Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Francja jest niedobrym kusicielem Niemiec drukuj

Dodane przez: Redakcja Fronda.pl Kategoria: Świat 31 января 2012, 10:27

/

- Nie ma zagrożenia federalizmem europejskim i budową Stanów Zjednoczonych Europy – przekonuje dr Marek Cichocki, ekspert ds. europejskich Uniwersytetu Warszawskiego.

 

Prof. Zdzisław Krasnodębski zauważa, że w ostatnich latach mamy do czynienia ze słabnięciem poparcia dla idei europejskiej w Niemczech. Tamtejsze społeczeństwo w coraz większym stopniu zaczyna jednoznacznie mówić o potrzebie dbania jedynie o swój narodowy interes. Wydaje się, że kolejni bankruci, którzy ustawiają się w kolejce po pomoc finansową, tylko przyspieszają ten proces. W połowie listopada irlandzka prasa podała, że wstępny budżet tego kraju na przyszły rok, zanim jeszcze trafił do parlamentu w Dublinie, znalazł się w komisji budżetowej Bundestagu. Nawet nie w Komisji Europejskiej, ale w niemieckim parlamencie. Wielu obawia się, że obecny kryzys zostanie wykorzystany przez Berlin, Paryż i brukselskich urzędników do centralizacji władzy, a idea federalizmu europejskiego jest do tego wygodnym narzędziem. 


 

Jeżeli chodzi o perspektywy federalizmu europejskiego, to tego typu zagrożenie w ogóle nie istnieje. To, co w tej chwili dzieje się w Europie, to nie jest proces budowania federalistycznej struktury pod przewodnictwem Niemiec, tylko tworzenie w sytuacji kryzysu, bez całościowego planu, w dużym stopniu pod presją swoich własnych, partykularnych, narodowych interesów nowego systemu zarządzania w Europie, który jest konstruowany poza dotychczasowymi rozwiązaniami traktatowymi i prawnymi Unii Europejskiej. W tym sensie jest on niebezpieczny, gdyż jest stosunkowo autorytatywny. W niewielki sposób powiązany jest z obecnymi ponadnarodowymi rozwiązaniami prawnymi i instytucjonalnymi. Z punktu widzenia państw małych, bądź słabych w UE konstrukcja proponowana przez duet Merkel Sarkozy może okazać się bardzo niekorzystna. Ich zdolność realnego wpływania na kierunek funkcjonowania tych nowych mechanizmów może być jeszcze mniejsza niż to miało miejsce do tej pory. 


 

W memoriale, będącym zarysem przyszłości Europy, minister spraw zagranicznych Niemiec Gido Westerwelle pisze, że powinna być ona zjednoczona nie tylko wspólną walutą i obszarem wolnego handlu, ale także gospodarczym rządem o bardzo szerokich prerogatywach. Cytuję: "Jeśli dane państwo objęte programem pomocy Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego nie będzie w stanie wypełniać szczegółowych warunków wsparcia zostaną mu narzucone konkretne rozwiązania budżetowe. Byłyby np. możliwe cięcia wydatków lub poszukanie nowych źródeł dochodu.” To tylko jeden z wielu przykładów jaki podnoszony jest w kontekście lęku przed niemiecką dominacją i chęcią powiększania władzy przez brukselską administrację. Jak w tym kontekście mają się sprawy bezpieczeństwa i wolności, o których pan pisał w artykule „Nowy porządek w Europie” („Rz” 16.11.2011). 


 

To jest fundamentalny problem, opisujący to, co obecnie dzieje się w Europie. Kryzys finansowy jest związany z interesem już nie tylko kredytobiorców indywidualnych, prywatnych, ale także z wypłacalnością poszczególnych państw, które w dużym stopniu kształtowały na kredyt swoją politykę socjalną albo rozwojową. Ludzie widząc to, co się dzieje, stając w obliczu zaciskania pasa, redukowania poszczególnych elementów systemu socjalnego itd., a także pytając się o swoje emerytury i oszczędności, koncentrują uwagę na problemie własnego bezpieczeństwa. Z drugiej jednak strony nie możemy zapominać o tym, że jednym z podstawowych filarów politycznej kultury europejskiej jest wolność zarówno w aspekcie politycznym, jak i aspekcie ekonomicznym. Dlatego trzeba dziś pytać o dalsze perspektywy funkcjonowania demokratycznego, konstytucyjnego państwa parlamentarnego jako podstawowego osiągnięcia politycznego współczesnej Europy w dziedzinie wolności. Kiedy obserwujemy to, co się działo w kontekście kryzysu ze Słowacją, z Grecją, z Włochami, czy tego, co się dzisiaj dzieje wokół Węgier i jej nowej konstytucji, widzimy, że w Europie mamy do czynienia nie tylko z problem bezpieczeństwa, ale i wolności. Jeżeli ten kłopot miałby się pogłębiać, to w istocie dotknął by on najgłębszych fundamentów europejskiej cywilizacji. W tej sytuacji kryzys, który dziś dotyczy kwestii finansowych, musiałby być zdefiniowany jako kryzys polityczny, a nawet kulturowy.


