-
Matka Polka w habicie
wtorek,25 maja 2010,09:18
kategoria: Religia
Zauroczyłem się zakonnicą… Kiedy opisywałem kiedyś pewnej osobie mój ideał kobiety, zostałem skomentowany, że tym ideałem jest zapewne Matka Teresa z Kalkuty. Dziś odpowiedziałbym śmiało, że nie ona, lecz św. Urszula Ledóchowska. Ta święta łącząc cechy biblijnych przyjaciółek Jezusa – Maryii i Marty – jest zarazem nowoczesnym archetypem matki Polki i kobietą oddaną na wyłączność Jezusowi.
Z Krakowa w świat
Ktoś mądrze zauważył, że mamy tylko pięć świętych Polek: św. Kinga, św. Jadwiga Śląska św. Jadwiga Królowa, św. Faustyna, św. Urszula. Cieszy mnie, że aż cztery z nich związane były z Krakowem. Urszula, a właściwie Julia, Ledóchowska 21 pierwszych lat w zgromadzeniu urszulanek spędziła w dawnej polskiej stolicy. Tutaj wzrastałą duchowo i tutaj rozpoczynała pierwsze prace pedagogiczne, które w przyszłości rozwinęła do perfekcji.
Feministka z welonem
Św. Urszula uchodzi za wzór wychowawczyni. Gdziekolwiek przebywała, czy to w Krakowie, w Petersburgu, czy też w Skandynawi, tam opiekowałą się dziećmi. Widziała w tej działalności realizację ewangelicznego nakazu opiekowania się najmniejszymi braćmi Jezusa oraz naturalnego powołania kobiety. Nie miało dla niej znaczenia wyznanie czy narodowość dziecka – kochała je wszystkie. Nie było też dla niej przeszkodą jej szlacheckie pochodzenie, aby wyciągać rękę do maluczkich. Także na salonach zabiegała ku zdumieniu arystokracji o wzięcie odpowiedzalności za dzieci. Dawała więc wzór macierzyństwa, a jednocześnie wykazywała się niezależnością poglądów i światłością umysłu. Była więc zaprzeczeniem wszelkich stereotypów dotykających kobiety. Sformułowała program mający na celu kształcenie w podobnym duchu matek i wychowawczyń. Już sto lat temu zauważała, że należy mocniej doceniać rolę kobiet w wychowaniu młodych pokoleń. Dziś jest to standardem. Robiła to jednak z przywiązaniem do tradycji i patriotyzmu oraz w oparciu o życie religijne. Przedstawiała więc pozytywny feministyczny program stojący w opozycji do rodzącego się w tym samym czasie w Europie feminizmu lewicowego.
Matka na wzór Matki
Realizajca powołania do macierzyństwa bez naśladowania Maryi byłaby skazana na niepowodzenie. Św. Urszula pokornie oddawała się więc pod opiekę Matki Bożej. W jednym z rozważań pisała: "O Maryjo, Matko moja, chcę Ciebie gorąco prosić i błagać: Daj, bym umiała naśladować Cię, bym stała się choć trochę do Ciebie podobna!". Było to jednak zawsze jedynie naśladowanie, bez maryjnych skrzywień pobożnościowych, które niekiedy obserwujemy. W centrum jej zaangażowania religijnego pozostawał zawsze Chrystus. O Maryi św. Urszula mówiła wyłącznie jako o służebnicy Pańskiej, która prowadzi do Jezusa. W tym kontekście powierzała swoje trudy Maryi. Jej relację z Matką Bożą pięknie opisuje fragment wiersza s. Urszuli Michalak:
"Matka.
Bez złotogłowiu.
O rękach opuchniętych prostotą różańca.
Okryta muśliem dymu zeszłorocznych kartoflisk.
Matka przychodzi do Matki z kielichem trosk,
jak z naręczem krwistych tulipanów."
Pasja
Życiową drogą św. Urszuli było zapatrzenie w Pasję Chrystusa. Ta duchowość polegająca na nieustannym kontemplowaniu męki Pańskiej jest ścieżką, którą powinny rozważyć wszystkie matki. Święta zakonnica swoją służbę, wierność, posłuszeństwo, trudności, codzienne zmęczenie przyjmowała jako dzwiganie krzyża Chrystusowego. Ta sama rzeczywistość jest także codziennym udziałem wielu matek. Każda kobieta pracująca dla swojej rodziny dobrze rozumie czym jest to żmudne realizowanie swoich wielu obowiązków wynikających ze stanu. Warto więc naśladować w tym względzie św. Urszulę, która w tych wszystkich mniejszych i większych krzyżach zachowywała radość serca i pokój ducha. Było to możliwe tylko dlatego, iż przez modlitewne zjednoczenie z konającym sercem Jezusa zrozumiała, że trudy te nie są karą lub udręką. Są one dostrzeżeniem w kobiecie jej godności. Optymizmem przecież napawa fakt, że Bóg pozwala, aby te codzienne prace, czynione przez matki z miłości, były uniesione do rangi misterium, które pomaga w osiągnięciu zbawienia.
Siła Komunii
Koniecznym warunkiem do wkroczenia na ściężkę, którą przetarła św. Urszula Ledóchowska jest decyzja o jak najczęstszym korzystaniu z Eucharystii. Jak wiele matek zaczyna lub kończy dzień pracy Mszą Świętą! To nieoceniona wartość, która pozwala uczynić macierzyństwo dziełem ewangelizacyjnym. Święta Polka jasno przekazuje swoim świadectwem, że być kobietą prawdziwą, bez względu na to czy w stanie świeckim czy zakonnym, znaczy tyle samo, co być kobietą wpatrzoną w Jezusa.
Tekst w troszkę innej formie ukazał się 23 maja w "Niedzieli" dodatek małopolski.
Zachęconych pogłębieniem znajomości z tą postacią zapraszam do zapoznania się z publikacjami.
-
Komorowski - między wódką a penisem
poniedziałek,17 maja 2010,10:02
kategoria: Polityka
Nie udała się ostatnia medialna próba aby pokazać zbytnią zażyłość między Januszem Palikotem a Bronisławem Komorowskim. Poprawnopolityczne media niewystarczająco zajęły się tą niekorzystną PRowsko dla Komorowskiego znajomością. Pozwolę sobie odgrzać temat…
Kiedyś śledziłem blog Palikota i rzuciły mi się w oczy wpisy poświęcone Komorowskiemu. Zacytuję je w oryginale.
