DrukujInstytut Konfucjusza - chiński urok czy ukryty Mao?

  • Kategoria: Świat
  • środa, 28 października 2009 14:56

Wizytówką współczesnych Chin zagranicą jest Instytut Konfucjusza. Na ile służy on promocji języka i kultury, a na ile interesom Komunistycznej Partii Chin?

 

Po masakrze na Placu Niebiańskiego Spokoju w 1989 roku komunistyczne władze Chin Ludowych robiły wszystko, aby ocieplić swój wizerunek zagranicą. Jeden z chińskich think tanków zasugerował wówczas prezydentowi Hu Jinatao, aby władze położyły nacisk na chińską kulturę. W ciągu swojej historii Państwo Środka było najeżdżane przez inne narody, jednak kultura chińska nie straciła na swojej wielkości. Skoro jest ona tak silna - dedukowali naukowcy think tanku - trzeba ją wykorzystać do promocji komunistycznej ideologii. Można więc na przykład otworzyć Instytut Konfucjusza, który nie tyle będzie propagował idee tego myśliciela, co będzie służył partii. I tak dziś Komunistyczna Partia Chin Ludowych umacnia swoje wpływy w świecie przedstawiając się jako spadkobierczyni konfucjanizmu, który wcześniej zniszczyła. Joshua Kurlantzick, autor książki „Urokliwa ofensywa – jak chińska polityka miękkiej siły zmienia świat, określa tę strategię jako jedną z bardziej udanych taktyk zastosowanych przez chińskich komunistów. Zachód wydaje się być oczarowany tą chińską polityką soft power, mimo że ChRL były i są nadal krajem laogai (obozów pracy - chińskich gułagów). Krajem, w którym nie ma wolności słowa i są prześladowani chrześcijanie.

Otwarcie każdego z Instytutu Konfucjusza przebiega mniej więcej tak samo: mówi się długo i dużo o chińskiej kulturze, chińskich dynastiach, kaligrafii, malarstwie, cytuje się Konfucjusza. Ani słowa o komunizmie i Mao.

Dziennikarze, jak urzędnicy

Chińczycy działają jednak wielowymiarowo. W ostatnich latach Pekin wysłał w świat ponad 2 tysiące nauczycieli języka chińskiego i zreformował swoją służbę dyplomatyczną (ponad połowa chińskiego korpusu dyplomatycznego to ludzie poniżej 35. roku życia, kształceni zagranicą, znający świetnie języki i mający już wyrobione kontakty, choćby w środowiskach akademickich w danym kraju). Ważnym narzędziem są media więc i te musiano dostosować. Nie jest to już toporna propaganda Radia Pekin. Dokonano modernizacji chińskiej agencji prasowej Xinhua, na którą powołują się dzisiaj czołowe wydania gazet czy wiadomości telewizyjnych na świecie, tak jak powołują się na Reutersa. Problem polega na tym, że Xinhua to nadal podlega Radzie Państwowej, najwyższemu organowi władzy wykonawczej ChRL, a dziennikarze pracujący dla Xinhua regularnie biorą udział w szkoleniach ideologicznych i podlegają takiej samej indoktrynacji jak inni zwykli urzędnicy państwowi. Renmin Ribao (Dziennik Ludowy), gazeta Komunistycznej Partii Chin Ludowych, ma dziś wydania w kilku językach m. in. angielskiej, francuskiej i hiszpańskiej. Centralna Telewizja Chińska (CCTV), stacja państwowa, zatrudniła zagranicznych dziennikarzy, a widzowie w Azji mogą dziś w satelicie oglądać najnowsze wydania wiadomości przygotowane przez reporterów tej stacji.

