Otwarte forum dyskusyjne Frondy

Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego

dodano: 11.10.2018, 22:36
akcje wątku: drzewko

Autor: mariaelena

„Naj­lep­szym przy­jacielem jest ten, kto nie py­tając o powód smut­ku, pot­ra­fi spra­wić, że znów wra­ca radość.” Św. Jan Bosko

  • Re: Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego|Boski 11.10.2018, 23:05
    Pani już była na filmie? Bo ja czekam aż kolejki miną :)
    A swoja drogą nie rozumiem tego strachu przed tym filmem,przecież żaden katolik nie straci wiary w Boga i Jezusa z tego powodu.
    Odpowiedz
  • Re: Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego|mariaelena 11.10.2018, 23:14

    Pani już była na filmie? Bo ja czekam aż kolejki miną :)
    A swoja drogą nie rozumiem tego strachu przed tym filmem,przecież żaden katolik nie straci wiary w Boga i Jezusa z tego powodu.


    Jaki strach?
    Boisz się czegoś?

    Oglądałeś recenzję?


    Btw wojny też nie przeżyłam, mogę się w temacie wojny wypowiadać?
    „Naj­lep­szym przy­jacielem jest ten, kto nie py­tając o powód smut­ku, pot­ra­fi spra­wić, że znów wra­ca radość.” Św. Jan Bosko
    Odpowiedz
  • Re: Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego|Boski 11.10.2018, 23:38

    Jaki strach?
    Boisz się czegoś?

    Oglądałeś recenzję?

    Btw wojny też nie przeżyłam, mogę się w temacie wojny wypowiadać?


    Oczywiście że pani się nie boi i na pewno film obejrzy/rzała. Pani o strach nie podejrzewam ale inni katolicy się go boją :)
    Autor mówi że na sali są bez przerwy śmiechy i chichy przez cały film,inni recenzenci twierdzili że rzadko koś się zaśmiał,była raczej powaga problemu i dramat a nie komedia.
    Zobaczę film może w weekend z żoną.
    Odpowiedz
  • Re: Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego|Adalbert1241 11.10.2018, 23:48
    A co.

    Cytacik:

    "Ostatni już liczący się europejski bastion Kościoła Powszechnego coraz mocniej drażni eurounijną masonerię. Na dodatek zanosi się , że w nadchodzącej serii wyborów „partia zagranicy” nie odwojuje w sposób „demokratyczny” utraconej władzy, co poskutkuje tym, iż oficjalne czynniki polityczne nie będą promować antykościelnej polityki tudzież takiej retoryki medialnej. Zatem w miejsce tzw. polityków „partii zagranicy”, o której image decydują głównie nieudacznicy walczący o pierwszeństwo z szubrawcami, a więc stanowiące zasoby kadrowe na które nie bardzo można już liczyć, ciężarem zaniesienia antyreligijnej oświaty w lud obarczono osoby z tzw. środowisk twórczych. Takim symbolicznym lodołamaczem mającym rozpętać kampanię skruszenia relatywnie silnych więzów łączących ów lud z instytucją Kościoła w Polsce ma stać się produkt filmowy o tytule „Kler”.

    Wspomniane motywacje są jawnie i cynicznie demonstrowane, wobec czego przejrzystość intencji osób je głoszących nie budzi wątpliwości. A przy tym serwowane są z dozą pewności, że lud zechce uwierzyć twórcom docenianym i honorowanym za granicą”. Może nie cały i nie od razu, ale gdy zostanie ów lud poddany regularnemu bombardowaniu kolejnymi produktami o podobnym, za przeproszeniem, wydźwięku to efekty dla inicjatorów takiej akcji zostały zapewne ocenione jako gra warta świeczki. Należy przy tym uwzględnić efekt kuli śniegowej, bo oto „temat” jest rolowany oraz wzmacniany przez akompaniament kolorowych pisemek, wywiadów w mediach, programów kabaretowych, produkcji na” jutubku”, etc., etc. Poziom oferty propagandowo-medialnej został dostosowany, rzecz jasna, do możliwości percepcji standardowego wykształceńca, czyli współczesnej ofiary doszczętnie zreformowanej oświaty publicznej (jak i prywatnej).

