Otwarte forum dyskusyjne Frondy

Fałszywi przyjaciele islamu

dodano: 9.06.2004, 11:27
akcje wątku: drzewko

Konfliktowi izraelsko-palestyńskiemu towarzyszy ciekawe zjawisko – sympatia radykalnej lewicy dla tzw. islamskiego ruchu oporu. Ci sami, których sens życia stanowi walka z polskim „faszyzmem”, bez mrugnięcia okiem zachowują się tak, iż na ich tle LPR i Radio Maryja to liberałowie. Środowiska taśmowo podpisujące listy otwarte przeciw najbłahszym przejawom fobii antyżydowskiej, deklarują poparcie dla inicjatyw, w których nienawiść do Żydów należy do dobrego tonu. Schizofrenia? Niekoniecznie.

Izrael nie powinien być ani świętą krową, ani czarną owcą. Państwo żydowskie dopuszcza się czynów, które trudno uznać za godne poparcia, choć – jako człowiek żyjący w dość bezpiecznym i niespornym miejscu na ziemi – jestem ostrożny w kwestii krytyki i taniego moralizatorstwa. Tam, gdzie do głosu dochodzą wieloletnie zadrażnienia, historyczne argumenty, tam nietrudno o samonapędzający się konflikt. Każda wspólnota – i palestyńska, i izraelska – ma prawo bronić własnych interesów, a ponieważ obie strony tego konfliktu traktują je poważnie, to nic dziwnego, że nie wszystko wygląda tam różowo. Powtórzę: Izrael nie jest tu bez winy, ale Arabowie to nie dobroduszni pacyfiści. W końcu nie raz zapowiadali, że zepchną Żydów do morza i gdyby tylko mieli możliwość to uczynić, na pewno nie poprzestaliby na pogróżkach.

Konflikt i racje obu stron to jedno, stanowisko lewaków to osobna kwestia. Michał Bilewicz, lewicowy publicysta „Jidełe” i „Słowa Żydowskiego”, stwierdził, że proislamskość i „antysyjonizm” lewackich periodyków „Lewą Nogą” i „Rewolucja” przybiera postać irracjonalnej obsesji zahaczającej o teorie spiskowe. Ja dostrzegam w nich coś innego – obrzydliwe wyrachowanie.

Tym, co najbardziej uderza u lewicowych doktrynerów, jest „pragmatyzm”. Palestyna i jej mieszkańcy są im obojętni. Nic dziwnego – wyznawcy Allacha mają odmienny system wartości niż radykalni ateusze i zwolennicy „internacjonalizmu” rozumianego jako destrukcja tożsamości etnicznych. Ale zbrojny „islamski ruch oporu” ma pewną rolę do odegrania. To rola „antyimperialistycznego” tarana. W pewnej trockistowskiej gazetce znalazłem taki passus: „Socjalista /.../ dostrzega też, że w religii może kryć się wyzwolicielski potencjał. I w naszych czasach znajdujemy takie ruchy: teologię wyzwolenia i rewolucyjny islam. Zwłaszcza ten drugi – religia uciskanych w skali globu ludów Trzeciego Świata – jest istotnym segmentem światowego ruchu antyimperialistycznego”.

Pomijając bzdurność tych wywodów („uciskane ludy” na garnuszku naftowych szejków), widać tu jasny zamysł: islamiści mają posłużyć do obalenia „imperializmu”. I z tej to mrzonki wypływa reszta: zajadła krytyka Izraela i bezwarunkowe popieranie najbardziej ekstremalnych ugrupowań islamskich. „Imperializm” oznacza tu politykę USA, a Izrael to „amerykański lotniskowiec na Bliskim Wschodzie”, więc uderzenie Arabów w państwo żydowskie mogłoby zmienić globalny układ sił. Daleko mi do zachwytu nad USA i jego rolą we współczesnym świecie. Ale jeszcze dalej do beztroskiego szafowania życiem milionów ludzi, którzy mieszkają w Izraelu. Ani los Żydów, ani Arabów nie jest w lewackich wizjach traktowany jako coś godnego namysłu. Niech się dzieje co chce, niech krew się leje strumieniami, byleby tylko uderzyć w imperializm.

Wyznawcy Proroka są tu traktowani jak „użyteczni idioci” służący do realizacji rewolucyjnych strategii. Ale gdy Murzyn zrobi swoje, Murzyn będzie mógł odejść. Po „załatwieniu” Izraela i USA, islamiści staliby się obiektem podboju inżynierów społecznych, którzy bez pardonu nauczyliby ich myśleć po marksistowsku. Dzisiejsza „miłość” lewaków do islamu zostałaby zastąpiona piętnowaniem tamtejszych ojców Rydzyków, plebejskiej religijności, tamtejszego „faszyzmu” i „ksenofobii”, zamykaniem tamtejszych księgarń „Antyk” i szydzeniem z tamtejszego „Ciemnogrodu”.

Remigiusz Okraska

  • Re: Fałszywi przyjaciele islamu|15771 31.03.2009, 12:41
    jak się masz?
    Odpowiedz
  • Re: Fałszywi przyjaciele islamu|Nurni (anonimowo) 22.04.2009, 10:59
    "Państwo żydowskie dopuszcza się czynów, które trudno uznać za godne poparcia, choć – jako człowiek żyjący w dość bezpiecznym i niespornym miejscu na ziemi – jestem ostrożny w kwestii krytyki i taniego moralizatorstwa. Tam, gdzie do głosu dochodzą wieloletnie zadrażnienia, historyczne argumenty, tam nietrudno o samonapędzający się konflikt"



    Co ma tlumaczyc ta kwestia?



    Krytycy panstwa zydowskiego wskazuja na zbrodnie popelniane za przyzwoleniem swiata.



    Prosze napisac wprost ze zbrodni nie ma i bedziemy w domu.



    Ewentualnie wyznaczyc zakres tej krytyki i podkreslic z 10 nrazy ze ewentualni krytycy musza przysiegac na krzyzyk ze nie sa "radykalna lewicą" - albo jakos odzegnywac sie.
    http://wola44.wordpress.com/
    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz musisz być zalogowany. Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

facebook