Cel? Uniwersytety

Instytuty Konfucjusza są jednak bardzo ważnym narzędziem polityki miękkiej siły. Chińskie Biuro Międzynarodowej Promocji Języka Chińskiego (Hanban), które nimi zarządza są pod ścisłą kontrolą władz. Często porównuje się Instytut Konfucjusza do Instytutu Francuskiego, British Council czy niemieckiego Instytutu Goethego, których działalność sponsorują rządy krajów, które te instytucje reprezentują. Państwa te płacą za wynajem biur Instytutów w budynkach komercyjnych. Nie dochodzi więc do „przenikania się” owych instytucji z lokalnymi organizacjami. Nie ma żadnego rodzaju zależności pomiędzy instytutami a na przykład uczelniami w danym kraju. Instytut Konfucjusza działa inaczej. Zakłada swoje siedziby na czołowych uniwersytetach zagranicznych, przez co staje się częścią instytucji naukowej danego kraju. Jak uważa była australijska dyplomatka a obecnie wykładowca na wydziale Studiów nad Chinami na Uniwersytecie Sydney, prof. Jocelyn Chey, właśnie taki układ pozwala władzom chińskim mieć bezpośredni wpływ na program danej uczelni i kierunek rozwoju studiów nad Chinami. „Nie muszę wyjaśniać dlaczego wśród oferowanych wykładów nie będzie nic na temat wolności religijnej w Chinach, niepodległości Tajwanu czy Tybetu”, powiedziała mi w rozmowie telefonicznej profesor Chey. Do 2010 roku ma powstać kilkaset Instytutów Konfucjusza na całym świecie. W 2006 roku utworzono pierwszy Instytut w Polsce, w Krakowie, na Uniwersytecie Jagiellońskim. W 2008 roku otwarto trzy następne Instytuty: w Opolu na Politechnice Opolskiej, w Poznaniu na Uniwersytecie Adama Mickiewicza i we Wrocławiu na Uniwersytecie Wrocławskim.

Polski naukowcom to nie przeszkadza

Choć w wielu krajach np. w Australii, USA, Kanadzie czy Szwecji pojawiły się głosy protestów ze względu na bezpośrednie łączenie Instytutów Konfucjusza z lokalnymi uczelniami, polskim środowiskom naukowym wydaje się to zupełnie nie przeszkadzać. Gdy w 2007 roku Uniwersytet w Sydney popisał umowę o współpracy z Instytutem Konfucjusza, prof. Jocelyn Chey, głośno wyraziła swoje obawy, iż najstarsza uczelnia w Australii naraża na szwank swoje dobre imię, a także swoją niezależność współpracując z organizacją będącą jednym z narzędzi propagandy Komunistycznej Partii Chin Ludowych.

Według prof. Chey, Chiny traktują współpracę kulturalną i handlową jako kolejne źródło wpływu na opinię publiczną na świecie a „Instytuty Konfucjusza są częścią międzynarodowej kampanii KPChL gdyż za pomocą współpracy kulturalnej dużo łatwiej wpływa się na publikę i osiąga się cele natury politycznej.”

Szkoły językowe z przekazem podprogowym

W Stanach Zjednoczonych, gdzie w tej chwili działa ponad 40 Instytutów Konfucjusza, coraz częściej pojawiają się głosy, że pod przykrywką nauki języka chińskiego eksportują ideologię komunistyczną. Yao Zhe nauczycielka chińskiego pracująca dla jednej z amerykańskich uczelni w wywiadzie dla „Epoch Timesprzyznała, że „przygotowane w Pekinie podręczniki do nauki języka chińskiego propagują nie tyle kulturę chińską co partię komunistyczną. Z tych materiałów korzysta większość studentów ucząca się chińskiego w USA. „To trochę przypomina pole bitwy bez dymu i wystrzałów – ludzie poddawani są praniu mózgów nawet o tym nie wiedząc”, dodaje nauczycielka.

W jednym z podręczników można było znaleźć między innymi następujące zdanie przetłumaczone na angielski: „Zobaczyć Makesi to jak zobaczyć Boga” . Oczywiście chodzi tu, jak wyjaśnia jeden z nauczycieli o boga komunizmu Marksa, którego chińskie imię to (w transkrypcji) Makesi.

Na zajęcia z języka chińskiego uczęszcza także młodzież ze szkoły średniej. Rodzice są zazwyczaj zupełnie nieświadomi tego, jak wyglądają lekcje ich pociech. Praca domowa to na przykład wypracowanie na temat jednego z komunistycznych przywódców Chin albo na temat korzyści jakie przynosi komunizm. Studenci muszą korzystać z chińskich źródeł (na przykład stron internetowych agencji Xinhua czy gazety Renmin Ribao) dostępnych w języku angielskim. „Jeden z moich amerykańskich uczniów wyznał, że pragnie studiować w Chinach. Zapytałem: dlaczego? Usłyszałem: bo u was jest komunizm; nie rozumiem dlaczego my nie mamy komunizmu w USA ” - wyznał dziennikarzom „Epoch Times” jeden z byłych nauczycieli chińskiego. To wyznanie było momentem przełomowym dla nauczyciela, wcześniej wierzącego, że Instytut Konfucjusza ma za główny cel promocję kultury chińskiej na świecie. „Zrozumiałem, że oni (młodzi ludzie) nie poznają prawdy, nie poznają prawdy o partii”.

