DrukujMłoda kobieta sukcesu rzuca wszystko i idzie do Karmelu
- Kategoria: Kościół
- wtorek, 2 lutego 2010 12:10

Agnieszka Wójciak.
Agnieszka Wójciak jest młoda, pełna życia, robiła karierę. Ale chce, jak mówi, "być jak najbliżej Jezusa", który od dłuższego czasu ją wzywał. Dlatego jedzie do Karmelu w norweskim Tromsø.
Fronda.pl: Kim jest Agnieszka Wójciak, kandydatka na karmelitankę?
Agnieszka Wójciak: Skończyłam zarządzanie, pracowałam na lotnisku w hotelu, zaczynając najpierw jako kelnerka, później zostałam managerem. Chciałam mieć swoją działalność. I udało się. Zajmowałam się cateringiem, a ostatnio prowadziłam restaurację.
A teraz kobieta pracująca, kobieta sukcesu jest jedną nogą w zakonie kontemplacyjnym w norweskim Tromsø.
Tak. Byłam tam już na takim krótkim rozeznaniu. Za dwa tygodnie wracam do Norwegii, żeby uczyć się języka i w listopadzie mam nadzieję, że Bóg pozwoli mi wstąpić do tamtejszego Karmelu.
Nie żal ci zostawiać tego wszystkiego. Bo z tego co wiem nieźle ci idzie w życiu.
Szczerze mogę powiedzieć, że mam duży pokój w sercu. W życiu czuję, że jestem w pełni swojej kariery, gastronomia i zarządzanie to rzeczy, które chciałam robić. Powoli awansowałam w życiu zawodowym i teraz czuję, że jestem u szczytu.
A co z takimi ludzkimi pragnieniami i marzeniami, jak małżeństwo, rodzina?
Spotykałam się i miałam relacje z chłopakami. Miałam też bardzo duże pragnienie macierzyństwa. I wyrzeczenie się tego jest dla mnie największą ofiarą. Ale gdy spotykasz Jezusa, to zyskujesz więcej. Zostawiam wszystko, ale po to, by mieć bardziej wszystko.
Skąd taki maksymalizm?
Właśnie ze spotkania z Jezusem. Miałam pieniądze, realizowałam się w życiu. Ale gdy spotkałam Jezusa tak rzeczywiście, ""na maksa", to chciałam już być tylko z nim. Poza tym, stopniowo rozumiałam i teraz teraz to wiem, że najważniejsze dla człowieka, to pełnić wolę Bożą.
Dlatego bardzo bliskie są mi słowa św. Pawła z listu do Rzymian: „Przecież On mówi do Mojżesza: Ja wyświadczam łaskę, komu chcę i miłosierdzie nad kim się lituje. Wybranie więc, nie zależy od tego, kto chce lub się o nie ubiega, ale od Boga, który okazuje miłosierdzie” (Rz 9, 15-16). Sama pewnie bym sobie takiej drogi nie wybrała, bo nie jest łatwa.
I kiedy zaczęłaś się zastanawiać nad pójściem do zakonu?
Cztery lata temu. Kiedy stopniowo awansowałam w życiu zawodowym, zrozumiałam, że to nie jest cel mojego szczęścia. Nie pieniądze, nie kariera, ale Jezus. I Pan Jezus zaczął się o mnie mocno upominać. Zresztą pochodzę z wierzącej rodziny i mama często mi powtarzała, że Bóg jest najważniejszy i to On powinien być na pierwszym miejscu.
Przypominam sobie tutaj takie wydarzenie , przez które m.in. Jezus pokazał mi, że to On jest najważniejszy, a nie jakieś inne rzeczy. Kupiłam kiedyś samochód sportowy, mały, zgrabny, taki trochę "lanserski". Bardzo szybko go rozbiłam. Potem z perspektywy czasu oceniałam, że to auto wcale nie było mi niezbędne. Kupiłam je żeby mieć. Miałam pieniądze, to kupiłam.
Powiedziałaś, że Pan Bóg mocno się o Ciebie upominał.
Tak. Dla mnie były to bardzo czytelne znaki. Byłam chora na białaczkę i zostałam uzdrowiona. Wiedziałam, że Jezus może mnie z tego wyciągnąć i mocno Mu ufałam. Nie zawiodłam się.
