Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

(Anty)faszyści. Śledztwo portalu Fronda.pl drukuj

Dodane przez: Redakcja Fronda.pl Kategoria: Polska 03 listopada 2011, 22:22

/

Gdy zacząłem zajmować się tematyką skrajnej lewicy nie przypuszczałem, że moje życie nabierze nieco bardziej dramatycznego charakteru. Sprawa zeszłorocznego brutalnego pobicia pasażerów pociągu, jadących na Marsz Niepodległości to tylko jeden z wielu aktów przemocy ze strony tzw. „antyfaszystów”, tuszowanego przez odpowiednie organy i media. Wielomiesięczne śledztwo doprowadziło mnie do zatrważających rezultatów – pisze Aleksander Majewski.


Obowiązek

 

Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę zmuszony do opublikowania tego artykułu. Żyłem w przekonaniu, że instytucje państwowe, których zadaniem jest zapewnienie bezpieczeństwa obywatelom wywiążą się ze swojej roli. Stało się zupełnie inaczej. Sprawa sochaczewska, którą wielokrotnie zajmowałem się na łamach portalu Fronda.pl, pokazuje, że w naszym państwie są równi i równiejsi. Do pociągu pełnego ludzi, w środku dnia wpada zgraja uzbrojonych chuliganów, którzy atakują kilku spokojnie jadących pasażerów. Zapewne, gdybym nie jechał wówczas z grupą lokalnych działaczy narodowych, sprawa byłaby jedną z wielu nieznanych. Natychmiast po fakcie wykonałem kilka telefonów, dzięki czemu sprawa poszła „w eter”. Było, minęło. Zszyte głowy, złamana kość ręki, potłuczenia, wstrząs mózgu – efekty działań w imię „tolerancji”. I to rażące poczucie bezkarności sprawców... Już następnego dnia bandyci chwalili się swoim wybrykiem, koloryzując zajście, ale jednocześnie obciążając samych siebie. Mainstreamowe media sprawę przedstawiły jako bójkę radykałów z nieznanymi sprawcami, w wyniku której ucierpiały trzy osoby. A osoby ze środowisk lewicowych (jak choćby Krystian Legierski), z niezwykłą pewnością siebie przekonywały, że to prowokacja. A policja? Przez cały okres trwania dochodzenia, nie chciałem zabierać głosu na ten temat. Teraz nie widzę innej możliwości. 11 listopada 2011, „z góry” przyszło zarządzenie o przeszukaniu poszkodowanych (sic!). Stróże prawa od początku doszukiwali się w sprawie drugiego dna, tzw. ustawki. Doszło nawet do tak absurdalnej sytuacji, że długowłosego nastolatka funkcjonariusze wypytywali z kim chciał się „nap…ć” (czytano również jego sms-y).

 

Dochodzenie, pomimo niezbitych dowodów (wpisy na forum, zachowane adresy IP, pozostawione ślady na miejscu zdarzenia) zostało umorzone. Nic nie przyniosło zażalenie. Gdy zapytałem o komentarz Dariusza Lorantego - wieloletniego pracownika operacyjnego Komendy Stołecznej Policji, który mógł sobie pozwolić na szczerość, bez mrugnięcia okiem odpowiedział, że sprawę po prostu „olano”. Jak przyznaje wspomniany nadkomisarz w stanie spoczynku, sam gorąco popiera ideę Marszu Niepodległości.

 

O działaniach policji poinformowałem na Portalu Poświęconym, informację przedrukowały Niezależna.pl i portal „Rzeczpospolitej”. Od tamtej pory miały miejsca dosyć dziwne, nieprzyjemne sytuacje z udziałem stróżów prawa. Jeszcze nigdy, w tak krótkim okresie, nie byłem tyle razy legitymowany przez funkcjonariuszy. Oczywiście można to uznać za przypadek, ale jak wytłumaczyć, że pewnego razu, dwóch policjantów po spisaniu mnie (do dziś nie wiem dlaczego), zaczęło mi grozić (?), że mogą przekazać uniwersytetowi, na którym studiuję, jakieś kompromitujące mnie informacje, gdybym zrobił „coś złego”. – A proszę mi powiedzieć co niby złego robię lub zrobiłem? – zapytałem. Wówczas policjant odpowiedział: - Teraz nic Pan nie robi, ale gdyby kiedyś Pan zrobił… Kilkadziesiąt minut później, zostałem spisany przez „tajniaków”, jeden z nich dokonał przeszukania i wziął „do wglądu” mój telefon komórkowy. Być może i w tym przypadku czytano sms-y (akurat dostałem wiadomość od pewnego parlamentarzysty). Pomijam już wulgarny język, jakim posługiwał się funkcjonariusz.

