Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

Czy doczekamy się pierwszego świętego samuraja? drukuj

Dodane przez: Redakcja Fronda.pl Kategoria: Kościół 22 lutego 2012, 19:43

W katedrze w Osace, przed monumentalną mozaiką przedstawiającą Matkę Bożą z Dzieciątkiem w stylu japońskim oraz klęczącego u Jej stóp chrześcijańskiego samuraja Takayama Ukona (1552-1615), odbyło się sympozjum oraz Msza św. w intencji jego beatyfikacji. O wydarzeniu tym pisze najnowszy numer tygodnik japońskich katolików "Katorikku Shinbun". Eucharystii przewodniczył ordynariusz Kioto i przewodniczący komitetu episkopatu ds. kanonizacji, bp Paul Yoshinao Otzuka.


Samuraj Takayama UkonSamuraj Takayama Ukon

Nowe, nieznane epizody z życia Ukona przybliżył ok. 600 zgromadzonym wybitny historyk japońskiego Kościoła, emerytowany biskup Osamu Mizobe. „Ukon był człowiekiem prawym, co wyraża też jego imię Justo, które otrzymał na Chrzcie św. Żył na serio nauką Jezusa, także w ubóstwie. Ukon na fali prześladowań antychrześcijańskich został deportowany do Manilii, gdzie zmarł z dala od swego kraju. Przyjmował z pogodą ducha wszystko, co przynosiło życie: radości i smutki. Służył braciom w duchu radości" – mówił bp Mizobe w referacie pt. "Dar duchowości Takayama Ukona dla współczesnego człowieka”.



Przytoczony przez biskupa jeden z epizodów dotyczy zatargu miedzy ówczesnym szogunem, de facto władcą Japonii, Oda Nobunagą (1534-1582) a jednym z samurajów Murashige Araki. Postawiony przed trudnym wyborem, po której stronie powinien stanąć sporze, Ukon udał się do swojej zamkowej kaplicy i spędził tam 10 dni na modlitwie. Później "polecając się Bogu i zarazem ryzykując swoją pozycję, a także życie i los rodziny, odważył się wyrazić Nobunadze `pozbawioną egoizmu` opinię, wierząc przy tym głęboko, że „obok ręki szoguna istnieje jeszcze ręka Boga".



Inne epizody, o których mówił biskup dotyczyły m. in. związków Ukona z Ceremonią Picia Herbaty (sado). Samuraj przyjaźnił się z duchownym buddyjskim Sen Rikyu (1522-1591), ojcem i nauczycielem tego japońskiego rytuału kulturowego. Ceremonia herbaciana ma bardzo podniosły i uroczysty charakter. Podczas niej pije się sproszkowaną zieloną herbatę. Pomimo nacisków kolejnego szoguna Toyotomi Hideyoshi (1536-1591), znanego później z prześladowań chrześcijan, aby wykorzystać ceremonię do celów politycznych, Ukon sprzeciwił się podobnie, jak Senrikyu, tym zamierzeniom. Trudno dokładnie powiedzieć jakie były związki Ukona z początkami sado. Wiadomo, że "chashitsu", miejsce gdzie się ona odbywa, było dla niego miejscem modlitwy. Tam codziennie klęcząc (po japońsku na piętach), wpatrywał się w Boga i otrzymywał od Niego łaski do godziwego życia. Sen Rrikyu bardzo wysoko oceniał jego modlitwy.



Po referacie bp. Mizobe odbył się koncert muzyki z epoki, z wykorzystaniem instrumentów japońskich z XVII w., a po nim Msza św. W homilii bp. Otzuka nawiązał do referatu i powiedział: „Dziś nie ma, literalnie rzecz biorąc męczenników. Ale z drugiej strony szerzy się nihilizm i dlatego potrzebni są świadkowie, że istnieje `Światło w ciemności`, że `moc w słabości się doskonali` i że można żyć codziennie Bożą miłością, tak jak to czynił Ukon".



Ten żyjący na przełomie XVI i XVII samuraj jest do dziś postacią niezwykle popularną w Japonii i to nie tylko w kręgach katolickich. Niektórzy nauczyciele „sado” łączą Takayamę z jej powstaniem.



Takayama Ukon (1552-1615), znany także jako Don Justo – od imienia, jakie otrzymał na Chrzcie św. w 1564 r. – żył m.in. w prowincji Harima (obecnie Hyogo w centralnej Japonii), gdzie zasłynął jako gorliwy katolicki daimyo (pan feudalny), któremu udało się nawrócić wielu swoich poddanych, pomimo narastających wówczas prześladowań. Niektóre źródła mówią także o jego działalności misyjnej poza granicami swojej prowincji. W 1614 r. pozbawiony wszystkich dóbr i tytułów, został deportowany do Manili, gdzie zmarł jako banita.



Biskupi japońscy postanowili wznowić jego proces beatyfikacyjny. "Katorikku Shinbun” przypomina, że po II wojnie światowej japońscy katolicy zabiegali o wyniesienie go na ołtarze jako wyznawcy. Jak informuje tygodnik "obecnie watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych skłonna jest do uznania jego stałego pragnienia, aby zostać męczennikiem”.

 

KAI/Tokio

Odsłon: 1427



Komentarze: 5

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Wednesday, 22 February 2012, 21:07

    Hideyoshi nigdy nie był szogunem.  Proszę o poprawienie tego błędu, bo równie dobrze moglibyście napisać, że Piłsudski był królem Polski, a Mao - cesarzem Chin. 

    Swoją drogą, Ukon był wyjątkowym szczęciarzem, bo pozwolili mu uciec. Te 35 tysięcy, którzy zginęli, walcząc o Chrystusa w powstaniu w Shimabarze, dalece bardziej zasłużyło na uczczenie.

  2. Zobacz profil Kaizoku Kaizoku napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 21:47

    +++

  3. Zobacz profil Eldanus Eldanus napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 22:15

    Katolicyzm musi być jedyną prawdziwą religią. Chyba nie ma żadnych wątpliwości w tym względzie, bo nawet w tak odległych zakątkach Ziemi Kościół odnalazł swoje dzieci. To nie mogło się odbyć bez mocy Bożej.

  4. Zobacz profil Sorcier Sorcier napisał/a:

    Wednesday, 22 February 2012, 22:15

    +++

  5. Zobacz profil Adinoćka Adinoćka napisał/a:

    Thursday, 23 February 2012, 08:34

    W homilii bp. Otzuka nawiązał do referatu i powiedział: „Dziś nie ma, literalnie rzecz biorąc męczenników..." A to "ciekawe". Więc męczennikami nie są np: saharyjscy trapiści ani chaldejczycy unici (katlicy) mordowani na bieżąco w Iraku?  Na temat w/w powstania katolickich samurajów polecam powieść: Krucyfiks Samuraja - Cammilleri Rino. Taka tendencja posoborowego koscioła że nie kanonizuje tych katolików, którzy zgineli z bronią w ręku (meksykańska cristiada, hiszpańska krucjata 1937, powstanie wandejskie), poprzestając na niewalczacych. Druga sprawa, że zapewne o męczennikach japońskich zachowało się za mało informacji koniecznych do przeprowadzenia procesu. Nie deprecjonowałbym natomiast faktu bycia wyznwacą a nie męczennikiem i nie wskazywałbym kto jest bardziej a kto mniej godny. Inaczej Panie Częstochowski to b(u)ractwo, ze Pana zacytuję. Oby K.K. otrzymał jaknajrychlej nowego błogosławionego!  

1

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.