 

Czy mamy do czynienia ze zmianami, które obmyślane są wyłącznie w Berlinie, czy wciąż mamy do czynienia z tandemem Sarkozy – Merkel? Czy to nie jest tak, że rola Paryża w tym duecie zmniejsza się wraz z doniesieniami o coraz gorszej sytuacji ekonomicznej tego kraju i obniżeniem jego ratingu? 


 

Na pewno Francja odbywa w tych projektach bardzo znaczącą rolę. Nie da się zrozumieć tego, co się działo w Europie Zachodniej po II wojnie światowej bez uwzględnienia relacji pomiędzy Paryżem i Berlinem. Problem polega na tym, że wcześniej charakteryzowała się ona francuskim przywództwem politycznym i militarnym. Jednocześnie Niemcy przez długi czas samoograniczały się. W kraju tym postrzegano to jako rodzaj strukturalnej samodyskryminacji, co pozwalało Niemcom po ’45 roku funkcjonować w obiegu międzynarodowym. Teraz jednak sytuacja uległa zmianie, Francja nie jest bowiem już tak pewna siebie w sensie politycznym i militarnym dlatego, że jej możliwości oddziaływania w polityce światowej w ostatnim czasie znacznie się skurczyły.


 

Jakie są więc francuskie plany?


 

Zasadą polityki francuskiej jest od pewnego czasu odtworzenie w UE tzw. małej Unii, czyli takiej, która de facto relatywizowałaby wszystkie polityczne konsekwencje rozszerzenia choćby z 2004 roku. W takiej mniejszej Unii Francja ma znacznie większe pole manewru i może w większym stopniu oddziaływać na Niemcy. Właśnie dlatego Francję określam jako niedobrego kusiciela, któremu Niemcy ulegają.


 

Rozmawiał Petar Petrović (Polskie Radio)

Odsłon: 2491



Komentarze: 9

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil nick_zastępczy nick_zastępczy napisał/a:

    Tuesday, 31 January 2012, 17:34

    mam wrażenie, że ani duża ani mała Unia Francji już wiele nie pomoże.

    Od dłuższego czasu jest jasne, że prędzej czy później w niemiecko-francuskim układzie Francja zjedzie na bocznicę i to właśnie się dzieje. Jedyni, którzy nie zdawali sobie z tego sprawy to zadufani w sobie Francuzi.

    Zabawne, że gwoździem do francuskiej trumny okazało się euro, tak mocno przez Francję forsowane.

    I tak to dzięki sztucznie wywołanemu "kryzysowi" Berlin przejmuje kontrolę nad kontynentem - co nie udało się militarnie gładko poszło ekonomicznie.

     

  2. Zobacz profil Gotowin Gotowin napisał/a:

    Tuesday, 31 January 2012, 20:48

    Fajne zdjęcie. Merkel: "To wszystko przez was", Sarkozy: "To wszystko przez nią".

  3. Zobacz profil Antex Antex napisał/a:

    Monday, 02 January 2012, 01:38

    Dlaczego paryskie Pola Elizejskie są zadrzewione?

    Bo niemieckie wojsko woli maszerowac w cieniu!!!

  4. Zobacz profil Etanim Etanim napisał/a:

    Monday, 02 January 2012, 12:17

    Od lat mieszkając w Niemczech przyglądam się słabnącemu euroentuzjazmowi ich obywateli. O ile jeszcze ten entuzjazm był widoczny przed 10-15 latami, o tyle po przyjęciu waluty euro w 2002 r. zaczął znacząco słabnąć. W powszechnej opinii Niemców to ich gospodarka ciagnie za sobą zacofane gospodarki europejskie innych członków UE (Niemcy były zawsze finansowym "dawcą" uni). Jak pokazują sondaże dzisiaj ponad połowa Niemców, chce wystąpienia ich kraju ze struktur UE. Czy zatem pokazuje to, że przecietny Niemiec pragnie "kontroli nad kontynentem" jak pisze jeden z moich przedmówców? Na spotkaniach towarzyskich panuje powszechna opinia "Raus aus der EU!" - Niemcy mają dość sponsorowania ze swoich podatków nienasyconych, przestarzałych gospodarek Grecji czy Hiszpanii (również dokładania do gospodarek nowych członków). Jeśliby dzisiaj powstała partia, któraby wbrew politycznej poprawności, żądała wystąpienia Niemiec z UE, na pewno zyskałaby poparcie Niemców. Oczywiście politycy żyją w swoim zakłamanym świecie.

  5. Zobacz profil nick_zastępczy nick_zastępczy napisał/a:

    Monday, 02 January 2012, 13:45

    @Etanim

    To co Kolega pisze świadczy tylko o tym, że przeciętny Niemiec nie bardzo rozumie co się dzieje.

    Koń by się uśmiał z niemieckiego "sponsorowania" Grecji - najpierw ich zadłużyli w niemieckich bankach, za kredyty sprzedali niemieckie towary, teraz wszyscy się zrzucają aby spłacić kasę tymże niemieckim bankom.

    Do tego Niemcy sami pożyczają kasę na rynku emitując obligacje z ujemną rentownością i potem wspaniałomyślnie pożyczają Grecji na ładny procent. Tylko więcej takich "kryzysów".

     

  6. Zobacz profil Etanim Etanim napisał/a:

    Thursday, 02 February 2012, 00:35

    Rozumiem zatem, że przeciętnemu Niemcowi potrzebne jest oświecenie. A Kolega wie, co się dzieje... Zatem jeśli można, chciałbym prosić o argumentację swoich wypowiedzi. Może jakieś przykłady, źródła, ciekawe linki. Chyba, że kolega sam jest autorytetem w dziedzinie finansów. Mi, przyznaję to szczerze - laikowi w dziedzinie światowych finansów, też nasunęło się parę pytań.

    Po pierwsze, jak można pożyczyć od kogoś pieniądze nie zdając sobie z tego sprawy? Jeśli (Niemcy) zadłużyli Greków w niemieckich bankach, to rzeczywiście jest to straszliwy przekręt, który powinien być żródłem conajmniej wojny. Bo o ile zrozumiałem to zdanie, to nie Grecy się zadłużyli, ale zostali zadłużeni przez Niemców.

    Jak można za kredyty (własność banków) "sprzedawać" towary (własność firm)? A może są jakieś banki, które prowadzą produkcję przemysłową...

    Co to znaczy, że "wszyscy się zrzucają, aby spłacić kasę tymże niemieckim bankom"? Interesuje mnie tu zwłaszcza słowo "wszyscy", kogo ono oznacza?

    I jeszcze jedno, kogo miał Kolega na myśli pisząc "niemieckie banki"? Czy chodzi o Deutsche Bundesbank, czy o jakieś banki komercyjne?

    W moim poście napisałem jedynie, o czym mówią na co dzień Niemcy, z którymi pracuję. Mają już dość Uni. Nie bawiłem się w żadne analizy finansowe. I ręczę Koledze, że nikt z moich znajomych nie ma ochoty "przejmować kontroli nad kontynentem". Raczej życzą sobie, by się Unia od nich serdecznie odczepiła. Pozdrawiam

  7. Zobacz profil nick_zastępczy nick_zastępczy napisał/a:

    Friday, 02 March 2012, 01:03

    "Rozumiem zatem, że przeciętnemu Niemcowi potrzebne jest oświecenie"

     

    Nie, przeciętnemu Niemcowi nie jest potrzebne żadne oświecenie, a im dłużej będzie utrzymany w nieświadomości tym lepiej dla Rzeszy. Zwykły Niemiec ma czuć się bardzo pokrzywdzony rzekomo finansując Grecję i głośno na to narzekać jaki on biedny.

     

    Jeśli odrzucić cały medialny bełkot wokół "kryzysu" to pod spodem kryje się banalnie prosty mechanizm ekonomiczny. Po wprowadzeniu euro Grecy dostali zbyt mocną walutę jak na swoją gospodarkę i zbyt niskie stopy procentowe. W rezultacie z jednej strony ich gospodarka dramatycznie straciła na konkurencyjności, a z drugiej zagraniczne towary stały się relatywnie tanie, tak samo jak nagle tani stał się kredyt . A tak się akurat składa, że największym eksporterem towarów na kontynencie są Niemcy - Kolega sobie sprawdzi - więc siłą rzeczy to niemiecki przemysł odniósł z tego największe korzyści. Kolega może tez sobie sprawdzić bilanse handlowe bo mogą być bardzo pouczające.

    Głownymi z kolei nabywcami geckich obligacji, czyli dostarczycielami taniego kredytu, były banki francuskie i... niemieckie.

    No i teraz pojawił się kłopot - cały proceder zaszedł tak daleko, że Grecja nie jest w stanie tych obligacji obsługiwać i niemieckie banki wypchane po uszy greckimi obligacjami mają duży problem ze swoimi bilansami.

