DrukujLizbona wyznacza nowe pole gry o kształt polityki energetycznej

  • Kategoria: Polska
  • czwartek, 3 grudnia 2009 10:22
Źródło: Sxc.hu.

Źródło: Sxc.hu.

Istotą debaty o przyszłości polityki energetycznej Unii Europejskiej, szczególnie z punktu widzenia interesów Polski, jest praktyczny wymiar interpretacji zapisu Traktatu z Lizbony.

To jeden z wniosków płynących z Debaty Gazowej, współorganizowanej przez Instytut Kościuszki, która odbyła się w Krakowie w dniu wejścia w życie Traktatu lizbońskiego. Dokument ten mówi m.in. o zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw, funkcjonowania rynku i efektywności energetycznej oraz wspieraniu wzajemnych połączeń między sieciami energii, „w duchu solidarności” (art. 194). W moim przekonaniu najważniejszą kwestię stanowi tu relacja pomiędzy pojęciem bezpieczeństwa i solidarności. Można sobie bowiem wyobrazić trzy warianty takiej relacji.

Po pierwsze pojęcia te mogą być rozumiane rozłącznie i traktowane jako dwa odrębne cele polityczne, realizowane w różnych płaszczyznach. W takim przypadku „bezpieczeństwo energetyczne” postrzegane może być jako cel działania Unii jako całości i analizowane na poziomie wspólnotowym i to w kontekście relacji zewnętrznych (Unia ma być energetycznie bezpieczna jako aktor międzynarodowego rynku energetycznego, odbiorca surowców) a solidarność jest postulatem dla polityki wewnętrznej Unii i odnosi się do współpracy pomiędzy poszczególnymi częściami (państwami) Unii realizowanych poprzez powiązania sieciowe odpowiednie do strategicznych pozycji poszczególnych państw członkowskich. W takim rozumieniu Unia może być energetycznie bezpieczna (odporna na szoki rynkowe i zakłócenia dostaw) ale nie musi to oznaczać równego, czyli solidarnego, statusu bezpieczeństwa dla każdego z krajów Unii. Można sobie bowiem wyobrazić rodzaj bezpieczeństwa opartego na zasadzie protektoratu energetycznego – oznacza to, że państwa najsilniejsze, mające zagwarantowane zdywersyfikowane źródła dostaw lub politycznie wolne od szantażu przerwania dostaw, są dodatkowo chronione zapisami prawa wspólnotowego, a pozostałe kraje swoje bezpieczeństwo opierają wyłącznie na interkonektorach (podłączeniach) do ich sieci. Taki scenariusz mógłby nastąpić na przykład poprzez powiązanie budowy Gazociągu Północnego z pierwotnym kształtem zapisów rozporządzenia Komisji Europejskiej, którym energetyczny stan nadzwyczajny ogłasza się dopiero w przypadku zakłócenia dostaw dla więcej niż jednego kraju i próg utraty dostaw, który jest podstawą do jego ogłoszenia określa się dla całej Wspólnoty (w różnych wariantach) od 10 do 25%. Tego typu rozumienie założeń polityki energetycznej – czyli wyraźna hierarchizacja roli poszczególnych krajów członkowskich: część z nich staje się „centrami bezpieczeństwa” a pozostałe są „odbiorcami bezpieczeństwa” – może być rozumiana jako pochodna szerszego trendu, zauważalnego w relacjach pomiędzy krajami członkowskimi Unii Europejskiej i – generalnie – w całej dynamice systemu europejskiego, a mianowicie nowego ułożenia wewnętrznej równowagi w Unii Europejskiej poprzez kategoryzację ról członkowskich, nieuchronnie prowadzącą do stratyfikacji państw i tworzenia ekskluzywnych kręgów integracji dzielących Unię na centra i peryferia.

Po drugie możemy jednak pojęcia bezpieczeństwa i solidarności postrzegać łącznie - albo jako równoważne i wspólne cele polityki energetycznej, albo jak cele wzajemnie warunkujące się. W pierwszym przypadku oznaczałoby to, iż traktujemy inwestycje w zakresie dywersyfikacji źródeł i tras dostaw surowców, polityki klimatyczno-energetycznej i jej konsekwencji gospodarczych, współużytkowania nowoczesnych technologii energetycznych jako zadania zarówno w zakresie bezpieczeństwa energetycznego jak i solidarności energetycznej. A zatem zadaniem Unii jako całości jest zasada, że Unia jest na tyle bezpieczna na ile bezpieczne jest jej najsłabsze państwo członkowskie, a polityka energetyczna oznacza, w pierwszym rzędzie spójność energetyczną Unii. Z takiego punktu widzenia budowa, przywołanego, Gazociągu Północnego byłaby sprzeczna z polityką energetyczną Unii, gdyż prowadzi ona do zróżnicowania statusu państw członkowskich w zakresie bezpieczeństwa, a więc jest nie do pogodzenia z postulatem spójności.

Można także podejść do tych dwóch pojęć funkcjonalnie, to znaczy uznać, że jedynie solidarność energetyczna gwarantuje bezpieczeństwo. Oznaczałoby to, że dopiero osiągnięcie stanu solidarności może być uznane za warunek do uznania Unii za bezpieczną. W tym przypadku nakazywałoby to podjęcie w pierwszej kolejności inwestycji solidarnościowych – wsparcie modernizacji sektora energetycznego w niektórych krajach członkowskich, wsparcie budowy przez nie alternatywnych tras dostaw surowców, tworzenie europejskich sieci powiązań międzysystemowych w energetyce, wstrzymanie się z inwestycjami dwustronnymi z krajami trzecimi przez państwa członkowskie i realizacja wyłącznie projektów wspólnotowych. Takie postrzeganie zależności solidarności i bezpieczeństwa oznaczałoby zatem tworzenie na terenie Unii wspólnoty energetycznej, a nie jedynie ograniczonej przez partykularne interesy krajów członkowskich wspólnej polityki w tym zakresie.

Na tym właśnie polu rozegra się – w wymiarze językowym i powiązanym z nim wymiarze politycznym – gra o kształt polityki energetycznej. Polska musi być tu zdecydowanym aktorem.

Krzysztof Szczerski

 

*Tekst został wygłoszony na Krakowskiej Debacie Gazowej zorganizowanej przez Instytut Kościuszki, która odbyła się 1 grudnia 2009 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim. Patronem medialnym konferencji był portal Fronda.pl. Obszerna relacja z Debaty znajduje się tutaj.

Krzysztof Szczerski jest ekspertem Instytutu Kościuszki, byłym wiceministrem Spraw Zagranicznych, wicedyrektorem Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

 

  • digg.com
  • wykop.pl
  • Zapisz do del.icio.us
  • Ciekawe
  • Odsłon: 1647

Komentarze: 7

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Neomnemonic Neomnemonic napisał/a:

    czwartek, 3 grudnia 2009, 12:58

    Jestem za "solidarnością enrgetyczną" w UE :D

    ale czy ci na górze będą tego potrzebowac? :/

  2. Zobacz profil Kasa12 Kasa12 napisał/a:

    czwartek, 3 grudnia 2009, 15:47

    Czyli Unia chce ostatecznnie decydowac, gdzie jak i komu kurki zakrecac (gdyby burzyc sie zaczeli), czy odkrecac ( jak z lbem spuszczonym sie skrusza).

    W miedzyczasie kasy potrzebuja na ten kolejny zamordystyczny unijny program wiec farmazony kresla i obiecankami cacankami lasza. A czesc gawiedzi na to sie nabierze. Jak zwykle.

  3. czwartek, 3 grudnia 2009, 16:09

    noooo, nieźle :)

  4. Zobacz profil s-kamila s-kamila napisał/a:

    czwartek, 3 grudnia 2009, 17:30

    Staniszkis - Szczerski: http://www.youtube.com/watch?v=zBMVz9fkxBY

    dr Szczerski o solidarności w UE: http://www.youtube.com/watch?v=rfRkhKBcxms ,

    dr Szczerski o wolności w UE: http://www.youtube.com/watch?v=Goj0RVG3wPI

  5. Zobacz profil leaf427 leaf427 napisał/a:

    czwartek, 3 grudnia 2009, 17:43

    wszyscy gadu-gadu a Niemcy i tak robią swoje - rury po dnie Bałtyku puszczają.

  6. czwartek, 3 grudnia 2009, 20:42

    To może tak w ramach solidarności energetycznej zatwierdzić nowy podatek od CO2, umożliwić UE transfer bogactwa i utworzenie rządu światowego. Na całe szczęście mamy ClimateGate (opatrzność Boża), że przywołam słowa Lorda Moncktona, który jako chrześcijanin odnoszący się do zagrożeń klimatycznych powiedział: "nie ma potrzeby by zbawiać planetę, ona już została zbawiona ponad 2000 lat temu". Pozdrawiam i polecam zajrzeć:

    http://rzeczywistoscgryzie.wordpress.com/2009/12/03/climategate-pare-slow-o-plus-ziemkiewicz-naczelnym-cenzorem-prawicy-jest/

  7. Zobacz profil Wolf Wolf napisał/a:

    sobota, 5 grudnia 2009, 19:26

    skoro rozwiązania 2 i 3 implikują przerwanie budowy gazociągu północnego, w który zaangażowane są poważne środki i równie poważni politycy (były kanclerz Niemiec) to chyba wiadomo, który scenariusz się sprawdzi.

    Jeśli chodzi o CO2 to powinien działać taryfikator uwzględniający resorbcję przez roślinność danego państwa. Czyli wkład netto państwa do światowej / unijnej produkcji CO2. Dodatkowo jak już płacimy za trucie, to nie tylko za CO2. Można by z tego jakiś potężny fundusz podejmujący działania naprawcze zrobić. Gdyby oczywiście istniała szansa, że bedzie skuteczny.

    Teraz jednak większość produkcji przenosi się do Chin, więc jeśli cały przemysł UE obetnie emisję o połowę to pewnie będzie to mniej niż gdyby Chiny obcięły o 1%. Z tym, że ograniczenia emisji obciążają gospodarkę, więc zmniejszają znaczenie na arenie międzynarodowej i możliwość wpływania na Chiny na przykład.

    Jeśli chodzi o klimat to oczywiście trzeba go badać, bo się zmienia. I to badać rzetelnie i znacznie szerzej niż tylko pod kątem wpływy CO2 emitowanego przez ludzi:

    Zmian pewnie nie zatrzymamy, więc warto by je przewidywać i rozumieć nie tylko ich przyczyny, ale i skutki - móc za wczasu pomyślec jak się przystosować do tego, czego nie zatrzymamy. Oczywiście też patrząc jak, za sensowną cenę ograniczyć najbardziej uciążliwe zmiany. Niezależnie od ich antropogeniczności. Tylko tu trzeba działać bardzo ostrożnie - żeby poprawiając coś trochę nie zepsuć bardziej. A tak bywa przy "genialnych" pomysłach opartych na fragmentarycznym zrozumieniu problemu. A " Układ Ziemia" jest mocno skomplikowany i wątpię, czy ktokolwiek ogarnia na tyle możliwe oddziaływania, by móc pokierować przewidywaniem skutków jakiś działań podjętych w skali globalnej. Nie mówię, że umie je przewidzieć, ale że umie pokierować pracami pozwalającymi je przewidzieć - całym sztabem ludzi i sprzętu.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.