 

Sprawcy napadu z 11 listopada 2010 r. do dziś są bezkarni, choć personalia przynajmniej jednego z nich są dobrze znane. W czasie, gdy zajmowałem się wspomnianą tematyką, dwukrotnie byłem atakowany przez tzw. nieznanych sprawców. I tylko wyjątkowe szczęście sprawiło, że mogę dziś tu być i pisać. W jednym przypadku policja nie podjęła żadnych czynności (oprócz spisania mnie)!

 

W międzyczasie powstała burza wokół zatrzymania kibica Legii Warszawa „Starucha”, któremu przedstawiono zarzut rozboju, na skutek donosu „Koziołka” – osoby z którą kontaktował się jeden ze sprawców napadu 11 listopada, a którego danych policja nie kwapiła się ustalić (pojawiły się spekulacje, że „Koziołek” może być policyjnym informatorem). Pamiętam, że gdy kończyłem artykuł, przedstawiający wynik mojego śledztwa w tej sprawie, prawnik, którego się poradziłem, zapytał czy na pewno chcę to opublikować. Zapytałem skąd to pytanie. – Możesz mieć potem przechlapane na policji – odpowiedział.

 

Z czasem doszły podrabiane - pod moim nazwiskiem czy nickami moich znajomych - wpisy na forach internetowych, głuche telefony z nieznanych numerów (i to bynajmniej nie od operatora sieci) i wiele innych okoliczności, o których na razie nie chcę pisać. To być może przypadki, ale ich nawarstwienie się i to jeszcze w takim momencie wzbudziło mój niepokój.

 

Już wiedziałem, że muszę iść w otwarte karty…

 

Dziennikarz „Wyborczej” bojówkarzem?

 

/


Pamiętam, że gdy jakiś czas temu powiedziałem aktywnemu działaczowi narodowemu, że chociaż kibicuję wielu inicjatywom patriotycznym w których zresztą uczestniczyłem (jak na krewnego AK-owca, chłopaka z Północnego Mazowsza przystało), jako dziennikarz nie mogę afiliować się w jakiejkolwiek organizacji. Po prostu uważałem to za niezgodne z etyką zawodową, do której przestrzegania motywowało mnie posiadanie legitymacji Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. Chłopak, lekko poirytowany moją postawą, odpowiedział: „Ale masz chłopie zmartwienia… Nie robisz przecież nic złego. Np. dziennikarz „Wyborczej” z Katowic lata nawet na akcje z Antifą i nikt nie robi mu z tego powodu przypału!” W tym momencie zamurowało mnie. Nawet nie dopytywałem o szczegóły. Pomyślałem, że to naciąganie pewnych faktów i nie drążyłem tematu. Moją ciekawość wzbudziło dopiero, całkiem przypadkowe, uzyskanie podobnej informacji od zupełnie innej osoby, która oprócz ustnego przekazu, dysponowała nagraniem i zdjęciem wspomnianego dziennikarza. Nie raz byłem celem ataków ze strony środowisk „antyfaszystowskich”, więc wiem jak rozpoznać aktywistę „Antify”. Zdjęcie wspomnianego fotoreportera, wzbudziło moje zaniepokojenie. Ten sam styl. Ale to tylko przypuszczenia. Moją uwagę przykuła natomiast naklejka na aparacie pracownika „Gazety Wyborczej”. Można było zauważyć na niej napis „Antifa”. Takimi materiałami organizacji bez oficjalnych struktur i hierarchii, dysponują tylko osoby zaangażowane w czynną działalność „antyfaszystowską”. Właśnie wtedy przypomniałem sobie słowa mojego znajomego: „Dziennikarz „GW” lata z Antifą”. Jak szalony, zacząłem wertować Internet: wszelkie fora i portale w poszukiwaniu jakichkolwiek pozostałych dowodów na przynależność Dawida Ch. do Antify (nazwisko fotoreportera „GW” pozostawiam do mojej wiadomości – przyp. AM). Na wszelkich witrynach, jak grzyby po deszczu, wyskoczyły posty z zamieszczonym zdjęciem fotoreportera, udowadniającym pogłoskę o jego działalności w organizacji o charakterze bojówkarskim. Równio szybko zaczęły znikać, bo sam zainteresowany zgłosił administracjom portali, że naruszają jego dobra osobiste. Pracownikom opiniotwórczych gazet się nie odmawia… Na koncie Dawida Ch. na Facebooku również można było znaleźć oznaczenia, wykorzystywane przez „antyfaszystów”, które wiele mówiły o jego osobie. Gdy powstał przysłowiowy „smród”, konto fotoreportera natychmiast zmieniło wygląd. Ponadto, fotoreporter w 2005 r. został zatrzymany przez policję. Dwóch "tajniaków" zgarnęło go na ul. Warszawskiej w Katowicach. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że funkcjonariusze zadali mu pytania o jego plany, co do manifestacji antyglobalistów w Warszawie. O sprawie pisała kilka lat temu macierzysta redakcja Dawida Ch. Biorąc go oczywiście w obronę.

 

Aby rozwiać wszelkie wątpliwości, napisałem maila do katowickiej „Gazety Wyborczej” o następującej treści:

 

Szanowni Państwo!

Kilka miesięcy temu uzyskałem informację, że Państwa pracownik - fotoreporter Dawid Ch.
[w mailu napisałem całe nazwisko - przyp. AM] jest aktywistą tzw. "Antify". Niedawno otrzymałem również dowody w tej sprawie.

Jak odnieślibyście się Państwo do zarzutu, że pracownik "Gazety Wyborczej" działa w organizacji bojówkarskiej?

Bardzo proszę o odpowiedź.

Pozdrawiam-
Aleksander Majewski

 

Wiadomość wysłałem 23 maja br. Nie uzyskałem żadnej odpowiedzi. Dlatego kilka dni później, 1 czerwca br. wysłałem kolejnego maila do katowickiego oddziału „Gazety Wyborczej”:

 

Szanowni Państwo!

Z racji tego, że nie otrzymałem odpowiedzi na mój mail dotyczący Państwa pracownika p. Dawida Ch., pytam jeszcze raz: Czy to prawda, że fotoreporter "Gazety" jest członkiem skrajnie lewicowej bojówki "Antifa"? Czy brak odpowiedzi mam rozumieć jako unikanie niewygodnego tematu?

Bardzo proszę o odpowiedź.

Pozdrawiam-
Aleksander
Majewski


 

Również nie uzyskałem odpowiedzi. Przeczącej, twierdzącej, wyśmiewającej moje pytanie. Zero odzewu. Gdyby otrzymał jakiekolwiek wyjaśnienia, pewnie nigdy nie opublikowałbym tego artykułu. Stało się jednak inaczej.

 

/

 

 

 

 

Co ciekawe, po moich mailach na które nie doczekałem się odpowiedzi, 2 czerwca br. znalazłem się na liście „Nazi Watch” na zamkniętym forum Antifaskins.bzzz.net… do którego pośrednio dotarłem przez strony komitetu blokującego Marsz Niepodległości! Na wspomnianym forum lewicowej bojówki znajduje się lista autentycznych i urojonych neonazistów do „sklepania”. Tym sposobem obok fotografii skinheadów znalazła się moja podobizna na tle flagi Unii Polityki Realnej (działałem w młodzieżówce tej partii przez kilka lat) z podpisem: „Aleksander Majewski – jeden z głównych działaczy toruńskiego ONR, o ile się nie mylę. Ma na swoim koncie wiele publikacji na przeróżnych portalach i na łamach różnych pism. Niby nikt konkretny, ale działa aktywnie na różnych płaszczyznach”. Na przyszłość, radziłbym autorowi postu znaleźć sobie lepszych informatorów. Jedyną organizacją do której należę jest bowiem Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy, choć przyznaję, że kiedyś pojawiałem się podczas uroczystości patriotycznych w otoczeniu lokalnych działaczy różnych organizacji prawicowych (również narodowych). Cel tej informacji jest oczywisty. Wskazać niewygodnego autora (w notce znalazł się również odnośnik do moich publikacji, obnażających działanie Antify), przedstawić go jako radykalnego aktywistę, aby stał się kolejnym celem pobicia. Traf chciał, że jeden z „kretów” na forum kojarzył mnie z publicystyki i umieścił na portalu Wykop.pl zrzut ekranu z wspomnianego forum, pokazujący, że celem antyfaszystów są już nie tylko skinheadzi o innym kolorze sznurówek, ale ludzie, którzy mówią „NIE” bandyckim praktykom. Wówczas wpis na forum został skasowany, ale pozostałem potencjalnym celem ataków ze strony „antyfaszystów”. Mój informator ze środowiska kibicowskiego, o którym piszę właśnie reportaż, na wieść o tym incydencie powiedział: „Z tymi ludźmi nie ma żartów. To już nie są przelewki. W takiej sytuacji będziesz musiał walczyć o życie.”. Wszystko było jasne.

 

Zastanawia mnie tylko data opublikowania moich namiarów na skrajnie lewicowej wersji „Red Watcha”. 2 czerwca, dokładnie po tym, jak po raz kolejny dopominałem się odpowiedzi ws. przynależności organizacyjnej Dawida Ch. od „Gazety Wyborczej”…

 

Gdy opisałem sytuację znajomemu dziennikarzowi, odpowiedział, że środowiska lewicowe mogą odeprzeć zarzut, że „Antifa” to po prostu lewicowa organizacja młodzieżowa. To tworzenie fałszywej symetrii. Gdyby Dawid Ch. należał do Stowarzyszenia Nigdy Więcej nie widziałbym w tym żadnego problemu (choć niejednokrotnie krytykowałem naciąganie faktów przez wspomnianą organizację). Żyjemy w demokracji i każdy ma prawo głosić swoje poglądy. Jeżeli fotoreporter „Gazety Wyborczej” ma tzw. antyfaszystowskie przekonania, może zapisać się właśnie do takiego stowarzyszenia. Tak samo jak osoby o poglądach patriotycznych mają prawo działać w legalnych organizacjach narodowych. Problemem jest natomiast to, że Dawid Ch. ma związki ze skrajnie lewicową organizacją bojówkarską, której odpowiednikiem po przeciwnej stronie nie jest wcale MW czy ONR, ale środowisko neonazistowskie spod znaku Blood & Honour/Combat 18.

 

W toku mojego wielomiesięcznego śledztwa, stworzyłem sobie „fałszywą tożsamość”, przeprowadziłem rozmowy in cognito, a przede wszystkim uzyskałem stały dostęp do zamkniętego forum dla „antyfaszystów” na którym, co jakiś czas, usuwane są „lewe konta”. Nieustanne wertowanie jego zawartości sprawiło, że zdobyłem materiały bezcenne dla tego artykułu, które w świetny sposób pokazują specyfikę środowiska „antyfaszystowskiego” i szokujące fakty na jego temat. Sprawiło mi to  satysfakcję, bo wiele spraw, które opisałem czy to na łamach portalu Fronda.pl czy „Gazety Polskiej”, znalazło kolejne potwierdzenie w wypowiedziach aktywistów „Antify”.