Gdy byłam w Londynie, byłam natomiast świadkiem poważnego przestępstwa. Po tym traumatycznym przeżyciu byłam mocno rozbita psychicznie. Po powrocie od razu trafiłam do Karmelu, aby się modlić i dochodzić do siebie. To nie było zaplanowane. Tam Jezus okazał się dla mnie być najlepszym psychologiem. Doświadczyłam tam ogromnej Jego łaski.
I od razu czułaś, że Bóg Cię woła do Karmelu? Nie myślałaś żeby pójść do jakiegoś zgromadzenia czynnego, zająć się jakąś działalnością, albo np. pojechać na misje?
Pierwszym takim mocnym znakiem była ta wizyta w klasztorze i modlitwa, o której wspomniałam. Na początku bardzo chciałam pojechać na misje. Chciałam coś robić, chciałam po prostu działać. Ale Jezus wyraźnie daje znaki, czego oczekuje.
Pokazał mi jasno, że to nie ja zabawiam swoim działaniem, ale to On jest Zbawicielem. Wiem, że ja modlitwą mogę najwięcej zdziałać. Były takie przypadki w moim życiu, że jak chciałam coś dla kogoś zrobić to kończyło się to nie najlepiej. A wystarczyło, że zaczęłam się modlić, a Jezus zajmował się sprawami, które mu powierzałam.
???
Na przykład jednego dnia miałam dwa wypadki, bo coś chciałam zrobić, starałam się komuś pomóc i być bardzo aktywna. Jezus pokazuje, że On tego ode mnie nie wymaga. Ja muszę się przede wszystkim modlić za tę osobę, której chcę pomóc, a nie stawać na głowie i liczyć na siebie. On się najlepiej zatroszczy o wszystko. Sama nic nie mogę, z Nim mogę wszystko.
Z tymi misjami to trochę przypomina historię świętej Tereski od Dzieciątka Jezus.
Teoretycznie mogłabym pojechać np. do Afryki. Ale nie tego oczekuje ode mnie Jezus. Wyjazd do Karmelu odczytuję zresztą jako taki trochę wyjazd na misje. Jadę do Norwegii zgłębiać swoją relację z Jezusem i modlić się za ludzi, którzy tam mieszkają, którzy będą mnie prosić o pomoc, za grzeszników. Modlitwa i bycie z Jezusem to takie moje misje.
Czyli czułaś, że Twoim powołaniem jest modlitwa?
Nawet dokładniej kontemplacja. Oprócz takich wyraźnych znaków, o jakich mówiłam, Pan kierował do mnie delikatne sygnały. Jeździłam na rekolekcje ignacjańskie, też na inne, gdzie w ciszy zbliżałam się do Boga i poznawałam siebie. To mi zawsze odpowiadało.
Jezus jest obecny w Słowie Bożym. Jak się pytam Go czego ode mnie chce, to często odpowiada przez Słowo. Gdy zadawałam pytanie co robić, to pamiętam bardzo dobrze jaką dostałam pierwszą wyraźną odpowiedź: „Jeśli kto mnie miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego i będziemy u niego przebywać” (J14, 23). To fragment dotyczący kontemplacji. Później przychodziły inne potwierdzające to.
Teraz mówisz już o wyjeździe. A czy przez cztery lata były jakieś trudności, które blokowały Twój wyjazd, stawiały go pod znakiem zapytania?
Gdy postanowiłam odpowiedzieć Jezusowi na wezwanie mnie do Karmelu powiedziałam o tym w domu. I spotkałam się ze sprzeciwem mojego taty. Jestem taką córeczką tatusia. Nie mógł się z tym pogodzić.
Co wtedy przeżywa człowiek, który z jednej strony jest pewny swojej decyzji i Bożego wezwania, a z drugiej napotyka na blokadę ze strony najbliższych?
Zaczęłam się kłócić z Panem Bogiem, bo coś się tu się nie zgadzało. Ale stopniowo oddawałam tę sytuację Jezusowi. Powiedziałam: „Panie Jezu, nie chcę niczego robić na siłę. Mogłabym mieć potem wyrzuty sumienia".
