AVATAR trójwymiarowe szambo new-age

Drukuj kategoria: Film

Jestem zdumiony, że film niczym nie zaskoczył. Nie chodzi mi o trailer, który zdradza fabułę, ale o niuejdżowską układankę w którą zatapia się główny bohater. Wszystko już widzieliśmy. Kotoludy z francuskich komiksów, latających wojowników z "Eragona", latające klify z japońskich baśni i teledysków Gorillaz. Kotoludy mają błękitną skórę jak osoby duchowe z hinduistycznych malowideł, wierzą w pramatkę (Gaję?), ich śpiew przypomina glosolalia i chrześcijańskie pieśni, a obrzędy są rodem z sekciarskich jazd amerykańskich śrich z lat 1960-tych. Mieszkańcy drzew, jak Elfowie, jak Ewoki. Indianie przepraszający zabite stworzenia i modlący się nad nimi. Galopują na swych kosmicznych mustangach (mustangom nie oszczędzono nawet końskiego rżenia) i strzelają z łuków. Główną szamankę ludu Na'vi też już widzieliśmy w jakimś filmie o voodoo czy piratach.

Technologia ludzi jest wtórna: z gier komputerowych, z "Obcych" (ile razy można oglądać Sigurney Weather kładącą się do kapsuły?), "Gwiezdnych Wojen" (hologramy robiły wrażenie w 1977 roku), z filmów o Wietnamie, te same gesty, te same rozkazy, te same żołnierskie żarciki i kpiny mimo roku 2154.

Intensywna muzyka wypalonego Jamesa Horner'a sygnalizuje, że jesteśmy w lesie i, że zaraz przyjdą Dzicy (peruwiańska fletnia pana), odgłosy parowych maszyn "Titanic'a" przenoszą nas na pokłady latających okrętów. To też już znamy na wylot. Nawet synchronizacja okrzyków i ryków z patosem Horner'a jest boleśnie przewidywalna. Ile razy można oglądać angielską szarżę pod Stirling? Choć może to bardziej leśna szarża Maksymusa w Germanii?

W całej tej niuejdżowskiej papce ukryta jest historia zdrajcy, który za możliwość chodzenia porzuca swoje człowieczeństwo, wybiera "Matrix", a my mamy mu przytaknąć (Yes! Yes! Yes!) i pokibicować. Z radością mamy napawać się scenami gdy niebieskie czterometrowe kotoludy przeszywają ludzi strzałami albo ciskają nimi w czeluście. Tym razem to jednak nie Lakotowie pod dowódctwem Johna Dunbar'a biją niedobrą kawalerię Stanów Zjednoczonych, to nie "Tańczący z Wilkami" czy "Człowiek Zwany Koniem" (ach to wejście w plemię, asymilacja, bohaterstwo i córka wodza!), teraz kosmici bronią się przed niszczącą cywilizacją człowieka. Znamienne, że wśród żołnierzy w akcji przeważają biali jasnoocy, trzeba się napracować, żeby dojrzeć Murzyna. Azjatów jak na lekarstwo, został tylko chiński Smok namalowany na latającej fortecy. Ludzie jako zło i pokojowe kotoludy, które wierzą w równowagę w przyrodzie i w energię zaciąganą na kredyt od zespojonego mocą (elektryczną?) świata.

Religia. Świat "Awataru" wypełniony jest religią. W ciągu trzech godzin mamy dobre dwadzieścia minut obrzędów, modlitw, westchnień do bogini Ejły (Eywa'y) i mamy to podziwiać… mamy to pokochać! Mamy wzruszyć się gdy dwa kotoludy się całują. Niepokojące zabiegi tym bardziej, że wojownicy ludu Na'vi kojarzą się z orkami z "Władcy Pierścieni". W scenie gdy główny bohater próbuje nowych stóp i biegnie, prawie zostaje staranowany przez pojazd, odruchowo wyrywa mu się wtedy amerykańskie "Dżizys!", a na końcu spaja się z Ejłą i przechodzi przez nią do nowego ciała na stałe. Tak, przecież nawet słowo awatar to nic innego jak WCIELENIE, inkarnacja. Zjazd od tego "Dżizys" do krainy ukwiałopodobnych nasionek i świecących piegów jest dla widza z mojego kręgu kulturowego obrzydliwy.

Trzeci wymiar. Też już widzieliśmy, np. w "Skrzydłach Odwagi" JJ Annaud'a trójwymiarowi lotnicy wozili tam pocztę nad Andami, niestety byli fatalnie zdubingowani przez polskich lektorów. W "Awatarze" możemy posłuchać cwaniackiej angielszczyzny i języka Na'vi, który jest nudnym, indoeuropejskim językiem o nieskomplikowanej budowie i brzmieniu. To już na naszej planecie Ziemi są ciekawsze języki z kląskaniami i sykami, albo mlaskowe.