 

„Antyfaszyzm” czyli „kastet na ryj”

 

/


W środowisku „antyfaszystowskim” uderzająca jest apologia agresji, wymierzona w ludzi o innych poglądach. Już same fascynacje aktywistów budzą niepokój: RAF, Che Guevara, angielscy chuligani, demolujący centrum Londynu. Zgodnie z „wersją oficjalną” aktywiści Antify chcą po prostu fizycznie wyeliminować zjawiska ksenofobii czy neonazizmu z przestrzeni publicznej. Tyle mówi wersja oficjalna. Natomiast w rozmowach prywatnych, również tych w cyberprzestrzeni, nikt nie kryje się z tym, że celem ataków może być każdy „prawak”. Sami „antyfaszyści” z niezwykłą pewnością siebie mówią, że są jeszcze zbyt delikatni, a starcia z „naziolami” to nie „turnieje rycerskie”. Nie widzą niczego złego w atakowaniu całymi bandami pojedynczych osób. Charakterystyczna dla tego środowiska jest łatwość znajdowania wroga, przypisania mu wszelkich najgorszych cech i wskazania jako celu napadów. Działa tu dokładnie ten sam mechanizm, co w przypadku środowisk neonazistowskich. Skoro już o tym mowa, łatwo zauważyć pewną wspólną linię między dwoma, przeciwstawnymi grupami. Jest nią pogarda dla policji, „konfidenctwa” i próby pokojowego załatwiania sporów. W przypadku neonazistów „obsrane” są młodzieżowe, „katolskie” organizacje narodowe i prawicowe partie, natomiast dla „antyfaszystów” „wydygane” Stowarzyszenie Nigdy Więcej i ugrupowania lewicowe (choć pojawił się w tych kręgach cień sympatii dla Ruchu Palikota).

 

Nie chodzi tu tylko o postawę wobec policji, ale również kwestie ideowe. Oba środowiska łączy zajadły antykapitalizm, negatywny stosunek do chrześcijaństwa i… antysemityzm! Nie krytykę państwa Izrael, ale nienawiść do Żydów. W przypadku „antyfaszystów” niechęć do tego narodu, zgodnie z modą panującą na zachodnioeuropejskich salonach, wypływa z konfliktu z Palestyńczykami (pozwalają sobie na śmiałe porównania Żydów do nazistów). Ci sami ludzie z wielkim szacunkiem wyrażają się o twórczości Jana T. Grossa, którego książki idealnie wkomponowały się w ich postrzeganie Polski jako obrzydliwego ciemnogrodu, gdzie prześladuje się mniejszości narodowe. Jednym słowem k***stanu, jak napisał pewien „antyfaszysta”.

 

Infiltrując środowiska Antify, zauważyłem również chęć licytowania się z naziolami na stosowane środki przemocy. Na zamkniętym forum, ulubieńcy „Gazety Wyborczej”, besztający wszystkich dookoła za sianie nienawiści i antysemityzm, stworzyli nawet specjalny wątek poświęcony atakom na przedstawicieli skrajnej prawicy. Często tych małoletnich, co troglodytom z Antify sprawia niebywałą radochę. I chociaż czasem pojawiają się posty w stylu „Nie pisz o tym na forum, to niebezpieczne”, wiele opisów czynów o charakterze przestępczym trafiło do Sieci. Nie chodzi tylko o akty agresji wobec wrogów politycznych (czy subkulturowych), ale również policji (jak choćby gratulacje za zniszczenie policyjnych samochodów!).

 

Jak widać, zarzut nienawiści, jaki często stosuje się wobec środowisk prawicowych, jest tylko przykrywką. Podobnie jak rzekomy idealizm wspaniałych „antyfaszystów”, którzy starają się dorobić ideologię do chuligańskich wybryków. Jako dowód można wymienić chociażby przymiarki (na kilka godzin po tragedii w Norwegii) do wykorzystania zbrodni Breivika jako argumentu przeciwko organizatorom Marszu Niepodległości. Podobnie w przypadku ohydnych napadów na węgierskich Romów, które „antyfaszyści” chcieli wykorzystać do okładania przeciwników zarzutem nietolerancji i ksenofobii. Jak na środowisko o charakterze idealistycznym, sporo tu kalkulacji i świadomego posługiwania się kłamstwem…

 