Czekałam cierpliwie, bo ufałam Jezusowi. Prosiłam, żeby jeśli naprawdę chce mnie w Karmelu, dał łaskę i przemienił mojego tatę. Bardzo chciałam, by tata pobłogosławił mnie na wyjazd. I udało się. Tata widział, że jestem szczęśliwa, myślami zupełnie gdzie indziej, zdecydowana na wstąpienie do zakonu i w kwietniu zeszłego roku przestał stawiać opór.
Siostry modlą się i pracują.
Ale skąd Norwegia. Mało w Polsce klasztorów zamkniętych, chociażby karmelitanek?
To też wskazanie Jezusa. Prosiłam Go: „Pokaż mi konkretne miejsce”. W lipcu zeszłego roku znajomy ksiądz zadzwonił do mnie, że przyjeżdża karmelitanka z Tromsø. Jest taka praktyka, że chore siostry mogą pojechać gdzieś do sanatorium. Na dzień przed jej powrotem spotkałam się z nią w Warszawie . Po kilku godzinach rozmowy z nią wiedziałam, że Pan dał mi odpowiedź. Poczułam się zaproszona w konkretne miejsce.
Duch wieje kędy chce…
Pan Bóg chce żebym opuściła wszystko. Zostawiła życie zawodowe, przyjaciół, rodzinę, w ogóle Polskę. Wiem, że w Norwegii jest bardzo dużo ciemności. W samym Tromsø jest 230 katolików na niecałe 5 tys. mieszkańców. Tak sobie tłumaczę, że latarnia ma świecić tam, gdzie jest najciemniej.
Wielu Norwegów choruje na depresję. Tłumaczy się, że duży wpływ ma na to tamtejszy klimat. Ale po rozmowie z ludźmi okazuje się, że często przyczyną depresji jest duchowe umieranie ludzi. Dlatego czuję się też wezwana tam, gdzie jest duża potrzeba wypraszania łaski Bożej.
Byłaś już tam na rozeznaniu. Czyli wiesz mniej więcej co Cię czeka?
Przygoda z Jezusem i jeszcze większa z Nim relacja. Będę mogła być bardzo blisko Niego. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że przyjdą trudności, ból, cierpienie. Ale myślę, że będę to mogła ofiarować w intencji świata, grzeszników.
A tak w szczegółach, to jak wygląda dzień karmelitanki?
Siostry wstają o 6.00. Potem jest brewiarz i śniadanie. Następnie godzinna modlitwa myślna, czyli takie trwanie przed Bogiem. Później przygotowanie do Eucharystii, która jest o 9.00, razem z dziękczynieniem.
Od 10.15 do 12.15 siostry pracują. Jedna pisze ikony, inne coś wyszywają, robią świece. Każda zgodnie ze swoimi talentami i potrzebami klasztoru. Po pracy modlitwa i obiad.
Po obiedzie rekreacja. Siostry spotykają się razem. Można wtedy porozmawiać o różnych rzeczach. Od 15.00 d0 16.00 jest godzina miłosierdzia, którą siostry spędzają indywidualnie. Można np. odmówić Koronkę, odprawić drogę krzyżową. Potem jest pół godziny na jakieś duchowe lektury.
Dalej od 17.00 do 18.30 jest godzinna modlitwa myślna i brewiarz. Po modlitwie kolacja. Dzień siostry kończą wspólną modlitwą w kaplicy. Przed spaniem jest czas na swoje sprawy, np. na odpisywanie na listy. O 22.00 siostry kładą, żeby odpocząć.
Jesteś osobą bardzo otwartą, taką "do ludzi". Twoi znajomi nie dziwią się, że dajesz się zamknąć w klasztorze?
Tak sobie myślę, że to nie ja będę za kratami, ale te osoby, które mnie odwiedzają. Tam będę wolna od rzeczy materialnych i powiązań z tym światem. Będę bardzo blisko Jezusa, najważniejszej Osoby w życiu.
