołach siostrzanych , mówią i piszą w dokumentach Lumen gentium iż Kościół Chrystusowy trwa łać.subsistit a nie "jest" Kościołem Katolickim czy trwa też w innych wspolnotach heretyków i schizmatyków to czy aby to lekko sie nie gryzie z CREDO które wspominasz?

  16. Zobacz profil korek korek napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 12:46

    Franki, mój logiku doskonały... czy nie widzisz, że argumentem: "a u was murzynów biją..." potwierdzasz mimowolnie zarzuty wobec abp. Lefebvre,a?

  17. Zobacz profil Franki Franki napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 12:53

    korek masz racje nie powinienem dodawac " a jak"

     

    poowinienem napisać że to nie abp zaprzeczał CREDO tylko dzisiejsi hierarchowie ci najwyżsi również czesto to robią

  18. Zobacz profil Wątpiący2 Wątpiący2 napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 12:59

    Jak ktos się chce dowiedzieć cos o Bractwie św. Piusa LINK

  19. Zobacz profil casimirus casimirus napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 13:03

    Lubiniak czy w sprawie bpa Wiliamsona dopuszczasz taką ewentualność jak przebaczenie, czy też usatysfakcjonować w pełni może Cię tylko ukamieniowanie?

  20. Zobacz profil Wątpiący2 Wątpiący2 napisał/a:

    Monday, 20 February 2012, 13:08

    @Lubiniak - Katolicy zawsze podkreślają że do przebaczenia potrzeba: wyznania winy, skruchy i szczerej woli poprawy. Dlatego wśród najbardziej zajadłcyh zwolenników ukarania byłych funkcjonariuszy komunistycznego państwa są przede wszystkim konserwatywni katolicy. Widać mamy rózne standardy. Czy bpa Wiliamson przeprosił, odwołał swoje poglądy. Może czegoś nie iwem ale nie. 

1 2 3 4 dalej »

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.