Bliskie związki Instytutu Konfucjusza i lokalnych uczelni są też niepokojące ze względu na zatrudnianą tam kadrę z Chin. Od 1980 roku państwo wysyła coraz więcej studentów i naukowców do Stanów Zjednoczonych; oczywiście większość z nich przed wyjazdem musi odbyć "spotkanie" z przedstawicielem chińskiej służby wywiadowczej; z reguły wyjeżdżający nie są zmuszani do szpiegowania, ale mają bacznie się rozglądać i "przywozić wszystko co uznają za użyteczne dla ojczyzny". Chińskie traktują tę działalność jako kontrakt i tych, którym udało się uzyskać tajne informacje hojnie wynagradzają; za swój "czyn patriotyczny". W USA pod lupę FBI trafiło Stowarzyszenie Studentów i Naukowców Chińskich (CSSA), mające swoje siedziby w dużych centrach akademickich USA. Choć filie CSSA nie są oficjalnie powiązane z Komunistyczną Partią Chin Ludowych, to ich władze wybiera partia, a działalność znajduje się pod ścisłą kontrolą ambasad i konsulatów ChRL.

Są też przypadki, gdy Amerykanie chińskiego pochodzenia szpiegują dla Pekinu. W Waszyngtonie coraz częściej słychać głosy, żeby bardziej przyjrzeć się temu, do jakich ważnych informacji mają dostęp osoby chińskiego pochodzenia ( przede wszystkim te utrzymujące kontakt z rodziną w Chinach); zaleca się także, aby władze uniwersytetów, które prowadzą badania zlecone przez rząd dokonały rewizji procedur dotyczących bezpieczeństwa ze szczególnym uwzględnieniem kontaktów z Chińczykami. Zastępca dyrektora Amerykańskiej Rady d/s Polityki Zagranicznej Al Santoli zauważył, że "sukcesy jakie wywiad chiński odnosi to bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa USA, ale także dla światowego pokoju". Jeden z czołowych analityków spraw chińskich w FBI Paul Moore przyznał: "To nie duże, egzotyczne akcje szpiegowskie (ze strony Chin – przyp. HS) nas wykańczają, ale zwykłe, codzienne kontakty".

 

Hanna Shen

 

Ważne lektury:

  • digg.com
  • wykop.pl
  • Zapisz do del.icio.us
  • Ciekawe
  • Odsłon: 1443

Komentarze: 13

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Cyryl Cyryl napisał/a:

    środa, 28 października 2009, 16:08

    Obama rozumiem promuje idee wolnorynkowe.

  2. Zobacz profil Tomasz A.S. napisał/a:

    środa, 28 października 2009, 18:09

    Postawmy więc pytanie rektorom, którzy przytulili maoistowskie komunistyczne Instytuty Konfucjusza w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Opolu na Politechnice Opolskiej, w Poznaniu na Uniwersytecie Adama Mickiewicza i we Wrocławiu na Uniwersytecie Wrocławskim:

    Dlaczego wśród oferowanych wykładów na Waszej uczelni nie będzie nic na temat wolności religijnej w Chinach, niepodległości Tajwanu czy Tybetu?

    Odpowiedzą zapewne, że nauka jest apolityczna. Nie powiedzą przecież, że jest amoralna.

    Nie ma w Polsce baz rosyjskich na mieniu po krasnej armii, to są już tworzone bazy chińskie na mieniu zasłużonych uczelni polskich!

  3. Zobacz profil Pontius Pontius napisał/a:

    środa, 28 października 2009, 18:18

    Bardzo chwytliwa bajeczka, gratuluję autorowi. Prawie prawdziwa, tylko muszę zauważyć, że Chiny nie tyle propagują komunizm, co dbają o swój wizerunek - partii i kraju. Szkoda że my tak nie działamy chociażby w samej tylko Europie! Życzyłbym sobie, aby i u nas zapanował chiński komunizm. Jedynie słuszną partię u władzy już mamy, niestety brakuje jeszcze tego co najważniejsze, kapitalistycznej gospodarki.