    Tak więc jest to zrozumiałe dlaczego właśnie dzisiaj powstają takie akurat produkcje i kto jest zainteresowany w tym, aby one powstawały i były jak najgłośniej promowane. A wszystko zgodnie z patentem zwanym pod handlowym brandem „afera pedofilska”, którym to obezwładniono instytucję Kościoła w katolickiej do niedawna Irlandii. To niby więc dlaczego ten sam skutek nie mógłby wystąpić i w Polsce.

    Zatem zrozumiałe jest także dlaczego nie powstają filmy promujące spośród „kleru” postaci o formacie zbliżonym do tej, o której będzie mowa w dalszej części notki. Przedstawiam bowiem sylwetkę kapłana praktycznie całkowicie nieznanego w Polsce, chociaż jego życiorys oraz dokonania wystarczyłyby na kilka filmów.

    Ksiądz

    Ksiądz Franciszek Tyczkowski urodził się w 1891 r., w Meriden (Connecticut, USA), obecnie miasta
    o ok. 60-cio tysięcznej populacji, stanowiącego część New Haven, które z kolei stanowi element składowy aglomeracji nowojorskiej. W tamtym czasie w Meriden było już spore skupisko emigrantów z ziem polskich, a wg obecnych danych prawie 10 procent mieszkańców urodziło się w Polsce, a ponadto ok. 15 procent deklaruje pochodzenie polskie. Chociaż jako urodzony w USA posiadał obywatelstwo amerykańskie, rodzice (pochodzący z podsuwalskich wiosek Klonorejść oraz Wołownia), po ukończeniu przez niego miejscowej polskiej szkółki parafialnej, wysłali go w 1905 r. do rodzinnych Suwałk pod opiekę krewnych, aby mógł kontynuować naukę w tamtejszym gimnazjum. Po ukończeniu w 1911 r. edukacji gimnazjalnej dalszą naukę kontynuował w Seminarium Duchownym w Sejnach (seminarium sejneńskie prowadziło działalność od 1826 roku). Gdy uzyskał promocję do ostatniej klasy seminarium wybuch I wojny światowej uniemożliwił mu kontynuację nauki w Sejnach.
    Edukację seminaryjną ukończył w Wilnie, natomiast święcenia kapłańskie przyjął w lutym 1917 r.

    Swoją pierwszą pracę w charakterze wikariusza zaczął pełnić w wileńskim kościele Św. Ducha, świątyni w której odprawił swoją mszę prymicyjną [https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Awi%C4%99tego_Ducha_w_Wilnie].
    Po zaledwie kilku miesiącach kolejnym miejscem jego posługi kapłańskiej stał się wileński kościół
    Św. Rafała.
    [https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Rafa%C5%82a_w_Wilnie]

    Nowo mianowany biskup wileński bł. Jerzy Matulewicz, który przyjął świecenia biskupie 1 grudnia 1918 roku (w katedrze w Kownie) wkrótce po objęciu urzędu skierował ks. Fr. Tyczkowskiego na studia do Warszawy na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Warszawskiego.
    http://www.zbawiciel.ostroleka.pl/swieci,blogoslawiony-jerzy-matulewicz-biskup-83.html

    W u 1919 i nowo powstające pastwo polskie zmuszone było zbrojnie walczyć o swoje granice. W tej sytuacji ks. Fr. Tyczkowski zwrócił się do biskupa polowego Wojska Polskiego ks. Stanisława Galla o skierowanie do pełnienia posługi w charakterze kapelana wojskowego.
    http://www.niedziela.pl/artykul/37574/Abp-Stanislaw-Gall-tworca-duszpasterstwa#

