Otwarte forum dyskusyjne Frondy

Wielki przyjaciel dzieci pozostał z nimi aż do końca

dodano: 7.08.2018, 1:15
akcje wątku: drzewko

Autor: Kapulik

,,Dziś widziałem Janusza Korczaka, 

Jak szedł z dziećmi w ostatnim pochodzie, 

A dzieci były czyściutko ubrane, 

Jak na spacer niedzielny w ogrodzie. (...) 

Janusz Korczak szedł prosto na przodzie

Z gołą głową - z oczami bez lęku, 

Za kieszeń trzymało go dziecko, 

Dwoje małych sam trzymał na ręku. 

Ktoś doleciał - papier miał w dłoni, 

Coś tłumaczył i wrzeszczał nerwowo, 

- Pan może wrócić...jest kartka od Brandta, 

Korczak niemo potrząsnął głową. 

Nawet wiele im nie tłumaczył, 

Tym, co przyszli z łaską niemiecką, 

Jakże włożyć w te głowy bezduszne, 

Co znaczy samo zostawić dziecko...(...)''

---Władysław Szlengel, poeta żydowski.

6 sierpnia 1942 (według innych źródeł 5 sierpnia), do Domu Sierot przy Śliskiej w Warszawie wtargnęli funkcjonariusze niemieckiej żandarmerii, policji żydowskiej oraz Ukraińcy wypędzając doktora Korczaka, jego asystentów oraz żydowskie sieroty na Umschlagplatz. Milczący pochód przeszedł ulicami warszawskiego getta. Dzieci ustawione były czwórkami, na czele pochodu kroczył schorowany doktor Korczak ze wzrokiem wzniesionym ku górze niósł dwójkę dzieci na rękach. Drugi oddział prowadziła Kochana Pani Stefa, trzeci-Broniatowska, czwarty-Szternfeld z internatu na Twardej. To były pierwsze żydowskie szeregi krączące w niemym pochodzie. Za nimi szły tysiące dzieci, setki wychowawców, lekarzy, których tożsamości nie znamy. Był to widok niespotykany. - Kim jest ten człowiek?- pytali zdumieni hitlerowcy zerkając na Korczaka. Hitlerowcy nie mogli dać wiary, że ktoś może z taką godnością iść na śmierć. Świadkiem milczącego pochodu była, m.in. Irena Sendlerowa, kierowniczka referatu dziecięcego w ,,Żegocie'': ,,Byłam wtedy świadkiem wstrząsającego marszu śmierci Janusza Korczaka z dziećmi. Ostatkiem sił dowlokłam się do domu, dostałam szoku nerwowego, moja matka musiała wezwać lekarza (...)''. Tego dnia próbował ocalić życie Januszowi Korczakowi Nachum Remba. Są źródła, które mówią, że tuż przed wywózką do Treblinki niemiecki komendant placu rozpoznał Janusza Korczaka. Komendant był fanem książki Bankructwo małego Dżeka, którą Korczak napisał: ,,(...) to dobra książka, pan może zostać, doktorze. A dzieci? Ach niestety, dzieci muszą jechać...Pan się myli, krzyknął Doktor, dzieci przede wszystkim - i zatrzasnął drzwi za sobą (...)''. Transport ruszył do obozu zagłady Treblinka. Jest wysoce prawdopodobne, że schorowany Janusz Korczak i część dzieci skonali w bydlęcych wagonach w drodze do Treblinki. W środku wagonów wysypanych wapnem, w których śmierdziało chlorem, stłoczeni ludzie po prostu dusili się z braku świeżego powietrza. Co stało się z tymi, którzy przeżyli transport? Zostali zabici strzałem w tył głowy w lazarecie lub zagazowani spalinami w komorach gazowych Treblinki.

Symboliczny kamień ku czci Janusza Korczaka i dzieci znajduje się na terenie byłego niemieckiego obozu zagłady Treblinka.

Ostatnią drogę Janusza Korczaka i dzieci  na podstawie relacji z książki Joanny Iwaszkiewicz ,,Wtedy kwitły forsycje. Pamięci dzieci - ofiar Holocaustu''. 

  • Re: Wielki przyjaciel dzieci pozostał z nimi aż do końca|miś Korbiniana 7.08.2018, 5:54
    +++

    Piękna postać. Bardzo lubię go czytać. Po kapitulacji nadal chodził w mundurze polskiego oficera. Nie bał się niczego.
    + За Нашу і Вашу Волю! + Za Wolność Naszą i Waszą! +
    Odpowiedz
  • Re: Wielki przyjaciel dzieci pozostał z nimi aż do końca|Paweł ("Waldi") 7.08.2018, 7:58
    +
    (1 Kor 13)
    Odpowiedz
  • Re: Wielki przyjaciel dzieci pozostał z nimi aż do końca|Witt 7.08.2018, 9:08
    Piękno człowieka na tle brzydoty i okrucieństwa wojny - to obraz gorzki, rozpaczliwy i straszny ale również budujący bezwarunkowe człowieczeństwo w nas.
    "Ileż to tragedii możnaby uniknąć, gdyby k**wa zalegalizować morderstwo, czerwone świry." - Gaius Marius.
    Odpowiedz
  • Re: Wielki przyjaciel dzieci pozostał z nimi aż do końca|Tobi3 7.08.2018, 20:35
    Modlitwa pojednania
    Znalazłem Ciebie, mój Boże, i cieszę się, jak dziecko zbłąkane, gdy dostrzegło bliską postać z daleka. Znalazłem Ciebie, mój Boże, i cieszę się jak dziecko, gdy zbudzone ze snu strasznego, łagodnie uśmiechnięta twarz wita pogodnym uśmiechem/
    Znalazłem Ciebie, Mój Boże, jak dziecko, co złej - obcej oddane opiece, ucieka - i po tylu trudach, przygodach tuli się wreszcie do drogiej piersi, w pieśń serca jej zasłuchane.
    Kto winien, że zapatrzony w radosną zabawę, oddaliłem się od Ciebie, Mój Boże?...
    Kto winien, że naiwnym spojrzeniem nie w żmudne błyski, a ruchliwe wpatrzony obrazy, nie w szepty odległych tajemnic, a pogwar taneczny wsłuchany, ku zwodnej radości chyliłem usta i serce?...
    A oto najtragiczniejsze:
    Że jasną Twą postać zasłoniły mi cienie Twoich, Boże, kłamliwych tłumaczów.
    Poprzez mroczną zgraję przedzierać się byłem zmuszony... Ich mdłe kadzidła - prochy - dymy i gromnice - cuda - groźby i grzechy - mury - popioły - zachęty i obietnice, kamienne tablice - nauki i gazy trujące... poprzez kupę Twych pomocników, faktorów, zastępców, katów, co odpychali, mrozili, zasłaniali, nie dali - do ćiebie, mój Boże dążyłem. Dlatego tak późno, - dlatego teraz dopiero. Poprzez życia pokusy, zmysłów obłędne kurzawy i zamiecie, poprzez fałszywe proroki, - do Ciebie.
    I cieszę się jak dziecko, - i nie nazywam ani Wielkim, ani Sprawiedliwym, ani Dobrym, - mówię:
    - Mój Boże. Mówię "Mój" i ufam.
    Wiem, że każdy twór musi z sobą poprzez Boga i z Bogiem przez siebie życiem świat ogromny splatać.
    Wiem.
    Pewien jestem - tak mi Boże dopomuż
    Janusz Korczak, Sam na sam z Bogiem.
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook