Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Krasnodębski: Wielkie spełnienie, czyli postliberalizm po polsku drukuj

Dodane przez: Redakcja Fronda.pl Kategoria: Polityka 02 June 2012, 13:19

Jako ideowa formacja polski liberalizm doznał zupełnego niemal uwiądu – w druku nie ukazuje się niemal nic godnego lektury i polemiki, nie pojawiła się żadna nowa idea, ograniczono się do straszenia PiS-em i propagandy prorządowej. Rozkwitł natomiast w praktyce, można rzec, że znalazł swoje spełnienie w Polsce Tuska, wreszcie zrealizował swoją istotę. Po pierwszej fazie, przyszedł w drugiej kadencji rządów PO czas, w którym można zinstytucjonalizować głębokie przemiany Polski dokonane w ostatnich latach.


/

„Demokracja peryferii”, w której zajmowałem się szczególnym wariantem polskiego liberalizmu jako dominującą filozofią publiczną III RP, kończyła się stwierdzeniem, że liberalizm w jego polskiej, pookragłostołowej wersji wyczerpał swoje możliwości. Rzeczywiście wkrótce potem zaczęła się nowa epoka. Wzbierała niechęć do rządów Leszka Millera i SLD. Afera Rywina ostatecznie pogrążyła Millera, ale także bardzo nadwyrężyła reputację Adama Michnika, jednego z ojców założycieli III RP i głównych twórców „polskiego liberalizmu”.


Jednak potem zamiast koalicji dwóch partii, deklarujących konieczność radykalnej przebudowy III RP, nastąpił ostry konflikt trwający do dziś. Mimo to w latach 2005-2007 usiłowano realizować wiele z formułowanych wcześniej postulatów i budować IV RP.
 
Próba zmiany
 
Dzisiaj widzimy, że był to zupełnie wyjątkowy okres. Niektóre dokumenty z tamtego czasu czyta się dzisiaj jakby pochodziły z bardzo odległej epoki. W centrum władzy pojawili się nowi ludzie. Dotychczasowe pokomunistyczne i posolidarnościowe elity musiały chwilowo je opuścić. Zmieniła się polityka historyczna. Zamiast koncentrować się na polskich winach, zaczęto także pokazywać polską wielkość. Podjęto próbę uporania się z komunistyczną przeszłością, co znalazło wyraz w ustawie lustracyjnej, która po raz pierwszy miała objąć także środowiska dotąd nietknięte, jak sędziowie czy profesorowie uniwersyteccy. Odwołanie się do katolicyzmu jako zwornika polskiej tożsamości stało się czymś oczywistym.


Polityka zagraniczna stała się bardziej samodzielna. „Kicz” pojednania polsko-niemieckiego skończył się dość gwałtownie, a zaczęła ostra dyskusja o pamięci i historii, o systemie głosowania w Unii, o relacjach z Rosją i z USA. W negocjacjach traktatu lizbońskiego Polska była ważnym, trudnym partnerem, choć ostatecznie zaakceptowała kompromis. Niewątpliwie punktem kulminacyjnym nowej polityki zagranicznej była słynna wyprawa Lecha Kaczyńskiego do Tbilisi wraz z prezydentami Ukrainy, Litwy i Estonii oraz premierem Łotwy, by ratować Gruzję. Trudno sobie wyobrazić, że dzisiaj byłoby to możliwe. Polska nie byłaby już w stanie zebrać wokół siebie tylu sprzymierzeńców z regionu, nie mówiąc już o mobilizacji do tego rodzaju niebezpiecznej misji głów państw. No i prawdopodobnie nikt już z Unii Europejskiej nie pofatygowałby się do Moskwy, by powstrzymywać Rosję.


Pojawił się wówczas również wyjątkowy jak na III RP pluralizm w mediach. „Gazeta Wyborcza” straciła monopol ideotwórczy. Wydawany przez niemiecki koncern „Dziennik” rzucił jej bezpośrednie, choć krótkotrwałe, wyzwanie. „Rzeczpospolita” stała się najważniejszym opiniotwórczym dziennikiem konserwatywnym, „Wprost” tygodnikiem śmiało podejmującym istotne problemy polityczne. W telewizji publicznej pojawiły się zupełnie nowe twarze, a jej prezesem na krótko został Bronisław Wildstein, jeden z najwybitniejszych polskich intelektualistów, znany z niezależności poglądów.
 
Kontrrewolucja establishmentu
 
Wszystko to wywołało gwałtowną reakcję establishmentu. Pisano o zawłaszczaniu państwa, o skoku na media. Lustracja wywołała gwałtowny opór środowisk akademickich, gorliwie podsycany przez media. Krytykowana była polityka zagraniczna jako nieefektywna, konfliktowa, izolująca Polskę, antyeuropejska. Za granicą, szczególnie w Niemczech, Polska była przedstawiania jako kraj ogarnięty homofobią i nacjonalizmem.


Po 2007 – i tym bardziej po 2010 – okazało się, że nie idzie o rzekomo gwałcone zasady, lecz po prostu o władzę w rękach ludzi, którym wydaje się, że się im ona z naturalnych względów należy. Wkrótce nikt już nie pamiętał ani o potępianiu zawłaszczania państwa, ani o apolityczności służby cywilnej, ani o odpartyjnieniu mediów publicznych, na które znowu trzeba płacić abonament, ani o prawach opozycji, ani o szacunku dla urzędu prezydenta. Nastąpiła skuteczna kontrrewolucja establishmentu. Jego odłamy podzieliły się władzą, uznając hegemonię PO, która zręcznie rozdaje przywileje, pacyfikując potencjalnych krytyków i nagradzając pomocników – posypały się ordery i stanowiska. Nikt, najlichszy nawet zapiewajło, nie pozostał bez nagrody. Ukoronowaniem procesu restauracji jest powrót Leszka Millera do sejmu i na stanowisko przewodniczącego SLD, polityków Unii Demokratycznej do Pałacu Namiestnikowskiego, „Gazety Wyborczej” do dominacji na (kurczącym się co prawda) rynku prasowym oraz - w roli pioniera łączącego autostradami Polskę z Berlinem – Jana Kulczyka do orszaku prezydenta RP. W zasadzie brakuje już tylko Lwa Rywina na stanowisku prezesa telewizji. Ale on, nieszczęsny, zadarł przecież z „Agorą”.
 
Ideowy uwiąd w dobie postpolityki
 
Co zaś stało się z „polskim liberalizmem”? Jak zmieniło go to polityczne zwycięstwo – fakt, że do pełni władzy, potwierdzonej ponownym zwycięstwem w wyborach, doszła formacja, która kiedyś odwoływała się do liberalnej tradycji (choć w wersji gdańskiej, nie warszawsko-krakowskiej)? Otóż jako ideowa formacja polski liberalizm doznał zupełnego niemal uwiądu – w druku nie ukazuje się niemal nic godnego lektury i polemiki, nie pojawiła się żadna nowa idea, ograniczono się do straszenia PiS-em i propagandy prorządowej. Rozkwitł natomiast w praktyce, można rzec, że znalazł swoje spełnienie w Polsce Tuska, wreszcie zrealizował swoją istotę. Po pierwszej fazie – fazie ostrożnych, ewolucyjnych kroków – przyszedł w drugiej kadencji rządów PO czas, w którym można zinstytucjonalizować głębokie przemiany Polski dokonane w ostatnich latach – równie głębokie, jak te, które dokonały się w pierwszych latach „transformacji”, co dopiero teraz zaczyna docierać do świadomości szerszej rzeszy Polaków.


Charakterystyczna dla liberalizmu niechęć do polityczności została teraz doprowadzona do skrajności – w 2007 radośnie obwieszczono „postpolitykę”, a więc daleko idącą depolityzację Polaków. Miano już tylko administrować, a nie rządzić. Zaniknęło niemal zupełnie tak kiedyś częste odwoływanie się do społeczeństwa obywatelskiego, jednego ze sztandarowych pojęć polskiego liberalizmu. Obecnie wszelkie formy samoorganizacji społeczeństwa, poza charytatywnymi, postrzegane są jako zagrożenie dla władzy, jako zbędny kłopot utrudniający rządzenie, niepotrzebne zakłócenie procesu podejmowania decyzji. Polacy mają oddać głos w wyborach, potem co najwyżej mogą pertraktować z władzą jako poszczególne klientelistyczne grupy, najlepiej jednak by siedzieli przed telewizorem, przy grillu lub w pubie. Emocje polityczne zostały skanalizowane i sprowadzone do ekscytacji kolejnymi rozłamami w PiS i do oburzania się bulwersującymi słowami Jarosława Kaczyńskiego.


Polacy mają się cieszyć „ciepłą wodą w kranie”, „Polską w budowie”, „zieloną wyspą”, modernizacją i dobrobytem, pochwałami zagranicy, prezydencją i Jerzym Buzkiem. Dopiero teraz zaczęto straszyć ich kryzysem i poproszono o finansowe wsparcie Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Przy czym owa „modernizacja” nie była rozumiana jako budowa silnej gospodarki, konkurencyjnej wobec innych gospodarek europejskich, jako podstawa siły państwa, jako zbiorowe dokonanie, lecz głównie jako otwarcie możliwości indywidualnej konsumpcji, możliwej dzięki dotacjom europejskim. Inni w tym myśleniu nigdy nie są konkurentami, lecz tylko partnerami i darczyńcami. Coraz słabszym zapewnieniom o przywiązaniu do zasad wolnego rynku towarzyszy propagowanie poglądu, że głównym czynnikiem rozwoju Polski są fundusze Unii Europejskiej, co znalazło wyraz w ostatniej kampanii wyborczej, z jej głównym hasłem zapewnienia 300 miliardów złotych z kasy Unii. Ostatecznie „wolnorynkowość” sprowadza się do obrony interesów wielkich koncernów zachodnich działających na terenie Polski, interesów najbogatszych Polaków i interesów najbogatszych regionów Polski.

 

rzeczywspolne.pl 

Odsłon: 1300



Komentarze: 9

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Tadeusz73 Tadeusz73 napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 14:08

    Myślę, że jedyna skuteczna metoda na dotarcie do umysłów "młodych, wykształconych (:-)) z wielkich miast", wiedzie przez kieszeń. Wtedy wielu ludziom, o dziwo, wraca trzeźwość osądów. Prawda, że nie wszystkim, ale jednak dużej części. Opozycji nie wystarczy tylko siedzieć i czekać, aż samo przyjdzie, tylko się przygotować. I nie chodzi tylko to tą szufladę pełną ustaw, ale przede wszystkim o wyrobienie nowych sprawnych kadr, aby nie powtórzyła się sytuacja z lat 2005-2007, kiedy to PiS musiał posiłkować się częściowo starą kadrą, a częściowo z odzysku, np. z UD. Z tymi ostatnimi było najweselej. Wielu było nieporadnych. Np. wiedzieli, że UD, UW + Wałęsa to był zły wybór, ale często gubili się w nowej sytuacji. Nie wiedzieli co robić, co czytać, skąd brać informacje. Żal mi ich było :)

  2. Zobacz profil man.of.Stagira man.of.Stagira napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 14:20

    nie widzę jakoś tych orłów intelektu po prawej stronie - tak powinno się spuentować wywód Pana Profesora. Cały problem w tym, że postpolityka wytwarza postinteligenta.

    Środowiska prawicowe, w Polsce, nie znajdują właściwej odpowiedzi na sytuację nie tylko dlatego, że działają w otoczeniu niedemokratycznym per se. To nic nowego. Prawica dostosowała się do tej sytuacji i jej własny dyskurs stał się per se postinteligencki. Jeżeli ktoś miał złudzenia czy nadzieje związane z jakimś think-tank po prawej stronie wokół Teologii Politycznej, przeżył radykalne przebudzenie w ostatnich miesiącach. Nie ma orłów. Więc rozdziobują nas kruki i wrony.

  3. Zobacz profil Megi Megi napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 14:39

    Wielkie spełnienie. Tylko czego?

    Zawodu i rozgoryczena pokolenia młodych pełnych wiary i optymizmu Polaków, którzy wchodzili w dorosłość  z przekonaniem  . że  to , co najgorsze mamy za sobą.

    W 1980 r. pamiętam to bardzo dobrze moje pokolenie nastolatków, odkrywało wartość życia w wolności zapoczątkowanej przez działania " Solidarności".

    Wierzyliśmy w dobro obrad 1989r, w Magdalence.

    Byliśmy przekonani, że w miejscu gdzie znajdują się, obrońcy praw godności człowieka.

    Mam na uwadze przede wszystkim przedstawicieli KK w Polsce, to my młodzi możemy być na 1000% nie 100% pewni, że Duch Święty ,  Którego  BŁ Jan Paweł prosił w1979r przemieni oblicze polskiej ziemi.

    Po 23 latach decyzji, które dzisiaj koncentrują się jak sam prof. Krasnodębski

    zauważa dotyczą :

    obrony interesów wielkich koncernów zachodnich działających na terenie Polski, interesów najbogatszych Polaków i interesów najbogatszych regionów Polski.

    To bardzo boli.

    Najgorsze w istniejącej sytuacji jest , to że inercja etyczna i indyferentyzm moralny również KK w Polsce,  daje  przyzwalenie i apro batę  krzywdzenia nas uczciwie żyjących ludzi.

     

     

  4. Zobacz profil Jacek Schmidt Jacek Schmidt napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 14:43

    Surething - może zmień okulary, cobyś przejrzał? W polskiej rzeczywistości jedynie po prawj stronie w tym momencie dzieją się rzeczy ciekawe i kreatywne

  5. Zobacz profil Megi Megi napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 15:00

    Pisząc o krzywdzie mam, na uwadze niegodziwe zachowanie władz UKSW. które jak wiemy usunęły prof. Krasnodębskiego z uczelni nb. w czasie , kiedy Środa Magdalena usilnie się tego domagała.

  6. Zobacz profil Megi Megi napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 15:05

    LINK

  7. Zobacz profil man.of.Stagira man.of.Stagira napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 15:09

    @Jacek Schmidt. Tak, ale na samym "dole". Nie ma elity, technicznie rzecz ujmując.

  8. Zobacz profil Tadeusz73 Tadeusz73 napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 15:51

    Mimo usilnego szukania świetnego pomysłu na zmianę sytuacji w Polsce, chyba coraz więcej ludzi (mam taką nadzieję) uświadamia sobie, że nie unikniemy ciężkiej, mało atrakcyjnej, pokornej wręcz pracy organicznej. To dotyczy świadomości historycznej, przewartościowania pupili kultury, systemu wartości, zmian mentalności, wpojenia odpowiedzialności i gospodarności, aby na tych podstawach budować wolny i odpowiedzialny polityczny naród. Niestety to harówka i nawet osoby tego świadome nie tryskają entuzjazmem myśląc i mówiąc o tym. Pod koniec XIX wieku praca organiczna zajęła, w zależności jak liczyć, co najmniej 40 lat i więcej. Prof. Krasnodębski robi dobrą robotę śledząc i obnażając tzw. liberalizm w Polsce. Ale wyciągnięcie wniosków, a ich upowszechnienie wśród zwykłych zjadaczy chleba, to dwie różne rzeczy. Trzeba to przetłumaczyć na normalny język (np. jak się to ma do mojego zwykłego życia? Dlaczego idee mają konsekwencje? Dlaczego to takie ważne?) i puścić w eter. To praca dla całego sztabu ludzi.

  9. Zobacz profil Megi Megi napisał/a:

    Saturday, 02 June 2012, 17:04

    @ Tadeusz73

    jaka jest twoja propozycja skutecznej metody pracy organicznej?

1

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.