Pierwszy to wpis z 3 lipca 2007 ukazujący, że Komorowski lubi pić w niewybrednym towarzystwie:
Bronka poznałem bodaj w 1994 roku podczas sylwestra w leśniczówce w Lasach Janowskich. Byliśmy potem na wielu prywatnych wyprawach i spędziliśmy razem ostatnich pięć sylwestrów. Z tych wszystkich wydarzeń najbardziej niezwykły był nasz wspólny pobyt w Rosji i polowanie na głuszca. To było dobre 300 km od Moskwy, w kierunku na Białoruś, jak sobie przypominam – w marcu 1997 lub 1998 roku. Mieszkaliśmy wśród całkowitych moczarów w jakiejś pamiętającej drugą wojnę światową leśniczówce. Warunki straszne i na trzeźwo nie dało się położyć. To było moje pierwsze polowanie. Nie jestem urodzonym myśliwym i bardziej ciągnęło mnie do przygody i towarzystwa niż do strzelania. Wśród prawdziwych myśliwych doświadczyłem swoistego rodzaju więzi i kultury, które mają niezwykle wiele uroku. Składają się na to różne obyczaje, pieśni i… nalewki, a nawet dobra tradycyjna kiełbasa. Dawne KGB podesłało nam na wieczór jakiegoś niby-sąsiada , który raczył nas wódką i próbował wyciągać na debaty polityczne. W pewnym momencie powiedział prowokacyjnie: mówcie co chcecie, ale Polska to prostytutka! Jak Rosja była silna – to była z Rosją , kiedy silna stała się Ameryka, to poszła za Ameryką. I patrząc na nas dodał: tylko się nie gniewajcie, ja wam tylko prosto mówię, co myślę…Bronek czujnie nie dał się sprowokować, zaczął coś swoim zwyczajem mądrze i historycznie tłumaczyć. Ja zaś w pewnym momencie powiedziałem: to i ja ci coś powiem – Rosja to było, jest i będzie gówno. Gawno! Tylko się nie gniewaj, wiesz, bo ja tak tylko po prostu ci mówię… co myślę. I tak sobie we trójkę gaworzyliśmy, budując przyjaźń polsko-postradziecką. I popijając jakimś bimbrem z soku z sosny. Kiedy następnego dnia wyruszyłem z moim przewodnikiem na polowanie, miałem nie tylko kaca ale i najzwyklejszego pietra, czy aby nie zginę za karę gdzieś w tych bagnach.
Drugi fragment bloga (z 16 stycznia 2010) ukazuje wulgarność kandydata PO na reprezentanta Polski w świecie:
Na wyraźne życzenie Elżbiety Libery, urzeczonej pieczenią sylwestrową, marszałek Komorowski napisał wiersz, który zamieszczam z powodu jego, tego wiersza, zabawności.
(…)
„Drób będzie” – rzekł pisarz. „Powiem więcej, kaczki,
Albo dla promocji z dwóch kaczorów flaczki.”
„Nie” – bąknął reżyser. – „Jak mi się wydaje,
Wieprzowinę dadzą. Znam domu zwyczaje.
Tu świński łeb kładą przed gośćmi na tacy,
Mówiąc, że Ojczyzna tak chce i Rodacy.”
„A ja usłyszałam” – szepnęła aktrisa –
„Że dadzą jak kiedyś każdemu penisa.”
Wszyscy kojarzą Palikota z dwoma atrybutami, wódką i penisem. Jak widać Komorowski sam, wzorem swojego przyjaciela, wkomponowywuje się w takie zestawienie. Z chrześcijańskiego punktu widzenia, nie życzę sobie by ktoś taki był reprezentantem narodu.

-
Jurek vs Kaczyński czyli "Po co nam prezydent"
poniedziałek,19 kwietnia 2010,15:41
kategoria: Polityka
Zgodnie z powszechnymi przypuszczeniami i w wielu przypadkach oczekiwaniami, dzień po pogrzebie Lecha kaczyńskiego zaczęła się kampania prezydencka. Z oczywistych względów jest ona szczególnie trudna dla nas: konskwentnych wyborców prawicy. Spór toczy się tak na prawdę nie o to, kto ma być kandytatem prawicy, lecz, po co nam prezydent.
Z jakich prerogatyw prezydenckich będzie korzystać nasz kandydat:
- nominacja wojskowych, urzędników i kilku grup zawodowych
- blokowanie ustaw Platformy Obywatelskiej
- inicjatywa ustawodawcza głównie w obszarze polityki społecznej i polityki historycznej
- próba stworzenia przeciwwagi dla polityki zagranicznej PO
Co w ramach tych prerogatyw będzie robił Jarosław Kaczyński:
- zablokuje każdą ustawę zmierzającą do większego rozwarstwienia społecznego
- będzie blokował nominacje urzędników i wojskowych związanych z PO
- będzie kontynuował jatki z premierem o reprezentację w stosunkach z UE, USA, Rosją
- będzie wysuwał projekty ustaw gwarantujące socjalne przywileje pracownicze, przywileje mundurowe i ograniczające przywileje podatkowe najbogatszych, upamietniające dzieje Polski i Polaków
- za pomocą zadymiarzy będzie wysuwał uprzedzające potencjalny atak oskarżenia wobec przeciwników Pałacu Prezydenckiego
Co w ramach tych prerogatyw będzie robił Marek Jurek:
- zablokuje każdą ustawę zmierzającą do większego rozwarstwienia społecznego oraz godzące w życie człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, będzie blokował wejscie do strefy euro
- będzie blokował nominacje urzędników i wojskowych wzbudzających złe emocje w społeczeństwie
- będzie starał się podzielić reprezentowanie Polski na: robocze spotkania Rząd RP – symboliczne, pojednawcze i kulturalne spotkania – Prezydent RP
- będzie wysuwał projekty ustaw gwarantujące przywileje dla matek, zwiekszające liczbę populacji (różnego rodzaje pakiety prorodzinne), umożliwiające rozwój spółdzielczości, upamiętniające dzieje Polski i Polaków
Zderzają się tu dwa archetypy: władcy będącego uosobieniem państwa oraz sprawiedliwego króla chrześcijańskiego. We wszystkich działaniach Jarosława Kaczyńskiego na pierwszym miejscu jest Państwo Polskie. To jego największa miłość i jest mu całym sercem oddany. Marek Jurek w państwie widzi sposób realizacji Ewangelii. I tu w archetypie, który reprezentuje Jurek jest właśnie wyższość. Bo w Ewangelii i chrześcijaństwie zawiera się sprawiedliwe państwo i miłość ojczyzny. Natomiast w idei państwa reprezentowanej przez Kaczyńskiego religia jest tylko niekoniecznym i jednym z wielu czynników służących realizacji budowy silnego państwa. Dobrze zaargumentowal to Tomasz Terlikowski we Frondzie nr 44/45. Od razu zaznaczę, że nie chodzi tu o budowanie państwa wyznaniowego, bo nauczanie Kościoła, któremu jest wierny Jurek jest przeciwne takiemu Państwu. Chodzi jednak o to, by dzięki chrześcijańskiemu prezydentowi zapewnic sobie, by potrzeby religijne katolików, a więc większości społeczeństwa nie były zagrożone przez proeuropejskie głupawe działania POwskiego parlamentu.
Bliskość wybranych istotnych punktów programu politycznego i brak poważnego skonfliktowana powoduje, że na Marka Jurka mogą głosować wyborcy PR, PiS, UPR i Polski Plus. Cześciowo znajdą tu oparcie dla siebie także dawni wyborcy LPR. Na Jarosława Kaczynskiego będzie głosować elektorat (nie cały, bo część zostanie uwiedziona przez Komorowskiego) PiSu i Samoobrony. Wyborcy PR, UPR, LPR i Polski Plus zagłosują nie z sympati, lecz dlatego, że mają mało wiary we własnych kandydatów.
Co do stronnictw kościelnych rownież przewagę ma Jurek. Jest on postacią czystą dla Radia Maryja, bo nie głosował, tak jak Kaczyński, przeciw zmianom konstytucyjnym chroniącym życie. Jest on reprezentantem katolickich traadycjonalistów, ponieważ sprzyja Mszy Trydenckiej. Jednocześnie nie przeszkadza katolikom nietradycjonalistom, gdyż w życiu nie okazał im choćby cienia wzgardy wynikającej z rożnicy poglądów. Jarosław Kaczyński natomiast nie dał się poznać jako pierwszorzędny katolik. Raczej jako sympatyk.
Dla chrześcijanina tak czy inaczej o wyborze powinien decydować stosunek i chęć kandydata do wprowadzania w życie ideałów chrześcijańskich lub nawet wprost nauczania społecznego Kościoła Katolickiego. Tutaj wygrywa Jurek :) Komu zawdzięczamy to, że w Polsce nie jest zakazana aborcja i in-vitro? Osobie Jarosława Kaczyńskiego, który miał w ręku złoty róg, ale zamiast w niego zadąć zatęsknił za katowskim toporem…
Prawda jest taka: Marek Jurek ma wszystkie cnoty Jarosława Kaczyńskiego (poza jedną), ale pozbawiony jest jego wad. Tą brakującą zaletą jest brak umiejętności zagrań taktycznych w sporze politycznym. Ale prerogatywy prezydenta są takie, że umiejętność ta w Pałacu Prezydenckim po prostu się nie przyda. Dodam jeszcze, że Marek Jurek nie siedział tak jak Jarosław Kaczyński przy okrągłym stole i w związku z tym nie ma ani żadnych kompleksów ani uwarunkowań.
Niedowierzającym w możliwości wyborcze Marka Jurka i jego Prawicy Rzeczypospolitej zapraszam do obejrzenia rosnących słupków poparcia:
Preferencje polityczne w wyborach prezydenckich 2010r – kwiecień OBOP
KOMOROWSKI Bronisław
KACZYŃSKI Lech
OLECHOWSKI Andrzej
SZMAJDZIŃSKI Jerzy
JUREK Marek
Dorn Ludwik
Nałęcz Tomasz
Preferencje polityczne w wyborach prezydenckich 2010r. – kwiecień Homo Homini
KOMOROWSKI Bronisław
KACZYŃSKI Lech
OLECHOWSKI Andrzej
SZMAJDZIŃSKI Jerzy
PAWLAK Waldemar
JUREK Marek
Kolejny raz Prawica Rzeczypospolitej piąta w sondażach
PO
PiS
SLD
PSL
Prawica Rzeczypospolitej
SdPL
Samoobrona
Demokraci.pl
SD
UPR
LPR
Polska Plus
Prawica Rzeczypospolitej piąta w sondażachPO
PiS
SLD
PSL
Prawica Rzeczypospolitej
Samoobrona
Demokraci.pl
SD
SdPL
UPR
LPR
Polska Plus
-
Wiara ojców, niewiara dzieci
piątek,12 marca 2010,10:56
kategoria: Rodzina
Tak się złożyło w czasie, że akurat kiedy Dariusz Zalewski opublikowal tekst: Gdy dziecko porzuca Kościół… wysyłam do publikacji felieton na ten sam temat. Czas więc zewrzeć szyki bo oto słychać bojowy odgłos frondowego walenia w klawiatury ;)
Od lat zdarza mi się słyszeć głosy rozgoryczonych dziadków lub rodziców mówiące, że choć sami są praktykującymi katolikami, ich dzieci lub wnuki przestały chodzić do kościoła. Za taki stan rzeczy obwinia się dzieci lub wręcz przeciwnie, dziadków i rodziców. Jeszcze inni będą obwiniać system edukacji godzący w autorytety lub destrukcyjną siłę telewizyjnych antywzorców. Każdy w tym miejscu może pokornie uczynić rachunek sumienia z tego tematu. Sam wielokrotnie zastanawiam się, jak moje dziecko wychować aby nigdy nie porzuciło wiary. Na myśl przychodzą mi tutaj dwa fragmenty Pisma Świętego.
Pierwszy, ze Starego Testamentu, czytany niedawno na Mszy Św. Mówi on o spotkaniu Mojżesza z Bogiem ukrytym w krzewie gorejącym. Bóg przedstawia się mu jako Bóg ojców: "Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba". Jednak na tym nie poprzestaje. Zdradza On swoje imię, które brzmi "Jestem, który Jestem" i tym imieniem każe się nazywać wśród przebywających w niewoli egipskiej Żydów. Przesłanie jest jasne. Mojżesz i jego lud mają wierzyć w Boga nie tylko dlatego, że jest on Bogiem ich przodków, ale po prostu dlatego, że jest Bogiem, który przychodzi do swojego ludu. Tak też dzieci i wnuki mają wierzyć w Boga nie dlatego, że jest On Bogiem taty, Bogiem mamy i Bogiem babci, ale po prostu dlatego, że jest Bogiem, który przychodzi do człowieka. Dlatego argument, że dzieci i młodzież mają uczestniczyć w życiu religijnym dlatego, że tak czyni starsza część rodziny, jest po prostu nie do zaakceptowania i stoi w sprzeczności z Objawieniem. Mówiąc więc młodszym pokoleniom o Bogu, trzeba się czuć posłanym, jak Mojżesz i zamiast ganić, powiedzieć, że Bóg chce ci synu/córko/wnuku/wnuczko dać wolność i wyprowadzić z wszelkiego zniewolenia. Ba! Trzeba to potwierdzić znakiem podobnym do tego, który dał Mojżesz Izraelowi. Jest nim świadectwo zawierzenia swojego życia niekiedy niezrozumiałej dla człowieka woli Boga. W przeciwieństwie do polegania na pieniądzach, zdrowiu, politykach, lub tylko na sobie… Takie argumenty zainteresują każdego młodego. Mnie również interesowały.
Drugi fragment, z Nowego Testamentu, mówi o tym, że nie wlewa się młodego wina do starych bukłaków, bo te pękną. Kolejne pokolenia zmieniają obyczaje, sposób spędzania czasu, wiedzę, życie codzienne. Kiedy byłem dzieckiem chodziłem na Drogę Krzyżową z polecenia Mamy. Niekiedy niechętnie rezygnowałem z popołudniowych zabaw z kolegami dla nabożeństwa, ale nigdy potem tego nie żałowałem. Osobom, które były młodsze ode mnie zaledwie o kilka lat, przymus zrobienia czegokolwiek w dziedzinie religii był uznawany za zamach na ich wolność osobistą. Ci rodzice, którzy próbowali tradycyjnymi nakazami (stare bukłaki) nakłonić do religijności swe dzieci (młode wino) zatracali dla Kościoła i wino i bukłaki. Udawało się tym rodzicom, którzy stosowali nowe metody ewangelizacji w miejsce nakazów i zakazów, które miały wartość jeszcze 15 lat temu. Tymi metodami są np. możliwość wyrażania swoich wątpliwości przez dzieci i wysłuchiwanie ich oczekiwań przez rodziców. Dawniej tak nie czyniono. Ale dziś bez tego, żaden młody człowiek nie pozwoli sobie powiedzieć, że Bóg chce im dać prawdziwą wolność.
tekst ukaże się w Niedzieli Malopolskiej na 21 marca. Kopyrajty: Tygodnik Katolicki Niedziela
-
Głos Kościoła w sprawie homeopatii
poniedziałek,1 lutego 2010,12:50
kategoria: Wiadomości
Co kilka miesięcy wybucha z nową siłą dyskuja o to, czy homeopatia jest sprzeczna z wiarą katolicką. Okazuje się, że argument o rzekomym milczeniu Kościoła w tej sprawie jest nieprawdziwy…
Istnieją trzy stanowiska w temacie homeopatia vs chrześcijaństwo. Trudność sprawia to, że wszystkie one mają swoją reprezntację wśród duchownych… Pierwsza, najbardziej rozpowszechniona opinia wynika ze zwykłej nieznajomości faktów i opiera się ona na twierdzeniu: "jak coś pomaga, to trzeba to stosować i nie ma co szukać dziury w całym". Drugie stanowisko należy do ludzi, którzy są zwolennikami homeopatii i nie dość, że stosują ją czynnie lub biernie to jeszcze prowadzą swoistą misję. Chcą przekonać do homeopatii innych, nie dopatrując się jakiejkolwiek sprzeczności homeopatii z wiarą w Jednego Boga. Trzecie stanowisko, coraz głośniej odbijające się echem w Kościele, jasno i wyraźnie ukazuje powiązania homeopatii z ezoteryką i wskazuje konkretne udowodnione przypadki szkodzenia tej dziedziny paramedycyny duszy i ciału człowieka.
Osąd dwu pierwszych wymienionych grup opiera się nie tylko na błędnym rozumowaniu medycznym ale na braku ostrożności w sprawach wiary. Oczywiście można by sobie powiedzieć, że homeopatia to sprawa medycyny i duchowość nie ma tu nic do rzeczy, ale pozostaje jeden szkopuł: wszystko co dotyczy dobra człowieka, lub zagrożenia dla dobra człowieka, pozostaje w kręgu zainteresowania Kościoła. Dlatego odpowiednie dykasterie watykańskie zajmują się zdrowiem, ekologią, meteorologią. Ba! Codzienne pytania wiernych kierowane zarówno do instytucjonalnego Kościoła, jak i do poszczególnych duchownych dotyczą często spraw nie stricte duchowych ale codzienności życia ludzkiego i jego zwyczajnych problemów. Należy do nich także zdrowie, i związane z nim zagadnienia etyczne. Zajmowanie się więc problemem homeopatii przez ludzi Kościoła jest z gruntu troską o człowieka, jako o osobowy byt, który: 1. istnieje; 2. został przybrany przez Boga za Jego dziecko; 3. żyje we wspólnocie innych ludzi. I teraz patrząc na homeopatię musimy sobie zadać trzy pytania: 1. jaki wpływ homeopatia ma na życie człowieka; 2. jak homeopatia wpływa na jedność człowieka z Ojcem; 3. jak homeopatia wpływa na współżycie międzyludzkie. Na drugie pytanie odpowiada teologia. Na pierwsze i trzecie medycyna i teologia (nie powinno to dziwić, ponieważ teologia ma większy zakres zainteresowań niż medycyna).
Medycyna jest nauką o człowieku. Jej wyniki mogą a nawet muszą więc być brane pod uwagę także przez Kościoł, bo człowiek jest także jednym z zagadnień teologicznych. Teologia więc w swoim historycznym rozwoju ustosunkowuje się także do zagadnień medycznych. Tak było w sprawie przeszczepów organów, regulacji urodzeń, genetyki, sztucznego zapłodnienia metodą in vitro, itd. Teologowie korzystając z medycznej wiedzy empirycznej o homeopatii wzbogaconej o dostępną i pewną wiedzę historyczną, psychologiczną, teologiczną, przyrodniczą prezentują swoje wyniki badań dotyczące tej dziedziny ludzkiej działalności. Tak się składa, że wyniki tych badań deprecjonują homeopatię, jako rzekome dobro dla człowieka.
Wydawanie więc osądu, że Kościół i księża nie powinni się angażować w dyskusje nad homeopatią jest próbą zredukowania teologii o jedno z istotniejszych zagadnień jakim jest człowiek. Co więcej, uznawanie przez niektórych duchownych, że inni duchowni nie powinni "straszyć" homeopatią, jest tym samym zabraniem merytorycznego, choć nieuargumentowanego, głosu w dyskusji (skoro nie wolno straszyć, to znaczy, że uważa się homeopatię za nieszkodliwą). Co za tym idzie, zdanie, że "Kościoł nie powinien się zajmować homeopatią a księża nie powinni nią straszyć" jest w ustach duchownego niespójne logicznie, bo jak inaczej nazwać przeciwstawianie się samej dyskusji i zabieranie w niej głosu?
I oto mamy przykład głosu Kościoła w prawie homeopatii. Jest nią książka pt. "Co warto wiedzieć o homeopatii". Autor, katolicki kapłan pracujacy w środowisku medycznym, zebrał w niej dostępne dane medyczne dotyczące homeopatii. Jasno wykazują one, że homeopatia nie leczy. Argumentami są nie tylko jasno wyłożone zasady homeopatii, ktore sprzeczne są z prawami fizyki i chemii ale także odpowiednie dokumenty samorządu lekarskiego, w których osoby z tytułami profesorskimi z wielu różnych specjalności lekarskich wyrażają swoją negatywną opinię wobec tej pseudomedycyny. Zawarta w książce historia homeopatii jest niezbitym dowodem za tym, że homeopatia to magia, ezoteryzm i zabobon. Mamy w tej książce wreszcie konkretne przykłady osób pokrzywdzonych przez homeopatię. Tekst książki napisany sine ira et studio z zachowaniem metodologii naukowej uzupełniony został o trzy ważne opinie: o. Aleksandra Posackiego, specjalisty od zagrożeń duchowych; o. Mariana Zawadę, autorytetu w sprawach rozwoju duchowego; prof. Andrzeja Gregosiewicza, znanego krytyka homeopatii; dra Artura Mnicha, uznanego psychiatry i byłego członka samorządu homeopatów.
Dlaczego pozwoliłem sobie napisać, że to książka jest głosem Kościoła? Ponieważ otrzymała ona imprimatur kurii archidiecezjalnej w Krakowie. To oczywiście nie oznacza, że każde słowo napisane w książce jest oficjalnym stanowiskiem Kościoła. Ale oznacza to, że podawanie informacji o szkodliwości homeopatii dla życia duchowego człowieka i wiary katolickiej nie jest sprzeczne z Magisterium Kościoła. Dodam, że żadna książka mówiąca o tym, że homeopatia nie szkodzi duszy człowieka nie otrzymała podobnego zaświadczenia władz kościelnych.
Głos Kościoła jest jasny. Kościół idąc za Pismem Świętym odrzuca wszelki zabobon, ezoteryzm, magię oraz tzw. ruch New Age (por. Papieska Rada ds. Kultury, Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego, "Jezus Chrystus dawcą wody żywej. Refleksja chrześcijańska na temat New Age" P. 2.2.3 lub KKK 2111-2117). Ponieważ udało się udowodnić, że homeopatia zawiera się w każdym z tych pojęć logika nakazuje powiedzieć, że Kościół odrzuca homeopatię.
-
Wygonić Davida Lyncha z Łodzi póki jeszcze można!
czwartek,14 stycznia 2010,12:17
kategoria: Kultura
Walka z Camerimage Łódź Centrum może okazać się walką z diabłem. Czy katolicy wiedzą o co chodzi w tej walce?
Bardzo zdziwiło mnie kiedy pierwszy raz usłyszałem o protestach w sprawie problemów z finansowaniem Camerimage Łódź Centrum. Moje zdumienie wzbudziła zaciekłość i determinacja artystycznego środowiska w obronie CŁC. Posunęli się nawet do strajku okupacyjnego. Radni miejscy, szczególnie SLD i PO nie zgadzają się na wyłożenie przez miasto grubych milionów na budowę centrum. Do pewnego czasu wiele przeszkód w budowie CŁC znajdowal także prawicowy wiceprezydent, legenda Solidarności, Włodzimierz Tomaszewski. Szkoda jednak, że pod naciskami powoli zaczyna wycofywać się ze swojego stanowiska…
Nas, katolików interesuje to, że w CŁC zaangażowani są tacy ludzie jak David Lynch. Dlaczego? Dlatego, że znany reżyser przyjął sobie za cel promowanie na świecie czegoś co dla katolików jest nie do przyjęcia i co zabija ducha wiary. Chodzi o medytację transcendentalną. W temat samej medytacji tu nie wchodzę aby nie zaciemniać wywodu. Odwołuję zainteresowanych do artykułu o. Posackiego i znakomitego filmu o. Verlinde. Zresztą świadomi zagrożenia wiedzą, że te wschodnie praktyki prowadzą do zniewolenia duchowego i uwikłania się w demoniczne bałwochwalstwo, skutecznie zagradzające wstęp do życia wiecznego…
David Lynch za swojego życiowego góru uważa Maharishiego Mahesha Yogę (tego samego, który w maliny medytacji wpóściłe kiedyś Beatelsów). Nawet postanowił poświęcić mu film. Uprawia medytację transcendentalną od 30 lat. Reżyser założył "David Lynch Foundation for Consciousness-Based Education and World Peace" by swoją pasją dzielić się z innymi. Na całym świecie wspiera szkoły i kształcenie dzieci – pod jednym warunkiem! Muszą one zacząć uczyć się medytacji transcendentalnej. Przeznaczył na to juz 5 mln dolarów. W krajach Trzeciego Świata to gigantyczne pieniądze. Oto zdjęcie ze szkoły finansowanej przez Lyncha pobrane ze strony jego fundacji – dzieciaki w hipnotycznym odizolowaniu od rzeczywistego świata:

Po raz pierwszy uwagę na szkoły Lyncha zwrócił mi o. Posacki podczas sesji poświęconej manipulacjom psychologicznym we wspołczesnych tendencjach edukacyjnych. Lynch głęboko wierzy, że dzięki medytacji trancendentalnej można przezwyciężyć depresje, agresję, problemy socjalne, zaprowadzić pokój na ziemi i pobudzić kreatywność. Proponował między innymi prezydentowi Brazyli Luizowi Inacio Lula da Silva wprowadzenie kursów medytacji w szkołach i na uniwersytetach. Efektem miałby być spadek przestępczości w tamtym kraju :) Cele oczywiście mogą wydawać się szlachetne. Niemniej jednak czynienie rzeczy dobrych po to by unosić w pychę, tego, od którego pochodzi medytacja transcendentalna – szatana, jest tylko małowartościowym bałwochwalstwem. Demon "chce być jak Bóg" więc udaje dobroczyncę aby mu hołdowano. Za fasadą dobroczynności kryje się jednak duchowe zniewolenie i sekciarstwo – których rzecznikiem jest niewolnik szatana – David Lynch. Demoniczne wpływy widziane są w tworczości Lyncha podobnie jak w obrazach Żuławskiego seniora. Wymieniany wyżej demonolog, który wie, jaka jest natura demonów, podczas rekolekcji w częstochowskim Centrum Duchowości Księży Jezuitów zwrocił uwagę na to, iż świat tych filmów jest właśnie światem widzianym oczyma demona.
Swoje fascynacje i wiarę w medytację transcendentalną Lynch wyłożył w książce "W pogoni za wielką rybą". To zbiór krótkich myśli wzorowanych na Upaniszadach, które mają dowodzić roli medytacji w świecie. Jednen z recenzentów, Tomasz Bielnia - dla obiektywizmu należy zaznaczyć, że zupełnie nie związany z dziennikarstwem katolickim – napisał o tej książce: "Podświadomość, intuicja, współczucie, szczęście, medytacja – wokół takich tematów porusza się Lynch w swej książce, której niebezpiecznie blisko do podręcznika Medytacji Transcendentalnej. Czy Lynch zamierza dołączyć do grupy duchowych "guru" współczesności: Paolo Coehlo i Erika-Emmanuela Schmitta?"
Obawy o to, że Lynch także w Łodzi będzie chciał propagować medytację transcendentalną są uzasadnione. Jest on fanatykiem medytacji, i wielokrotnie przyznawał, że jego celem jest, aby we wszystkich szkołach na świecie uczyć dzieci i studentów medytacji tanscendentalnej. Przeznacza na to znaczne kwoty. Oficjalne źródła CŁC podają, że w studiu filmowym EC1 Davida Lyncha znajda się także: "powierzchnie wystawiennicze, rozmaite studia warsztatowe (m.in. malarstwo, rzeźba, grafika), a także planetarium". Plany są więc daleko poza filmowe. Nie wierzę, że w tych studiach warsztatowych reżyser pozostający w stałym kontakcie ze światem demonicznym nie będzie chciał zatroszczyć się o karmę miłośników kina…
Lynch w ładnych słowach amerykańskiego biznesmena chce dokonać szantażu: albo dacie pieniądze na moje centrum (i wtedy będziecie kulturalni), albo jesteście zaściankiem. Ale czego można się spodziewać po trzykrotnym rozwodniku, który chce uczyć moralności. Oto fragment listu reżysera w obronie finansowania CŁC, ktory został opublikowany w sieci przez protestujących:

A to co o Medytacji Transcendentalnej i Davidzie Lynchu napisał kiedyś o. Aleksander Posacki:
"Tu łączą się problemy psychologicznych uzależnień ze zniewoleniami duchowymi czy demonicznymi. Doświadczył tego o. Jacques Verlinde, który był egzorcyzmowany i przez wiele lat leczył rany po tych zniewoleniach duchowych i emocjonalnych. Był on przez wiele lat bliskim współpracownikiem Maharishiego. Wspominał potem, że w czasie inicjacji w TM (która polega na oddaniu hołdu bóstwom hinduskim oraz uważanym za bogów guru-protoplastom TM), wił się po ziemi jak wąż, całkowicie straciwszy kontrolę nad sobą. Dziś dobrze wie, że odmawianie mantry, które otrzymuje obowiązkowo każdy inicjowany w TM, to ewokacja świata duchów czy demonów, otwierająca na opętanie. Ten demoniczny świat widzimy także w twórczości Davida Lyncha, jednego z czołowych praktyków i propagatorów TM, także w Polsce i coraz częściej pośród dzieci. Dnia 21 lipca 2005 r. w swoim domu w Hollywood Lynch, ojciec trojga dzieci, oficjalnie ogłosił powstanie Fundacji Davida Lyncha dla Edukacji i Światowego Pokoju w Oparciu o Świadomość. Jej cel to zebranie tylu pieniędzy, by móc szkolić każde amerykańskie dziecko, które zechce praktykować TM. A jednak doświadczenie infernalne Davida Lyncha, któremu odpowiadają jego filmowe i artystyczne wizje, stoi w sprzeczności z orędziem miłości i pokoju, propagowanym przez TM. Na te sprzeczności zwracali uwagę rozmaici krytycy na całym świecie. Czy piekielne wizje ukazujące duchowe zło w “Zagubionej autostradzie” czy postrzeganie świata oczami demonów w “Mulholland Drive” i innych filmach Lyncha mają jakiś związek z propagowaną przez niego Transcendentalną Medytacją? "
Mam więc apel do wszystkich zainteresowanych tym, aby świat demonów za sprawą twórcy psychopatycznych filmów nie zagościł w Łodzi. Odmawiajcie tą modlitwę w intencji pokrzyżowania planów złych duchów, nawet kosztem tego, że Łódź stanie się "kulturalnym zaściankiem" ;)
Potężna Niebios Królowo i Pani Aniołów, Ty, która otrzymałaś od Boga posłannictwo i władzę, by zetrzeć głowę szatana, prosimy Cię pokornie rozkaż Hufcom Anielskim, aby ścigały szatanów, stłumiły ich zuchwałość, a zwalczając ich wszędzie, strąciły do piekła. Święci Aniołowie i Archaniołowie – brońcie nas i strzeżcie nas. Amen.
-
Kolejne kłamstwo Onetu w/s Kościoła
poniedziałek,21 grudnia 2009,21:42
kategoria: Wiadomości
Onet podał informację, o tym, że ksiądz nakłaniał na kazaniu do kradzieży. Rzecz miała miejsce w kościele św. Wawrzyńca w Yorku w północnej Anglii. Ksiądz miał powiedzieć:
"Moja rada, jako chrześcijańskiego kapłana brzmi: »okradać sklepy«. Nie udzielam takich rad, bo uważam, że kradzież jest rzeczą dobrą lub dlatego, iż uważam, że jest nieszkodliwa, bo nie jest. Chciałbym także prosić, by nie okradać małych firm rodzinnych, a duże przedsiębiorstwa, wiedząc, że koszty będą ostatecznie przeniesione na resztę z nas w postaci wyższych cen. O wiele lepiej dla ludzi zdesperowanych w czasie recesji jest okradanie sklepów niż zwrócenie się w stronę prostytucji czy rozbojów"
Według oryginału, to co podaje Onet nie jest dokładnym cytatem. Można porównać:
Pomijam, sam fakt, czy duchowny miał rację czy nie. Ludzie i tak czytają nagłówki. A ten brzmi: "Ksiądz na kazaniu: biedni mogą okradać sklepy". Kłamstwo jest jednak w tym, że Onet przemilcza fakt, iż to nie katolicki ksiądz lecz anglikański pastor. Sprawa miała miejsce w parafii anglikańskiej.
Ale wtedy nie byłoby ciekawie, bo anglikanów u nas nie ma, a Kościołowi Rzymskiemu warto zawsze dokopać… Podobnie Onet manipulował informacją o zamordowaniu aborcjonisty Tillera. Również podawano informację tak, że sugerowała odpowiedzialność katolików za ten czyn.
Na reakcje internautów nie trzeba długo czekać:
-KOŚCIÓŁ I KLER TO SAMO ZŁO !!!! JEDEN NAMAWIA DO JAZDY PO ALKOHOLU,DRUGI DOZŁODZIEJSTWA.BOŻE,WIDZISZ I NIE GRZMISZ !!!!-A w pewnych przypadkach molestowanie dzieci, gwałty też są akceptowalneOczywiście tylko dla "czarnych"-u nas facecie w czarnych sukienkach nie musza krasc w supermarketach manna sam sypie sie im na konta-biedni mogą okradać sklepy" jasne tylko polowe na tace musza dac****I tak Onet kreuje czarną legendę Kościoła.. -
Główny rabin Rzymu winny śmierci chrześcijan?
poniedziałek,21 grudnia 2009,08:16
kategoria: Wiadomości
Linia ataku Żydów na Piusa XII jest taka: nie dał się zabić Hitlerowi więc jest współwinny Holokaustowi. Jak więc zgodnie z takim postrzeganiem zagadnienia winy – przez rzekome zaniedbanie – ocenić niektóre współczesne środowiska żydowskie?
Żydów z Yad Vashem i tych ze środowiska Przedsiębiorstwa Holokaust nie przekonują te zeznania świadków, zdjęcia i dokumenty, które już są światu znane do tego by przestać bredzić na temat Piusa XII. Od ponad 40 lat lansują tezę: Pius XII jest winny bo milczał. Dziś Żydom powodzi się jak chyba nigdy w Historii od czasów Zorobabela. Być może ten dobrobyt, którego skutki widzieliśmy na przykładzie rabina Barucha Chalomisha, wpływa na problemy percepcyjne niektorych przedstawicieli tego starożytnego narodu, ongiś wybranego przez Boga do wielkich zadań. Ostatniego zadania, przyjęcia Jezusa za Mesjasza nie wypełnili, więc szukają sobie sami pomniejszych i jak niekiedy widać, podlejszych…
Zatem. Jeżeli życzliwie uznalibyśmy na potrzeby tego rozważania, że ci Żydzi, którzy mimo przeczących dowodów uważają, że Pius XII jest winny śmierci Żydów, z powodu rzekomego odwracania oczu od shoah, mają rację – musimy także stwierdzić, że:
- główny rabin Rzymu Rzymu Riccardo Di Segni jest winny śmierci chrześcijan w stanie Orisa w Indiach, bo nie wyraził głośnego i zdecydowanego protestu przeciwko ich prześladowaniu
- prezydent World Jewish Congress winny jest morderstwom chrześcijan w Iraku bo nie pojechał do Osamy bin Ladena wstawić się za nimi
- rabin Nowego Jorku winny jest prześladowaniom chrześcijan w Chinach, bo nie krzyczy głośno na bankowych salonach, by Komunistyczna Partia Chin tego zaprzestała
Nie łudzę się nawet, że te absurdalne przykłady przekonają tych Żydów, którzy żyją antychrystianizmem i chrystofobią do zmian w otępiałych umysłach. Wszak poprawność polityczna przyzwyczaiła już, tych Żydów, którzy są nieuczciwi intelektualnie do podwójnych standardów. Niech jednak będą głosem sprzeciwu. Przecież niektóre środowiska żydowskie lubią takie hasła, jak "głos sprzeciwu" i tym podobne. Zwiedzałem Yad Vashem i NIE POLSKI obóz zagłady w Oświęcimiu i z pełnym szacunkiem dla pomordowanych stwierdzam, że "głos sprzeciwu" jest potrzebny. Ale nie tylko wobec holokaustu ale także wobec śmierci chrześcijan, czy aborcyjnej rzezi, które również są holokaustem.
Doświadczenie w zabijaniu chrześcijan Żydzi mają. Zanim kiedykolwiek, jakikolwiek Żyd został przez chrześcijanina źle potraktowany, to wyznawcy starego przymierza pierwsi zabili Chrystusa, św. Szczepana i dziesiątki innych. Robili to tak, jak opisują Dzieje Apostolskie działalność Szawła: "dyszeli rządzą zabijania chrześcijan". Historycznie więc to Żydzi rozpoczęli krwawy konflikt. Z tym tylko, że my zawsze przebaczamy i przepraszamy a oni oskarżają niewinnego.
-
Przeciw wróżbom andrzejkowym - kilka argumentów dla rodziców
czwartek,26 listopada 2009,08:26
kategoria: Religia
Bez trudu rozpoznajemy zagrożenia fizyczne. Wiemy też, co może być obciążające dla psychiki. Niestety, jeśli chodzi o problemy sfery duchowej, mamy kłopot z ich oceną. Przykładem są wróżby andrzejkowe, przeprowadzane w wielu szkołach. O tym problemie porozmawialem z ks. Andrzejem Seredą – psychologiem z Lublina.
Marcin Konik-Korn: – Czy wróżbiarstwo w szkole jest częstym zjawiskiem?
Ks. Andrzej Sereda: - Niestety tak. Przeprowadziłem ankietę wśród gimnazjalistów. Wzięło w niej udział 37 uczniów – każdy z innej szkoły. W 33 szkołach (89%) uczniowie spotykali się z andrzejkowymi wróżbami. Tylko w 4 wróżbiarstwo nie odbywało się. Opisane techniki wróżbiarskie to: lanie gorącego wosku na wodę i wróżenie z kształtu bryłki; przebijanie szpilką papierowego serca z imieniem osoby, której względy chce się zdobyć; przestawianie w szeregu lewych butów. Wymienione czynności 7 uczniów uznało za postępowanie niewłaściwe, dziwne lub grzeszne; 29 nie miało zdania; tylko 1 uznał to za coś właściwego.
- Wielu nauczycieli i rodziców uważa, że to tylko niewinne zabawy…
- Traktowanie wróżbiarstwa jako zabawy jest bagatelizowaniem niebezpieczeństwa jakie w sobie kryje. Św. Tomasz z Akwinu w „Summie teologicznej” potępia czynności wróżbiarskie, m.in. wróżenie z kształtów roztopionego ołowiu wlanego do wody. Analogicznie czyni się z płynnym woskiem, dość podobnie jest odnośnie wróżenia z fusów, dłoni itp. Natomiast przebijanie papierowego serca naśladuje wbijanie szpilek w lalkę voodoo – symboliczną postać jakieś osoby. To stary okultystyczny zabieg stosowany przez czarowników afrykańskich w celu zaszkodzenia danej osobie. Wróżbiarstwo w szkole jest zatem szerzeniem zachowań irracjonalnych, nie dających się pogodzić z misją nauczyciela i niewątpliwie obniżających jego autorytet. Część uczniów w sumieniu się temu sprzeciwia, bo uznaje wróżbiarstwo za grzech i dla nich nie jest ono żadną zabawą. Nauczyciel powinien proponować rzeczy pożyteczne, kształcące, wychowywać ku wartościom. Na pewno nie powinien publicznie przeprowadzać praktyk, które dla części uczniów są rozumiane jako grzech.
- Na jakiej podstawie możemy mówić, że wróżby są czynem moralnie złym?
-Wróżbiarstwo kwestionuje Opatrzność Bożą. Jest to forma odwrócenia się od Boga, dlatego Pismo św. zakazuje praktyk wróżbiarskich (Pwt 18; Kpł 19). W Katechizmie czytamy: „Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa: Korzystanie z horoskopów, astrologia, chiromancja, wyjaśnianie przepowiedni i wróżb (…) Praktyki te są sprzeczne ze czcią i szacunkiem – połączonym z miłującą bojaźnią – które należą się jedynie Bogu” (nr 2116).
- Co jest złego we wróżbiarstwie, pomijając kwestie religijne ?
- Wróżbiarstwo zakłada determinizm, jakby już wszystko zostało ułożone. Człowiek ma się tylko dostosować i czekać na określone rozwiązanie. Jest to też kwestionowanie ludzkiej wolności, a więc możliwości twórczego kształtowania swojej przyszłości. W światopoglądzie okultystycznym, wszystko wygląda ponuro.
- Jakie mogą być konsekwencje wróżbiarstwa?
- Instruktaż technik wróżbiarskich grozi w przyszłości uwikłaniem niektórych uczniów w praktyki okultystyczne (bo nauczyciel mówił, że to zabawa). W obszarze wróżbiarstwa, spirytyzmu pojęcie zabawy jest mylne. Ludzie mają czasami po takich praktykach dość poważne problemy psychiczne i duchowe, znane z doświadczenia duszpasterskiego i opisane w literaturze. Podam tutaj przykład opowiedziany przez Ewę (14 lat). Nauczyciel spóźniał się na lekcję. Jeden z uczniów namówił klasę, aby przywołać ducha. Uczniowie ucichli, zapalili świece i przywoływano ducha. Zapanowała atmosfera lęku. Za oknem zaczęło coś się ruszać i miało duże oczy. Uczniowie myśleli, że to sowa. Było to coś innego. Samo zgasło światło w klasie, ale nikt nie stał w pobliżu włącznika. Wybuchła panika, uczniowie zaczęli uciekać. Inicjator akcji, w nocy miał koszmarne przeżycia. We śnie – jakaś postać ściągała z niego kołdrę i atakowała go nożem. Był przerażony, krzyczał i budził domowników. Ewę coś w nocy straszyło. Widziała na rolecie postać w formie cienia. Przez ponad miesiąc bała się w nocy i spała z zapaloną lampką. Niezależnie czy była to sugestia, przypadek, czy duch straszył, skutki były negatywne na płaszczyznach: psychicznej, duchowej i moralnej.
- Jak zatem należy postępować?
- Znam przypadek, w którym uczeń nie poszedł do szkoły na wieczór andrzejkowy, gdyż planowano wróżenie. Mama interweniowała w tej sprawie. Rodzice powierzając swoje dzieci opiece nauczycieli mają prawo do uszanowania wyznawanych przez nich wartości, co gwarantuje Konstytucja RP: „Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. Nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje” (art. 31). „Rodzice mają prawo do zapewnienia dzieciom wychowania i nauczania moralnego i religijnego zgodnie ze swoimi przekonaniami” (art. 53). Widzimy więc, że wywieranie presji, aby ktoś wziął udział w czynnościach wróżbiarskich w szkole może zrodzić problem natury prawnej… Sądzę, że jeżeli dorośli zrozumieją na czym polega problem wróżb w szkole, to zjawisko powinno słabnąć. Księża i katecheci, którzy studiowali teologię powinni życzliwie podać nauczycielom rzeczowe argumenty, wtedy unikniemy zbędnych problemów. Jesteśmy przecież ludźmi myślącymi racjonalnie. Boże prawo nas nie ogranicza, ale chroni i zachęca do mądrego postępowania.
tekst w lekko zmienionej wersji ukazał się w dodatku małopolskim "Niedzieli" 22 listopada 2009 r.
-
Czego uczą kochanki?
poniedziałek,26 października 2009,10:59
kategoria: Ogólne
Jak piękne i romantyczne dziewczęta stają się wyrachowanymi dziwkami i jaka nauka płynie z tego dla nas – czyli Lady Makbet w wersji mniej subtelnej…
Odkąd na Bożym świecie pojawił się mój synek, nie mamy z żoną czasu chodzić do kina. Wszystkie ciekawe filmy oglądamy więc z duuuużym opóźnieniem. Ostatnio przyszedł czas na "Kochanice króla". Ponoć film ten obejrzało wiele osób dlatego, że plakat filmowy sugeruje, iż jest on kostiumowym pornolem. Pożyczyliśmy go od koleżanki po upewnieniu się, że tak nie jest. Co wynika z tego przygnębiającego obrazu?
Spirala grzechu – tak możnaby to opisać jednym wyrażeniem i zakończyc felieton. Pozwolę sobie jednak poznęcać się na Henrykiem VIII i jego kochankami. Wszak jeżeli są w piekle to im to już nie zaszkodzi. A jeżeli Bóg okazał im Miłosierdzie to tym bardziej…
Pierwszym grzechem, który się pojawia jest traktowanie kobiet gorzej niż mężczyzn. Św. Paweł uczył bowiem: "nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie" (Ga 3,28). W wyniku tego nierównego traktowania, kobiety nie miały w wielu kulturach swobody zamążpójścia. Broniąc tego prawa św. Agnieszka (patronka mojej żony) i wiele innych męczennic oddały życie. W "Kochanicach króla" sir Tomasz Boleyn decyduje, która córka jest mądrzejsza a która ładniejsza i na tej podstawie układa im mariaże.
Grzech nierówności otwiera drogę kolejnemu grzechowi – redukcji kobiety do pochwy (piszę to nie w tym kontekście w jakim podobnych zdań używają nawiedzone feministki lecz w duchu chrześcijańskiej nauki o wolności jednostki). Gdy do Boleynów na ślub Marii przybywa wpływowy wuj, knują intrygę. Anna ma wejść do łóżka królowi po to, by zapewnić rodzinie przychylność władcy. Jednym słowem ojciec zgadza się, aby córka stała się prostytutką a matka, która się temu sprzeciwia nie ma nic do powiedzenia. Kolejna bariera grzechu została złamana.
Niestety Anna dała popalić na konnej przejażdżce i mówiąc krótko: pogoniła króla w maliny… Król się obraził a rodzinna intryga nie wypaliła. W zarobaczonych mózgach pojawia się zatem inny plan. W łóżku króla należy zainstalować młodszą córkę. I kij z tym, że została właśnie mężatką. Ją też potraktowano jak dziwkę. Mąż ją sprzedał za stanowisko na dworze królewskim. I tak oto radosna rodzinka Boleynów udaje się do królewskiego zamku, by kobiety mogły służyć jako nałożnice a Panowie dzięki temu poprawić swój byt na tym łez padole…
I tutaj staje się coś niewesołego. Maria po pierwszej nocce z królem jest zachwycona cudzołożeniem. Zaczyna jej to odpowiadać. Zapomina o mężu, akceptuje intrygę rodzinną. Henryk VIII okazuje się niezłym ogierem – lepszym niż jej zniewieściały mężulek. Daje się dodatkowo omamić prostymi komplementami wyssanymi z palca, jakie słyszą pewnie wszystkie rozdziewiczane gimnazjalistki w samochodach swoich osiemnastoletnich męscyzn.
W między czasie zazdrosna i nadambitna Anna bierze potajemnie ślub z jednym z ważnych dworzan. Skonsumowane małżeństwo na tym szczeblu bez zgody króla może się jednak okazać kłopotliwe dla rodzinki. Wysyłają więc Annę do Francji a dworzaninowi każą zapomnieć o tym, że zawarł małżeństwo. Jednym słowem: szacuneczek wobec sakramentu…
Maria zachodzi w ciążę z królem. Ponieważ źle znosi ciążę, nie może współżyć z królem. Dla kochającego męża taki stan u żony jest czasem wyrzeczenia i pięknego współudziału w ciąży. Dla Henryka VIII, któremu nasieniowody zaczynają cisnąć na mózg to nie do przyjęcia. Rodzinka Boleynów żeby nie wypaść z łask władcy seksoholika sprowadza z Francji Annę. Ta się zmieniła. Wyrachowała się. Jest demonem seksu. Jest jakby opętana. Przybywa na dwór tylko w jednym celu: dać rozkosz królowi. On się na to łapie i akceptuje wszystkie warunki konsumpcji Anny, które ona nakreśliła: oddalenie od siebie Marii mimo iż dała mu syna, oddalenie królowej Katarzyny. Maria zostaje odtrącona. Jej miejsce zajmuje siostra – opętana dziwka-czarownica.
Cudzołóstwo i grzech namiętności zaciemnia Henrykowi VIII resztę świata. Zgadza się na zerwanie z Rzymem i ekskomunikę byle tylko posiąść Annę. Demonica osiąga cel ale z wyrachowania stawia kolejne warunki. Henrykowi nadęte jądra pękają w szwach i w końcu gwałci Annę. W chwili gwałtu kończy się miłosno-erotyczna gra pomiędzy królem a Anną. I tyle z romantyzmu obecenego jeszcze na początku filmu. Pierwowzór tej sceny mamy w Starym Testamencie, kiedy Amnon gwałci Tamar, która nie chce mu się oddać: "On jednak nie posłuchał jej głosu, lecz zadał jej gwałt, zbezcześcił i obcował z nią. Potem Amnon poczuł do niej bardzo wielką nienawiść. Nienawiść ta była większa niż miłość, którą ku niej odczuwał" (2Sm 13,14-15).
Ale, hola, hola, to jeszcze nie pointa!
Kiedy Anna zostaje już królową nie układa im się ani w łóżku ani w małżeńśtwie. Bóg im nie błogosławi, bo niby czemu miałby błogosławić odstępcom i przebrzydłej grzeszności. Henio ma coraz większe problemy z prostatą. Zamiast suplementu diety poprawiającego wzwód Anna stosuje "jakieś" wyrafinowne techniki seksulane (sama mówi, że są poniżej godności jej i króla), których zapewne nauczyła się na francuskim dworze…
Tak czy inaczej Anna zachodzi w ciążę. Rodzi córkę. Niestety. Królestwo potrzebuje syna. Zachodzi w ciążę ponownie, a król w tym czasie i tak korzysta już z ciała Jane Seymour. Drugie dziecko jednak poroniła. Nikomu o tym nie mówi. Poronione dziecko każe zutylizować bratu ("zrób coś z tym – zakop albo spal"). Chce zajść w ciążę ponownie ale tak żeby się król nie dowiedział. Nie ufa jednak nikomu…. poza bratem. Obrzydlistwo. Demonica zaciąga do łóżka brata, by uczynić akt kazirodztwa. Choć brat rozbierany przez siostrę koniec końców ucieka z łóżka nie popełniając aktu otwierającego mu szerokie bramy piekła, jego żona (trzyplanowa postać z filmu, która jest zła na męża, bo ten nie akceptuje ich małżeńśtwa, które również zostało pomyślane przez ojca jako klucz do kariery) widzi to inaczej. Donosi królowi. Nie licząc jeszcze pewnych niuansów, opowieść o pętli grzechu kończy się tym, że król ścina rodzeństwo a sam zatraca się w swoim upadku…
Mamy tu więc taki wykres następujących po sobie grzechów:
nierówne traktowanie ludzi
--> redukcja roli kobiety do waginy
--> cudzołóstwo
--> kolejne cudzołóstwo
--> kolejne cudzołóstwo
--> negacja sakramentologii
--> gwałt
--> kazirodztwo
--> rozpacz
Czego więc uczą kochanki? Jeżeli świadomość popełnienia grzechu nie prowadzi do nawrócenia – popełniamy grzechy jeszcze gorsze. To może banał. Ale ten historyczny (choć w filmie "Kochanice króla" ubarwiony) przykład udowadnia dlaczego Kościół tak wielką wagę musi przywiazywać do spraw czystości seksualnej. Na czym popłynął Dawid (2Sm 11-12)? Na czym popłynął Salomon (1Krl 11)? Na czym popłynął Herod Antypas (Mk 6,17-29)? Wszystkie te postacie zabiły swoją religijność i doprowadziły swój naród do upadku za sprawą ulegania władzy ciała.
Ech! Gdyby tak wszyscy politycy mieniący się katolikami czytali wymienione fragmenty Pisma Świętego przed głosowaniami dotyczącymu małżeństwa i spraw seksualnych… Chyba upadek Rzeczypospolitej stanie się naszym udziałem drodzy czytelnicy.
