• fronda.pl
  • Modlitewnik
  • Fronda.tv
  • Ciekawe
  • Blogi
  • FForum
  • Klub Fronda.pl
  • Kanał informacyjny

W grząskim gruncie rzeczy

  • Lojalka intelektualisty

    wtorek,16 grudnia 2008,20:26

    kategoria: Kultura

    Jak wiadomo w czasach PRL-u dozwolone granice, temperaturę oraz tematykę dyskusji publicznej wyznaczała PZPR, dysponująca w tym celu całą rzeszą stachanowców literackiego rzemiosła, o których Marian Hemar pisał, że "przez lata z nabożeństwem ideowo maniackiem przed Stalinem leżeli migdałowym plackiem".

    Literaci, intelektualiści chowu stalinowskiego oddawali co i rusz akty strzeliste zawierzenia socjalistycznej władzy, jak ten z 1953 roku, gdy różne Mrożki i Szymborskie tępiły wrogów socjalizmu (skazywanych później na śmierć) oraz zobowiązywały się "w twórczości swojej jeszcze bardziej bojowo i wnikliwiej niż dotychczas podejmować aktualne problemy walki o socjalizm i ostrzej piętnować wrogów narodu — dla dobra Polski silnej i sprawiedliwej"

    I niech mi ktoś powie, że historia się kołem nie toczy, skoro tylko otworzę pierwszą lepszą gazetę niepodległej Polski i widzę, jak kolejny literat dokonuje uroczystego aktu zawierzenia swojej Partii, z tą tylko techniczną różnicą, że rolę Partii w wyznaczaniu dozwolonych granic dyskusji publicznej przejął w III RP tzw. salon, którego czołową ekspozyturą jest Gazeta Wyborcza wraz z jej charyzmatycznym redaktorem naczelnym Adamem Michnikiem. Oto bowiem w ubiegłotygodniowym wydaniu Dziennika przeczytałem manifest Jerzego Pilcha, to jest pisarza, może nie obdarzonego jakimś wybitnym talentem, ale przynajmniej pracowitego w szlifowaniu politpoprawnych strof, całowaniu klamek na warszawskich salonach i polerowaniu końcówki pleców różnych decydentów, dzięki czemu dorobił się on pozycji salonowego pieszczocha, a nawet przyznawanej przez Michnika nagrody Nike. Pan Pilch Jerzy, pisze, że "woli stracić z Michnikiem, niż zyskać z Zybertowiczem. Jakby przyszło co do czego, bez namysłu wybiorę błąd Michnika niż racje Zybertowicza.", co należy przełożyć z salonowego na nasze, że nie ważne czy Michnik ma rację, czy nie - ja i tak zawierzam mu w ciemno; a nawet jak Michnik się myli, to ja wolę też się mylić, niż - a fe! - zgodzić się z Zybertowiczem, który jest - jak peroruje dalej pan literat - "parodystą" i "nienawistnikiem".

    I tutaj chciałbym się zatrzymać nad rolą, jaką ponoć spełnia inteligencja w naszym społeczeństwie. Jak napisał skromnie w swej ostatniej książce  obiekt ekstatycznych westchnień pana Pilcha, Adam Michnik, "polski naród dostał lepszą inteligencję niż zasłużył" albowiem inteligencja ta to nieustający Klub Poszukiwaczy Sprzeczności, który ciemnemu ludowi pokazuje złożoność spraw, który nie zadowala się prostymi diagnozami, który drąży, docieka, zadaje fundamentalne pytania, kwestionuje świętości, dogmaty, prawdy oczywiste. To tyle, gdy idzie o teorię. Praktyka zaś wygląda tak, jak list Związku Literatów Polskich z 1953 r. lub - jak kto woli - akt strzelisty zawierzenia Adamowi Michnikowi autorstwa Jerzego Pilcha A.D. 2008, to jest:  żadnych pytań, żadnych kontrowersji - istnieje jedna słuszna droga, jedna wyrocznia, a jeśli ona się mija z prawdą, to tym gorzej dla prawdy, bo my, inteligencja Polska zostajemy wówczas z kłamstwem.

    Na uwagę zasługuje jeszcze fakt, że Jerzy Pilch swoją wiernopoddańczą postawę względem Michnika uzasadnia, parafrazując Herberta, "kwestią smaku". To pokazuje również, że pretensje Pilcha do bycia intelektualistą są zdecydowanie na wyrost, albowiem trzeba charakteryzować się dużymi brakami erudycji literackiej, aby nie wiedzieć, że Herbert, to jest protoplasta kategorii "smaku" , czuł najszczerszą odrazę do samego Michnika nazywając go "manipulatorem", "oszustem intelektualnym" i kłamcą" i że parafrazowanie go w pamfletach ku czci Michnika to nie najlepszy pomysł. Jerzy Pilch wygląda więc - delikatnie mówiąc - komicznie, twierdząc, że herbertowska "kwestia smaku" przesądza o jego uwielbieniu dla Michnika, podczas gdy sam Herbert, z tego samego powodu, Michnikiem ostentacyjnie gardził.

    Takiego oto przewodnika w postaci inteligencji pracującej wyhodowała nam PRL, takiego narzucił nam salon III RP. Jak widać, na lepszego nie zasłużyliśmy.

    Komentarzy: 4

O Autorze

menda

menda

Jak każdą mendę, charakteryzuje mnie wredność oraz całkowity brak wiedzy merytorycznej.

Kategorie

  • Polityka

  • Ogólne

  • Kultura

Archiwum

  • listopad 2009

  • październik 2009

  • wrzesień 2009

  • sierpień 2009

  • czerwiec 2009

  • maj 2009

  • kwiecień 2009

  • marzec 2009

  • luty 2009

  • styczeń 2009

  • grudzień 2008

  • listopad 2008

Popularne

  • Liberałowie z próbówki

    2 grudnia 2008

Copyright © 1994-2010 Fronda. Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone

Dołącz do Klubu Fronda.pl

Zamknij

Reklama w portalu Fronda.pl

Skontaktuj się z nami! Za pomocą poniższego formularza możesz wysłać do nas zapytanie odnośnie reklamy w portalu Fronda.pl. Zapoznaj się także z innymi formami wspierania portalu.

Zamknij

Skontaktuj się z redakcją portalu Fronda.pl

Zamknij