    Cóż więc wymyślono? Proste - zorganizować europejską zrzutkę, czyli "pomoc" dla Grecji aby mogła zadłużenie dalej spłacać. Tutaj Kolega może sobie poszukać choćby hasła EFSF. W rezultacie tej "pomocy" w spłacie długu Grecja nie widzi z niej ani centa bo pieniążki lądują od razu u w/w właścicieli obligacji.

    To tak w dużym skrócie. Podobny mechanizm zadziałał nie tylko w Grecji ale praktycznie we wszystkich słabszych gospodarkach, którym zaaplikowano "cudowną receptę na kryzys" czyli euro.

     

  8. Zobacz profil man.of.Stagira man.of.Stagira napisał/a:

    Friday, 02 March 2012, 19:20

    @Etanim. Interesujące obserwacje. Myślę, że coś jest w tym co Pan pisze. Nie neguję ich. Jest jednak jeszcze poziom strategii państwa. A Niemcy, to, jak mawia pewien klasyk, państwo poważne. Może nawet zbyt poważne, chciałoby się czasem rzec. Jednak, odnosząc się do rozmowy z Panem Cichockim (integrując zarazem Pańską wypowiedź jw.) widzę tu współwystępowanie na różnych poziomach różnych retoryk i tendencji w wypowiedzi Pana M.C. Przy całym szacunku do M.C. jego wywód prowadzi do wniosku o zagrożeniu kultury wolności w Europie wywołanym kryzysem finansowym. Jeżeli zagrożona staje się kultura polityczna kontynentu, trudno doprawdy zrozumieć co mówi nam Pan Marek. Jest bowiem jasne, że w sytuacji kryzysu powstaje potrzeba "mocnego przywództwa". Kto, pytam się, poza Niemcami jest w stanie taką funkcję podjąć w Europie? Nikt. Sam wywód Pana Marka, prowadzi zatem do wniosku sprzecznego z tezą wyjściową o tyle, że wydedukował osobiście możliwe ciążenie (choć nie wypowiedział tego) w stronę najmocniejszej gospodarki i najsilniejszego państwa w Europie. Jednak, że jeżeli coś mówi prof.Krasnodębski - to, to jest fałszywe. Jeżeli to samo, wychodząc z analizy ogólnej wnioskuje M.Cichocki - to, to jest prawdziwe. Takie "poszukiwanie prawdy" na manowcach uczciwości intelektualnej. Pan M.C. martwi się raczej o to, co powiedzą jego umiarkowani centrystyczni obserwatorzy niż o to, żeby się własnomyślnie nie pochlastać. No i pochlastał się, jako żywo. Nic dodać, nic ująć.

  9. Zobacz profil Etanim Etanim napisał/a:

    Monday, 02 July 2012, 22:50

    Poza mechanizmami finansowymi, o których się tu tak skrupulatnie przypomina, warto przyjrzeć sie jeszcze jednemu. Czy rzeczywiście Grecy (i im podobni) są jedynie ofiarami? Wygórowane pensje i emerytury, nie wspominając już o sławnych dodatkach za pracę w budynku bez windy, z jednej strony śmieszą, a z drugiej pokazują do czego może doprowadzić życie na kredyt. Prawda, Unia Europejska nie pilnowała wystarczająco, czy przestrzegany jest układ z Mastricht, ale czy Grecy są małym dzieckiem, które trzeba mieć na oku?

    Z drugiej strony, rozumiem, że np Polska, będąc na miejscu Niemców zachowałaby sie bardziej honorowo i postanowiła wzorem Matki Teresy nie zarabiać na biednych Grekach. Chyba nie ma sensu obwiniać Niemców za to, że są największym eksporterem na kontynencie.

    Nastroje eurosceptyczne nasilają się jednak wśrod tego społeczeństwa. I moim zdaniem to one mają większe znaczenie niż prowadzona na poziomie strategii państwa (o której wspomina @Surething) dyskusja o "mocnym przywództwie" w Europie. I dlatego rynek polityczny w Niemczech tak dzisiaj się chwieje. Dochodzą do głosu coraz bardziej egzotyczne paradygmaty. Przykładem są Piraci, Zieloni czy Die Linke. Wypaleni liberałowie z FDP, nieumiejąca znaleźć swojego miejsca SPD, czy coraz bardziej pogubieni w tym wszystkim chadecy, patrzą ze strachem, jak z roku na rok (wyborów do wyborów), ubywa im głosów, na korzyść tych wspomnianych w poprzednim zdaniu. Polityczna poprawność, aby na siłę ratować Unię Europejską staje się coraz bardziej niepotrzebnym balastem. Pozdrawiam dyskutujących

1

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.