Rozmawiał Mariusz Majewski
Komentarze: 89
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.
wtorek, 2 lutego 2010, 14:08
wtorek, 2 lutego 2010, 14:25
wtorek, 2 lutego 2010, 14:26
wtorek, 2 lutego 2010, 14:26
wtorek, 2 lutego 2010, 14:43
wtorek, 2 lutego 2010, 14:58
wtorek, 2 lutego 2010, 15:16
wtorek, 2 lutego 2010, 15:28
wtorek, 2 lutego 2010, 15:46
wtorek, 2 lutego 2010, 16:04
wtorek, 2 lutego 2010, 16:34
wtorek, 2 lutego 2010, 17:21
wtorek, 2 lutego 2010, 17:49
wtorek, 2 lutego 2010, 18:10
wtorek, 2 lutego 2010, 18:18
wtorek, 2 lutego 2010, 18:22
wtorek, 2 lutego 2010, 18:29
wtorek, 2 lutego 2010, 19:35
wtorek, 2 lutego 2010, 20:02
wtorek, 2 lutego 2010, 20:07
wtorek, 2 lutego 2010, 20:55
wtorek, 2 lutego 2010, 21:13
wtorek, 2 lutego 2010, 21:18
wtorek, 2 lutego 2010, 21:33
wtorek, 2 lutego 2010, 21:48
wtorek, 2 lutego 2010, 22:33
wtorek, 2 lutego 2010, 22:46
wtorek, 2 lutego 2010, 23:23
wtorek, 2 lutego 2010, 23:27
środa, 3 lutego 2010, 00:05
środa, 3 lutego 2010, 05:13
środa, 3 lutego 2010, 05:39
środa, 3 lutego 2010, 09:01
środa, 3 lutego 2010, 09:05
środa, 3 lutego 2010, 09:09
środa, 3 lutego 2010, 09:12
środa, 3 lutego 2010, 09:17
środa, 3 lutego 2010, 10:36
środa, 3 lutego 2010, 10:48
środa, 3 lutego 2010, 11:47
środa, 3 lutego 2010, 12:22
środa, 3 lutego 2010, 12:35
środa, 3 lutego 2010, 12:51
środa, 3 lutego 2010, 15:28
środa, 3 lutego 2010, 15:39
środa, 3 lutego 2010, 16:39
środa, 3 lutego 2010, 16:40
środa, 3 lutego 2010, 17:53
środa, 3 lutego 2010, 18:16
środa, 3 lutego 2010, 18:47
środa, 3 lutego 2010, 19:25
środa, 3 lutego 2010, 19:34
środa, 3 lutego 2010, 21:33
środa, 3 lutego 2010, 21:42
czwartek, 4 lutego 2010, 00:19
czwartek, 4 lutego 2010, 01:20
czwartek, 4 lutego 2010, 10:10
czwartek, 4 lutego 2010, 11:38
czwartek, 4 lutego 2010, 12:56
czwartek, 4 lutego 2010, 12:58
czwartek, 4 lutego 2010, 13:40
czwartek, 4 lutego 2010, 17:17
czwartek, 4 lutego 2010, 19:32
czwartek, 4 lutego 2010, 20:30
czwartek, 4 lutego 2010, 23:29
piątek, 5 lutego 2010, 02:35
piątek, 5 lutego 2010, 03:05
piątek, 5 lutego 2010, 07:35
piątek, 5 lutego 2010, 07:36
piątek, 5 lutego 2010, 14:27
piątek, 5 lutego 2010, 17:53
piątek, 5 lutego 2010, 20:55
sobota, 6 lutego 2010, 00:29
środa, 10 lutego 2010, 18:51
czwartek, 11 lutego 2010, 12:41
czwartek, 11 lutego 2010, 12:42
sobota, 13 lutego 2010, 10:38
sobota, 13 lutego 2010, 20:56
niedziela, 14 lutego 2010, 23:32
poniedziałek, 15 lutego 2010, 21:32
sobota, 20 lutego 2010, 10:44
piątek, 26 lutego 2010, 20:14
sobota, 27 lutego 2010, 04:30
niedziela, 28 lutego 2010, 03:29
niedziela, 28 lutego 2010, 03:29
niedziela, 28 lutego 2010, 03:30
niedziela, 28 lutego 2010, 03:30
niedziela, 28 lutego 2010, 03:31
niedziela, 28 lutego 2010, 03:35