Mimo dość brutalnych scen z dzikimi bestiami i krwawą jatką na pełnej sali widziałem sporo dzieci. Jeśli takie filmy będą kształtować ich dusze i gusta to współczuję ich pokoleniu.

Komentarze: 9

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Hugo Hugo napisał/a:

    sobota, 19 grudnia 2009, 09:48

    No świetna - w znaczeniu rasowa - recenzja. Gratulacje. Ja też często nie mogę patrzeć na film. Nie mogę zatrzymać się tylko na "to tylko opowiastka. Niestety już jestem wręcz upierdliwy dla moich znajomych, bo "ciągle wynajduje" drugie dna i tendencyjność itd. Nie chcę im psuć przyjemności, więc już się częściej przymykam.

  2. Zobacz profil Preff de Zoo Preff de Zoo napisał/a:

    sobota, 19 grudnia 2009, 09:49

    Podziękować Misiu za merytoryczną recenzję.

  3. Zobacz profil Edit Edit napisał/a:

    sobota, 19 grudnia 2009, 10:11

    dzięki za recenzję

    "Świat "Awataru" wypełniony jest religią. W ciągu trzech godzin mamy dobre dwadzieścia minut obrzędów, modlitw, westchnień do bogini Ejły"

    Niestety negacja Chrystusa i Jego nauki oraz odwieczna tęsknota człowieka za Stwórcą cofa ludzi w czasy pogaństwa. Kiedy wyjechałam na zachód europy, to miałam wrażenie, że przeniosłam się do jakiejś wioski we wczesnym średniowieczu gdzieś na nowo ewangelizowanych terenach, w której pełno jest wróżek, sekt i różnych domorosłych religii, o Piśmie Świętym każdy coś słyszał ale nigdy nie czytał i raczej wątpi by była to prawda. Pamiętam jak w "Bruce Almighty", gdzie Bóg był ewidentnie przedstawiony jako ten z Pisma Świętego, ale główny bohater w łapie nie ściska różańca tylko koraliki do mantrowania, bo różaniec to byłby obciach, a koraliki są cool.

  4. Zobacz profil Kasa12 Kasa12 napisał/a:

    sobota, 19 grudnia 2009, 15:07

    Sorry, ale ja tego typu filmy BOJKOTUJE.

    Moj czas i grosz zarobiony szanuje. Dzieciakow na takie filmy tez nie zabieram, poki to ja jeszcze im grosz wydzielam.

    Bojkotowac, olewac prosze panstwa chalture.

    Ale ja tak se moge.. do sciany pogadac...

  5. Zobacz profil Shork Shork napisał/a:

    sobota, 19 grudnia 2009, 15:22

    idę w Święta. Może forma choć będzie przyjemna dla oka.

    PS. Lewactwo strasznie filmy psuje.

  6. Zobacz profil mr.brown mr.brown napisał/a:

    sobota, 19 grudnia 2009, 20:47

    Uff,a zastanawiałem się czy na owo filmidło się nie wybrać (ot tak,dla efektów-co zresztą zdarzyło mi się pierwszy raz!).Podziękować za przestrogę i cierpienie własne w imię Prawdy :-)

    Kolega się wybierze za to na Charlesa Dickenesa 3d "Opowieść Wigilijną".Bez dzieci oczyyście.Sugestywne i pozytywne.

    Pzdr.

  7. Zobacz profil GrayFox GrayFox napisał/a:

    niedziela, 31 stycznia 2010, 20:01

    Hehe rozwaliłeś mnie tym komentażem. Avatar jest moim zdaniem świetnym filmem z magiczną otoczką S-F. A wy, droga moherowo-rydzykowa polsko uciszcie się proszę. Wy widocznie nie widzicie magii tego filmu. Nie komentujcie tego o czym pojęcia nie macie.

  8. Zobacz profil miś Korbiniana miś Korbiniana napisał/a:

    czwartek, 4 lutego 2010, 16:02

    @ Grayu-foksie, ani ja moherowa, ani rydzykowa, ani Polska i się nie uciszę. :-)

    Uciszali mnie gdy byłem mały, teraz jestem duży. Dziękuję za komentarz! :-)

  9. Zobacz profil Turambar Turambar napisał/a:

    niedziela, 28 lutego 2010, 11:20

    "Zjazd od tego "Dżizys" do krainy ukwiałopodobnych nasionek i świecących piegów jest dla widza z mojego kręgu kulturowego obrzydliwy."

    Dziękuję za to zdanie. Dla mnie to było tak samo niesmaczne.

Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.