Podobnie w przypadku organizacji Blood & Honour, której Komitet 11 listopada używa jako straszaka na ludzi, którzy chcieliby wziąć udział w Marszu Niepodległości. Jak wiadomo, wspomniana organizacja ma zakaz brania udziału w manifestacjach czy to MW czy ONR, ale nie przeszkadza to przeciwnikom, aby ukazywać ją niemal jako współorganizatora imprezy. Osoby o poglądach neonazistowskich niewątpliwie istnieją. Zazwyczaj to pojedyncze przypadki czy drobne skupiska, które funkcjonują poza większymi organizacjami. Nie stanowią natomiast zwartej i jednolitej utajnionej struktury, jaką straszą krytycy Marszu Niepodległości. Mojej wiedzy nie czerpię jednak z zapewnień narodowców, ale od samych „antyfaszystów”, którzy powątpiewają w istnienie B&H w wersji, jaką przedstawia się w mediach. Jeden z moich informatorów z przeciwnej strony mówi, że choć zna NS-ów (narodowych socjalistów, neonazistów – przyp. red.), to żaden z nich nie identyfikuje się z "groteskowymi deklaracjami", znajdującymi się na stronie organizacji Blood & Honour.

 

Dlatego dziwi fakt, że środowisko „Gazety Wyborczej” zamiast zwalczać negatywne zjawiska z jednej , jak i drugiej strony, stara się zrobić z Bogu ducha winnych ludzi neonazistów, a  jedną ze stron konfliktu wykreować na siłę, która przeciwstawia się fali terroru. Przymykanie oczu na stosowanie przemocy świadczy o bankructwie moralnym lewicowo-liberalnych kręgów. Postulat nieagresji w ich ustach wydaje się kpiną, podobnie jak załamywanie rąk nad „polskim antysemityzmem” przy jednoczesnym lansowaniu Adama Darskiego – nie wstydzącego się współpracy z  popapranym neonazistą.

 

To tylko słowa. Poniżej zamieszczam zabezpieczone przeze mnie posty z zamkniętego forum "antyfaszystów", które zgromadziłem w ciągu kilku miesięcy. Ku przestrodze i zastanowieniu.

 

Aleksander Majewski

 

Załączniki:

 

1. 74768.jpg

2. 74769.jpg

3. 74771.jpg

4. 74772.jpg

5. 74773.jpg

6. 74774.jpg

7. 74775.jpg

8. 74776.jpg

9. 74778.jpg

10. 74779.jpg

11. 74780.jpg

12. 74781.jpg

13. 74782.jpg

14. 74783.jpg

15. 74784.jpg

16. 74785.jpg

Odsłon: 80530



Komentarze: 48

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Karlikhanys Karlikhanys napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 11:27

    Precz z antifą!!! Faszyzmowi jest bliżej lewicy niż prawicy i to było widać przy hitlerze i reszcie tej hołoty.  A tak propo zdjęcia to: Śląsk zawsze Polski i zawsze NIEBIESKI!!! RUUUCH RUUUCH HKS!!!

  2. Zobacz profil Krzysztowski Krzysztowski napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 11:27

    Uff - długi artykuł, ale warto było przeczytać.

     

  3. Zobacz profil Carrot Carrot napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 11:33

    Bardzo ciekawy artykuł. Można liczyć na dalszą częśc?

  4. Zobacz profil Łukasz Adamski Łukasz Adamski napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 11:49

    Super tekścior. Szacun!

  5. Zobacz profil HAL9000 HAL9000 napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 12:03

    Brawo i szacunek za naklad pracy i odwage. Aleksandrze - takich ludzi potrzebuje Polska!

     

    Powstaje pytanie: czy ktos jeszcze wierzy,ze jak ONI przejma wladze,to nie beda strzelac ludziom w tyl glowy?

    Dziwi mnie tez niezmiernie postawa policji - czyzby mieli swoich ludzi w jej strukturach?

  6. Zobacz profil JakiśCzłowiek JakiśCzłowiek napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 12:58

    "Dlatego dziwi fakt, że środowisko „Gazety Wyborczej”...." - dziwi? Panie Aleksandrze............

  7. Zobacz profil >KRES >KRES napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 13:39

    Gratulacje dla Alka! Pisz, pisz i jeszcze raz pisz!