    Na wiosnę 1919 r. ks. Tyczkowski znalazł się wśród kadry 1 - ego Pułku Piechoty Legionów, w którym w trakcie kampanii lat 1919-1920 przeszedł szlak bojowy od Wilna przez Dyneburg, Żytomierz, Berdyczów, Białą Cerkiew i Kijów. Po zakończeniu wojny polsko-sowieckiej miejscem stacjonowania ww. Pułku zostało Wilno.
    http://wceo.com.pl/badania/2013-12-18-13-51-08/127-metryki-pulkow-piechoty-wp-ii-rp/217-1-pulk-piechoty-legionow-jozefa-pilsudskiego.html

    W okresie międzywojennym Pułk stacjonował w Wilnie, w rejonie koszar przy ulicy Kalwaryjskiej. 1 listopada 1922 roku marszałek Józef Piłsudski wręczył nowy sztandar żołnierzom 1 Pułku Piechoty. Sztandar był ufundowany przez Stowarzyszenie Polskie miasta Meriden w Stanach Zjednoczonych, dzięki staraniom księdza kapelana Franciszka Tyczkowskiego.

    W 1921 r. ks. Tyczkowski (w dalszym tekście notki będę stosował skrót: Ksiądz) powrócił do studiów na Uniwersytecie Warszawskim, a po ich ukończeniu kontynuował studia w rzymskim Instytucie Biblijnym, uzyskując tytuł magistra. Po powrocie do Wilna w 1926 r. otrzymał funkcję asystenta na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Stefana Batorego oraz nominację na rektora kościoła św. Michała w Wilnie.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Micha%C5%82a_i_klasztor_bernardynek_w_Wilnie

    Dodatkowo pełnił obowiązki prefekta w Państwowej Szkole Przemysłowo-Handlowej Żeńskiej im. Emmy Dmochowskiej oraz w prywatnym męskim gimnazjum kupieckim prowadzonym przez Stowarzyszenie Kupców i Przemysłowców Chrześcijańskich w Wilnie. W latach 1926-30, oprócz wcześniej wymienionych funkcji Ksiądz organizował i nadzorował budowę drewnianego kościoła pw. Św. Teresy od Dzieciątka Jezus w Kamionce (dekanatTurgiele k/Solecznik).
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Kamionka_(Litwa)

    Ponadto zajmował się pracą naukową jako specjalista w zakresie biblistyki i Pisma Św., władający ośmioma językami, w tym, oprócz standardowych greki i łaciny, rosyjskim i angielskim, także np. hebrajskim, aramejskim i akadyjskim, choć w nawale bieżących obowiązków nie mógł poświęcać na badania naukowe zbyt wiele czasu. Pomimo tego, w oparciu o nowe odkrycia archeologiczne wypracowuje rozwiązywanie zagadek starożytnej Mezopotamii od strony lingwistyki. Na podstawie odczytywanych tekstów udało mu się wyjaśnić i zinterpretować wiele aspektów życia polityczno-społecznego ludów starożytnej Mezopotamii. Między innymi udało mu się wyjaśnić zjawisko wędrówek ludności ma terenach Międzyrzecza (pomiędzy Tygrysem a Eufratem).

    W kwietniu 1939 roku został powołany na stanowisko starszego kapelana (odpowiednik majora) garnizonu Wilno, a następnie po wybuchu wojny został st. kapelanem 1-szej Dywizji Piechoty Legionów. W trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku dostał się do niewoli sowieckiej i wraz z innymi został wywieziony do obozu dla „wrogów ludu” w Starobielsku na Ukrainie (obwód Ługański), na który w 1922 roku został zamieniony żeński klasztor (Свято-Скорбященский женский монастырь), w którym czczono bizantyjską ikonę Pocieszycielki Wszystkich Strapionych. https://www.shukach.com/ru/node/32332
    Więcej na temat uwięzienia polskich żołnierzy w obozie w Starobielsku: https://www.glusk.diecezja.lublin.pl/starobielsk06.htm
    W ostatnim wymienionym linku jako nazwę założenia ww. klasztornego podaje się Świętą Trójcę, ale pod takim wezwaniem na terenie monasteru erygowana była w 1872 roku cerkiew, która stanowiła tylko część kompleksu klasztornego. Stąd zapewne wzięło się przekłamanie.

