-
Nieznośna giętkość bytu
czwartek,8 stycznia 2009,20:45
kategoria: Polityka
Jakkolwiek polityków Platformy Obywatelskiej nie można posądzać o posiadanie poglądów, a przynajmniej o ich eksponowanie, o wcielaniu w życie nie wspominając, to niewątpliwie posiadają oni coś, co można określić jako świadomość odgrywanej przed nami roli, która, jak dowodzą badania opinii publicznej, stanowi dla elektoratu ersatz idei.
Role rozpisane są następująco: partia, gdy idzie o ideologię, dzieli się na dwa skrzydła: lewicowe i prawicowe. Z jednej bowiem strony atakuje pan poseł Palikot wymachujący sztucznymi penisami i noszący koszulki z napisem "Jestem gejem", albo "Jestem z SLD", z drugiej zaś mamy katolickołagiewnickiego posła Gowina, który zagospodarowuje elektorat konserwatywny i próbuje przeciągać na swoją stronę kościół, forsując różnego rodzaju "kompromisy" między tronem a ołtarzem (jak choćby ustawa o in vitro). Analizując zaś skład tej partii od strony czysto politycznej, to obserwujemy premiera Donalda, łagodzącego, i koncyliacyjnego, a po jego lewicy i prawicy mamy harcowników w postaci Grzesia Schetyny, co to ma odpowiednie znajomości po obu stronach kodeksowej barykady i zajmuje się głównie przywracaniem do łask starych ubekówc czy Hanny Gronkiewicz- Waltz, która współrządzi Warszawą z postkomunistami i ofiarowuje ITI pół miliarda w zamian za medialne pompowanie partii. W opozycji z kolei do tego typu postaci są niezłomni bohaterowie walki o niepodległość, pryncypialni antykomuniści, opoki moralne, wśród których prym wiedzie oczywiście pan poseł Stefan Niesiołowski.
Na przykładzie tego ostatniego polityka doskonale widać, jakie cechy są potrzebne by zyskać pozycję w Platformie. Chodzi mianowicie o niezbyt mocne przywiązanie do wyznawanych poglądów i polityczną elastyczność.
Stefan Niesiołowski na początku lat 90-tych był gorącym zwolennikiem lustracji, czego dowodem było chociażby płomienne wystąpienie sejmowe w obronie wysadzanego przez Wałęsę i Tuska rządu Olszewskiego. Dziś, gdy Platforma planuje sparaliżowanie i tak kulejącej lustracji, poseł Niesiołowski określa naukowców IPN mianem "pseudohistoryków", w szczególności chodzi tu o Piotra Gontarczyka, który napisał dwa obszerne artykuły o tym, że Niesiołowski nie był żadnym TW "Leopoldem", co oczyszczało go z zarzutu agenturalności.
Kiedy w 2001 r. Stefan Niesiołowski zabiegał u Jarosława Kaczyńskiego o miejsce na liście PiS-u, Kaczor był najbliższy poglądom Niesiołowskiego. Później, gdy odrzucił jego prośby, stał się "przestępcą" i"cynicznym kłamcą", "wykorzystującym idee Solidarności do politycznych celów". Tę samą ideę, która w 2001 roku obu panów jeszcze łączyła. Jako poseł Platformy Obywatelskiej, wcześniej uznawanej przezeń za "bezideowy" "powrót tymińszczyzny", Niesiołowski nazywał Kaczyńskiego "nikim", po tym jak ten zarzucił mu "sypanie" swojej narzeczonej na przesłuchaniu, o co zresztą owa narzeczona, która swojego lubego nie sypała, ma do dziś pretensje. Oburzanie się na Kaczora, że stwierdził, może niezbyt taktownie, ale zgodnie z prawdą o tym, że Niesiołowski dał się złamać, jest w przypadku człowieka określającego innych mianem "przestępców", lub "opasłych lizusów" (to akurat o M. Kamińskim) przykładem dosyć dużej ekwilibrystyki etycznej. Ale to jeszcze nie koniec, bowiem podczas gdy Niesiołowski uznaje za "przestępcę" człowieka, z którym jeszcze niedawno chciał tworzyć partię, spija co niedzielę w TVN z dzióbka posłowi Kaliszowi z partii przez którą "siedział za wolność" za komuny i którego nazwał ongiś, gdy był jeszcze w ZCHN, "pornogrubasem".
Teraz, gdy jest w partii, która na stanowiska bezpieczniackie zatrudnia ubeków i przeprowadza systematyczną recydywę funkcjonariuszy GRU w mundurach WSI, odgrywanie roli naczelnego antykomunisty RP przychodzi mu jeszcze łatwiej niż wtedy, gdy był w ZCHN. A to za sprawą mediów, które ZCHN-u nie lubiły, zaś Platformę lubią. I tutaj upatrywałbym przyczyny zmiany poglądów i doskonałego samopoczucia pana posła Niesiołowskiego w nowym otoczeniu, mimo, że jak słusznie kiedyś uznał, jest ono całkowicie "bezideowe". Bo czy gdyby było ono ideowe, to mógłby w nim pryncypialny Niesiołowski, ten z czasów RUCH-u i ZCHNu, funkcjonować? W nim może dobrze się czuć ktoś równie co Platforma bezideowy, a ściślej rzecz ujmując, dostosowujący idee do aktualnych warunków politycznych. Czego doskonałym dowodem jest także fakt, że uradowany na wiadomość o partyjnych czystkach w TVP Niesiołowski, ten który siedział za wolność, w tym wolność słowa, wprost mówi, że ma ochotę zwolnić z mediów publicznych nieprzychylnych mu dziennikarzy. Jak widać, od heroicznej walki o wolność słowa do kneblowania nieprzychylnych dziennikarzy wiedzie nie tak daleka droga, jak by się to mogło wydawać. Poseł Niesiołowski przebył ją błyskawicznie.
-
Rok 2009 rokiem konfidenta?
poniedziałek,5 stycznia 2009,19:58
kategoria: Polityka
Być może rok 2009 będzie tym, w którym poparcie dla premiera Tuska przekroczy magiczną granicę 100 procent, być może nawet po srogiej zimie, zaczniemy walczyć z globalnym ochłodzeniem, jednak z całą pewnością rok 2009 zapowiada się jako rok konfidenta. Pewność tę wzmacnia fakt, że rokiem konfidenta był także ten poprzedni i jeszcze poprzedni i wszystkie wcześniejsze lata "młodej polskiej demokracji".
Kiedy pod koniec ubiegłego roku ks. Michał Czajkowski triumfalnie wracał na łamy Tygodnika Powszechnego, Gazeta Wyborcza, jako dodatek do bożonarodzeniowego sianka w folii, zamieściła generała Kiszczaka, który jednym oświadczeniem uwolnił wszystkich kapusiów esbeckich z odpowiedzialności, albowiem stwierdził, że kazał ich wszystkich "rejestrować bez wiedzy i zgody" oraz zmyślać ich donosy. Fakt, że odbiorcy polskich mediów dostali na święta owiniętego w sianko Kiszczaka dziwić nie może, skoro był on akuszerem, a jeśli nawet nie, to z całą pewnością, wyrażał zgodę na narodziny największej polskiej gazety, tj. Gazety Wyborczej, która zaczęła ukazywać się jeszcze przed wyborami czerwcowymi, w czasach kiedy nadal "nieznani sprawcy", zapewne ci sami, którzy regulowali rynek prasy, pozbywali się niewygodnych opozycjonistów.
W tym kontekście zupełnie niezrozumiałe, a co najmniej przedwczesne wydaje się przyznanie do winy gazetowego eksperta od lustracji Lesława Maleszki, skoro już teraz wiadomo, że został zarejestrowany "bez wiedzy i zgody" to znaczy dla hecy. Zanim Czesław Kiszczak oświadczył, jak powyżej, rządząca Platforma, która, gdy nie rządziła, miała najbardziej radykalne pomysły lustracyjne w polskim parlamencie, nagle postanowiła lustrację zatrzymać, a złotymi ustami elokwentnego posła Chlebowskiego zapowiedziała zmiany zarówno w IPN jak i ustawie lustracyjnej, które sprawią, że ani "pseudohistorycy" (copyright by S. Niesiołowski) ani żadne "karły moralne" (copyright by R. Sikorski), nie będą nękać naszych "legend narodowych (copyright by D. Tusk). Z tą legendą to panu premierowi nie chodziło ani o Szewczyka Dratewkę, ani o Bazyliszka, tylko o Lecha Wałęsę, który jak powszechnie wiadomo z codziennej lektury owej legendy "obalił komunizm sam z żoną i dziećmi" no i z kapitanem Graczykiem, ma się rozumieć, "bo ludzi nie miał". Lech Wałęsa, mimo, że jak orzekł "człowiek honoru" dodany do wigilijnego sianka, został zarejestrowany bez wiedzy i zgody, za coś od bezpieki brał wynagrodzenie, co świadczy niezbicie o tym, iż bezpieka nie tylko nie walczyła z opozycją, ale wręcz ją finansowo i bezinteresownie wspierała celem "obalania komuny" czyli samej siebie.
Po tym, jak pod koniec 2008 roku Platforma rękami pana - nomen omen - Farfała, jęła opanowywać media publiczne, przyczyniając się do jednej z bardziej spektakularnych przemian ostatnich lat, polegającej na tym, że ów członek rady nadzorczej TVP, gdy był pisowsko-elpeerowskim nominatem, jawił się jako zło wcielone i faszystowski pomiot, a dziś niesie salonowi zwycięstwo moralne nad siłami zła, w 2009 roku rozpocznie proces odbijania Instytutu Pamięci Narodowej, w którym zasiadać będą nie pseudohistorycy, tylko naukowcy prawdziwi. I tutaj znów musimy wrócić do nadającej za komuny Gazety Wyborczej, albowiem to ona z racji swej genezy, dysponuje kwiatem polskiej historiografii. Myślę tu oczywiście o kimś na kształt mamy szanownego redaktora naczelnego, Halinie Michnik, która pisała swego czasu niezależne, nieupolitycznione podręczniki do historii i w takiż sposób tę historię polskim dziatkom wykładała.
