To, że „Gazeta Wyborcza” nie znosi Jarosława Gowina jest dość oczywiste. Ale, że zdecyduje się prezentować stanowisko, w którym za „służalczość” sędziego Milewskiego odpowiada minister sprawiedliwości, jest jednak pewnym zaskoczeniem. A jednak na wojnie ideologicznej nie ma głupoty, której nie da się zaprezentować.

Wywiad z sędzią Milewskim robi wrażenie kuriozalne. Sędzia przekonuje, że nie był służalczy, tylko grzeszczny, i że zawsze taki jest, gdy dzwoni ktoś ważny (na przykład prezydent miasta). Milewski podkreśla także, że musiał rozmawiać. - Ale chyba pan rozumie, że kancelaria dzwoni w sprawie nietuzinkowej, która cały czas nabierała rozpędu, którą żyje cała Polska – podkreśla.
- Uważam, że rozmowa o terminie nie narusza sędziowskiej niezawisłości. Wykonując czynności administracyjne prezesa, miałem obowiązek rozmawiać. Gdyby pan jutro zadzwonił i zapytał o termin, też bym rozmawiał – podkreśla . I dodaje, że „gdy dzwoni urząd wojewódzki czy prezydent miasta, zawsze staram się grzecznie rozmawiać, być miły”.
A później nadchodzi na wspomagany przez dziennikarzy „GW” atak na Gowina. - Moim zdaniem pan minister ten Gdańsk rozgrywa politycznie dla siebie, takie mam wrażenie – mówi sędzia. A redakcja nadaje wywiadowi tytuł: „Mój sąd jest szkalowany przez Gowina”... Jednym słowem wszystko jasne – mamy grzecznego sędziego i paskudnego ministra, który szkaluje uprzejmych dla władzy sędziów... I to ministra, który chce rozbić sitwę trzeba zwolnić, a sędziemu może jakiś orderek?
Komentarze
0 komentarzyDodawanie komentarzy wymaga zalogowania.