    W grudniu 1939 roku Ksiądz (jako obywatel amerykański) wraz z kilkoma innymi duchownymi został wywieziony ze Starobielska do Moskwy, do „aresztu wydobywczego” na Łubiance.
    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%97%D0%B4%D0%B0%D0%BD%D0%B8%D0%B5_%D0%BE%D1%80%D0%B3%D0%B0%D0%BD%D0%BE%D0%B2_%D0%B3%D0%BE%D1%81%D0%B1%D0%B5%D0%B7%D0%BE%D0%BF%D0%B0%D1%81%D0%BD%D0%BE%D1%81%D1%82%D0%B8_%D0%BD%D0%B0_%D0%9B%D1%83%D0%B1%D1%8F%D0%BD%D0%BA%D0%B5

    Tam przetrzymywany był przez pół roku, przesłuchiwany, m.in., na okoliczność:
    ” - Zaczem wam stolko jazyków?
    Wniosek nasuwał się tylko jeden:
    - Wy szpion.

    Zaczęło się egzaminowanie mnie ze znajomości wszystkich zgłoszonych języków. Żyd z NKWD przyniósł Biblię po hebrajsku i wkrótce okazało się, że znam ten język lepiej niż mój egzaminator.”

    Tak o tym relacjonuje w swoich „Wspomnieniach z pierwszej i drugiej wojny światowej w Polsce” wydanych własnym sumptem, która to książka jest bardzo trudno osiągalnym „białym krukiem” (wydanie jest bez daty, najprawdopodobniej połowa lat 70-tych 20 w; druk: Czas Publishing Co., USA).

    W tym miejscu nasuwa się taka oto dygresja, że jakoś nie budzi zdziwienia, iż żadna państwowa agenda od „promocji kultury polskiej” nie zdobyła się dotychczas na wydanie krajowe owych wspomnień, choć „na wyścigi” włączają się one do propagowania inicjatyw w rodzaju filmu „Kler”.

    W połowie 1940 r. ksiądz został osadzony w największym moskiewskim więzieniu-twierdzy „na Butyrkach”, zbudowanym w XVIII wieku z polecenia carycy Katarzyny II. Był to wówczas (jak i obecnie) moskiewski areszt śledczy Nr 2 (SIZO - Сле́дственный изоля́тор).

    https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%91%D1%83%D1%82%D1%8B%D1%80%D1%81%D0%BA%D0%B0%D1%8F_%D1%82%D1%8E%D1%80%D1%8C%D0%BC%D0%B0

    Po dwumiesięcznym pobycie Ksiądz został przewieziony z Butyrek do obozu znajdującego się nieopodal miejscowości Griazowiec k/Wołogdy. (Griazowiec jest położony niecałe 50 km na południe od miasta Wołogda, oddalony ok. 450 km na północ od Moskwy i ok. 800 km na południe od Archangielska). Tam w zabudowaniach byłego klasztoru imieniem Korneliusza (Kornilija) Komelskiego (Korniliewsko-Komelskij Monastyr) ulokowano Obóz NKWD nr 150 .

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Monaster_Korniliewsko-Komelski

    Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w czerwcu 1941 roku, zaczęto formować wojsko polskie, m.in., miejscowości Tockoje i właśnie tam, nad brzegi rzeki Samara, ok. 200 km na północny zachód od Orenburga, dowieziono również Księdza. Został od razu mianowany kapelanem 6 Lwowskiej Dywizji Piechoty formowanej pod dowództwem gen. bryg. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza.

    https://pl.wikipedia.org/wiki/6_Lwowska_Dywizja_Piechoty

    Z ww. dywizją przeszedł szlak bojowy znany z historii Armii gen. Andresa i II Korpusu Polskiego

    https://2korpuspolski.pl.tl/Kalendarium.htm

    Po zakończeniu II wojny światowej Ksiądz pracował jako kapelan w obozie dla repatriantów we włoskiej miejscowości Cervinara. Repatriacja zgromadzonych w tym obozie zakończyła się we wrześniu 1946 roku, po tym terminie Ksiądz powrócił do USA (jako obywatel amerykański i w randze ppłk.), gdzie posługiwał, w tym jako proboszcz, w kilku kościołach nowojorskich (św. Lucji, św. Jadwigi, św. Walentego). W tym ostatnim z kościołów doczekał emerytury, a w jej trakcie aktywnie udzielał się w emigracyjnych środowiskach polonijnych, utrzymując kontakty zwlaszcza z kombatantami z Wilna i z Wileńszczyzny.

    Ksiądz płk. Franiszek Tyczkowski zmarł w końcu stycznia 1982 roku jako najstarszy z żyjących kapelanów WP
    i został pochowany w mundurze wojskowym na cmentarzu w Meriden, w rodzinnym grobie obok rodziców.

    Za swoje bohaterstwo w walkach podczas kampanii 1939 roku otrzymał Order Virtuti Militari V klasy (Krzyż Srebrny), numer 12316, nadaną przez Komisję Orderu Wojskowego Virtuti w Londynie (na wniosek Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie).

    Ponadto dwukrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych, raz Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski z Gwiazdą („Polonia Restituta”) z rąk Prezydenta RP na Obczyźnie, raz Złotym Krzyżem Zasługi oraz kilkoma odznaczeniami zagranicznymi ( pięcioma brytyjskimi, które otrzymał przede wszystkim za współpracę w charakterze tłumacza z i na angielski oraz jednym łotewskim -
    za udział w zdobyciu Dyneburga w 1920 roku).

    Pierwsza recenzja z książki zawierającej wspomnienia wojenne Księdza ukazała się na łamach londyńskich „Wiadomości” w numerze 1641/1642 z 1977 roku. Autorem jej był Czesław Jeśman

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Czes%C5%82aw_Je%C5%9Bman

    Oznacza to, że przyjmowana, m.in. w Wiki i powielana przez innych, data publikacji wspomnień Księdza jako roku 1972 nie jest zbyt prawdopodobna. Jest to bowiem ostatni rok wymieniony w treści „Wspomnień …”, a przecież dalsze prace redakcyjne i wydawnicze musiały zająć trochę czasu. Tak czy siak, nakład wydany ze środków Autora nie mógł być ilościowo pokaźny i zapewne skierowany był głównie do kombatantów-wilniusów żyjących jeszcze na emigracji w Nowym Jorku i okolicach. Po jednym egzemplarzu tej książki posiada kilka bibliotek uniwersyteckich w USA i kilka bibliotek uniwersyteckich w Polsce, co skutkuje tym, że aby zapoznać się z jej treścią trzeba pofatygować się do tamtejszych uniwersyteckich czytelni.

    Ale, na szczęście znalazły się luki w tym systemie „dostępności”, no i udało mi się go sforsować.

    Czy uda się rozstrzygnąć kwestię określoną zapytaniem dlaczego ten bohaterski ksiądz, oficer, kapelan i naukowiec, jak też jego dzieło życia, zostały tak totalnie zamilczane oraz skazane na zapomnienie?

    Jednym z wyjaśnień jest pewnie fragment z Jego życiorysu, który dotyczy złożenia przed Komisją Kongresu USA obszernych zeznania dotyczących zbrodni sowieckich dokonanych na narodzie polskim, m.in. okoliczności i szczegółów zbrodni katyńskiej. Zeznania złożone przez Księdza i dostarczone przez niego dowody zostały wykorzystane w wielotomowym dziele Komisji i przekazane do rozpatrzenie przez Międzynarodowy Trybunał do Spraw Zbrodni przeciw Ludzkości.