  4. Zobacz profil AlexiusComnenus AlexiusComnenus napisał/a:

    środa, 28 października 2009, 18:24

    Czemu tylko Tybet i Tajwan? A Turkiestan, Mandżukuo i odrąbana Mongolia? ;]

  5. Zobacz profil Luklukow Luklukow napisał/a:

    środa, 28 października 2009, 18:34

    @czekof

    Skoro tak Ci spieszno do chińskiego komunizmu to wyjedź do Chin. Ten Twój kapitalizm w Chinach jest tylko na papierku, bo mimo że istnieje wolność gospodarcza to nic nie jest Twoje (ziemia na której działasz nie jest Twoja). Po za tym nie będę już wymieniał jak tam traktuje się kobiety, jak prze potwornie w sprawach społecznych rozrośnięty jest aparat biurokratyczny kontrolujący poczynania ludzi.

    Zdrówko.

  6. Zobacz profil Pokręć Pokręć napisał/a:

    środa, 28 października 2009, 18:40

    Jedno mnie zastanawia i nie znajduje odpowiedzi na nastepujace pytanie: dlaczego na swiecie komunizm i lewactwo sa tak bardzo popularne? Dlaczego na swiecie jest tak wielu ludzi deklarujacych nawet cieple uczcucia do komunizmu, czy paradujacych w koszulkach z Che? Co takiego jest w tym zbrodniczym, szatanskim systemie, ze tak latwo i skutecznie zatruwa ludzkie umysly?

    Jakos nazizm, czy faszyzm (tez odmiany socjalizmu) nie maja takiej "sily przebicia", komunizm, ktory pochlania zycia i szczescia ludzkie dziesiatkami, setkami milionow - zawsze znajdzie "pozytecznych idiotow", zeby go wspierali.

    Poza tym, powiedzmy sobie szczerze, czytalem "Dialogi" Konfucjusza. W porownaniu z europejskimi myslicielami i greckimi filozofami, to Konfucjusz byl malym szczeniaczkiem. On nawet nie byl filozofem, raczej kims w rodzaju mistyka - medrca dajacego rady jak zyc. Konfucjanizm to cos w rodzaju buddyzmu - filozofii zycia, religii bez bostwa. Konfucjusz byl wrecz antyrewolucjonista - propagowal spolegliwosc, podporzadkowanie sie rodzicom (typowo chinska tradycja, szacunek do rodzicow w tej tradycji praktycznie zastepowal szacunek do Boga a Boga z kolei traktowali na zasadzie "woli Niebios" - byly jakies Niebiosa, ale co w nich bylo, kto tam siedzial - nie wnikali), podporzadkowanie sie hierarchii spolecznej i generalnie siedzenie na tylku na swoim miejscu korzystajac nieustannie z okazji do milczenia. Taka to jest ta tradycyjna kultura chinska.

    Poza tym Chinczycy uprawiaja demagogie. Ich kultura byla kiedys, jeszcze gdzies do 1300 r. naprawde mocno "do przodu" wzgledem Europy. To oni odkrywali, konstruowali i podrozowali. Pewnego dnia cesarz przestraszyl sie, ze uczeni moga go odsunac od wladzy i nakazal spalenie ksiazek razem z uczonymi. Chinczykom niepotrzebny byl najazd Mongolow, sami siebie "zalatwili" na cacy.

    Tak naprawde, to oni mogliby sie kultury i sztuki uczyc od nas, tak, jak nasi przodkowie uczyli sie od nich 1000 lat temu z opowiesci Marco Polo.

  7. Zobacz profil egeno napisał/a:

    środa, 28 października 2009, 20:46

    1. czy krytykujący współczesne Chiny ( w których nikt już nie umiera z głodu) krytykowali je w czasach Mao, kiedy to mioliny umierały z głodu i gniły w łagrach?

    2.czy ta krytyka spowodowana jest troska o "biednych Chińczyków" czy zawiśćią, że Chiny wyrwały się z nędzy?

    3. jaki jest nasz interes w zwalczaniu Chin? czy Chiny zgłaszają roszczenia terytorialne do Polski ( b. ziemie odzyskane) , czy raczej inny bliski nam kraj?

    Łajdacy, którzy przefrymarczyli Polskę musza się bawić w obrońców niepodległości Gruzji, Kosowa,Tybetu itp. nie dajmy soba manipulować.

  8. czwartek, 29 października 2009, 17:46

    Brawo, Panie "egeno"! Bardzo dobrze, że Pan zwrócił uwagę na te zagadnienia.

  9. Zobacz profil Tomasz A.S. napisał/a:

    czwartek, 29 października 2009, 20:53

    egeno i EugeniuszSendecki

    Czy za długi ten artykuł, żeby go dokładnie przeczytać?

  10. piątek, 30 października 2009, 08:36

    W 2006 roku głosowałem w senacie Uniwersytetu jagiellońskiego przeciw utworzeniu Instytutu Konfucjusza. Nieliczne profesorskie głosy stawiały otwarte pytanie: Czy to aby nie komunistyczna chińska propaganda? Prorektor, już nie pamiętam który, chyba prof. Miodunka referował, że to wielkie wyróżnienie dla UJ i szansa na otwarcie na daleki wschód, który jest rodzącą się potęgą. Wiele krytycznych głosów zostało jednak uciszonych po informacji, że Instytut Konfucjusza będzie finansowany przez Chińczyków. Zadziałał więc mechanizm drobnomiasteczkowy: dają coś za darmo, to trzeba brać... W tym samym roku UJ postanowił jednak nadać honoris causa Dalajlamie, żeby wilk był syty i owca cała... Tak oto mądre głowy ulegają mitom i snom o potędze uczelni czyniąc się narzędziami nachalnej chińskiej propagandy.

  11. Zobacz profil egeno napisał/a:

    piątek, 30 października 2009, 18:27

    artykuł przeczytałem jeszcze raz . wynika, że moje pytania mają istotny z nim związek.wrażenie odniosłem,że :

    1. Autor nienawidzi komuny,

    2. za jedynego - albo najgroźniejszego- nosiciela komuny w Polsce uważa Chińczyków.

    3. komuniści to nie nasz "chów"

    nie moge dowiedzieć się czy z taka sama zajadłością atakowano maoistów, gdy miliony umierały z głodu i gniły w łagrach.

    A może powodem tej szczególnej "wrażliwości" jest sukces gospodarczy podkopujący pozycję dotychczasowych liderów - w szczególności "starszych braci w wierze"?

    zagrożenie suwerenności Polski mogą stanowić tylko Chiny, bo to one graniczą z Polską i one dybią na b. terytoria III Rzeszy.

  12. Zobacz profil Sinifikator Sinifikator napisał/a:

    niedziela, 1 listopada 2009, 21:14

    „Zobaczyć Makesi to jak zobaczyć Boga” . Oczywiście chodzi tu, jak wyjaśnia jeden z nauczycieli o boga komunizmu Marksa, którego chińskie imię to (w transkrypcji) Makesi.

    Mistrzostwo szarej propagandy w wykonaniu Autora. "Jian Makesi", czyli "oglądać Marksa" to żartobliwy synonim tabuizowanego "umrzeć". Z Marksem jako bogiem nie ma bezpośredniego związku.

    Proszę nie rozpowszechniać niesprawdzonych informacji, choćby nawet w dobrej wierze.

    Pozdr.

    Sinifikator

  13. Zobacz profil HaniaShen HaniaShen napisał/a:

    wtorek, 3 listopada 2009, 06:24

    Sinifikator,

    Nie chodzi o "jian makesi" ale o tekst jaki ukazał się po angielsku "going to see Makesi means going to see God"...z wyjaśnieniem nauczyciela, iż „Makesi is a god of communism” (Makesi to bóg komunizmu)..

    Egeno,

    Rzeczywiście nie przepadam za komunizmem (bingo!), ale też trudno mnie przekonać, że Chiny to raj na ziemi. Owszem 200 mln Chińczyków cieszy się standardem życia klasy średniej, ale pozostały miliard to najbiedniejsi i najbardziej wyzyskiwani ludzie na świecie. I niestety nie jest prawdą, iż w ChRL nie umiera się już w łagrach..nadal istnieją tam obozy pracy (laogai).

    Pozdrawiam

    Hania Shen

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.