Otwarte forum dyskusyjne Frondy

"Masters of Sex" - dlaczego warto oglądnąć ten serial?

dodano: 12.08.2017, 17:51
akcje wątku: drzewko

William Masters (Michael Sheen) jest uznanym lekarzem ginekologiem zafascynowanym studiowaniem ludzkiej seksualności. Jest jednak niespełniony w życiu prywatnym, brakuje mu umiejętności interpersonalnych, a jego badania spotykają się z niezrozumieniem ze strony kolegów. Ich wagę docenia jego nowa asystentka Virginia Johnson (Lizzy Caplan), nieskrępowana rozwódka samotnie wychowująca dzieci. Prace Mastersa i Johnson nie tylko okażą się pionierskie na polu naukowym, ale zmienią również obyczajowość i oblicze amerykańskiej popkultury.

Dlaczego warto oglądać "Masters of Sex"? Bo jest piękne, opowiada fascynującą historię, inteligentnie bawi się z widzem, ma świetnych bohaterów i jeszcze lepszych aktorów. A i golizny w nim nie brakuje – oczywiście pokazywanej w imię nauki!

1. Wspaniały klimat retro

Lata 50. i 60. były w Ameryce piekłem dla kobiet zamkniętych na przedmieściach i zmuszonych do odgrywania roli żon idealnych, ale też były okresem, w którym kobiety wyglądały najlepiej. W "Masters of Sex" jest wszystko to, za co pokochaliśmy "Mad Men": szykowne stroje, dopracowane fryzury, meble i gadżety z epoki, muzyka, papierosowy dym, choć tym razem nie w ilościach hurtowych. Nawet gdyby w serialu nikt się nie odzywał ani słowem, dałoby się go oglądać.

2. Prawdziwa historia badaczy ludzkiej seksualności

William Masters i Virginia Johnson ze szpitala uniwersyteckiego w St. Louis to pionierscy badacze ludzkiej seksualności. Zaczynali w latach 50., kiedy Ameryka była bardziej pruderyjna niż kiedykolwiek, a o przyjemnościach płynących z seksu nikt nie mówił. Zwłaszcza kobietom nie miało być przyjemnie.

Prawdziwi Masters i Johnson zabrali się do badania tego zupełnie nowego dla nauki świata dokładnie tak jak serialowi: obserwując zza szyby podłączonych do aparatury ludzi uprawiających seks. A do tego mieli ciekawe życie prywatne.

 

3. Michael Sheen i Lizzy Caplan

Przed premierą wydawało mi się, że to Michael Sheen będzie błyszczał. I błyszczy! Jednak Lizzy Caplan, aktorka w telewizyjnym światku dość znana, ale nigdy nie uważana za wybitną, nie wypada wcale gorzej. Virginia Johnson w jej wykonaniu to niesamowita kobieta: inteligentna, odważna, rozsądna i pełna empatii. A to, że Lizzy nie ma oporów przed rozbieranymi scenami, też wadą nie jest. I ta chemią między dwójką głównych bohaterów! Coś fantastycznego.

 

4. Świetnie napisani bohaterowie. Wszyscy!

W połowie sezonu już widać, że scenarzyści stworzyli paletę barwnych postaci. Wszyscy tu są jacyś, nawet ci, którzy po pilocie na specjalnie frapujących nie wyglądali. Lekarze, pielęgniarki, żona Mastersa, prostytutka szukająca miejsca dla siebie, rektor skrywający tajemnicę i jego rodzina. Każdy ma tu jakiś intrygujący rys, sprawiający, że chcemy oglądać jego dalsze losy.

 

5. Inteligentne gierki z widzem

Są seriale łopatologiczne i jest "Masters of Sex". Nawet w XXI wieku niełatwo mówić o seksie normalnie, bez popadania czy to w nadmierną pruderię, czy wulgarność. "Masters of Sex" to potrafi. Bawi się podtekstami, puszcza oczka do widza, czasem stawia na dosłowność, czasem na subtelność, czasem na jedno i drugie naraz. Polubicie tę grę, czy tego chcecie, czy nie.

 

6. Czołówka!

Piękna, inteligentna, przepyszna! Jak cały serial.

 

7. To nie porno, to nauka

Niedawno po Sieci krążył filmik "To nie porno, to HBO", parodiujący takie seriale, jak "Gra o tron" czy "Zakazane imperium". W stacji Showtime, która emituje "Masters of Sex", obowiązują identyczne zasady co do golizny. Jest jej tak dużo, że momentami naprawdę trudno skupić się na fabule. Ale pamiętajcie, że tu nie chodzi o cycki, tu chodzi o naukę.

 

8. Ta niezwykła kobieta

Uwielbiam silne babki i uważam, że nie brakuje ich w dzisiejszej telewizji. Ale mam wrażenie, że Virginia Johnson, która w tamtych czasach po prostu musiała szokować swoim podejściem do życia i seksualności, przebija większość z nich. Dlaczego? Bo oto mamy lata 50., większość dziewczyn zostaje żonami i niewiele myśląc, wpada w trybik mąż – dzieci – dom na przedmieściach, tymczasem ona robi, co chce, zdarza jej się potraktować faceta przedmiotowo i potrafi sięgnąć po to, co jej się podoba. Mówić prawdy też się nie boi.

 

9. Społeczeństwo końca lat 50.

Młoda para przychodzi do lekarza. Mówią, że śpią ze sobą od kilku miesięcy i wciąż nie ma z tego dzieci. Lekarz pyta o pozycje, a oni, wystraszeni, patrzą po bokach, niespecjalnie rozumiejąc, o co chodzi. Po paru minutach przyczyna "bezpłodności" staje się oczywista: ci mili ludzie uważali, że aby mieć dzieci, wystarczy spać obok siebie. Dosłownie!

Seksizm, rasizm, niechęć do wszystkiego, co niezbadane i zwykła, codzienna głupota. Ameryka końca lat 50. to kraj, którym rządzą biali mężczyźni – i skutki tego w Masters of Sex" widać jak na dłoni.

10. Nawet logo jest super!

Spójrzcie tylko na literę "E".

 

ttp://gadzetomania.pl/2463,10-powodow-dla-ktorych-warto-ogladac-masters-of-sex

 

 

 

  • Re: "Masters of Sex" - dlaczego warto oglądnąć ten serial?|Arys 12.08.2017, 18:55
    Hmmm...
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook