Poleć przyjaciołom Kontakt Reklama Główna Modlitewnik Fronda.tv Ciekawe Blogi Forum Klub Fronda.pl

What a wonderful world drukuj

Dodane przez: Aleksander Majewski Kategoria: Świat Wednesday, 08 June 2011, 12:58

Pokutuje stereotyp, że katolicy to z definicji smutasy z nosami wiecznie spuszczonymi na kwintę. Wiadomo, księża z ambony zakazują wszystkiego, co przyjemne, w zamian zachęcając tylko do postów, pokuty i klęczenia na twardej posadzce. Podróżnik WC, najstarsza, wznowiona pół roku temu książka podróżnicza Wojciecha Cejrowskiego, to jeden z koronnych dowodów, że nic nie stoi na przeszkodzie, by ortodoksyjny „katol”, na przekór obiegowym opiniom, czerpał z życia pełnymi garściami.


/

Pierwsze wydanie Podróżnika WC ujrzało światło dzienne w roku 1997, kiedy Wojciech Cejrowski, prowadzący słynnego „WC Kwadransa” (1994–1996), tytułował się jeszcze Naczelnym Kowbojem RP i zamiast na bosaka paradował przed kamerami w kowbojkach, a w audycjach radiowych lansował nie – jak dziś – salsę, ale zgrzebne country. Książka nosiła podtytuł Tom 1, ponieważ autor zamierzał w przyszłości dopisać ciąg dalszy, ale koniec końców plany te spaliły na panewce. Dla czytelników był to na pewno duży zawód, ponieważ cały 10-tysięczny nakład Podróżnika WC sprzedał się na pniu. Mimo to Wojciech Cejrowski przez długie 13 lat uparcie wzbraniał się przed jego wznowieniem, klarując wydawcom, że było to tylko niewydarzone juwenilium, pod którym dziś – jako wprawniejszy pisarz i dojrzalszy mężczyzna – nie chciałby się już podpisać. W przedmowie do wyczekanego drugiego wydania wyznał, że zmienił zdanie dopiero wtedy, gdy zorientował się, iż w serwisach aukcyjnych białe kruki jego autorstwa, bądź co bądź cienkie książeczki, osiągają ceny po 250 złotych za egzemplarz.

 

„Niebezpiecznie wychodzić za własny próg, mój Frodo” – pouczał siostrzeńca Bilbo Baggins. „Trafisz na gościniec i jeśli nie powstrzymasz swoich nóg, ani się spostrzeżesz, kiedy cię poniosą”. Myślę, że Wojciech Cejrowski wysoko ceni literacką wartość Władcy Pierścieni – świadczą o tym intertekstualne odwołania do spuścizny Johna Ronalda Reuela Tolkiena zawarte w jego książkach – ale przestrogi starego hobbita najwyraźniej nie wziął sobie do serca. Na pierwszą wyprawę do Meksyku pojechał jeszcze za komuny, w roku 1985 (aby zdobyć środki finansowe, spieniężył lodówkę – na bazarze). Od tamtej pory autor programu „Boso przez świat” zdążył odwiedzić – bagatela – 40 krajów na sześciu kontynentach. Podróżnik WC to, cytując wstęp do wydania pierwszego, „notatnik z podróży” zawierający „opis najbardziej niewiarygodnych i komicznych przygód”, jakie Wojciech Cejrowski przeżył podczas pierwszej dekady swoich wypraw do Ameryki Południowej.

 

Dla jednych zaletą, dla drugich wadą książek Cejrowskiego jest to, że można je otworzyć na losowo wybranej stronie i, nie obawiając się zgubienia wątku, zacząć czytać in medias res, od środka. Nie inaczej jest w przypadku Podróżnika WC, który składa się z kilkunastu krótkich i nieuporządkowanych chronologicznie anegdot (np. o tym, jak autor o mały włos nie został handlarzem marihuany lub dlaczego w południowoamerykańskich autobusach podróżuje się tylko w kapeluszu), niezliczonej ilości dygresji i – na koniec – jednej dłuższej, kilkudziesięciostronicowej relacji z wyprawy do „zaginionego miasta” Ciudad Perdida. W języku literaturoznawczym książki o takiej budowie nazywa się sylwami, ale mówiąc po prostu, jest to zwyczajny groch z kapustą. Groch, dodajmy, niezwykle smakowity. „Prawdziwą satysfakcję przeżyję wtedy, gdy spocony ze śmiechu Czytelnik nie będzie w stanie uwierzyć, że to wszystko przytrafiło mi się naprawdę” – takie motto znalazło się w pierwszym wydaniu książki (z drugiego zostało, pewnie jako zbyt kabotyńskie, wykreślone) i muszę przyznać, że jeśli o mnie chodzi, autor swój cel osiągnął. Może i nie spociłem się z uciechy, ale kilka razy, owszem, zdarzyło mi się podczas lektury parsknąć śmiechem – choćby na końcu, gdy okazuje się, czym jest tajemniczy owoc tann’, którym Cejrowskiego częstują Indianie. Nowego Podróżnika WC czyta się tym lepiej, że autor, przeredagowując pierwotną wersję, nie tylko poprawił młodzieńcze niedostatki stylu, lecz także wykreślił te żarty słowne i dykteryjki, które niebezpiecznie balansowały na granicy dobrego smaku.

 

Ponadto, „wydanie II poprawione” od cieniutkiego pierwodruku w miękkiej okładce różni się tym, że zostało porządnie oprawione, wydrukowane na kredowym papierze oraz inkrustowane bajecznie kolorowymi ornamentami i fotografiami. Sęk w tym, że owe zdjęcia, mimo że zapierające dech w piersiach, oprócz tego, że wszystkie zostały zrobione w Ameryce Południowej, nijak mają się do treści książki. Fotografie w Podróżniku WC z 1997 roku może i nie zawsze były kunsztowne i perfekcyjnie wykadrowane, ale za to stanowiły bezcenne wizualne pendant do tekstu książki. Wszystkie były opatrzone odpowiednim podpisem i ilustrowały dokładnie te tropikalne przygody, które zostały przez autora zrelacjonowane. Te z wydania drugiego są, zgadzam się, ładniejsze, ale – trochę od rzeczy.

 

Mniejsza o oprawę graficzną. O czym jest ta książka? Wbrew pozorom nie – jak w przypadku, dajmy na to, Gringo wśród dzikich plemion, którą autor uważa za swoje opus magnum – o Ameryce Południowej i kulturze dzikich Indian, ale o… Wojciechu Cejrowskim. Ściślej biorąc, o jego żarliwej religijności, szalonej odwadze, zaradności godnej Robinsona Crusoe etc. Tropikalne tło jest najczęściej tylko pretekstem dla gombrowiczowskiego „poniedziałek – ja, wtorek – ja, środa – ja, czwartek – ja”. Domyślam się, że ów młodzieńczy egotyzm emanujący z Podróżnika WC stanowił jeden z pierwszorzędnych powodów, dla których autor przez wiele lat tak krytycznie wyrażał się o tej bestsellerowej książce. W latach 90. narcyzm Wojciecha Cejrowskiego, dziś trochę utemperowany, osiągnął bowiem swoje apogeum. Dość wspomnieć, że kiedy po emisji pierwszych odcinków „WC Kwadransa” okrzyknięto go „polskim Rushem Limbaugh”, odcinał się następująco: „Gdybym to ja urodził się wcześniej od niego, to w Stanach Zjednoczonych pisano by o Rushu Limbaugh »amerykański Wojciech Cejrowski«”. Naczelnego Kowboja RP wielu posądza o grzech pychy, ale oskarżony ma za adwokata nie byle kogo, bo prof. Plinio Corrêa de Oliveirę, wybitnego apologetę katolicyzmu, który w Rewolucji i Kontrrewolucji przekonywał, że „nie ma nic bardziej skutecznego niż szczera i dumna postawa kontrrewolucyjna młodego studenta, oficera, nauczyciela, księdza szczególnie, arystokraty albo robotnika mającego wpływ w swoim środowisku. Pierwszą reakcją na taką postawę będzie czasami oburzenie; lecz jeżeli kontrrewolucjonista wytrwa, to po pewnym czasie (…) inni stopniowo dołączą do niego”. Otóż to. Pyszałkowatość Wojciecha Cejrowskiego może budzić irytację, ale jego niewątpliwą zasługą dla Kościoła jest to, że całym swoim życiem nieustannie obala on stereotyp katolika ponuraka i nieudacznika, któremu – jak wyobrażał sobie Feuerbach – wiara w Boga rekompensuje własne życiowe porażki. Autor Rio Anaconda swoją krzykliwością dodaje animuszu tym chrześcijanom, którzy wstydzą się przeżegnać w miejscu publicznym, a niewierzącym – zwyczajnie daje do myślenia. Dlatego nie powinniśmy mieć mu za złe jego niekiedy błazeńskich przechwałek. „Chrześcijaństwo jest samo w sobie tak pogodne, że napełnia posiadacza pewną niemądrą skłonnością do śmiechu, którą smętni racjonaliści biorą za zwykłą bufonadę i bluźnierstwo” – mawiał Gilbert Keith Chesterton.

 

Poza wszystkim Podróżnik WC to także świadectwo, franciszkańskiego bez mała, zachwytu nad pięknem stworzenia. Nie znajdziemy tu wprawdzie kunsztownych opisów przyrody w stylu Nad Niemnem, ale między wierszami książki wyraźnie pobrzmiewa jazzowy szlagwort: what a wonderful world! Nie bez kozery zresztą, ponieważ drugie imię Wojciecha Daniela Cejrowskiego, o czym mało kto wie, zostało mu nadane przez ojca na cześć samego Louisa Daniela Armstronga.

 

Piotr Olesiński

 

Wojciech Cejrowski, "Podróżnik WC. Wydanie II poprawione", Wyd. Bernardinum, Pelplin 2010

Odsłon: 5906


Komentarze: 1

Opinii wyrażanych przez użytkowników portalu Fronda.pl nie należy utożsamiać z poglądami redakcji.

  1. Zobacz profil Przynadziei Przynadziei napisał/a:

    Monday, 08 August 2011, 18:12

    zgadzam się - świetne pióro, choć poprzednie (a raczej następne) ksiązki jednak lepsze LINK

1

Tylko zalogowani użytkownicy mogą wyrażać komentarze.

Copyright 1994-2011 Fronda.pl Portal Poświęcony. Wszelkie prawa zastrzeżone.