AVATAR trójwymiarowe szambo new-age
piątek, 18 grudnia 2009, 23:07
Jestem zdumiony, że film niczym nie zaskoczył. Nie chodzi mi o trailer, który zdradza fabułę, ale o niuejdżowską układankę w którą zatapia się główny bohater. Wszystko już widzieliśmy. Kotoludy z francuskich komiksów, latających wojowników z "Eragona", latające klify z japońskich baśni i teledysków Gorillaz. Kotoludy mają błękitną skórę jak osoby duchowe z hinduistycznych malowideł, wierzą w pramatkę (Gaję?), ich śpiew przypomina glosolalia i chrześcijańskie pieśni, a obrzędy są rodem z sekciarskich jazd amerykańskich śrich z lat 1960-tych. Mieszkańcy drzew, jak Elfowie, jak Ewoki. Indianie przepraszający zabite stworzenia i modlący się nad nimi. Galopują na swych kosmicznych mustangach (mustangom nie oszczędzono nawet końskiego rżenia) i strzelają z łuków. Główną szamankę ludu Na'vi też już widzieliśmy w jakimś filmie o voodoo czy piratach.
Technologia ludzi jest wtórna: z gier komputerowych, z "Obcych" (ile razy można oglądać Sigurney Weather kładącą się do kapsuły?), "Gwiezdnych Wojen" (hologramy robiły wrażenie w 1977 roku), z filmów o Wietnamie, te same gesty, te same rozkazy, te same żołnierskie żarciki i kpiny mimo roku 2154.
Intensywna muzyka wypalonego Jamesa Horner'a sygnalizuje, że jesteśmy w lesie i, że zaraz przyjdą Dzicy (peruwiańska fletnia pana), odgłosy parowych maszyn "Titanic'a" przenoszą nas na pokłady latających okrętów. To też już znamy na wylot. Nawet synchronizacja okrzyków i ryków z patosem Horner'a jest boleśnie przewidywalna. Ile razy można oglądać angielską szarżę pod Stirling? Choć może to bardziej leśna szarża Maksymusa w Germanii?
W całej tej niuejdżowskiej papce ukryta jest historia zdrajcy, który za możliwość chodzenia porzuca swoje człowieczeństwo, wybiera "Matrix", a my mamy mu przytaknąć (Yes! Yes! Yes!) i pokibicować. Z radością mamy napawać się scenami gdy niebieskie czterometrowe kotoludy przeszywają ludzi strzałami albo ciskają nimi w czeluście. Tym razem to jednak nie Lakotowie pod dowódctwem Johna Dunbar'a biją niedobrą kawalerię Stanów Zjednoczonych, to nie "Tańczący z Wilkami" czy "Człowiek Zwany Koniem" (ach to wejście w plemię, asymilacja, bohaterstwo i córka wodza!), teraz kosmici bronią się przed niszczącą cywilizacją człowieka. Znamienne, że wśród żołnierzy w akcji przeważają biali jasnoocy, trzeba się napracować, żeby dojrzeć Murzyna. Azjatów jak na lekarstwo, został tylko chiński Smok namalowany na latającej fortecy. Ludzie jako zło i pokojowe kotoludy, które wierzą w równowagę w przyrodzie i w energię zaciąganą na kredyt od zespojonego mocą (elektryczną?) świata.
Religia. Świat "Awataru" wypełniony jest religią. W ciągu trzech godzin mamy dobre dwadzieścia minut obrzędów, modlitw, westchnień do bogini Ejły (Eywa'y) i mamy to podziwiać… mamy to pokochać! Mamy wzruszyć się gdy dwa kotoludy się całują. Niepokojące zabiegi tym bardziej, że wojownicy ludu Na'vi kojarzą się z orkami z "Władcy Pierścieni". W scenie gdy główny bohater próbuje nowych stóp i biegnie, prawie zostaje staranowany przez pojazd, odruchowo wyrywa mu się wtedy amerykańskie "Dżizys!", a na końcu spaja się z Ejłą i przechodzi przez nią do nowego ciała na stałe. Tak, przecież nawet słowo awatar to nic innego jak WCIELENIE, inkarnacja. Zjazd od tego "Dżizys" do krainy ukwiałopodobnych nasionek i świecących piegów jest dla widza z mojego kręgu kulturowego obrzydliwy.
Trzeci wymiar. Też już widzieliśmy, np. w "Skrzydłach Odwagi" JJ Annaud'a trójwymiarowi lotnicy wozili tam pocztę nad Andami, niestety byli fatalnie zdubingowani przez polskich lektorów. W "Awatarze" możemy posłuchać cwaniackiej angielszczyzny i języka Na'vi, który jest nudnym, indoeuropejskim językiem o nieskomplikowanej budowie i brzmieniu. To już na naszej planecie Ziemi są ciekawsze języki z kląskaniami i sykami, albo mlaskowe.
Mimo dość brutalnych scen z dzikimi bestiami i krwawą jatką na pełnej sali widziałem sporo dzieci. Jeśli takie filmy będą kształtować ich dusze i gusta to współczuję ich pokoleniu.
Komentarze: 9
Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać komentarze.

sobota, 19 grudnia 2009, 09:48
sobota, 19 grudnia 2009, 09:49
sobota, 19 grudnia 2009, 10:11
sobota, 19 grudnia 2009, 15:07
sobota, 19 grudnia 2009, 15:22
sobota, 19 grudnia 2009, 20:47
niedziela, 31 stycznia 2010, 20:01
czwartek, 4 lutego 2010, 16:02
niedziela, 28 lutego 2010, 11:20