  8. Zobacz profil AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 13:54

    "prawicową - hitlerowską - kaczyńską - KATOLICKĄ ideologią" - no to mi humor się poprawił. Hitlerowska ideologia ideologią prawicową... ręce opadają. Toż to skrajna lewica jest, narodowy socjalizm. SOCJALIZM, paniała?

  9. Zobacz profil AlexanderDegrejt AlexanderDegrejt napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 14:12

    Nie z IPN to skąd? Te wydane przez KC i Wyższą Szkołę Gotowania na Gazie?

  10. Zobacz profil midnightwalker midnightwalker napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 14:14

    @To ja zona

    kiedy odejdziesz od garów poczytaj sobie co Hitler robił z duchownymi katolickimi (i protestanckimi). Potem wejdź na stronę B&H i poczytaj co pisza o katolikach. Potem rozwiń skrót NSDAP i sprawdź co oznacza słowo ,,socjalistyczna" i jak się ma do nauczania Kościoła. Potem już możesz iść sie pobawić, jutro sobota nie musisz iść do szkółki.

  11. Zobacz profil midnightwalker midnightwalker napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 14:14

    Aaa, żołnierzy można pobłogosławić, wyświęcić mozna diakona, kapłana - to nie to samo.

  12. Zobacz profil Góral44 Góral44 napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 14:26

    @Tojazone Nie za bardzo rozumiem, o co Ci chodzi. Przecież niemiecki nazizm był ideologią skrajnej lewicy: Narodowo-Socjalistycznęj Partii Robotników Niemieckich. Program wyborczy tej partii był jak najbardziej socjalistyczny i lewicowy. Można się o tym przekonać przeglądają treści plakatów i ulotek wyborczych socjalistów Hitlera z lat 30-tych. Są tam praktycznie wszystkie hasła Marksa i Engelsa z Manifestu Komunistycznego. Jedyna różnica w stosunku do innej wersji skrajnej lewicy, która zagnieździła się w Rosji bolszewickiej, był "proletariat", który należało "wyzwolić". W wersji niemieckiej lewicy (z lat 30-tych) tym proletariatem był naród niemiecki, a w wersji socjalizmu moskiewskiego był to "lud pracujący miast i wsi całego świata". Obecnie te proletariaty zostały zastąpione innymi, np. uciskane kobiety czy tzw. mniejszości (zwłaszcza seksualne gł. pederaści).

  13. Zobacz profil HAL9000 HAL9000 napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 14:58

    Pozostaje sie modlic za oswiecenie tych wszystkich glupoli,ktorym brakuje szczepek nonkonformizmu pozwalajacych na sprawdzanie wiedzy i rozwieniecie skrotu NSDAP.

  14. Zobacz profil Jan Bodakowski Jan Bodakowski napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 15:27

    fajny artykuł, lewicowy terroryzm jest od lat akceptowany,

    dla mnie to nie nowość - pamientam ataki antyfaszystów na ksiegarnie Antyk, to jak w czasie referendum w sprawie integracji z UE byłem zastraszany przez funkcjonariuszy, nie mniej warto o tym pisać - szkoda tylko że np media katolickie ten temat przemilczą

  15. Zobacz profil Manewe Manewe napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 15:43

    Świetny tekst, trafił w sedno!

  16. Monday, 11 April 2011, 15:55

    Gratuluję Autorowi - dobra robota!

  17. Zobacz profil Damaza Damaza napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 16:58

    jest ciekawym co bedzie PO tym artykule :]

  18. Zobacz profil Skidi Skidi napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 17:08

    A ileż to jest tych "antyfaszystów"? kiladziesiąt osób na cały kraj? Jeden sektor polskich kibiców wystarczyłby, aby pogonić tą bandę studenckich nierobów i gówniarzy szermujących hasłami internacjonalizmu, itp.

  19. Zobacz profil Cezlan Cezlan napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 18:27

    Świetny artykuł ! :)

  20. Zobacz profil HAL9000 HAL9000 napisał/a:

    Monday, 11 April 2011, 19:50

    @Skidi

    No wlasnie,dlaczego nie pogonili?Na co czekaja?

1 2 3 dalej »

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.