    To tłumaczy dlaczego cenzura w PRL starannie „wyadiustowywała” nazwiska wszystkich świadków sprawy katyńskiej, a w swojej propagandzie, jeśli nie dawało się ich zamilczeć, oskarżała ich o współpracę z faszyzmem.

    No dobrze, ale przecież już niemal 30 lat bez mała nie ma PRL-u , a ks. Franciszek Tyczkowski jaki był nieznany, taki jest i nadal.

    Czy spadkobiercom PRL-u, owym kadrom pozostawionym przez ancien regime w kulturze (fizycznej)
    i sztuce propagandowej (magicznej), kadrom przesiąkniętym miazmatami „Marleny” podlanej masońskimi sosami z „zachodnich przodujących demokracji” nie w smak, że miałyby, jako postać pozytywną i wzór dla młodzieży pokazać przedstawiciela kleru? Tak, kleru. Bo przecież takich bohaterskich duchownych było znacznie, znacznie więcej. Choćby kapelanów z „listy katyńskiej”, zamordowanych na wiosnę 1940 r. a wskazanych jako kandydatów do procesu beatyfikacyjnego przez Stowarzyszenie „Rodzina Katyńska w Warszawie”.

    https://archiwum-ordynariat.wp.mil.pl/plik/file/2011-01-23%20kapelani_do_procesu_beatyfikacyjnego0001.pdf"

    stąd cytacik http://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/kolofon-do-kleru
    Odpowiedz
  • Re: Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego|Klara (oporna uczennica Pańska) 13.10.2018, 0:03

    A co.

    Cytacik:

    "Ostatni już liczący się europejski bastion Kościoła Powszechnego coraz mocniej drażni eurounijną masonerię. Na dodatek zanosi się , że w nadchodzącej serii wyborów „partia zagranicy” nie odwojuje w sposób „demokratyczny” utraconej władzy, co poskutkuje tym, iż oficjalne czynniki polityczne nie będą promować antykościelnej polityki tudzież takiej retoryki medialnej ...


    "Lubię to"
    "Czasem się czuję jak... młody Piłsudski do chłopstwa na rynku w Kielcach przemawiający! " e-mail: [email protected]
    Odpowiedz
  • Re: Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego|Adalbert1241 11.10.2018, 23:50
    N a żeby nie było za trudne

    "Kolofon (stgr. κολοφών kolophōn "szczyt, wierzchołek; zwieńczenie pracy") – formuła umieszczona na końcu średniowiecznej książki rękopiśmiennej, zawierająca explicit z tytułem dzieła, datację, imię pisarza, czasem jego funkcję (np. praesbiter, organista itp.) i pochodzenie, a nieraz także inne informacje dotyczące okoliczności powstania danego egzemplarza, np. na czyje polecenie czy za czyjego panowania powstał. Uzupełnieniem kolofonu bywały niekiedy osobiste wynurzenia pisarza, zwykle w formie wierszowanej (o charakterze okolicznościowym, pobożnym, poważnym bądź trywialnym itp[a]), najczęściej wyrażające zadowolenie z powodu ukończonego trudu pisarskiego. Kolofon rozwinął się w późnym średniowieczu ze zwięzłej formuły explicitu. Zwykle był wyróżniany przez pisarza graficznie (np. inną barwą inkaustu lub większymi literami). "

    I dobrej nocy :)))
    Odpowiedz
  • Re: Ateisty subiektywna recenzja filmu fabularnego|Darcheville 13.10.2018, 12:04

    o,uczciwy ateista
    szkoda że na forum tacy nie zaglądają


    "Film się nazywa KLER czyli wszyscy"
    "nie liczy się kunszt filmowy tylko żeby dojeb...ć Kościołowi"
    "jak ta sala rżała z takich żałosnych scen"





    „Nic nie powinno cię niepokoić, nic nie ma prawa cię przerażać, wszystko mija. Bóg się nie zmienia. Cierpliwość osiąga wszystko. Kto ma Boga, temu nie brakuje niczego,sam Bóg wystarczy” św.Teresa z Avila
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook